|
W dziale sklep on-line kupisz literaturę oraz inne lewicowe "akcesoria" po bardzo niskich cenach. |
Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej. |
| Meksyk się buntuje |
|
|
| Napisał(a): Joanna Antoniak [socjalizm.org] | |
| 19.05.2007. | |
|
Meksyk, największe i najludniejsze państwo Ameryki Środkowej, staje się w ostatnim czasie areną szczególnie zaostrzonych konfliktów społecznych. Przykład tego państwa dobitnie pokazuje kluczowy problem Ameryki Łacińskiej - zderzenie oczekiwań kapitalistycznej oligarchii, bezlitośnie eksploatującej rzesze pracowników oraz ich ruchu, coraz lepiej zorganizowanego i coraz bardziej pewnego swoich racji. Działa tu z jednej strony bunt przeciwko dekadom wyzysku, bezrobocia i powszechnego ubóstwa, jak i przykład wenezuelski - przykład ruchu zwycięskiego. W przeciągu ostatnich kilku lat Meksyk, największy i najludniejszy kraj Ameryki Środkowej, stał się areną kilku głośnych wydarzeń. Najpierw w roku 2006 miały miejsce wybory prezydenckie, które kandydat prawicy Felipa Calderon wygrał dzięki fałszerstwu na wielką skalę. Calderon, wspierany przez lokalną oligarchię, Stany Zjednoczone, nie wspominając już o oficjalnych mediach, został zaprzysiężony mimo potężnego ruchu protestu zorganizowanego przez pokonanego kandydata lewicy, Obradora. Wszyscy mogli zobaczyć, jak wielkie jest poszanowanie międzynarodowego kapitalizmu dla demokratycznych procedur i co dzieje się, jeżeli wyborcy - mimo wszystkich oszczerstw kampanii wyborczej - zdecydują się zagłosować wbrew woli kół rządzących. Opowiadający się za neoliberalizmem gospodarczym połączonym z hasłami nacjonalistycznymi kandydat został zaprzysiężony, chociaż pozostawały wątpliwości wobec wyniku wyborów, a na ulicach stolicy Meksyku gromadziły się manifestacje poparcia dla Obradora liczące od setek tysięcy do dwóch milionów uczestników. Społeczne niezadowolenie doprowadziło do kolejnego wielkiego wybuchu - tym razem w Oaxaca. Miejscowy gubernator Ulisses Ruiz nagminnie łamał nie tylko prawa pracownicze, represjonując związki zawodowe, ale i podstawowe prawa człowieka, dopuszczając się porwań i morderstw przeciwników politycznych. W połowie czerwca 2006 po raz kolejny wysłał przeciw protestującym - tym razem nauczycielom - policję. Ale wydarzenia potoczyły się inaczej niż zwykle. Spontanicznie zebrany tłum nie pozwolił siłom rządowym objąć kontroli nad centrum miasta, a w miesiąc później - gdy wszelkie negocjacje zakończyły się fiaskiem - powołał APPO - Ludowe Zgromadzenie Oaxaki. Skojarzenia tego ruchu z Komuną Paryską (czy nawet rokiem 1917 w Rosji) nasuwały się same. Na kilka miesięcy władzę w Oaxaca przejęło zgromadzenie, które od postulatów usunięcia Ruiza przeszło do radykalnych żądań politycznych i społecznych. Domagano się gruntownej przebudowy całego panującego w Meksyku ustroju. Zawiodło jednak kierownictwo ruchu. Większość spontanicznie obranych przywódców zwyczajnie przestraszyła się radykalizmu pracowników Oaxaki, jak i rządowych represji i starała się na różne sposoby ruch ten spacyfikować. Zamiast wzywać do strajku generalnego w całym Meksyku, kierownictwo sugerowało, iż bunt poszedł za daleko, gdyż... przekroczył fazę rewolucji demokratycznej (!). Przewrotnie interpretując przykład rosyjski twierdzono, iż ruch ludowy, który nie ograniczy się sam (w tym wypadku do żądań usunięcia znienawidzonego gubernatora), musi zakończyć się krwawą dyktaturą. Taka polityka, w połączeniu ze zdecydowaniem sił rządowych, musiała w końcu doprowadzić do upadku ruchu. W odróżnieniu od Komuny Paryskiej nie doszło do nowego Krwawego Tygodnia. Nie oznacza to, że sterowany przez oligarchów rząd nie podjął wobec protestujacych odwetu. Na nowo miały miejsce porwania i bezprawne uwięzienia. Sytuacja pracowników Meksyku jest nadal tragiczna. Przeludnione miasta, bezrobocie, głodowe pensje i samowola lokalnych władz to codzienność. Jedyną szansą dla coraz większych rzesz ludności wydaje się emigracja zarobkowa - lub kolejny wielki protest. Dostrzegamy tu uderzającą dla Polaków cechę społeczeństw krajów Ameryki Łacińskiej. Jest nią umiejętność spontanicznego samooorganizowania się i determinacja. Polska zaledwie od kilkunastu lat posiada ustrój demokratyczny, a większość wyborców zdążyła już się do niego z oczywistych przyczyn zniechęcić; wygrywa wśród nich przekonanie o bezradności obywatela w obliczu władzy. Wielu mieszkańców Meksyku jest w sytuacji jeszcze bardziej rozpaczliwej niż Polacy. Jednak wiara w moc zbiorowego protestu zwycięża po raz kolejny. W dniu 2 maja, po raz pierwszy od 90 lat, w kraju miał miejsce strajk generalny. Dziesiątki tysięcy pracowników brało udział w manifestacjach, blokadach i spontanicznych wiecach. Niestety, po raz drugi wyraźnie rzucał się w oczy rozdźwięk pomiędzy kierownictwem związkowym a ogółem Meksykanów. Tym razem nie starano się nawet, jak w przypadku Oaxaca, stworzyć naukowo brzmiącego uzasadnienia, dlaczego rzekomo nie warto strajkować. Kierownictwo największej centrali związkowej otwarcie zaapelowało o rezygnację z wypowiedzenia swoich racji, a pod adresem pracowników w wielu regionach padały groźby ze strony ich własnych związkowych przywódców. Chlubnym wyjatkiem okazały się organizacje nauczycieli i pracowników uniwersyteckich, które w całym Meksyku stanęły na czele protestów, a w samej stolicy wespół ze studentami zamknęły obie znajdujące się tam wyższe uczelnie. Sytuacja w Meksyku nadal należy do szczególnie trudnych. Z jednej strony mamy rząd, zdecydowany na dalsze prowadzenie polityki antypracowniczej, nie cofający się przed represjami łamiącymi podstawowe prawa człowieka. Do teraz nie wyjaśniły się losy działaczy APPO, porwanych w biały dzień przez siły bezpieczeństwa. Z drugiej - przywództwo licznych związków zawodowych, instytucji przeznaczonych do obrony praw pracowniczych, skłania się ku zwyczajnej kolaboracji z rządem i porzuceniu swoich elementarnych zadań. Wreszcie, jak już wskazano, są w Meksyku masy ludowe, nietracące swojej woli walki. Priorytetem powinno teraz stać się dla nich stworzenie prawdziwie rewolucyjnej organizacji społecznej. Co oznacza dla przytłaczającej większości Meksykanów kapitalizm, widać już dziś. Jak dowodzi jednak przykład wenezuelski - może być inaczej, może być lepiej. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| LabourStart PL |
| Strona startowa kadego zwizkowca. |
|
|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |