Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty

Włosi mówią "dość" Drukuj Email
Napisał(a): Marta Ewa Romaneczko [socjalizm.org]   
25.10.2007.

Coraz częściej słyszy się o falach protestów we Włoszech. Nieco ponad miesiąc temu demonstrowali oni przeciwko wzrostowi cen makaronów, teraz natomiast mówią „nie” nieuczciwym pracodawcom, którzy coraz częściej decydują się na zatrudnianie pracowników tymczasowych przy jednoczesnym zmniejszeniu do minimum stałych etatów. Jest to wyjątkowo opłacalny system – pozwala na bezpardonowe zwalnianie z pracy kobiet w ciąży bądź niewygodnych pracowników usiłujących założyć związki zawodowe.

Jak wiadomo, brak stałego zatrudnienia utrudnia – a niejednokrotnie uniemożliwia – opłacanie składek emerytalnych. Należy tutaj nadmienić, że po reformie systemu rentowo-emerytalnego, którą wprowadzono we Włoszech jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, obywatele tego państwa otrzymują emeryturę w wysokości uzależnionej nie od swojej pensji, ale od wpłacanych na konto prywatnych funduszy emerytalnych składek. Dodatkowo, ze względu na niski przyrost naturalny, obecny rząd planuje podwyższenie wieku emerytalnego do sześćdziesięciu dwóch lat i uprawnienie pracodawców do jednorazowej wypłaty „zapomogi emerytalnej” pracownikowi, który ów wiek emerytalny osiągnie i zdecyduje się na rezygnację z pracy, przy czym całość wypłaconej przez pracodawcę sumy wpływałaby bezpośrednio na konto funduszu.

Wysokość „emerytalnej zapomogi” nie byłaby odgórnie określona, jednak już dziś wiadomo, że inwestowanie dodatkowych pieniędzy w pracowników, którzy i tak nie będą przydatni firmom w przyszłości, wiąże się z mnożeniem niepotrzebnych kosztów. Najmniej skomplikowanym wyjściem z tej sytuacji byłoby właśnie zatrudnianie pracowników na okres tymczasowy: bądź to próbny – nieopłacany w pełni, bądź to krótkoterminowy – dający możliwość odrzucenia podania o przedłużenie umowy.

Ponadto, jak możemy dowiedzieć się z wypowiedzi Moreny Piccini – jednej z przedstawicielek stowarzyszenia włoskich związków zawodowych CGIL (Confederazione Generale Italiana del Lavoro) – rząd planuje zmniejszenie składek regulowanych przez pracodawców nawet o 5 %. Nic więc dziwnego, że nasi południowi przyjaciele dręczeni są przez niepokoje.

Organizatorzy pochodu, który przeszedł dwudziestego października ulicami Rzymu, utrzymują, że zmiany, które ma zamiar wprowadzić obecny premier – Romano Prodi, mogą zrujnować życie wielu młodym ludziom, których najzwyczajniej w świecie nie będzie stać na to, by regularnie opłacać składki emerytalne z własnej kieszeni.

Chorwaci, którzy zawsze zapatrzeni byli we Włochów jak w obraz, zazdroszcząc sąsiadom lepszej sytuacji gospodarczej, łapią się teraz za głowę, mając nadzieję, że w ich kraju nikt nie wpadnie na pomysł wprowadzenia podobnych reform. Szef chorwackiego rządu – Ivo Sanader, przyznał jednak, że napięta sytuacja we Włoszech nie była dla niego wielkim zaskoczeniem, ponieważ – jak twierdzi – wskazywały na nią kolejne posunięcia włoskiej koalicji rządzącej, która postawiła sobie za cel napędzenie gospodarki i uniknięcie konieczności zapożyczenia się kraju w Banku Światowym kosztem zwykłych szarych obywateli. Niecodzienna to, swoją drogą, koalicja, która ma w swoim składzie zarówno chadeków, jak i komunistów.

Co zaś tyczy się samego protestu, według szacunkowych danych brało w nim udział około pięciuset tysięcy obywateli wyrażających sprzeciw wobec wymierzonych w klasę robotniczą poczynań rządu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że rządy sprawuje aktualnie włoska pseudolewica, wespół z chadecją i paroma innymi, mniej istotnymi, ugrupowaniami. Jakby tego było mało, portal internetowy Wirtualna Polska podał do informacji, że najpopularniejszy włoski komunista – przewodniczący Izby Deputowanych, Fausto Bertinotti (PRC) – opowiedział się przeciwko demonstracji i zaapelował do ministrów o to, by nie brali w niej udziału. Z tego samego źródła dowiadujemy się, że na pochodzie nie zabrakło jednak niektórych wiceministrów o mniej lub bardziej lewicowych zapatrywaniach. Skądinąd wiemy, że znaleźli się wśród nich m. in. Oliviero Diliberto z Partii Komunistów Włoskich (Partito dei Communisti Italiani), Anna Finocchiaro z socjaldemokratycznego ugrupowania Demokraci Lewicy (Democratici di Ministra), były minister spraw wewnętrznych – Roberto Maroni z Ligi Północnej (Lega Nord), wiceprzewodniczący Confindustrii (Confederazione Generale dell'Industria Italiana), największego we Włoszech związku zawodowego – Alberto Bombassei oraz, co najbardziej zastanawiające, Maurizio Sacconi z promującego zawsze antyetatyzm i liberalizm ugrupowania Forza Italia, które okryło się złą sławą za czasów rządu Berlusconiego.

W obronie pracowników, paradoksalnie, stają więc nie tylko związki zawodowe, populiści w rodzaju Lega Nord i socjaldemokraci, ale także centroprawicowa opozycja, która dopatruje się w fali protestów niezadowolenia z działań polityków pozostających – jak na razie – u władzy, licząc najprawdopodobniej na pozyskanie jak największej ilości zwolenników, którzy przydadzą się im w najbliższych wyborach.

Przygnębiającą niespodzianką dla wszystkich, którzy popierają ideę pochodu jest to, że w obronie wykorzystywanych pracobiorców, którzy tak tłumnie przemaszerowali ulicami Rzymu, od Piazza della Repubblica do Bazyliki św. Jana na Luteranie, nie wystąpiło – zrzeszające przecież głównie siły pracownicze – Odrodzenie Komunistyczne (Partito della Rifondazione Comunista), której były sekretarz tak otwarcie potępił wystąpienia.

BBC podaje, że za organizację marszu odpowiadają przedstawiciele radykalnej lewicy, nie wyłączając tych, którzy niedawno stanęli w szeregach obecnej koalicji. Utrzymują oni, że akcja nie jest wymierzona w rząd, ale w prawo, które pozwala właścicielom firm i fabryk na nagminne posługiwanie się krótkoterminowymi kontraktami, którymi – jak tarczą – zasłaniają się przed niedogodnościami, jakie pojawiają się wraz z koniecznością zatrudnienia większej ilości pracowników etatowych. Tego rodzaju zasłona dymna pozwala na drastyczne cięcia kosztów i zwiększenia nakładów na – jak twierdzą bezpośrednio zainteresowani ewentualnymi konsekwencjami wieców – inwestycje w ilość i jakość wytwarzanych produktów. Szkoda tylko, że w tak drobiazgowych kalkulacjach pomija się jakość życia i wartość pracy.

Włoski Państwowy Urząd Statystyczny ISTAT (Istituto Nazionale di Statistica) informuje o czterech milionach pracowników zatrudnionych w tym kraju na okres tymczasowy, co świadczy o tym, że ponad jedna szósta obywateli posiadających status osoby pracującej nie może liczyć na umowę długoterminową. W obliczu takiego stanu rzeczy nie może być mowy o tym, że – jak skandowali uczestnicy demonstracji, wymachując czerwonymi flagami i wznosząc w górę transparenty z napisami „Pożegnać Prodiego” – czwartkowy pochód będzie ostatnim wołaniem o sprawiedliwość. W nadchodzących tygodniach możemy więc oczekiwać kolejnych fal protestów.

Romano Prodi, najpopularniejsza twarz „lewego skrzydła Chrześcijańskiej Demokracji”, kurczowo trzyma się tymczasem zapewnień o tym, że sprzeciw wobec posunięć rządu nie jest sprzeciwem wobec samego rządu.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing