Mydlane przypowieści – część pierwsza Drukuj Email
Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org]   
08.12.2008.

Tekst pt. „Banki mydlane” mojego redakcyjnego kolegi Tymoteusza Staniuchy przeczytałem z uwagą i zdumieniem. Z jednej strony jest stosunkowo kompetentnym opisem katastrofy międzynarodowego kapitalizmu, z drugiej jednak wydaje się przebijać przez niego bardzo osobliwe przesłanie, którego treść jest chyba niekoniecznie kompatybilna z pracowniczym punktem widzenia.

W tymkowej opowieści przewija się motyw prymitywnej chęci błyskawicznego nachapania się przez jakiś fundusz inwestycyjny, bank czy inną instytucję zarządzaną przez światową finansjerę. Tworzy to klimat dziwacznej próby moralnych rozliczeń ze światową kapitalistyczną magnaterią. Jest to zamierzenie (trudno powiedzieć na ile świadome) zupełnie pozbawione racjonalnych podstaw.

Uwiąd moralny czy turbo-kapitalizm?

Zachowań ekonomicznych bankowców i wszelkiej maści spekulantów nie wyznacza przecież jakiś abstrakcyjny imperatyw moralny. Są one bezpośrednim wynikiem mechanizmów tzw. wolnego rynku i atmosfery prowadzenia biznesu, którą ów wytwarza. Ergo - jeśli ja nie wymiotę kogoś z rynku, sam zostanę z niego wygryziony, a to oznacza takie przyjemności jak: upadłość, bankructwo, komornik, a może i jakaś odpowiedzialność karna. Toteż wszyscy – nie tylko najmożniejsi tego świata – działają według tej zasady. Nie wynika to z czyjejś moralności, lecz z obiektywnych okoliczności narzucającycch konkretne ramy ekonomicznego działania grup i jednostek (tak społecznych jak i kapitałowych).

Naturalnie, nie można powiedzieć, iż moralność, zwłaszcza rozumiana jako filozofia codziennego działania i wyznacznik najważniejszych wartości, nie ma żadnego znaczenia. Owszem, ma, ale wyłącznie wtórne. Moralność – pisał o tym już dziadek Marks – jest zjawiskiem o charakterze klasowym. Jest – upraszczając nieco – zbiorem zasad i norm, które regulują naszą codzienność. Owe zasady i normy są różne – jak wiadomo – dla różnych grup społecznych. Inna jest moralność ociekającej pieniędzmi burżuazji, inna spauperyzowanego pracownika najemnego zastanawiającego się jak przeżyć od pierwszego do pierwszego. Oczywiście, moralność tych pierwszych zakłada – między innymi – iż można traktować tych drugich jako narzędzie do generowania zysku, które można bez problemu wyrzucić, zamienić na nowe, lub używać go jeszcze bardziej intensywnie. Doskonałym tego odzwierciedleniem jest powszechnie funkcjonujący termin „siła robocza”. Pracownicy, nawet językowo, zostali totalnie uprzedmiotowieni i zdehumanizowani. Śmiało można zaryzykować tezę, iż pracownicy – patrząc przez pryzmat kapitalistycznej filozofii i tzw. dyskursu publicznego (sposobu dyskutowania na dany temat), który ona wytwarza i którym dość sprawnie posługuje – zdefiniowani zostali gorzej niż Żydzi przez hitlerowskie władze. Oczywiście, naziści robili wszystko by ich odczłowieczyć i szerzyć wobec nich nienawiść (tak samo jak wobec gejów, Romów, Czarnych, Żółtych, inwalidów…). Nienawiść pozostaje jednak jakąś formą stosunku do tej czy innej grupy społecznej i – chcąc-nie-chcąc – nadaje jej jakąś, choćby nawet minimalną, podmiotowość. Tymczasem kapitalizm proponuje totalną obojętność.

Jednak nie to nie moralne dylematy (względnie brak rozterek) spowodowały światowe załamanie systemu. Nie żadna „chciwość” rzekomo wpisana w „naturę ludzką”, ale rynkowe turbo. Finansowy establishment próbuje za wszelką cenę sprowadzić całą dyskusję na tory rozważań moralnych. Celem tego manewru jest nic innego jak odwrócenie uwagi ludzi od oczywistej, narzucającej się, refleksji – światowy kapitalizm się załamał, a co dalej?

Spekulacja i wszystkie „bańki” – mieszkaniowa, kredytowa itd., są nieuchronnym produktem tzw. wolnego rynku i wolnorynkowej gry ekonomicznej. To że dziś przypomina ona działania pijanego furiata w kasynie nie zmienia postaci rzeczy. Kapitaliści i ich „niezależni eksperci” nie raz już pokazali, że zupełnie nie rozumieją z czym się to je i przeczą sobie cały czas.

Najpierw mówili, że globalizacja jest super i że teraz nie ma ani jednej gospodarki, która nie byłaby zależna od kondycji ekonomicznej całego świata; ergo: od innych gospodarek. Teraz powtarzają nam w kółko, że nie jest źle, bo kryzys w zasadzie dotknął jedynie USA, Węgry, Islandię i jakiś tam jeszcze kraj, ale Polski nie, bo polskie banki prowadziły odpowiedzialną politykę. Najpierw mówili, żeby wszystko pozostawić wolnemu rynkowi, zaklinali nas, że rynek wszystko załatwi i że niewidzialna ręka rynku wszystkich wesprze we właściwym momencie – teraz mamy do czynienia z falą masowych nacjonalizacji. Można by wyliczać takich przykładów mnóstwo. Trzeba sobie otwarcie powiedzieć – prowadząc przedsiębiorstwo albo jakiś spekulacyjny interes lepiej zatrudnić astrologa do przewidywania koniunktury niż tzw. niezależnego eksperta, bo ci ostatni udowadniają po raz kolejny, że nie mają zieloniutkiego pojęcia skąd biorą się kryzysy w kapitalizmie. Najnowsze pomysły niektórych z nich, wyrażane najmocniej przez duet Barroso-Sarcozy, czyli powrotu do keynsowskiego „deficit financing” (w wolnym tłumaczeniu: finansowanie deficytowe) świadczy o tym jeszcze bardziej dobitnie. Historia pokazała czym to się skończyło, ale – jak mawiał Hegel, a za nim wielu powtórzyło – z historii można nauczyć się głównie tego, że nikogo niczego ona jeszcze nie nauczyła.

Gigantyczna spekulacja finansowa, jaką rozgrywają giganci, jest jeszcze jednym modelem generowania zysku – tak samo brutalnym dla pracowników jak każdy inny, tak samo dobrym dla przedstawicieli kapitału. Monetaryzm (neo-liberalizm) jest w pewnym sensie wyznacznikiem moralnego trendu, jest modą na sposób rynkowej gry, metodą orki w ziemi, której solą są pracownicy. Nie wolno jednak zapominać, iż filozofia owa wyrosła na gruncie czysto ekonomicznych rozważań dotyczących tego jak uratować bogatych w czasach kryzysu i kosztami tegoż obarczyć pracowników. Dopiero z tej – czysto technicznej – koncepcji wyrosły jakieś zagadnienia moralne. A koncepcja ta zakłada po prostu bardziej ekstensywną gospodarkę i silniejszą eksploatację pracowników. Dodajmy – celem wyciśnięcia z zaprzęgniętej już „siły roboczej” większej wartości dodatkowej, bez konieczności prowadzenia jakichkolwiek inwestycji.

Spekulacja jest niczym innym jak bezpośrednim przedłużeniem tego pomysłu. Nie dość, że generuje zysk zupełnie bezinwestycyjny to jeszcze redukuje ilość „siły roboczej” potrzebnej do obsługi i - co jeszcze bardziej nowatorskie – bazuje w większości na pieniądzu wirtualnym, nie mającym żadnego pokrycia w realnym świecie. Jedynym kosztem amortyzacyjnym jest zużycie komputera, na którego monitorze spekulanci dopisywali sobie kolejne zera do sumy na koncie. Dopiero na tej bazie ukształtowały się pewne założenia moralne, które – powtórzmy – odgrywają rolę zupełnie drugoplanową. Nawet jeśli wyobrazimy sobie hipotetyczną sytuację, w której biznesmen X zalewa się łzami z powodu konieczności zwolnienia tysięcy pracowników i – celem zastąpienia kaca moralnego normalnym – pije na umór niebieskiego Johnny Walkera to i tak łatwo przewidzieć, że niewiele to zmieni w globalnych stosunkach ekonomicznych. Jeżeli takie sytuacje się zdarzają to są one wyłącznie dowodem na to, że w kapitalizmie bogaci też żyją w klatce – tyle że złotej.

To nie ogon macha psem, lecz pies ogonem.

Podobne wydarzenia w historii komentowali już klasycy myśli socjalistycznej. Oto co pisze na ten temat Lev Bronstein, w swoim opracowaniu pt. „Ich moralność, a nasza” z 1936 roku. „W epoce zwycięskiej reakcji panowie demokraci, socjaldemokraci, anarchiści i pozostali przedstawiciele obozu ‘lewicy’ zaczynają wydzielać dwakroć więcej niż zazwyczaj oparów moralności - podobnie jak ludzie, którzy ze strachu w dwójnasób się pocą. Owi moraliści, trawestując Dziesięcioro Przykazań lub Kazanie na Górze, zwracają się nie tyle do zwycięskiej reakcji, co do rewolucjonistów, którzy są przez nią prześladowani i swymi wybrykami, jak też moralnymi zasadami, reakcję prowokują, dając jej tym samym moralne usprawiedliwienie. Zalecają więc prosty, acz pewny, środek leczniczy, by uniknąć reakcji: musimy oto dążyć tylko do tego, by się odnowić moralnie. Wszystkie redakcje, biorące w tej imprezie udział, przekażą zainteresowanym gratisowe próbki owej moralnej doskonałości”.
 
C.D.N.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing