Ciężki upadek Drukuj Email
04.09.2006.
 
W gruncie rzeczy autor pisze o swoich doznaniach w przedpokojach władzy, o śmiesznostkach dygnitarzy, o zakłamaniu dworaków, o ich chciejstwie i kundlizmie, o miałkości oficjalnych idei, itd. Czy owe zjawiska są charakterystyczne dla socjalizmu? Historia uczy (kogo uczy, tego uczy, są ludzie odporni na jej nauki), że były one zawsze. Kronikarze zaś, szczególnie wysokopłatni, dowodzą, iż owe przywary są udziałem ponoszących klęski. Zwycięzcy bowiem (jako płatnicy honorariów), mają znacznie mniej wad, a czasem są ich całkowicie pozbawieni. Może to budzić odrazę, ale tak już jest, nie ma o co kopii kruszyć. Ludzie, którym nie odpowiada obowiązujący w naszym pięknym kraju (nie tylko zresztą w nim, nie popadajmy w pychę. Sienkiewicz, jako Noblista, jest własnością całej ludzkości) kodeks moralny Kalego mają taką pociechę, że w ostatecznym rachunku, każdy zwycięzca zostanie kiedyś przegranym, nawet bogowie, jak Amon, Zeus, itd. Wówczas doczeka się nowego ujęcia kronikarskiego.

Po co więc Wiśniewski, dziś sprawny biznesmen, zabiera się do pisania historii upadku PRL? Dlaczego radziecki system nazywa bezprzymiotnikowym, a nie realnym socjalizmem? Czemu dołącza do grona specjalistów z orwellowskiego Ministerstwa Prawdy? Problem honorarium chyba dla niego nie najważniejszy. Wiec co? Marzenie o sławie? Ideowa zapalczywość katechumena? Doprawdy, nie wiem. Zdumiewa mnie to w równym stopniu, jak opowiadane dziś przez wspaniałego onegdaj Jana Pietrzaka, w swym kabarecie, dowcipy o Stalinie, Gomułce i Cyrankiewiczu.

Może Wiśniewski chce dowieść, że obecnie wyznawany przez siebie ortodoksyjny liberalizm nigdy nie był mu obcy, nawet wtedy, kiego go nie znał, bo wyssał go z mlekiem matki i intuicyjnie z nim się, podświadomie, identyfikował? Czy też uczestnicząc w jego zwalczaniu, jako wysoki funkcjonariusz PZPR, w gruncie rzeczy studiował go i rozpoznawał błędy i fałsze wrażej liberalizmowi ideologii? Dałoby się to przełknąć, pod warunkiem, że autor zdobyłby się na odrobinę autoironii. W "Dlaczego upadł..." mało jej, jak na lekarstwo. Tego nie ma, może z wyjątkiem opisu zwycięstwa wyborczego w Związku Zawodowym Pracowników PZPR i scence zauroczenia rumowego Fidelem Castro. Zawsze obok konsekwentnie dążącego do PRAWDY W.W. kroczy chorda nieuków, nieudaczników i scjalkarierowiczów, z którymi rozprawia się, niczym św. Jerzy ze smokiem.

Gdyby Wiśniewski zatytułował swą pracę "Dlaczego przeszedłem na liberalizm?" czytelnik byłby mniej zawiedziony. W końcu każdemu wolno wyznawać religię, jaką chce (o ile nie zapala się stosów dla niewiernych), a drogi do jej dojścia są jego osobistą sprawą. Jeśli jednak ktoś decyduje się to opisać, zezwala swym czytelnikom na krytyczne spojrzenie na ów zapis.

Ale co tu krytykować? Nawet nie chce się wytknąć paru podstawowych błędów: OPZZ przecież nie powstało w "Baildonie", a w "Szombierkach". Nie tak to było naprawdę z tym wystawieniem Manickiego, a nie Wisniewskiego do reprezentacji OPZZ przy Okrągłym Stole. Nie Wiśniewski kreował politykę OPZZ, nawet w obszarze ekonomicznym. Byłem przy tym, pamiętam. Są dokumenty. A równocześnie te precyzyjne opisy liczby okiem w gabinetach. Nawet nie chce się wykpiwać naiwnych, a rozbudowanych ponad wszelką miarę, konstatacji socjologicznych i politologicznych autora. Zacytujmy jedno zdanie: "Doktryna komunizmu wywodzi się w pewnym sensie z odwiecznego przekonania o istnieniu w odległych dziejach ludzkości złotego wieku, który określono mianem wspólnoty pierwotnej".

Mój zaprzyjaźniony historyk z Krakowa, Stanisław Dąbrowa-Kostka, wybitny znawca dziejów AK, sam oficer tej formacji, w czasach stalinowskich szykanowany przez UB, mawiał o niektórych opisywaczach historii, że oni widzą ją z żabiej perspektyw. Płaz ów, spotykając oficera, dostrzega tylko jego buty. Wzrok mu, z woli nieba, dalej nie sięga. Przecież nie oficerki - mawiał Staszek - cechują dowódcę. Wojtek jest bardziej przenikliwy, horyzont ma szerszy, ale nie za bardzo.

W naszej demokracji każdemu wolno pisać wszystko, chyba że mu ktoś zabroni i ma możliwości to wyegzekwować. Np. stwierdzi, że autor obraża uczucia religijne (dotyczy to jedynie większości wyznaniowej) lub godność prezydenta albo papieża. Obraza zdrowego rozsądku nie jest i z całą pewnością nie będzie karana. Dlatego przeczytałem książkę Wisniewskiego z uwagą. Ale ja mogę przeczytać każdą książkę. Co, niestety, wcale nie oznacza, że przeczytałem wszystkie te, które powinienem. Jestem więc niedoukiem. I być może dlatego, nie rozpoznaję genialności i nowatorstwa "Dlaczego upadł socjalizm?"

Autor wstępu, p. Rober Gwiazdowski porównuje "Dlaczego..." ze zbiorem felietonów J. Głowackiego "Jak być kochanym". Tylko pytanie: kiedy Głowacki je pisał? No i forma, forma, proszę pana Gwiazdowskiego. Różnica jest miedzy nimi taka jak miedzy filmami Barei, a audycjami Pospieszalskiego. No to nie zawracajmy sobie głowy.

1 Wojciech Wiśniewski: Dlaczego upadł socjalizm? Od straszności do śmieszności. Wydawnictwo Sprawy Polityczne Wołomin 2006. Str. 216. Wstępem opatrzył Robert Gwiazdowski.


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing