|
Polscy politycy oraz media głównego nurtu zdominowane przez neoliberalny dyskurs zdają się być coraz bardziej oderwane od rzeczywistości i problemów zwykłych ludzi. Każdego człowieka, który w wszechogarniającej paranoi zachował choć resztki zdrowego rozsądku szokować musi sytuacja, w której w momencie eskalacji pracowniczych żądań głównym tematem dyskusji dla opinii publicznej i mediów są gierki pomiędzy premierem i prezydentem. Są to widoczne przejawy postępującej izolacji rządzących od rządzonych.
Zapewne każdy pamięta niedawną katastrofę polskich lotników pod Mirosławcem. Zdarzenie to z pewnością spowodowało wielki żal w sercach rodzin, znajomych i przyjaciół ofiar wypadku. Niestety, klasa rządząca nawet tę tragedię w sposób cyniczny przekuła w polityczne narzędzie. Premier Donald Tusk niemal od razu pojechał na miejsce wypadku, zapewne starając się udowodnić, że miłość, o której mówił tak wiele podczas kampanii wyborczej, jeszcze z niego nie wyparowała. Tymczasem prezydent Lech Kaczyński po tragedii wyjechał do Chorwacji twierdząc, że o zdarzeniu nie został poinformowany. Zabawne (a może żałosne?), że kwestia niedoinformowania głowy państwa polskiego (i ustalenia winnych tegoż) rozpętała w mediach i sejmowych kuluarach burzliwą debatę na temat systemu bezpieczeństwa w naszym kraju. Przeciętni Polacy nie mają przecież żadnych bardziej palących potrzeb i problemów, nieprawdaż?
Rzecz jasna po powrocie do rodzimego kraju Lech Kaczyński, chcąc pokazać że nie jest gorszy od Donalda Tuska i że wypadek pod Mirosławcem wstrząsnął jego sercem, ogłosił trzydniową żałobę. No cóż panie prezydencie, odczuwanie smutku zależy od charakteru danego człowieka, więc może niektórych Polaków bardziej porusza śmierć dwóch kierowców tirów, którzy zmarli stojąc w przygranicznej kolejce podczas strajku celników? A może bardziej tragiczny był los strajkujących górników z kopalni „Budryk” w Ornontowicach, którzy zasłabli podczas głodówki? A może większe współczucie budzi zwolniony z pracy w hipermarkecie Auchan Piotr Krzyżaniak, którego spotkały represje za działalność związkową?
Znamienne, że na miejsce wypadku pod Mirosławcem ciągnęły tabuny parlamentarzystów, a dziwnym trafem żaden z nich nie miał odwagi wyjść do żon górników z „Budryka”, które przyjechały do Warszawy czy stawić się na sądowym procesie, na którym emeryci i renciści oskarżyli nasze państwo o wypłacanie głodowych rent i emerytur. Czyżby polscy politycy bali się spotkania oko w oko z wysuwającymi śmiałe żądania obywatelami? A może po prostu boją się przyznać, że nie mają pomysłu na reformy mające na celu poprawę sytuacji zwykłych ludzi oraz, że ich jedynym motywem do pełnienia ważnych państwowych funkcji jest chęć wzbogacenia się?
Opisana pokrótce sytuacja pokazuje wyraźnie, że neoliberałowie nie mają zamiaru zrobić dla Polski niczego dobrego. Widać tutaj również, że w naszym kraju brakuje dużej partii socjalistycznej, która potrafiłaby nie tylko wsłuchiwać się w głosy protestujących, ale także przeprowadzić skuteczne reformy, które poprawiłyby sytuację ludzi pracy i podniosły znaczenie związków zawodowych.
|