|
Żaden z listy 100 najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost" nie znajduje się na liście 100 płacących najwyższy podatek dochodowy w Polsce. |
| Na zdrowie! |
|
|
| Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org] | |
| 16.08.2008. | |
|
Zatroskanie Janusza Palikota stanem zdrowia umysłowego i fizycznego prezydenta Lecha Kaczyńskiego wydawało się dotychczas głupawą PR-ową grą. Teraz jednak – po wizycie tego ostatniego w Tbilisi – wyrażane publicznie wątpliwości nabrały nowej jakości i jawią się jako uzasadniona obawa o bezpieczeństwo Polski. Mało tego, wygląda na to, że przypadłości prezydenta udzieliły się sporej części społeczeństwa (kto wie, a może już od dawna były jej udziałem).
Pierwszym, najbardziej uderzającym elementem zaburzeń psychicznych naszej głowy państwa, jest coś z pogranicza obsesji i urojenia. Lechowi Aleksandrowi wydaje się bowiem – tak wynika z jego czynów i sprzyjających mu komentarzy – iż walczy on z tzw. komunizmem, czy też raczej tzw. komuną. Intensywność zacietrzewienia, obezwładniająca głupota i infantylizm reakcji tego osobnika na zbrojne akcje Federacji Rosyjskiej w Osetii Południowej dobitnie ukazuje tendencje schorzeniowe. Osoba o sprawnym cerebrum i trzeźwa nie poważyłaby się na czyny tak durne. Wygląda to mniej-więcej tak. Jakiś niewysoki facet - prezydent państwa, którego potencjał ludnościowy, ekonomiczny, militarny jest średnio 55 (słownie: pięćdziesiąt pięć) razy mniejszy od Rosji, leci do państwa gdzie wskaźnik ten wynosi circa 255. Ten ostatni podmiot stał się celem operacji militarnych po tym jak jego lider – jeszcze bardziej arogancki młody wilczek i rusofob oktrojowany tam przez ekipę znad Potomaku – poczynał sobie ciekawie i wszczął krwawą awanturę. Potem obudził się z ręką w nocniku zdziwiony zapewne, iż jego protektorzy nie chcą zrzucić na Moskwę bomby atomowej (co najmniej!!!), a – jak go wielokrotnie zapewniali – jest on ich „priorytetowym partnerem w regionie”. Tymczasem jedyną reakcją mocarnego Jerzego Krzaka była groźna mina podczas miałkiej, jak na jego standardy, wypowiedzi na trawniku przed swoim mieszkaniem. W tym samym czasie wielu rodaków/poddanych tego dżentelmena zagryzając wargi i dygotając ze strachu dywagowało na rozmaitych forach internetowych o tym czy i kiedy wojska rosyjskie wyjadą z Atlanty. Atlanta jest bowiem stolicą jednego ze stanów w USA, którego nazwa brzmi w języku angielskim dokładnie tak samo jak nazwa państwa ze wskaźnikiem 255. Takie działanie również nosi znamiona epizodu psychotycznego i to w bardzo infantylnym wydaniu, bo koleś obudził się z ręką w nocniku i drapiąc się po główce odczuwa porażające (a jakie inne?) zdziwienie obserwując porażki swoich wojaków w starciu z armią Federacji Rosyjskiej. Teraz wkraczają chore projekcje prezydenta Kaczyńskiego. Jego wizja świata wygląda mniej-więcej tak – w Polsce tzw. komunę obalili agenci Służby Bezpieczeństwa, którzy zawładnęli krajem, zakupując tzw. teczki; ZSRR zaś obaliło KGB po to by Władimir Putin mógł zostać prezydentem Rosji i szkodzić Polsce. On zaś niesie za wszystkich obywateli Polski wielki krzyż pokonania międzynarodowego komunizmu, którego taką samą emanacją są nieprzychylne mu publikacje w prasie głównego nurtu jak i operacja wojskowa w Gruzji. Logiczną konsekwencją tego stanu rzeczy był jego wyjazd do Tbilisi gdzie do przestraszonych ludzi modlących się o to by rosyjskie oddziały nie przemieszczały się dalej w głąb terytorium ich państwa i pałających nadzieją na jakiś rozejm wykrzyczał, iż przyjechał tam walczyć przeciwko próbom zaborów Gruzji. Przedstawił tam również swoje przewidywania dotyczące dalszego rozwoju wypadków. Oto jej streszczenie: po tym jak Rosja zajmie i przyłączy do Federacji Gruzję, napadnie na wszystkie republiki bałtyckie, a potem nastąpi inwazja na Polskę. Wraz z nim przyjechało kilku jego koleżków po fachu – przedstawiciele Litwy, Łotwy i Estonii. Potencjał tych krajów jest odpowiednio 261, 265 i 377 razy mniejszy od Rosji. Czas chyba wykorzystać niedawno opracowaną przez amerykańskich ekspertów strategię obrony – wojnę prewencyjną. Doradcy Kaczyńskiego na pewno już o tym myślą – czekamy na wystąpienie Michała Kamińskiego, który ogłosi tę decyzję. Taka wojna zakończyć by się mogła niczym innym jak niespotykaną dotąd w historii masakrą wojsk polskich. Kaczyńskiemu zaś w-to-mi-graj. Dlaczego? Ano dlatego, że elementem jego psychicznych przypadłości jest ustawiczne mylenie zwycięstwa i porażki. Każda krwawa łaźnia, w której giną Polacy jawi mu się jako wyśmienite wydarzenie i wybitne zwycięstwo moralne, na którym można potem budować swoją ideologię (tudzież muzea – vide: muzeum Powstania Warszawskiego). Nie trzeba chyba dodawać, że najlepszym kwantyfikatorem jej jakości jest fakt, iż powstała ona jako wypadkowa różnych psychicznych zdarzeń, które – mówiąc językiem pacjenta, którego wypowiedź niniejsza dotyczy – mają charakter patologiczny. To samo zresztą dotyczy Gruzji. Wszak kacza inicjatywa doprowadzi do niczego innego jak pogłębienia fatalnej dla Gruzinów sytuacji. Rosja, która – wbrew jego obsesjom – Polski nie napadnie tym chętniej poużywa sobie w samej Gruzji, skoro ta przyjmuje oficjalnie osoby wykonujące pieśni i tańce wojenne przeciw niej. Ale zwycięstwo moralne oczywiście jest. Warto w tym miejscy przywołać słowa pewnego słynnego powstańca warszawskiego, który na okoliczność jego sześćdziesiątej rocznicy powiedział tak: „jeszcze dwa takie moralne zwycięstwa i nie ma narodu”. Lech Aleksander Kaczyński nie jest oczywiście wart szczególnych rozważań. Do przedstawienia takiej amatorskiej diagnozy zachęca jednak prezydent USA, który zatelefonował do Pałacu Prezydenckiego w Warszawie i pogratulował L. A. Kaczyńskiego… odwagi. W języku dyplomacji oznacza to ni mniej, ni więcej jak tylko: „jesteś Pan zupełnie popapranym kretynem, ale dzięki Ci serdeczne za to, że wyręczasz mnie niejako, bo mi się swady z Putinem widzą średnio – wszak to władca sporego państwa; dzięki takim indywiduuom jak Ty nie muszę walić bezpośrednio w niego – wystarczy, że pochwalę Ciebie, a jeszcze lepiej jak uczynię to przez telefon – żeby media pisały o tym tylko w Polsce; brzemię gniewu Putina spadnie i tak na Ciebie; hi, hi”. Skoro problemy Kaczyńskiego stały się przedmiotem dyplomatycznej rozgrywki między USA i Rosją należy się im jakaś analiza, nieprawdaż? A tak zupełnie na poważnie (o ile można mówić poważnie o inicjatywach, w które zaangażowane jest jedno z bliźniąt Kaczyńskich)… Antyrosyjska histeria jaka eksplodowała w Polsce po raz kolejny nie zaskakuje. Rusofobia jest jednym z najważniejszych czynników, które legitymizują polską klasę rządzącą. Nietrudno się dziwić, że jej dyskretnemu czarowi ulegają również media. Z przekazu przedkładanego przez nie wynika niezbicie, że Rosja dopuściła się agresji na niezależną Gruzję, która to spokojnie rozwijała demokrację i niosła wszystkim na Kaukazie kaganek wolnego rynku, czyli wspaniałości, dostatku i dobrobytu. Wedle polskich komentatorów Rosja czyni to ponieważ jej ludność i przywódcy są chorzy – chcą żyć w imperium i chcą być jako mieszkańcy/władcy imperium traktowani, zwłaszcza przez Polaków; najlepiej jeszcze żeby Polacy żyli w ciągłym lęku. Tymczasem rzeczywistość jest cokolwiek inna. Rosjanie na każdym szczeblu drabiny społecznej mają opinie Polaków o sobie centralnie pomiędzy zwieraczami. Nietrudno się o tym przekonać czytając rosyjskie fora internetowe po każdej co bardziej idiotycznej wypowiedzi któregoś z luminarzy Prawa i Sprawiedliwości, która odzwierciedlona zostanie w zagranicznych mediach. By jednak do takich informacji docierać potrzebna jest znajomość języka rosyjskiego, który w Rzeczpospolitej uchodzi za język szatana, a władanie nim świadczy o inklinacjach stalinowskich. To jednak byłoby dostateczne dla przeciętnego obywatela Polski. Dziennikarze krok ten powinni poprzedzić tym co jest przedmiotem ich niekończącego się uwielbienia – terapią szokową. Przy czym w tym wypadku powinni być jej przedmiotem, a nie obserwatorem. Zamiast napawać się widokiem biedniejącego społeczeństwa pogrążającego się w barbarzyństwie powinni udać się do swoich kuchni, otworzyć szafkę w której trzymają akcesoria kuchenne, znaleźć największą i najcięższą z patelni i potraktować ją jako poprzeczny, czaszowy zwielokrotniasz uderzenia, czyli przyłożyć sobie nią z całej siły w łeb. Prymitywny antyrusyzm przesłania również fakty. Nie da się tymczasem ukryć, że konflikt zbrojny wszczęła administracja gruzińska z prezydentem Saakaszwilim na czele. Mało tego, wiadomo dziś, że jego amerykańscy mocodawcy ostrzegali go przed zbyt śmiałymi krokami. Ten jednak – zarażony bakcillus kacisti – nie oglądał się na takie ostrzeżenia i poszedł na całość. Rosja na całość iść nie musiała – wystarczy, że pozwoliła kilku oddziałom pohasać tu i tam. Władze Federacji nie boją się żadnych gróźb izolowania na arenie międzynarodowej, bo wiedzą, że George Bush jest wprawdzie ignorantem, ale nie aż takim. Są bowiem na świecie przywódcy różnych państw, które na to tylko czekają - choćby Kadafi czy Ahmadinedżad. Niezależnie od tego jak bardzo polskie pismactwo podniecało się będzie Bushem i Rice grożącymi Putinowi palcem – nic z tego nie będzie. To, że nadwiślańskim dziennikarzynom wydaje się, iż to świadomość określa byt, a nie odwrotnie; czyli, że świat jest projekcją ich wyobrażeń, nie zmienia faktów. Uwagę zwraca także bezmiar ich dwulicowości i żenującego załgania. Einstein się pomylił ukuwając słynny aforyzm: „tylko dwa zjawiska przybierają wartości nieskończone – wszechświat i głupota ludzka”. Drugi człon powinien brzmieć „hipokryzja polskich dziennikarzy”. Głupota ludzka jest być może nieskończona, ale w określonych sytuacjach społecznych odgrywa ona niepomiernie mniejszą rolę niż ludzka mądrość, także nieskończona. Tymczasem hipokryzja polskich dziennikarzy przepoczwarza się stale i nigdy, niezależnie od okoliczności, nie przestaje zwiększać swoich rozmiarów. Gigantycznym afrodyzjakiem dla nich okazały się słowa George'a W. Busha, który zakazał Rosji obalania demokratycznie wybranych władz Gruzji… Nasuwa się dość oczywiste pytanie: a demokratycznie wybrane władze Wenezueli to, do cholery jasnej, można? „Ba, nawet trzeba” doda zapewne chętnie redaktor Maciej Stasiński. Wyborną bitą śmietaną na tym znakomitym torcie jest niepowtarzalny protest jaki wczoraj odbył się w Warszawie. Malutki happening zorganizowany w centralnym miejscu stołecznej Pragi (prawobrzeżna dzielnica Warszawy) skoncentrował w sobie wszystkie przywołane wyżej paranoje. Fundacja „Wolność i Demokracja” rozwiesiła w dolnej części pomnika braterstwa broni z Armią Czerwoną transparent z następującym napisem: „Pomóżmy sowietom wyjść z Gruzji”. Jako komentarz tego wydarzenia niech posłuży słynny cytat z Fiodora Dostojewskiego, Rosjanina. Rzekł on był ongiś, że „głupota także jest pewnym stanem używania umysłu”. A współczesnym amatorom obalania komunizmu polecić wypada aromatyzowany napój owocowy zawierający alkohol o wdzięcznej nazwie „komuna” i zadedykować im subtytuł z etykietki tegoż głoszący co następuje: „teraz i Ty możesz obalić komunę!”. Na zdrowie Towarzysze! |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |