|
W/g danych GUS z końca roku 2005, ponad 60% społeczeństwa polskiego żyje poniżej tzw. minimum socjalnego, tzn. nie mają pieniędzy na odzież ani wydatki związane z kulturą lub edukacją. |
| Zmagania pracowników – intrygi prywaciarzy |
|
|
| Napisał(a): Joanna Antoniak i Agata Rozenberg [socjalizm.org] | |
| 20.04.2008. | |
Jadący toruńską Szosą Lubicką nie mogą nie zwrócić uwagi na ciemnoczerwone, ponure ruiny tego, co było niegdyś jednym z ważniejszych zakładów pracy w mieście – Tormięsem. Tuż za nimi widoczny jest biurowiec Metronu – fabryki urządzeń opomiarowania energii, która również była niegdyś znana na cały kraj, otrzymywała nagrody targów w Polsce i za granicą, a dziś walczy o przetrwanie. Zarząd spółki i działające w niej związki zawodowe z równą determinacją chcą, by do Metronu wszedł inwestor strategiczny i uratował fabrykę od upadku. Tylko że do tego potrzebna jest zgodna Ministerstwa Skarbu. A to ostatnie z uporem godnym lepszej sprawy odmawia przywrócenia stanu prawnego sprzed rozwiązania z Metronem umowy leasingowej. Komu może zależeć na tym, by Metron nie odbudował swojej produkcji – chociaż są chętni, by nabywać jego towary, zatem zakład mógłby na nowo świetnie prosperować? A może należy postawić pytanie inaczej – kto najwięcej by na tym skorzystał? Fala prywatyzacji polskich zakładów nie ominęła i Metronu, który w 2000 roku podpisuje ze Skarbem Państwa umowę leasingową obwarowaną kilkoma warunkami – żadnych zwolnień w pierwszych latach funkcjonowania, określona kwota inwestycji w rozwój firmy. Zaczynają się jednak problemy finansowe. Podniesienie tzw. opłat legalizacyjnych, kwot odprowadzanych od każdego produktu, o 900%, które musiały zostać wliczone w koszty własne, staje się początkiem braku finansowej równowagi. Do tego dochodzą kredyty konsumpcyjne, zaciągnięte na finansowanie produkcji. Pod wpływem prasowej nagonki, wieści o problemach ekonomicznych w Metronie, banki nieoczekiwanie zażądały natychmiastowej spłaty zaciągniętych wierzytelności. Wtedy zabrakło pieniędzy na zakup materiałów, a kiedy tych nie było – nie mogło być i produkcji. Wolno, lecz nieubłaganie, położenie zakładu pogarszało się. W 2003 r. po raz pierwszy Metron w sądzie próbował dojść do porozumienia z wierzycielami. Bez powodzenia. Postępowanie układowe zostało oddalone ze względu na stanowisko przedstawiciela delegatury Skarbu Państwa, który odrzucił propozycję konwersji wierzytelności na udziały w spółce Metron. Tak samo Skarb Państwa będzie następnie zniechęcał kolejnych potencjalnych inwestorów, deklarując niemożliwość uporządkowania spraw związanych z umową, mimo apeli toruńskiego sądu, by dogadać się, pozwolić zakładowi się uratować. Co do obecnej sytuacji Metronu wszyscy są zgodni – zarówno Krystian Rojek, przewodniczący związku zawodowego „Metalowcy”, jak i Leszek Pilarski, prezes zarządu spółki, jednogłośnie mówią o tym, że jeśli inwestor strategiczny nie wejdzie do zakładu, los fabryki jest przesądzony. Ale to, czy wejdzie, zależy w tej chwili wyłącznie od postawy Ministerstwa Skarbu. Chętny bowiem się znalazł – zgodnie z wysłanym do Ministerstwa listem intencyjnym firma Dal Group Wiesława Dalkowskiego bardzo chętnie zainwestowałaby w rozwój Metronu. Potencjalny inwestor dostrzegł ogromny potencjał intelektualny zgromadzony w ciągu kilku dekad istnienia zakładu. We wspomnianym liście intencyjnym deklaruje chęć spłacenia zobowiązań zakładu wobec Skarbu Państwa oraz podpisania ugody z pozostałymi wierzycielami. Jak zwykle w podobnych wypadkach, najbardziej ucierpieli zwykli pracownicy. Z kilkuset osób zatrudnionych w Metronie w momencie podpisywania umowy leasingowej pozostała garstka – 160 pracowników z najdłuższym, kilkudziesięcioletnim stażem i doświadczeniem. A i oni dostają wynagrodzenia – na poziomie najniższej krajowej dla szeregowego zatrudnionego przy produkcji - z opóźnieniem. 10 kwietnia załoga powinna dostać wypłatę za marzec – otrzyma pieniądze za styczeń, opowiada Krystian Rojek. Pracownicy niejednokrotnie protestowali przeciwko oszczędzaniu ich kosztem. Kumulująca się złość ze względu na trudności codziennego życia, postępujący upadek firmy, wreszcie opóźnienia w wypłatach znalazła ujście w protestach latem 2006 r. Załoga wychodziła wtedy przed budynek zakładu, domagając się wypłacenia pensji za ubiegłe miesiące. Głośno wtedy było o wypowiedzeniach umów o pracę dla szefów obydwu działających w Metronie organizacji związkowych - „Metalowców” i „Solidarności”. Zrzeszonych w obydwu jest około 45% całej załogi. Organizacje zdają sobie sprawę z konieczności wspólnego działania i reprezentowania interesów wszystkich pracowników. Ich sytuacja jest jednak szczególnie delikatna. W 2006 r. ta część załogi, która do organizacji związkowych nie należy, zarzucała związkowcom brak realnego działania na rzecz pracowników, oprócz wystosowywania pism do zarządu z prośbą o rozwiązanie szczególnie palących kwestii. Czy jednak można było coś więcej zrobić? Krystian Rojek tłumaczy, że strajk okupacyjny nie wchodził wówczas w grę. Zdaniem zarządu „Metalowców” w tak dramatycznej sytuacji firmy zarząd Metronu nie wpuściłby opowiadających się za strajkiem na teren zakładu. Ponadto specyfika zatrudnienia nie dawała szans na 100% udziału załogi, jako że w Metronie szczególnie licznie pracowały kobiety, mające na wychowaniu dzieci. Wreszcie najistotniejszą przyczyną był fakt wejścia z zarządem w spór zbiorowy, notabene także pod zdecydowanym naciskiem załogi. Do momentu podpisania protokołu rozbieżności podjęcie nowej akcji protestacyjnej byłoby zwyczajnie niezgodne z prawem. Jedynym rezultatem strajku mogłoby zatem być obciążenie związku zawodowego kosztami protestu. Mimo uczestnictwa negocjatora zewnętrznego spór zbiorowy nadal nie jest formalnie zakończony. O dalszym ciągu całej sprawy będzie można jednak mówić dopiero wtedy, kiedy wejdzie inwestor. Znowu powraca jednak pytanie – czy wejdzie? Na list intencyjny Wiesława Dalkowskiego Ministerstwo Skarbu dało początkowo odpowiedź pozytywną. Potencjalny przyszły inwestor kilkakrotnie odwiedził już zakład, rozmawiał ze związkowcami, zadeklarował, że nie tylko nie będzie zwalniał kolejnych osób, ale zwiększy produkcję i wyprowadzi zakład na prostą. Miałaby powstać grupa nowoczesna technologicznie, nowatorska na polskim rynku, która mogłaby na nowo dawać miejsca pracy kilkuset osobom z Torunia, wykorzystująca park maszynowy istniejący w Metronie i kapitał intelektualny firmy. Zasadniczo brakuje tylko jednego – zgody Ministerstwa Skarbu na przywrócenie stanu prawnego sprzed wypowiedzenia umowy leasingowej 21 marca 2007 r. A tej zgody nie ma. Początkowa przychylność ze strony Ministerstwa Skarbu ministra Aleksandra Grada zniknęła całkowicie. Dlaczego? W odpowiedzi na to pytanie może okazać się pomocne zastanowienie się, kto najwięcej skorzystałby na upadku Metronu. Postawa Skarbu Państwa uległa raptownej zmianie po wizycie koordynatora lokalnej delegatury Marka Borkowskiego i byłego członka rady nadzorczej Metronu. To po tej wizycie nagle okazało się, że formalności łączące jeszcze Metron i Skarb Państwa – mimo wcześniejszych pozytywnych słów - są nie do rozwiązania. Tak przynajmniej uparcie utrzymuje delegatura, chociaż niezależne ekspertyzy prawne wykazały ułomność rozumowania przedstawionego w kolejnych pismach ministerstwa. Wg propozycji poprawek do planu zagospodarowania przestrzennego miasta Torunia na miejscu ruin Tormięsu – zabytkowej rzeźni z XIX wieku – znajduje się nowoczesne osiedle mieszkaniowe wraz z obiektami handlowymi. Gdyby udało się wybudować luksusowe mieszkania nie tylko na terenie placu po zakładach mięsnych, ale i na działce sąsiedniego Metronu, niejeden przedstawiciel toruńskiego świata biznesowego mógłby zrobić duże pieniądze. Krystian Rojek opowiada także o spotkaniach z toruńską spółką Apator SA, która też swego czasu deklarowała chęć inwestycji strategicznej w Metronie i rozmawiała o tym z radą nadzorczą i związkami. Szefostwo Apatora nie tylko miało zażądać oddania (nie sprzedania, lecz oddania!) wszystkich pracowniczych akcji Metronu i rezygnacji z dywidend, gdy zakład przynosiłby zyski, ale również wprost przyznało, że w świetle wcześniejszych transakcji z wybudowaną w pobliżu galerią handlową (która stanęła na dawnych gruntach Apatora) głównym punktem zainteresowania tej firmy jest nie Metron, ale ... grunt, na którym się on znajduje. A co z pracownikami? Kogo to w gronie kapitalistów obchodzi... Najwyraźniej nie obchodzi także władz lokalnych. Prezydent miasta nie odpowiedział na propozycję spotkania z przedstawicielami Metronu, marszałek województwa obiecał wspieranie inicjatywy Dal Group, lokalni parlamentarzyści w najlepszym razie werbalnie obiecywali, że Metronem się zainteresują. Na obietnicach się skończyło. Tymczasem delegatura Skarbu Państwa bynajmniej nie kryje się ze swoimi zamiarami. W rozmowach ze związkowcami padają z jej strony ogólniki, zaś na łamach Gazety Pomorskiej wspomniany koordynator Marek Borkowski otwarcie zapowiadał żądanie wydania majątku trwałego. Byłby to koniec Metronu, bezrobocie dla reszty załogi, bieda dla ich rodzin. Za to niejeden przedstawiciel miejscowego lobby zrobiłby majątek na nowych budowach ... *** Ruiny Tormięsu straszą nadal nad Szosą Lubicką. Czy za kilka lat tu i na miejscu Metronu będzie eleganckie osiedle mieszkaniowe, na którym rzecz jasna nie zamieszka nikt z wyrzuconej z pracy załogi fabryki wodomierzy? Czy jednak uda się uratować Metron? Związkowcy i zarząd nie poddają się. Kolejnym krokiem ma być list otwarty do polityków i mediów z apelem o wsparcie Metronu w negocjacjach – o jego uratowanie. Następnie planowane jest kolejne spotkanie w Ministerstwie Skarbu... |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |