|
Nie tak dawno temu, przy okazji zamieszania wokół niejakiego Henryka J., który wraz z ofiarą esbeckiej nieludzkości, ks. Jerzym P. oraz znanym płotoskoczkiem i murokruszcą Lechem W., nazywał się „solidarnościowym ekstremistą”; wypłynęło odkurzane co jakiś czas pojęcie. Słowo znane z popularnego hasła zamieszczonego w tytule pojawiło się w replice wielce szanownego księdza prałata na zarzuty, o których powszechnie wiadomo. Stado histerycznych emerytek i równie wojowniczych emerytów made in Radio Maryja, wierzących w nieomylność „pasterzy” Kościoła, wykrzyczało wszem i wobec, że to spisek przygotowany przez, uwaga... judeokomunę!
Hasło to posłuży mi jako pewnego rodzaju słowo-klucz i wytrych do poruszenia kilku kwestii sięgających historii, jaki dotykających teraźniejszości. Skąd bowiem taka kariera owej „żydokomuny”? Skąd wreszcie popularność tegoż hasła i jego chwytliwość? Co tak naprawdę rozumiano pod tą ogólną definicją?
Ze słownikowego wyjaśnienia możemy dowiedzieć się najogólniej, że jest to pogardliwe określenie komunistów pochodzenia żydowskiego. Komunista i Żyd – tak się złożyło, że jakiekolwiek porażki historyczne, wszelkie nieszczęścia doczesnego świata były dziełem ICH. Tak wskazywałby wielbiony przez liberalnych siewców dobrobytu i wolnośći głos większości. Wszystko przez żydokomunę. Dlaczego? Bo tak. Komunista (rozumienie bardzo ogólne, bo jakie może być – komuch to komuch) pod pozorem bliżej nieokreślonej utopii i pod wrażeniem dzieł niejakiego Marksa do spółki z niejakim Engelsem chciał wprowadzić to czego chce każdy(?). Leninowskie „ziemia i wolność”, „tierra y libertad”, jakkolwiek by tego nie tłumaczyć. Ale, nie udało się, w zamian mieliśmy czerwoną dyktaturą, Sybir, Katyń, żelazną kutynę, zimną wojnę, kartki na mięso i wyroby czekoladopodobne. Tak to się też w historii porobiło, że Żydzi zawsze (w rozumieniu innych) wychodzili na swoje. Podkreśla się to wszędzie. Interes, lichwa, kasa i jeszcze raz kasa. Nazwy takie jak Oświęcim, Gross Rosen, Bergen Belsen, Treblinka i inne wydają się być w chórze anyżydowskich wystąpień jedynie nazwami kilku ośrodków wypoczynkowo-sanatoryjnych. Faktem jest, że komuniści i Żydzi obecni są w historii dość żywo i cokolwiek by o nich nie mówić i nie myśleć ich miejsce w tej historii jest niezaprzeczalne. Ale skąd ciągła, permanentna żywotność hasła „wszystko przez żydokomunę”, wyrażanego nie tylko li przez kilku oszołomów i rycerzy świętej Brygidy?
Jakiekolwiek egalitarne idee budziły zainteresowanie i pociągały ludzi pragncych wolności, równości i braterstwa. Możnaby mnożyć przykłady, począwszy od towarzysza Jezusa z Nazaretu, który wbrew propagandzie kościelnej, był de facto politykiem i przywócą ruchu społecznego, głoszącego hasła sprawiedliwości i równości oraz odzyskania ziemi zabranych przez rzymskich ciemiężców. Jezus komunistą? To pojęcie nie było znane i jego użycie to przesada, ale zbieżność celów i haseł jakoś dziwnie podejrzana z późniejszymi działaniami ludzi pragnących odwrócić i zmienić wytyczane wbrew większości nurty, zgodnie z Marksowską teza jedenastą. Ludzie Kościoła, mieniącego się Chrystusowym, mają ze wszechmiar blade pojęcie o codziennym życiu Jezusa, skutecznie podrzucając wszystkie źródła, które tylko i wyłącznie mówią o nim Mesjasz, Zbawiciel, Syn Boży. Jezus, król żydowski(no właśnie – żydowski) był postacią tragiczną, nie tylko przez swój żywot, ale i fałsz jaki na nim dokonano przez tysiąclecia. Badania wskazują także, że Jezus był gorliwym Żydem, chodzącym do synagogi, mówi o tym Ewangelia Barnaby, bardzo skutecznie schowana w otchłań historii opowieść o codziennym życiu Jezusa. Jakże więc głupio i żenująco wyglądają zastępy tych, którzy mówią o Żydowskim spisku, tak często mając na ustach katolicka wiarę.
Śmiałe i mniej śmiałe próby powstań pod znakiem czerwonego sztandaru, z góry osądzane były jako zamachy na wolność i cywilizację, wszystko to próbowali robić ludzie mówiący coś o prawdziwej wolności, nie słuchaniu się „autorytetów” tylko dlatego, że tamci mieli zasobniejsze portfele i rozporządzali nie swoją ziemią, powołując się na prawa boskie i ziemskie do niej. Ludzie próbujący przecistawić się temu to właśnie, uosobienie tej dzisiejszej „żydokomuny”, hasła powstałego na potrzeby tzw. „góry”, broniącej swoich przywilejów, swojej własności, i wreszcie swojej słabości. Bowiem „wszystko przez żydokomunę” nie powie posiadacz ziemski, czy współczesny napędzacz gospodarki – przedsiębiorca, nie powie tego skompromitowany polityk na salonach; lecz powie to zwykły człowiek oszołomiony, popromienną chorobą medialnego, politycznego, kościelnego, i autorytetowego Nagasaki i gospodarczą i społeczną Hiroszimą. Człowiek taki, pozbawiony alternatywy, bombardowany wskaźnikami ekonomicznymi, a nie ofertami pracy, zarzucany rachunkami, kredytami, a nie uczciwą robotą, powie, wykrzyczy, że „wszystko przez żydokomunę”, bo podczas gdy my nie mamy nic, oni mają wszystko, oni – Żydzi i czerwoni którzy zmieniają świat, a ten jest ciągle taki sam. O nie! Świata nie zmieniają czerwoni, czy inne odcienie, świat zmieniają ludzie, wszyscy ludzie. Pisząc artykuły, działając na rzecz pracowników, czy wreszcie samemu krzycząc, że jest źle. Natomiast czerwoni, do których należę też ja i nie mam oporów powiedzieć, że Marks i Engels to dla mnie nie tylko kolejne postaci poznawane na studiach historycznych poprzez pryzmat pytań Co? Gdzie? Kiedy?, a nie Dlaczego? To postaci z których czerpię krytykę rzeczywistości i alternatywę. Te dwie rzeczy winien znależć każdy, nie koniecznie u „klasyków”, ale gdy posiądzie umiejętność krytycznego spojrzenia i znalezienia alternatywy, to znajdzie też świadomość, która stanie się motorem napędowym dla niego i innych.
Wewnętrzna sprzeczność hasła o winie „żydokomuny” i całej otoczki jemu towarzyszącej, jest tylko kolejnym dowodem na to, że jest bronią obosieczną i zwróci się kiedyś przeciw tym, którzy pierwsi jej użyli.
Strach się bać, gdy żonglujący tym hasłem, choć czasem nie wprost używając tego stwierdzenia, jednak w ich komentarzach jest aż za bardzo wyczuwalne, wojownicy słowa pisanego i mówionego obudzą się z ręką w nocniku i dostrzegą że „żydokomuna” jest wszędzie, ale już nie jako zło absolutne, lecz ziszczenie się idei wolności, równości i braterstwa, a nie śmieszności, absurdalności i kumoterstwa.
|