ULepszyć lewicę - lewica albo śmierć! Drukuj Email
05.05.2005.

Gdy z wielkim hukiem powoływano do życia Unię Lewicy, zewsząd słychać było głosy, że jest wreszcie szansa na stworzenie realnej alternatywy na lewicy. Jest szansa na prawdziwie lewicową, prospołeczną - no właśnie - partię, luźną federację małych lewicowych ugrupowań? Na fali entuzjazmu nikt jednoznacznie nie dał do zrozumienia, czym tak naprawdę ma być Unia Lewicy. Przyszłość miała się wyklarować później, w wyniku dyskusji, analiz, dysput wewnątrz UL-u. Przyszłość miała okazać się jednak niezbyt kolorowa. Pewne kontrowersje już na początku mogło wywołać zaangażowanie się w tworzenie nowego organizmu politycznego przez ludzi takich jak Izabela Jaruga-Nowacka, czy inni związanie z Unią Pracy działacze. Politycy, których partia będąc w koalicji z SLD, poparła chociażby wysłanie polskich wojsk do Iraku. Pani Jaruga-Nowacka, poza tym została później ministrem i wicepremierem w rządzie Belki, którego nazwanie lewicowym jest mało śmiesznym żartem. Członkowie UP ramię w ramię z alterglobalistami i działaczami antywojennymi - to zapowiadało mieszankę wybuchową. W deklaracji ideowej UL jednoznacznie opowiedziano się przeciwko irackiej eskapadzie. Mimo tego niektórzy działacze dalej stali w rozkroku. Są takie chwile w życiu, o polityce nie mówiąc, które wymagają jednoznacznej deklaracji. Za, a nawet przeciw być w końcu nie można. Choć Izabela Jaruga-Nowacka wielokrotnie podkreślała i podkreśla, swój przeciw dla interwencji w Iraku, to nie szły za tym żadne faktyczne decyzje i kroki. Niedawne odejście z UP, jest gestem oczekiwanym, lecz chyba mocno spóźnionym. Struktury UP, nie kwapiły się bowiem mocniej zaangażować w tworzenie UL-u. Paradoksem pozostaje jednak to, że pani Nowacka zostaje w rządzie Belki, ba jest dalej wicepremierem. Zanim tak naprawdę UL zaczęła działać to już popadała w pewną schizofrenię. Być partią sensu stricte, czy nie. Iść do wyborów samemu, czy nie. Zdecydowano pójść do wyborów jako Unia Lewicy III RP. Czyżby wyborcza alternatywa dla neoliberalnych SLD i SDPL? Chyba niekoniecznie. Od samego początku, w deklaracji ideowej, czy innych oficjalnych dokumentach brakowało mi jednoznacznej antykapitalistycznej deklaracji. Z deklaracji odczytuje jedynie "tradycyjny" już program z silną progresją podatkową i pełnym zatrudnieniem. Musimy sobie uświadomić, że ulepszanie kapitalizmu, nawet najbardziej szczytnymi programami i ideami nie może się powieść. Nie było, nie ma i nie będzie kapitalizmu z ludzką twarzą. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej. Deklaracja UL-u mimo szczytnych haseł, które popieram w całej rozciągłości, jeśli chodzi o sferę światopoglądową, jest pusty. Nawołuję osoby zaangażowane w tworzenie UL-u - nie bójcie się powiedzieć, że istnieje alternatywa dla kapitalizmu, dla wyzysku i niesprawiedliwości. Ta alternatywa to socjalizm. Lewica nie może bać się socjalizmu, w końcu jest z nim zrośnięta od zarania. Niech Unia Lewicy będzie taką socjalistyczną forpocztą, ma na to szanse, jest ciekawą mozaiką ludzi wartościowych lewicowo. Nie wątpię w to. Ale powiedzmy sobie szczerze, szanse te wzrosną, jeżeli UL stanie się realną polityczną siłą, a nie lewicowym zaściankiem. Stanie się partią polityczną, jest dobrym krokiem w tym kierunku. Ale partia polityczna musi mieć program. Program ten musi zawierać przede wszystkim kwestie ekonomiczne, musi dotykać bazy. Inaczej budowany "od dachu" UL, nie będzie wart głosów i zainteresowania obywateli. Członkowie UL-u nie mogą pozwolić na powtórkę z rozrywki, czyli powielanie błędów SLD. Nie jest prawdą, że antykapitalistyczne, czy socjalistyczne hasła będą odpychać wyborców. Nie można wpisać się w schemat obecnych partii politycznych, które chcą zmieniać "chorą sytuację" w kraju, likwidować biedę i bezrobocie metodami, które od 15 lat nic nie dają. Wyjdźmy z cienia! Niech prawdziwie socjalistyczne i antykapitalistyczne hasła pojawią się na wiecach wyborczych, w programach, w działalności partyjnej. Wbrew antykomunistycznej histerii i postępującego maccartyzmu, przeciw tym, dla których marksizm, czy socjalizm to nie upadłe slogany, tylko realna alternatywa, ludzie na taką alternatywę czekają. Dajmy im przykład. Przykład, że można, że nie zapomnieliśmy o dobrych stronach Polski Ludowej. O opiece socjalnej, bezpłatnej edukacji i ochronie zdrowia. PRL z wszystkimi swoimi wypaczeniami i absurdami, dawał jednak obywatelom poczucie oparcia w państwie, zatrudnienia na godziwych warunkach, możliwość znalezienia czasu dla siebie i rodziny. Wtedy pojęcie "kultura" nie równało się wycieczkom do hipermarketów, czy czekaniu na obniżki cen biletów do kin, czy teatrów. Pod pojęciem kultury kryła się rzecz najważniejsza - więź społeczna. Pojęcie, którego nie ma w słowniku współczesnego wojownika rynku pracy, nawet, jeśli on sam by tego chciał. Więź społeczna potrzebna jest w chwili, kiedy druga osoba pomóc nam może w "wybiciu się", awansie, wyrobieniu sobie "pleców". Człek żyjący w tym "zbrodniczym reżimie" miał też poczucie szacunku do pracy i szacunku dla pracy. Tak jak wszystkich zjawisk nie można traktować tylko z jednej perspektywy, podobnie jest z minionym ustrojem. Ustrojem, który pod wieloma względami może być przykładem polityki prospołecznej, polityki zorientowanej na człowieka. O taki właśnie socjalizm warto walczyć. Nazywanie socjalizmem, czasów peerelowskich jest dużym nadużyciem. PRL rządzony był przez biurokratyczną kastę, której sprawowanie władzy dalekie było od zasad demokratyzmu, o jakich pisał Marks: urzędy publiczne nie miały być już prywatną własnością rządzących, pełnienie służby publicznej miało być wynagradzane płacą roboczą, urzędnicy mogli być odwołani w każdej chwili. To powinny być priorytety dla sprawujących władzę - zaszczepienie zasad demokracji uczestniczącej. Jeśli Unia Lewicy mieni się organizmem alternatywnym dla zdegenerowanych komórek w SLD, niech wystąpi odważnie ze swym sztandarem. Niech przetrwa pierwsze, być może szydercze komentarze ze strony prawicowych dekomunizatorów. Lewica ma być dla ludzi i z ludźmi, nie przejmować się sfrustrowanym kołem miłośników lustracji, lecz także nie gryźć się na własnym podwórku. Jedność - to jest to, czego najbardziej potrzebuje lewica. UL jest szansą na uzdrowienie lewicy, tam właśnie daje się szanse różnym środowiskom, od alterglobalistów po antyklerykałów. Ci ludzie byli autorami bardzo cennych inicjatyw, co ważne inicjatyw oddolnych - rzeczowa krytyka rosnących wpływów kleru, działań na rzecz praw mniejszości seksualnych, kampanii antyeksmisyjnych, działań w ramach ruchów kontestujących zgubne wpływy globalizacji w sferze gospodarki, władzę wielkich koncernów, sterujących polityką rządów wielu państw. To daje bardzo poważny argument. Nie można go zmarnować poprzez wewnętrzne utarczki. Demokracja w dyskusji, centralizm w działaniu. Trąca "klasykami"? Niech trąca, bo jest to święta prawda. Partia polityczna, a taką w końcu staje się UL, to nie tylko sztywno zhierarchizowana struktura; to pole dla politycznej edukacji i realizacji własnych idei. Nie podnoszenie rąk na sali sejmowej, tylko praca u podstaw. Człowiekowi oprócz nadziei i obietnic, a tych już mamy aż za nadto, trzeba dać szansę i przykład. Kiedy poczuje oparcie "na górze", u polityków, którzy nie są oderwani od mas, lecz którzy z tych mas się wywodzą, zapomni o kartkach na mięso i kolejkach. Zacznie zdawać sobie sprawę z istoty socjalistycznego programu, którego tradycje sięgają setki lat wstecz. Zapomnijcie o sojuszach na przetrwanie, o koalicjach ratunkowych by przekroczyć 5% próg wyborczy. Lepiej zawrzeć koalicję z wyborcami. Taką koalicję zawiera się dzięki uczciwości, jawności i politycznej odwadze. Im szybciej Unia Lewicy i pozostałe lewicowe środowiska to zrozumieją, tym lepiej. Inaczej czeka nas Polska Kaczyńskich i Giertychów. Zastraszona, antyspołeczna, klerykalna, neoliberalna, trącająca faszystowską tendencją do wyrzucenia poza nawias tych, którzy nie są z nami. I, co najgorsze Polska z lewicą w "podziemiu", ideowymi partyzantami, dla których nie ma miejsca z ich szkodliwymi, bo po prostu innymi hasłami. Ja, socjalista, nie chcę być partyzantem.


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing