|
W Wenezueli trwa od kilku lat ludowe, antykapitalistyczne powstanie, które zdołało przezwyciężyć kilka bardzo ciężkich ataków organizowanych przez CIA. |
| Historia, która teczką trąci |
|
|
| 05.12.2005. | |
|
Proszę państwa, dnia 25 listopada skończył się w Polsce...postkomunizm. Jego upadek ogłosił minister obrony Radek Sikorski. Stać ma się to dzięki odtajnieniu i ujawnieniu dokumentów Układu Warszawskiego. Tego diabelskiego paktu wymierzonego w „wolny świat”, którego stroną była również nieboszczka PRL. Sikorski, wspólnie z szefem IPN profesorem Kieresem obnażyli apokaliptyczną wizję, która mogła stać się faktem w przypadku bezpośredniego starcia dwóch zimnowojennych imperiów. Czerwony diabeł – ZSRR nie zawahałby się użyć broni jądrowej. Na briefingu Sikorskiego, wyciągniętym wprost z hollywoodzkich filmów gloryfikujących „amerykańskich chłopców” i ich dzielnych dowódców; dowiedzieć mogliśmy się, że ofiarą miały stać się 43 polskie miasta, śmierć miało ponieść 2 miliony Polaków. Niczym „Ike” Eisenhower Radek Sikorski pokazywał wszystko na specjalnej makiecie, tak by spotęgować tragizm tej sytuacji. Leon Kieres, prawie ze łzami w oczach, odczytywał kolejne dane. Wydawało się, że za chwilę obaj panowie ogłoszą stan wyjątkowy. A wszystko to, by naród umocnił się w przekonaniu, że rzeczywiście jest tym zawsze gnębionym, prześladowanym. Ale jeszcze Polska nie zginęła! Polska prawica czuwa, w gotowości do obrony czci Rzeczpospolitej, obojętnie, z jakim numerem, niczym cnoty własnej siostry. Po cóż ta cała martyrologia? Jednostronny przekaz historii? Jasne jest to, że Układ Warszawski był instrumentalnie traktowany przez Związek Radziecki, miał też być pomocny przy kontroli nad państwami satelickimi. Ale, czym było i jest nadal NATO? Tak samo jak świętej pamięci odpowiednik po drugiej stronie barykady, jest instrumentem umożliwiającym realizację interesów i militarnych awantur USA pod płaszczykiem sojuszu ponadnarodowego. Propozycja przystąpienia do Paktu, jest z gatunku tych nie do odrzucenia, przynajmniej z punktu widzenia dzisiejszej tzw. polskiej racji stanu. Albo jesteś z nami („dobry” Zachód i USA), albo przeciwko nam (barbarzyńcy tacy jak Rosja i tzw. oś zła). Skuteczności działań NATO dowiodły już przeróżne humanitarne interwencje i krucjaty przeciwko siłom zła. A to, że na przykład w Jugosławii zbombardowano szpitale i szkoły będące w oficjalnej nomenklaturze „obiektami strategicznymi” to wynik działań wojennych, wkalkulowane ryzyko operacji. Wobec planów Zachodu w walce z ZSRR, radzieckie „imperium zła” odpowiedziało w jedyny możliwy sposób – powstaniem Układu Warszawskiego. Każda akcja powoduje reakcję, zwłaszcza w dwubiegunowym wówczas świecie. Straszenie ewentualnym użyciem broni jądrowej, jest zwykłym cynizmem politycznym, mając w pamięci to, że USA nie zawahały się użyć takiego rodzaju broni rękami pilotów Enola Gay, tylko po to, by zamanifestować swój potencjał militarny. Układ Warszawki upadł, podobnie jak ZSRR, była to, biorąc pod uwagę postępujący rozkład radzieckiego kolosa, naturalna kolej rzeczy. W przeciwieństwie do UW, Pakt Północnoatlantycki trwa w najlepsze, będąc gwarantem bezpieczeństwa i stabilizacji. Czy po zakończeniu zimnej wojny NATO, też nie powinno zakończyć swej działalności? Tak dla równowagi. Przywilej zwycięzcy – powiedzą niektórzy obrońcy „światowej równowagi”. A może po prostu przeniesienie punktu ciężkości. Teraz ostoja demokracji – Stany Zjednoczone wraz z sojusznikami nie muszą już walczyć ze wspólnym wrogiem, stosując zimnowojenną strategię. Ale wojna się nie skończyła. Tyle, że siłę argumentu w postaci argumentu siły posiada właściwie już tylko jedna strona. Tarcza antyrakietowa, bazy wojskowe, eksperci, „fundacje”, czy to wszystko czegoś nie przypomina? Ciekawe, czy kiedykolwiek doczekamy się odtajnienia wszystkich dokumentów NATO? Wątpliwe. Wtedy huk po upadku byłby jeszcze większy, niż w 1991 roku. Dzisiaj ważna jest przeszłość. Szkoda tylko, że przeszłość ujawniana jednotorowo, skrzywiana do granic możliwości. Wiele się mówi o tematach zastępczych, delegalizacji marszów równości, cenzurowaniu sztuk teatralnych, czy coraz głębszej ingerencji w intymne życie jednostki. Kolejnym z tych tematów jest sztuczne podtrzymywanie permanentnego stanu napięcia i wydumanego zagrożenia. Kiedy nie wystarczają terroryści, czy lobby homoseksualne, czyhające by zdemoralizować czysty i nieskalany naród polski; powraca stary sprawdzony nieraz scenariusz złego komunisty. To właśnie on pod płaszczykiem socjaldemokracji różnej maści, po raz kolejny chce złapać w swoje szpony nadwiślański rząd dusz. Nie wystarczają mu krzywdy, jakie wyrządził przez lata; teraz przebrany i dostosowany do nowej wolnorynkowej rzeczywistości próbuje wepchnąć się tam gdzie nie ma dla niego miejsca. Taka właśnie wykładnia jest tą obowiązującą, taką też wersję historii serwuje się nam począwszy od szkół, poprzez kościoły, na mediach kończąc. Obóz prawicowy kreuje się na „pogromców czerwonych duchów”, orędowników oczyszczenia kraju. Nie mając większego pojęcia o stronie ekonomicznej, o czym przekonują nas kolejne niedomówienia, brak przepływu informacji pomiędzy ministrami i poszczególnymi resortami, niewidzialny rzecznik rządu; siłą rzeczy i siłą zobowiązań wobec parakoalicjantów musi zajmować się ideologiczną otoczką. Realizacji tych celów mają służyć właściwie dobrani ludzie. Minister Sikorski jest doskonałym przykładem medialnego wojownika, zdesantowanego prosto z Waszyngtonu, wyposażonego we wszystkie zdolności by temu celowi podołać. Ten swoisty maccartyzm służy w sposób niejako oczywisty wspieraniu imperialistycznych celów USA; rosnące niezadowolenie i sprzeciw wobec obecności polskich wojsk w Iraku powoduje ferment w społeczeństwie, które daje temu wyraz nie tylko w sondażach. Rosnący antyamerykanizm w skali globalnej, ma swoje odbicie również w Polsce. Najprostszym sposobem na kapitalistyczne odwrócenie kota ogonem, jest oczywiście otwarcie teczek, akt, danych. Podział na dwubiegunowy świat nie minął, ba, ma się bardzo dobrze. Utrzymanie kapitalistycznego porządku, wymaga ciągłego podtrzymywania atmosfery strachu i obecności nawet wyimaginowanego wroga, czającego się za rogiem i gotowego rozbić istniejący idylliczny porządek świata. Ci wrogowie znajdują się w różnych miejscach świata, terroryści na Bliskim Wschodzie, narkotykowa mafia w Ameryce Południowej i Środkowej, w końcu wreszcie osławiona „oś zła” z Koreą Północną, Iranem, Kubą, a nawet Rosją. Ten uczciwy, prawy świat musi otoczyć się swoistym parasolem ochronnym, który gwarantuje oczywiście największe mocarstwo – USA. Nasz zachodni wielki brat, w imię obrony ustalonego porządku, brakiem równowagi chce tę równowagę zaprowadzić. Największy arsenał jądrowy, bazy wojskowe w większości „sojuszniczych” krajów, globalna inwigilacja, łamanie podstawowych praw człowieka i swobód obywatelskich wyróżnia giganta zza Wielkiej Wody od reszty świata. Ta reszta chcąc pokoju na świecie, musi przystać na hegemonię jednej siły. Przykład Stanów Zjednoczonych staje się niestety wzorcem dla innych krajów. Przykład Francji, gdzie brutalne interwencje policyjne, stan wyjątkowy miały być lekiem na beznadzieję, która ogarnia społeczeństwo, a szczególnie tych najbardziej wykluczonych. Posługiwanie się podłożem rasistowskim w takich przypadkach, też jest made in USA. Najprościej jest zrzucić winę na „czarnuchów”, Arabów, gdzie każdy to złodziej i przestępca, polską specjalnością stają się mniejszości seksualne, wspomniane już lobby homoseksualne. Każda inność nie może liczyć na podstawowe prawa, które przysługują każdemu człowiekowi, o czym mówi konstytucja. Inny znaczy po prostu obcy. A obcy – won! Nasze polityczne elity w swym zaślepieniu i krótkowzroczności, nie zdają sobie sprawy z ryzyka, jakim jest igranie z Rosją, bo awantura z dokumentami UW na pewno nie pozostanie bez echa. Ten rząd stopniowo nabiera wprawy w „podskakiwaniu” naszemu wschodniemu sąsiadowi. Choć ta gra trwa od dłuższego czasu, to obecnie sięga zenitu. Tylko, że, wbrew nachalnemu obrazowi kreowanemu przez kolejne rządy, to wcale nie Polska jest górą w tych przepychankach. Wsparcie Unii Europejskiej, czy nawet USA za wiele nam nie da, bo „sojusznicy” pomogą nam tylko wtedy, gdy zagrożone będą ich interesy. A nikt nie wmówi nam, że polska żywność idąca na eksport do Rosji jest strategiczną sprawą dla całej Wspólnoty, a dla polskich eksporterów owszem. To, że Polska już dawno nie jest jedynym szlakiem dla rosyjskiego gazu, przekonało nas niemiecko-rosyjskie porozumienie. Dziwnym trafem argumenty wypadają nam z rąk, mimo to dalej brniemy w mniej lub bardziej poważne konflikty. Minister Meller, już zapowiedział, że będzie bronił miejsca Polski w Europie, a kluczową sprawą jest problem Białorusi. Główne trendy polityki zagranicznej zostaną więc zachowane. Szukanie haków, kolejna specjalność polskiego kapitalizmu, służy właśnie eliminacji obcego elementu, obojętnie, czy jest gejem, socjalistą, Żydem, czy ma kolor skóry nie pasujący do (wszech)polskiego wzorca. Rozliczenie następnych „ciemnych kart” historii Polski Ludowej jest najświeższym przykładem. Do igrzysk zamiast chleba już się przyzwyczajamy, teraz przychodzi się nam przyzwyczaić do urawniłowki, dopasowywania do z góry ustalonego schematu i wzoru. Kto odstaje, ten wróg. Postkomuniści chcieli atomowego grzyba nad Polską, więc należy ich ukarać, inkwizytor Sikorski właśnie rozpoczął krucjatę, z „Gott mit USA” na klamrze od pasa wyrusza do archiwów. Tam właśnie przydałoby się zamknąć wszystkich moralizatorów i obrońców Rzeczpospolitej. Tam przy akompaniamencie „Roty”, „Bogurodzicy” i „Pierwszej Brygady” mogliby wreszcie wypełniać swoją misję. A gdy już zabraknie teczek, to wtedy na pewno znajdą się dla nich taczki. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |