Mit prawa pięści Drukuj Email
Napisał(a): Emil Stanisławski [socjalizm.org]   
04.03.2009.

Natura fascynowała ludzi od wieków. Inspirowała poetów, pisarzy i filozofów. Pełna harmonii i równowagi ucieleśniała odwieczne dążenie do doskonałości. Wolna od zawiści, zła i chciwości tak charakterystycznych dla świata ludzi. Eden, raj utracony, gdzie pochowany był prawdziwy sens życia ludzkiego. Tajemniczy i niepojęty. Ten idealistyczny obraz natury z czasem uległ zmianie. Przyroda stała się areną bezlitosnej walki o byt. Grą, w której szanse na przeżycie mieli tylko najszybsi, najlepsi i najsilniejsi. Słabi bądź kalecy musieli ulec. Nie było dla nich miejsca w świecie wiecznego chaosu i wojny. Miłość zastąpił egoizm – jedyne ponoć uczucie, które gwarantowało przetrwanie. Niepisane prawo natury, które faworyzowało silniejszych i bardziej bezlitosnych osobników stało się inspiracją nie tylko dla tak zbrodniczych systemów jak nazizm, ale również dla gospodarek kapitalistycznych, w których szanse na sukces mają jedynie najbardziej zaradni i przedsiębiorczy, a rosnące rozwarstwienie społeczne i bieda są czymś rzekomo naturalnym. Nawet zwolennicy romantycznego podejścia do natury zdawali się dostrzegać swój nadmierny idealizm i w praktyce skłaniali się do przyznania racji argumentom oponentów. Wydawać by się mogło bardziej racjonalnym i rzeczowym.

To charakterystyczne, nacechowane neo-darwinowskim egoizmem, podejście do natury a także społeczeństwa stało się faktem. Rzekome prawo pięści dogmatem. Zrozumiałym dla każdego laika. Jednak w świetle dzisiejszych badań sławetne prawa natury zdają się być obce samej naturze, a także wielu jej mieszkańcom. Teoria doboru naturalnego, która stała się podstawą powyższych rozważań, została opracowana przez Karola Darwina, wraz z samą teorią ewolucji, której miała być nieodłączną częścią.

Niewielu jednak wie, że ten sam Darwin pełen wątpliwości przyznał, że gdyby w zachowaniu zwierząt zauważyć znamiona altruizmu i bezinteresownej pomocy teoria doboru naturalnego mogłaby z łatowścią zostać zakwestionowana. Dziś dysponujemy już wystarczająco bogatą literaturą aby dowieść ponad wszelką wątpliwość, że nasi bracia mniejsi to nie tylko krwiożerczy egoiści, ale także oddani przyjaciele, rodzice i członkowie stada. Etologia udokumentowała tysiące zachowań nacechowanych pomocą i poświeceniem wśród zwierząt. Najwięksi nawet sceptycy muszą przyznać, że altruizm nie jest obcy przynajmniej jednemu gatunkowi  - ludzkiemu. Już to wystarczy by poddać w wątpliwość dotychczasowe dogamty. Wraz z rozwojem nauk biologicznych zaczynamy w końcu rozumieć, że człowiek jest ni mniej ni więcej tylko jeszcze jednym spośród milionów gatunków zwierząt zamieszkujących Ziemię.

Pytanie podstawowe odnosi się jednak do samej natury altruizmu. Słownik języka polskiego definiuje go jako „bezinteresowne dążenie do dobra innych ludzi, gotowość do poświęceń, przeciwieństwo egoizmu”. Część nauk społecznych, w tym np. psychologia społeczna, stoi tym czasem na stanowisku przeciwnym, kwalifikując altruizm jako subtelniejszą formę egoizmu. W tym świetle każdy czyn, każde działanie motywowane jest własnym interesem. Jak mówił Karl Popper teoria ta jest nie falsyfikowana, czyli nie sposób dowieść jej prawdziwości bowiem „żaden przykład czynu altruistycznego nie może obalić przekonania, wedle którego tkwi w nim ukryta motywacja egoistyczna”.

Tak naprawdę jednak spór o właściwą naturę altruizmu jest sporem drugorzędnym. Niezależnie od tego jak go zdefiniujemy, jego efekty pozostają faktem. To jest gdy komuś pomagamy, niezależnie od tego czy robimy to bezinteresownie czy mając na względzie, często nawet nieświadomie, jedynie własne dobro – pomagamy. Rozważmy to na przykładzie cichego i nieśmiałego pawiana Hardego. Chcąc zasłużyć sobie na szacunek własnej społeczności decyduje się narażając przy tym własne życie ratować dziecko ze swojego stada zagrożonego atakiem lamparta. Hardy decyduje się go uratować pomimo, iż doskonale zdaje sobie sprawę ze śmiertelnego zagrożenia jakie stanowi dla niego drapieżnik.  Mimo to nie waha się i ratuje malca. Samemu również udaje mu się uciec. Tym sposobem bardzo szybko zyskuje poważanie w grupie i staje się jednym z popularniejszych samców. Z jednej strony widać tu wyraźny interes – chęć zjednania sobie członków stada. Z drugiej olbrzymie poświęcenie. Tym większe, że dziecko, które ratował pawian nie było z nim w żaden sposób spokrewnione. Gdyby Hardy zginał, nic nie przyszłoby mu ze zgrywania bohatera. Jedynie dziecko zostałoby ocalone. Ewentualne straty, czyli śmierć, wydają się niewspółmierne do zysków. Czy pawian rzeczywiście jest w stanie zaryzykować życie jedynie po to żeby znaleźć się wyżej w hierarchii własnego stada? Jest na to wiele dużo mniej ryzykownych sposobów. Nie jesteśmy w stanie ustalić jak było naprawdę. Gdyby taką samą sytuacje przełożyć na gatunek ludzki sprawa wydaje się równie skomplikowana. Człowiek ratując dziecko spod kół samochodu naraża się na śmierć. Ale z drugiej strony jego bohaterstwo zostaje wynagrodzone. Być może otrzyma nagrodę pieniężną, zyska olbrzymi szacunek i poważanie, niejedna kobieta będzie stawiać go za wzór swoim mężom. Czy mimo to, ryzyko śmierci warte jest tego rodzaju nagrody? Wszak instynkt utrzymania się przy życiu wydaje się silniejszy niż cokolwiek innego, jednak w tym wypadku ustępuje. Czy to wynik, bezinteresownej pomocy, egoizmu, uwarunkowań kulturowych i społecznych zarówno w wypadku człowieka i pawiana nie sposób w tej chwili rozstrzygnąć. Kiedy idzie o ludzi dużo łatwiej dostrzec nam znamiona bezinteresowności niż gdy mówimy o psach, małpach czy innych zwierzętach. Jeśli jednak nauki społeczne się nie mylą, a altruizm i egoizm to dwie strony tego samego medalu, to każde zachowanie, zarówno człowieka, nosorożca jak i myszy podyktowane będzie wyłącznie własnym interesem. Czy tak jest w rzeczywistości pozostaje kwestią otwartą.

Niemniej gdyby prawo silniejszego było autentycznym prawem natury altruizm, niezależnie od jego definicji powinien ustąpić miejsca bezlitosnemu egoizmowi. W rzeczywistości jest jednak odwrotnie. Pomoc i współpraca w interesie wszystkich dają dużo lepsze rezultaty aniżeli dbanie wyłącznie o własny interes. Egoizm jako pierwotny instynkt charakterystyczny jest dla zwierząt i organizmów prymitywnych. Im wyżej wspinamy się po drabinie ewolucji ustępuje on instynktowi społecznemu. Mewy, których samice są bardzo troskliwymi matkami, opiekują się i ryzykują swoje życie dla kalekich dzieci. Niezależnie od stopnia upośledzenia matka nigdy nie zostawia swojego dziecka, mimo iż w kaleka mewa w dorosłym życiu nie ma szans na przetrwanie. Jakakolwiek gloryfikacja silniejszego nie ma w tym wypadku dla matki znaczenia. Jest w stanie chronić i pomagać swojemu dziecku nawet w jego dorosłym życiu. Być może jest to egoistyczna chęć zaspokojenia instynktu macierzyńskiego, analogicznie jak u ludzi, którzy obdarzają miłością również dzieci chore czy upośledzone mimo, że z punktu widzenia doboru naturalnego nie przedstawiają one żadnej wartości.

Podobnie postępują pingwiny, których samice rodzą albinosy. Pozostałe dzieci, w których instynkt społeczny nie rozwinął się jeszcze w dostatecznym stopniu gotowe są odmieńca nawet zabić. Jednak u dorosłych osobników takie zachowanie byłoby nie do pomyślenia. Tolerują członków swojej grupy niezależnie od koloru upierzenia. Prymitywne prawo pięści, obecne jeszcze pośród nowo narodzonych pingwinów z wiekiem ustępuje. Również w wypadku czarnych owiec czy białych lwów dla pozostałych członków stada nie ma znaczenia kolor ich pobratymców. Lew to lew, a owca to owca, nieważne - biała, czarna, żółta czy zielona.

Tego typu przykładów można by mnożyć w nieskończoność. Mangusty, które pomagają chorym członkom stada, karmią ich, opiekują się nimi, nie pozwalając im nawet umrzeć w samotności. Wilki, dla których  najważniejsza w stadzie jest jedność i współpraca. Dzięcioły z gatunku Melanerpes formicivorus, które wspólnie magazynują zapasy, a następnie gospodarują nimi w taki sposób aby nikomu nie zabrakło pożywienia i nie został głodny. W końcu dzikie psy, które nie zostawiają rannych przyjaciół na łasce losu, a udzielają im wszelkiej możliwej pomocy, gotowe z narażeniem życia chronić ich przed hienami.     

Rzecz jasna błędem byłoby sądzić, że wszystkie zwierzęta przejawiające zachowania społeczne są przykładem poświęcenia i altruizmu. Egoiści również są obecni. Czy mogą się więc cieszyć jakąkolwiek uprzywilejowaną pozycją, a przekładając własny interes, nad interes innych wygrywają w wyścigu o przetrwanie? Chcąc odpowiedzieć na powyższe pytania David Sloan Wilson, zoolog z Uniwersytetu Nowojorskiego przeprowadził eksperyment. Wartownicy susłów z gatunku Citellus beldingi, poświęcają życie aby ratować swoich towarzyszy. Z takiej kolonii wyłapano wszystkie osobniki o skłonnościach altruistycznych, a pozostawiono wyłącznie egoistów. W ciągu dwóch tygodni cała kolonia zginęła. W tym wypadku, jak i w tysiącach innych natura faworyzowała przywiązanie, pomoc i poświęcenie, a nie egoizm i siłę. Oczywiście, zgodnie z teorią, że altruizm definiowany jest przez pryzmat egoizmu, każda troska o członka swojego stada przekłada się na interes własny. Zwierzęta społeczne nie mogą żyć poza grupą. Ale etologia odnotowała także wiele wypadków, których nie sposób wyjaśnić odwołując się do jakiejkolwiek definicji egoizmu. Zachowania, które stanowią twardy orzech do zgryzienia nawet dla największych cyników i orędowników prawa pięści.

Delfiny – piękne i inteligentne ssaki. Budzące podziw i zachwyt nie tylko u dzieci. Chętne do nauki i zabawy. Wydawałoby się wiecznie uśmiechnięte. Od lat nauka nie jest w stanie wyjaśnić, skąd u tych zwierząt tak charakterystyczne przywiązanie do ludzi. Egipski inżynier – Abu Gindali zawdzięcza delfinowi życie. 15 kilometrów od brzegu jego łódź zaczęła nabierać wody i tonąć. W chwilę później mężczyzna ujrzał płetwę grzbietową rekina. Zaraz potem pojawił się delfin. Odciął drapieżnikowi drogę, a następnie zaatakował z całej siły gruchocząc mu kości. Gindali, który tracił siły i zaczął tonąć zostaje w pewnym momencie wyniesiony na grzbiecie delfina na powierzchnię. Czeka tam bezpieczny aż do pojawienie się drugiego statku. To nie jest bajka Walta Disneya. Takie przypadki odnotowano również w 1926, 1961 czy 1967 roku. Za każdym razem delfin ratował życie zupełnie obcym sobie osobom. Takie zachowanie nie mieści się w żadnej dotychczasowej teorii. Nie był to jakikolwiek przejaw egoizmu, pomagając człowiekowi delfin nie otrzymywał ani aprobaty swoich towarzyszy ani nawet cukierka. Nie miał żadnego interesu w ratowaniu kogokolwiek. Być może w przyszłości nauka będzie w stanie wyjaśnić ten fenomen, ale póki co, jedynym rozsądnym wyjaśnieniem wydaje się bezinteresowna pomoc ze strony delfina. Ten ssak, który w starciu z rekinem staje się bezlitosnym mordercą, w stosunku do człowieka przejawia najwyższą formę humanitaryzmu.

Podobny przykład przywołuje w swojej pracy „ Przez dziurkę od klucza” najsłynniejsza badaczka naczelnych – Jane Goodall. Zamieszkujący z trzema samicami zoo, szympans Old Man okazał się zbawcą dla swojego opiekuna Marco Cusamo, który zaatakowany przez przestraszone samice zostaje ciężko ranny. Old Man widząc krzywdę Marco spieszy mu z pomocą i odrywa od niego samice. Pozostaje przy mężczyźnie i chroni go póki nie nadchodzi pomoc ratując mu tym samym życie.

Jak mówi niemiecki psycholog i zoolog Vitus B. Drosher życie na ziemi ewoluowało od form dzikich, prymitywnych i egoistycznych do zwierząt społecznych, gotowych do poświęceń, pomocy, i zawierania sojuszy. Prawo pięści jest reliktem. Siła i przemoc są rzeczywistym objawem prymitywizmu. Umiejętność pokojowego rozwiązywania konfliktów i przyjaźń – cechy charakterystyczne dla zwierząt wyżej rozwiniętych, dla których egoizm stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo. Walka o byt to nie walka międzygatunkowa czy tym bardziej wewnątrzgatunkowa, a walka z niesprzyjającym środowiskiem, w starciu z którym osobniki słabsze, gorzej przystosowane mogą nieraz liczyć na pomoc ze strony pozostałych członków stada. Bieda, wykluczenie, nieuzasadniona agresja i wojny to patologia, a nie norma. Zwierzęta przejawiają je wyłącznie w wyniku niewoli lub nadmiernego rozrostu populacji. Natura nie może pozwolić sobie na chaos, którego skutkiem są nie tylko wojny ale również nierówności, dyskryminacja, agresja i nienawiść. Groziłoby to nieustanna destabilizacją ekosystemów. Harmonia jest konieczną i nieodzowną cechą przyrody. I tylko w jej granicach rozgrywać się może jakakolwiek rywalizacja. Pokojowo nastawione gołębie i krwiożercze rekiny zamieszkują jedną i tą samą planetę. Podobnie jak roślinożerne antylopy i drapieżne lwy. W ekosystemie nie ma organizmów ważniejszych czy mniej ważnych ze względu na swoje usposobienie, charakter czy inteligencję. Pogląd o supremacji silniejszego jest jednym z fundamentów absurdalnej teorii o człowieku jako „koronie stworzenia”. Nie oznacza to wcale, że idealistyczny obraz natury jako raju jest prawdziwy. Jest on równie przesadzony jak pogląd o krwiożerczej i bezlitosnej walce o byt.

Do tej pory odkryto jedynie 10% wszystkich gatunków zamieszkujących Ziemię. Szacuje, się, że jest ich blisko 100 mln. Obserwacja życia na Ziemi jedynie przez pryzmat prawa pieści i egoizmu dostarcza niezwykle zniekształcony obraz, który nie pozwala nam dostrzec olbrzymiej różnorodności zachowań, zawęża pole widzenia i daje prawo do autorytatywnych stwierdzeń na tematy o których wiemy jeszcze bardzo mało. Pełna frazesów o ludzkiej naturze i prawach przyrody neoliberalna nowomowa nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Obowiązujące w gospodarce wolnorynkowej reguły doprowadziły na skraj przepaści miliony przedstawicieli naszego gatunku. Nie oszczędziły przy tym pozostałych zwierząt i przyrody, w brutalny sposób ją eksploatując. Doprowadziło to do zachwiania globalnej równowagi co w konsekwencji prowadzi do dalszej marginalizacji, wzrostu agresji i dysproporcji. Gdyby prawa natury rzeczywiście można by ująć w ramy logiki kapitalizmu życie na Ziemi prawdopodobnie nie miałoby szans utrzymać się w jakiejkolwiek innej formie poza prymitywnymi bakteriami.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing