|
"Warszawianka" (1905 roku) doczekała się swojej hiszpańskiej wersji, stając się jedną z najpopularniejszych pieśni tamtejszej rewolucji lat trzydziestych ubiegłego wieku. |
| Moje i tylko moje… paranoje! |
|
|
| Napisał(a): Emil Stanisławski [socjalizm.org] | |
| 22.04.2009. | |
|
17-ego kwietnia zorganizowano została demonstracja pod siedzibą firmy Stora Enso Poland w obronie warszawskiego squatu Elba, mieszczącego się na Elbląskiej 11/9. Obecny właściciel chce po okazyjnej cenie, w oczekiwaniu na inwestora, wyburzyć zajmowane przez mieszkańców budynki. Podobnie było przy okazji pierwotnej lokalizacji squatu. Budynki zostały wyburzone a plac do dziś stoi niezagospodarowany. Oto kolejny przykład wolnorynkowego bałaganu, który przedkłada już nie tylko zysk nad wartości społeczne, lecz nawet mgliste widmo ewentualnego przychodu. Przypomnijmy – squat to opuszczony, zajmowany zwykle bez zgody właściciela, budynek. Squatersi starają się własnymi siłami wyremontować i postawić na nogi niszczejące pomieszczenia. Organizują sklepy, sale koncertowe i pokoje mieszkalne. Przystosowują budynki do licznych inicjatyw jakie towarzyszą życiu squatu. Na Elbie nie tylko można było posłuchać wielu, niszowych kapel, ale także smacznie i zdrowo zjeść, uczestniczyć w seansach filmowych, warsztatach sztuk walki, kuglarskich, rowerowych czy samby. Wszystko to za darmo lub symboliczną opłatą, pokrywającą jedynie koszty przygotowań. Dziś te jak i wiele innych podobnych im, oddolnych inicjatyw, staje pod znakiem zapytania. Decyzja jest już właściwie nieodwołalna, a sam protest był bardziej symbolicznym objawem sprzeciwu aniżeli realną szansą na obronę squatu. Tam gdzie kapitał staje do walki z ludzką kreatywnością i inwencją nie może zabraknąć licznych kontrowersji oraz analiz socjologicznych na poziomie trzyletniego dziecka, do których już dawno przyzwyczaiły nas polskie media. Co, dla wielu może być zaskakujące, do akcji obrony squatu włączyła się także „Gazeta Wyborcza”, publikując dwa pochlebne wobec squattersów artykuły w swym stołecznym dodatku. Nie ma w tym jednak bynajmniej niczego zaskakującego jeśli wziąć pod uwagę medialny wyraz obrony kultury niezależnej. Wszakże nawet neoliberalizm musi od czasu do czasu pokazać ludzką twarz kanalizując dzięki temu społeczne niepokoje. Nieważne, że tydzień później ta sama gazeta napisze o chciwych związkowcach i rozbestwionych pracownikach. Odmienne zdanie mają jednak polscy komentatorzy życia publicznego, skupieni wokół internetowych komentatorów wszelkich globalnych i lokalnych wydarzeń. Środowisko to niezmiennie od lat tropi wszelkiej maści lewackie wybryki. Nie szczędzi gorzkich słów pod adresem leniwych i chciwych pracowników, młodzieży, studentów, nauczycieli etc. Nie inaczej było i tym razem. Czytając nasycone prawicową retoryką komentarze dotyczące wyburzenia squatu, można było się przekonać jak głęboko wolno rynkowa ideologia zakorzeniła się w głowach przeciętnych obywateli. Zgodnie z UPR-owską logiką, mieszkańcy Elby zostali jednoznacznie zakwalifikowani jako lewacy i komuchy oraz w wersji zdrobniałej, równie popularnej – komuszki. Nie obyło się również bez odwołań do historii. Dla squattersów jako komuszków zajmowanie cudzej własności to naturalna potrzeba wynikająca ze złodziejskiej ideologii Marksa opracowanej już 150 lat temu. Słowo klucz to „własność”! Zgodnie z obecnymi wytycznymi nikt nie ma prawa zając czyjejś własności. Nieistotne czy własność ta jest w jakikolwiek sposób użytkowana. Nieważne również, że squat stał się alternatywą dla oferowanych przez miasto koncertów Bajmu pod Pałacem Kultury, oraz miejscem nieskrępowanej wymiany myśli i poglądów. Własność jest fundamentem nienaruszalnym. Jako taka ma więc pierwszeństwo przed jakąkolwiek inicjatywą, wyobraźnią i kreatywnością. Czyli krócej mówiąc – przed ludźmi. Jak autorytatywnie stwierdza większość internautów wariacje na temat zajmowania pustostanów mogą zrodzić się tylko w głowie leni, którzy chcąc przeżyć przygodę, postawiają zostać brudnymi menelami żyjącymi na koszt dobrych i schludnie ubranych panów biznesmenów. Ludziom tym, jak donoszą mistrzowie polskiej analizy, wcale nie zależy na utrzymaniu kulturalnej inicjatywy, tylko na darmowym pasożytnictwie. Receptą dla tego typu osobników jest znalezienie sobie pracy i zarobienie na własny pustostan. Wtedy nie tylko nikt ich nie wygoni, a jeszcze będą mogli na tym zarobić! Taki oto dobry i wspaniałomyślny jest nasz kapitalizm! System zatacza błędne koło. Sfrustrowane, postępującą alienacją społeczeństwo, pod pozorem racjonalizacji patologicznych wolnorynkowych zachowań, nie odpuści nikomu wykazującemu minimum niezależności wobec wszechobecnej fetyszyzacji pojęcia własności. Kultura poddana logice kapitału nie jest kulturą, jedynie zrzeszeniem producentów na rzecz dalszej maksymalizacji zysków. Miejmy więc nadzieję, że mieszkańcom i sympatykom warszawskiej Elby nie zabraknie sił i squat po likwidacji znajdzie nowe lokum. Już niedługo podobny los może spotkać poznański Rozbrat. Polskiej scenie niezależnej, utożsamianej ze squatmi można zarzucić niejedno, niemniej tkwi w niej niemały twórczy potencjał, o wiele ważniejszy aniżeli kolejne, najeżone kamerami strzeżone osiedle. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |