|
1/3 ludzkości żyje za mniej niż dolara dziennie. |
| Kryzys neoliberalizmu |
|
|
| Napisał(a): Piotr Szumlewicz | |
| 10.09.2009. | |
|
Do niedawna republiki nadbałtyckie prezentowano jako wzorcowe przykłady sukcesu neoliberalnej polityki. Mała rola sektora publicznego, niskie płace i podatki, elastyczne prawo pracy oraz otwartość na gospodarkę globalną stały się dogmatami, które miały z krajów nadbałtyckich uczynić tygrysy UE na wiele lat. Nie zwracano uwagi na wysoki poziom ubóstwa, rosnące wskaźniki rozwarstwienia, olbrzymią zależność gospodarek tego regionu od kapitału zagranicznego, wysokie zadłużenie publiczne, niskie wpływy do budżetu i brak instrumentów ochronnych ze strony państwa. W latach 2004–2007 we wszystkich republikach nadbałtyckich PKB wzrósł o ponad 30%, a na Łotwie blisko o połowę[1]. Szybko rosła produkcja i zmniejszało się bezrobocie. W 2008 r. nastąpiła jednak zapaść, która pogłębia się z miesiąca na miesiąc. W I kwartale bieżącego roku PKB na Estonii było niższe o 15,1% niż rok wcześniej, na Łotwie o 18,6%, a na Litwie o 11,8% i były to najgorsze wskaźniki w UE. Dramatycznie rośnie też bezrobocie. Bezrobocie w maju 2008 r. wynosiło w Estonii 3,9%, a rok później już 15,6%. Bezrobocie na Łotwie wzrosło w tym czasie z 6,1% do 16,3%, a na Litwie z 4,7% do 14,3%.
Międzynarodowy kryzys obnażył słabość liberalnego modelu gospodarki. Estonia, Łotwa i Litwa stanęły wobec gigantycznego krachu, pozbawione jakichkolwiek środków do przeciwstawieniu się mu. Warto zwrócić uwagę, że krajem ze strefy euro, który najbardziej dotknął kryzys, jest Irlandia, gdzie realizowano bardzo zbliżoną politykę do tej stosowanej w krajach nadbałtyckich. Irlandia, podobnie jak Estonia, oparła swój wzrost na inwestycjach zagranicznych, niskich podatkach i daleko posuniętej wolności gospodarczej. Na skutek masowego odpływu kapitału i braku istotnej interwencji państwa na rynku pracy, w 2008 r. irlandzki PKB spadł o ponad 7%, a bezrobocie od maja 2008 r. do maja 2009 r. wzrosło ponad dwukrotnie (z 5,5% do 11,7%). Państwa o niskich podatkach straciły też instrumenty antykryzysowe. Niskie wpływy do budżetu charakterystyczne dla krajów neoliberalnych wiążą się z brakiem możliwości prowadzenia polityki chroniącej przed kryzysem, a chaotyczne i niespójne próby ratowania państwa prowadzą do szybkiego wzrostu deficytu budżetowego. Największy deficyt finansów publicznych jest prognozowany w liberalnych państwach: Irlandii, Wielkiej Brytanii i na Łotwie, gdzie ma on przekraczać 10% PKB. Tymczasem w Finlandii i Danii wynosi on poniżej 2% PKB, a w Szwecji 2,6%, chociaż wszystkie kraje te uruchomiły działania antykryzysowe na większą skalę niż Łotwa czy Irlandia. Warto zwrócić uwagę, że w ciągu roku najmniej bezrobocie wzrosło w Niemczech (z 7,4% do 7,7%), gdzie jest wdrażany potężny program stymulowania popytu i ochrony miejsc pracy przez państwo. Minimalnie wzrosło też bezrobocie w Holandii (z 2,8% do 3,2%), gdzie rola państwa również jest znacząca. Już teraz widać, że państwa stosujące więcej instrumentów kontroli sektora prywatnego i posiadające silniejszy sektor publiczny lepiej sobie radzą z kryzysem niż kraje liberalne gospodarczo. W Polsce makroekonomiczne skutki kryzysu na razie są umiarkowane, a elity władzy i liberalni eksperci wciąż dają do zrozumienia, że kryzys omija ich kraj. Według Eurostatu od maja 2008 r. do maja 2009 r. bezrobocie w Polsce wzrosło z 7,2% do 8,1%, a PKB w pierwszym kwartale wzrosło o 1,9%. Rząd udaje, że gospodarka jest w dobrym stanie, ale już dokonał korekty budżetu (prawdopodobnie nie ostatniej), realne płace spadają, a do końca roku bezrobocie ma wzrosnąć o 3–4 punkty procentowe. Ponadto w Polsce, podobnie jak w innych krajach regionu, wzrost PKB często nie przekłada się na poprawę sytuacji materialnej większości społeczeństwa i nawet w okresie prosperity rósł odsetek ludzi żyjących poniżej minimum egzystencji (między 1996 i 2005 rokiem w Polsce nastąpił prawie trzykrotny wzrost: z 4,3% do 12,3%). Brak rozbudowanego systemu polityki społecznej sprawia, że przy niewielkim spadku dynamiki rozwoju, wskaźniki jakości życia ulegają istotnemu pogorszeniu. Co gorsza, już teraz rząd wprowadza cięcia budżetowe, na których najbardziej tracą najbiedniejsi. Polska na szczęście nie jest aż tak uzależniona od eksportu jak Słowacja czy Estonia, gdyż ma chłonny rynek wewnętrzny. Innymi słowy kryzys w Polsce na razie nie jest dotkliwy, ponieważ Polska nie przyjęła aż tak liberalnych rozwiązań, jakie od lat deklaruje. Rząd robi jednak wiele, aby zmniejszyć popyt wewnętrzny i zarazem zwiększyć uzależnienie państwa od kapitału zagranicznego. W czasach kryzysu otwieranie rynku bez stymulowania popytu oznacza głównie odpływ kapitału, co już ma miejsce w Polsce, a czego rząd uparcie nie zauważa. W ten sposób Polska i inne kraje regionu prowadzą samobójczą politykę, która w dłuższej perspektywie przyczyni się do pogłębienia przepaści między nimi a światem rozwiniętym. Kraje bogate wprowadzają coraz więcej instrumentów protekcjonistycznych i coraz bardziej chronią własny rynek. Oznacza to, że państwa najbardziej uzależnione od kapitału zagranicznego poniosą największe straty, a odpływ kapitału z nich będzie największy. Tymczasem mocarstwa gospodarcze starają się wykorzystać kryzys dla modernizacji swoich gospodarek. Kryzys staje się okazją dla wprowadzenia nowych metod zarządzania gospodarką i nowych technologii. Co prawda, prognozy dla Francji, Niemiec czy Japonii są pesymistyczne, ale coraz bardziej widać, że recesja w tych regionach będzie płytsza i łatwiejsza do opanowania niż w państwach biedniejszych. Już teraz następuje olbrzymi odpływ kapitału finansowego z krajów rozwijających się i koncentracja kapitału oraz inwestycji (w coraz większym stopniu stymulowanych przez państwo) w krajach rozwiniętych. Kraje peryferyjne, czy to na skutek nacisków międzynarodowych organizacji finansowych, czy w wyniku dogmatycznego neoliberalizmu własnych elit, wycofują się z instrumentów protekcjonistycznych i bezwarunkowo otwierają swoje rynki dla firm z krajów rozwiniętych. Tymczasem kraje bogate wciąż nakładają bardzo surowe warunki odnośnie przepływu pracowników, towarów i usług. Dobrym przykładem tej strategii jest utrzymywanie przez Niemcy ograniczeń w przyjmowaniu pracowników nowych państw unijnych, pomimo deklarowanej woli zacieśnienia integracji europejskiej. Te mechanizmy funkcjonują od wielu lat, ale kryzysy są tymi węzłowymi momentami historii, w których przepaść między państwami centrum a krajami peryferyjnymi pogłębia się. Dlatego też można się spodziewać, że za 2–3 lata, gdy kryzys przeminie, wyłoni się nowy porządek ekonomiczny, w którym przewaga państw rozwiniętych nad wszystkimi innymi będzie większa niż obecnie. W tej sytuacji jedyną szansą dla Polski i innych ubogich państw UE jest odrzucenie neoliberalnej ortodoksji i podwyższenie podatków dla najbogatszych, zwiększenie roli sektora publicznego oraz wprowadzenie instrumentów kontrolnych nad kapitałem finansowym. Przypisy: 1. Dane zawarte w tekście pochodzą z raportów Eurostatu, OECD, Głównego Urzędu Statystycznego, Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych oraz polskiego Ministerstwa Finansów. |
| następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |