|
Poziom produkcji w naszym kraju w 2003 roku był o 60% wyższy niż w 1989. Jednocześnie realne płace pozostały na właściwie nie zmienionym poziomie. |
| Z tarczą czy na tarczy? O zakłamanej idei obrony „wolnego świata” |
|
|
| Napisał(a): Andrzej Gwarda | |
| 03.02.2008. | |
Zamierzamy wynegocjować najlepsze warunki dla Polski, w sprawie budowy tarczy antyrakietowej - szefów poszczególnych klubów parlamentarnych zapewniał premier Jarosław Kaczyński.Spotkanie odbyło się 12 lutego br. Uczestniczyli w nim: wymieniony już szef Rządu, Jerzy Szmajdziński, były szef MON-u (SLD), Waldemar Pawlak (PSL), Marek Kuchciński (PiS), Bogdan Zdrojewski (PO), Mirosław Orzechowski (LPR) oraz Janusz Maksymiuk (Samoobrona). Swoja obecnością przybyłych zaszczycił również nowo mianowany minister obrony narodowej, Aleksander Szczygło. Celem zebrania się szefów klubów parlamentarnych było omówienie sposobu negocjacji ze stroną amerykańską. Zebrani liczyli na konkretne informacje z ust premiera, ale ten zdążył nam już udowodnić, że słowo konkret jest mu całkowicie obce. Charakter rozmów polityków nie był poufny, więc zaraz po wyjściu z sali zostali oni zasypani salwą pytań na temat tego, co przedstawił im premier. Większość z nich odpowiadała krótko i ogólnikowo (bo cóż więcej mogła powiedzieć), o tym że premier zapowiada twarde negocjacje z amerykanami, że nie podda projektu pod referendum, a jedynie pozostawi rozstrzygnięcie parlamentowi, i w końcu o tym, iż nie wie czy amerykanie będą w stanie zapewnić należytą obronę dla całego kompleksu wojskowego. O dziwo sprawa referendum wcale nie wzbudziła tak wielu kontrowersji u opozycji, jak wśród koalicji. Przypomnę, że to Samoobrona jako jedyny klub poselski, wysunęła propozycję, aby to naród rozstrzygnął, czy chce tarczy, czy jej nie chce. Oczywiście kwestia tarczy, w moim przekonaniu, jest sprawą o tyle wrażliwą, o ile mylna jest jej definicja. Oficjalnie tworzy się ją po to, aby zapewnić krajom NATO oraz neoliberalnym sojusznikom, należytą ochronę przed ewentualnym atakiem balistycznym, ze strony tzw. „państw zbójeckich”. I wszystko grałoby idealnie i to nie tylko na papierze, gdyby owe państwa posiadały pociski mogące skutecznie razić USA i ich pobratymców. „Konwencjonalny blamaż”, jaki spotkał ekipę Busha w Iraku, okazał się za tępy, aby podciąć mu skrzydła i odwieść od dyskursu ciągłego politycznego napastowania krajów, w których panują reżimy. A wystarczy odrobina fantazji i trzeźwości umysłu, aby zrozumieć, że ewentualne pociski wymierzone będą w Federację Rosyjską i tak już wystarczająco upokorzoną przez RP. Bracia Kaczyńscy, którym raczej zależy na budowie tarczy w Polsce, nie zdają sobie również sprawy z tego, iż kompleks ten będzie skutecznie bronił USA, a nam przysporzy jeszcze większej ilości wrogów, nie dając żadnej gwarancji bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o Rosję, wystarczy ulokowanie głowic na terenie obwodu kaliningradzkiego. Wówczas Tarcza przestanie służyć Polakom. Nie można zapomnieć również o państwach fundamentalnych, przeciw którym ta tarcza jest wymierzona oficjalnie. Brutalne postulaty ich postępowania wobec międzynarodowych decyzji USA mogą na Polskę sprowadzić poważne kłopoty bez względu na to, czy będziemy je popierać, czy nie. I nie sugeruję tu tylko ataków w sam kompleks antyrakietowy, ale zamachy terrorystyczne wymierzone w państwowe mienie i w ludność cywilną. Analizując problem umożliwienia Amerykanom budowy ostatniej części składowej całego systemu, warto włączyć w to czynniki gospodarcze. W końcu taka inwestycja zbrojeniowa powinna być załącznikiem wielu profitów, z jakich skorzystać by mogło państwo-gospodarz. Niestety, najwyższy zysk, na jaki możemy liczyć, to zwiększenie dostaw żywnościowych i budowlanych na potrzeby amerykańskich żołnierzy stacjonujących w bazie. Być może wzrosną obroty handlowe w okolicznych restauracjach i agencjach towarzyskich (znając mentalność młodych marines). Na więcej nie ma co liczyć! Wielkie zamówienia i lukratywne kontrakty podpisywać będą amerykańskie korporacje handlowe. Nie szkodzi, że tyle mówi się o potrzebie modernizacji i rozwoju polskiego przemysłu zbrojeniowego, skoro krótkowzroczność rządzących pozwala ten problem pogłębiać i rozwijać. Realizacja tego przedsięwzięcia może nawet doprowadzić do upadku i tak ledwo stąpającej po światowym rynku militarnym rodzimej zbrojeniówki, gdyż amerykańskie giganty tj. Lockheed-Martin, zwyczajnie zmiażdżą konkurencje znad Wisły. Jak widać na próżno szukać pozytywnych aspektów tej inwestycji dla Polski. Nie przeczę, że dla Amerykanów budowa GMD (Global Missile Defense), jest priorytetem na najbliższe lata. Nie neguję również faktu, iż społeczeństwo amerykańskie znalazło się w takim okresie, w którym potrzebuje poczucia bezpieczeństwa jak nigdy przedtem. Republikański przywódca stara się jak może odbudować swój wizerunek po klęsce misji w Iraku, tworząc barierę chroniącą ich przed ewentualnym atakiem. Lepiej niech zlokalizuje ją w Izraelu bądź na terenie innego bliskowschodniego sojusznika. Polacy, godząc się na propozycję amerykańską, mogą stracić resztki zaufania i szacunku ze strony nie tylko Rosji, ale i zachodnich partnerów. Ale to już całkiem inna historia. Z zaciekawieniem będę obserwował dalsze perypetie tej amerykańsko-polskiej telenoweli... Rok później.... Dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości co do intencji gabinetów USA oraz Polski. Tarcza definitywnie powstanie na terytorium naszego państwa, pomimo, iż oficjalnie wciąż trwają negocjacje. Donald Tusk, podobnie jak inni szefowie rządów, nawet nie mrugnie okiem, kiedy Amerykanie nie zrealizują żadnych ze swoich obietnic, którymi mydlili nam oczy, proponując w zamian zbudowanie tarczy. Inicjatywa leży w rękach silniejszego, słabszy ma do dyspozycji jedynie jego wolę. Tarcza antyrakietowa będzie kolejnym symbolem globalnej dominacji USA. Tyrańska władza północnoamerykańskiego giganta zostanie ugruntowana na naszych plecach, zniżając nasz kraj już nie tylko do roli konia trojańskiego, ale zwykłego posłusznego niewolnika Stanów Zjednoczonych. Bo tarcza budowana jest tylko i wyłącznie z trzech powodów, które w skrócie chciałbym scharakteryzować. Oczywiście USA do żadnego z nich się nie przyznają. Pierwszym z nich jest to, iż ma ona charakter ofensywny, skierowany na natychmiastową obronę oraz kontratak. Ani bowiem obecnie, ani w najbliższej przyszłości żadne państwo ani organizacja terrorystyczna nie zagraża Stanom Zjednoczonym jakimkolwiek atakiem rakietowym. Żadna taka organizacja nie posiada broni konwencjonalnej, nie mówiąc już o nuklearnej, a państwo, które zdecydowałoby się wystrzelić takowe pociski w kierunku USA, musiałoby się liczyć z lawiną odwetową, która całkowicie zrujnowałoby agresywny kraj. Drugim powodem jest niewątpliwie fakt, iż ogromna inwestycja budowy tarczy antyrakietowej służyć będzie przede wszystkim rozkręceniu lekko ospałego przemysłu zbrojeniowego Stanów Zjednoczonych. Miliardowe zlecenia oraz przetargi niewątpliwie pozwolą wrócić amerykańskiej zbrojeniówce na czoła światowych rankingów produkcji i sprzedaży. Mimo lekko pacyfistycznej postawie wobec ładu globalnego to europejskie koncerny na razie królują w tej dziedzinie. I w końcu trzeci powód, dla którego Amerykanie zdecydowali się na budowę Globalnego Systemu Przeciwrakietowego. Być może okaże się on lekko przesadzony z mojej strony, być może wykażę się talentem twórców fantasy, ale szykuje się drugi etap wyścigu zbrojeń. Stany Zjednoczone budując bazy z pociskami sterowanymi w kosmosie, przenoszą arenę zmagań nowych technologii wojskowych poza obszar ziemskiej atmosfery. I mają pewność, że będą w stanie zwyciężyć również tam, całkowicie uniemożliwiając innym państwom jakąkolwiek kontrolę nad swoim wkładem w tworzenie nowego ładu globalnego. Wyeliminowane zostaną wówczas z użytku satelity szpiegowskie, które będą namierzane z dziecinną łatwością przez nowe formy wykrywania... Zachowanie amerykańskiej administracji jest lustrzanym odbiciem międzynarodowej działalności Ronalda Reagana, który również prowokował tego typu wyścig zbrojeń w latach 80tych. Czyżby Bush jr obawiał się wzrostu państwowości i upaństwowienia sektora energetycznego w putinowskiej Rosji? Czyżby zabiegi, jakie wykonuje były pułkownik KGB a obecny prezydent Federacji Rosyjskiej, zmusiły amerykański gabinet do wznowienia idei gwiezdnych wojen? I w końcu czy słabnąca koniunktura w USA sprawiła, że jedynym ratunkiem dla amerykańskiej hegemonii pozostaje stworzenie monstrualnych wielkości systemu zbrojeniowego? Te i inne pytania same nasuwają się na język. Logika jednak podpowiada, że coś w tym jest. Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, niech poczyta niektóre pozycje lewicowych publicystów. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |