|
Na terenie obecnej Polski, w Białymstoku, urodził się Dżiga Wiertow, awangardowy rosyjski reżyser, twórca "Trzech pieśni o Leninie". |
| Młodzieńcze kozły ofiarne |
|
|
| 07.07.2004. | |
|
Analiza problematyki młodzieżowej pod kątem "polowania na czarownice" (poszukiwania winy za fatalną sytuację młodzieży w zachowaniach jej samej). Opisany został stosunkowo dokładnie także motyw medialnej psychozy i nagonki opartej na quasi-faszystowskich przesłankach (wrodzone genetycznie zło etc.) jaką rozpętano przeciwko młodzieży. Autorem tekstu jest Katarzyna Szumlewicz - współpracowniczka naszego portalu. Tekst był wcześniej publikowany w Nowym Tygodniku Popularnym Nasilona propaganda medialna może dokonać prawie wszystkiego: zakłamać historię, zmienić definicje podstawowych pojęć, zaszczuć przeciwników politycznych lub zmusić ich do realizacji własnych planów. Wszystkie te zamachy zwieńczone zostały w Polsce sukcesem mediów. Istnieją wszakże kwestie, w przypadku których bezsilna okazuje się nawet skomasowana agitacja Gazety Wyborczej, Rzeczypospolitej, Faktu, Super Expressu, RMF FM, Radia Zet, Onetu, Wirtualnej Polski, Polsatu, TVN-u i Telewizji Publicznej (by wymienić tylko największe media, z których każde ma setkę naśladowców). Do takich kwestii należy niemożność ukrycia beznadziejnej i kompromitującej nowy ustrój nędzy. Choćby pseudonaukowcy udowadniali ad infinitum, że ocena ubóstwa jest subiektywna i że wszystkim się poprawia, gdy Henryka Bochniarz płaci coraz niższe podatki, materialne fakty przekonują ludzi znacznie mocniej, bowiem odczuwają je na własnej skórze. Funkcjonariusze aparatu propagandowego i na to jednak znajdują lekarstwo. Skoro frustracji nie da się zdusić – rozumują logicznie - należy ją skierować na zastępczy obiekt. Preludium wskazania kozła ofiarnego zawsze stanowi rozpętanie psychozy strachu. Przeciętni Amerykanie zbroją się po zęby, słysząc ze wszystkich stron ostrzeżenia przed dybiącymi na ich życie psychopatami. Są tak przejęci trwogą, że ledwie zauważają, iż odbiera się im prawo do opieki medycznej, zasiłków czy edukacji. Cóż łatwiejszego, niż przenieść ten sprawdzony wzór do Polski? Szalejąca przestępczość, przedstawiana z subtelnością twórców filmów o dzielnym Rambo, wypełnia pierwsze strony gazet oraz lwią część komunikatów telewizyjnych, internetowych i radiowych. Terrorysta z nożem w zębach jest bądź co bądź jeszcze straszniejszy, niż groźba eksmisji na bruk czy odmowy wykonania operacji w prywatyzowanym szpitalu. Poza tym przestraszonymi ludźmi łatwiej manipulować i rozbijać elementarną solidarność, jaka rodzi się we wspólnym nieszczęściu. Majstersztykiem autorytarnej manipulacji jest pod tym względem rozbudzenie histerycznych obaw przed działalnością młodocianych przestępców. Sytuacja młodych ludzi to szczególnie wstydliwy element dzisiejszego krajobrazu. Dojrzewali oni wszak – by posłużyć się idiotyczną nowomową – w warunkach „wolności”, skąd zatem u nich tak ogromna w porównaniu z czasami „totalitaryzmu” skłonność do agresji? Oczywiście, bezrobocie, wynoszące wśród młodzieży 50%, nie ma z nią według dziennikarzy i ekspertów nic wspólnego. Winą za młodocianą przemoc znacznie częściej obarczają oni „pogoń za kasą” i „konsumpcjonizm” pokolenia transformacji. Swoim zwyczajem, nie określają w ten sposób cynicznych przekrętów młodych wilczków kapitalizmu, a jedynie rozpaczliwe miotanie się osób, które wylądowały na samym dnie. Tym sposobem Gazeta Wyborcza i lustrzane media, wzywając do bezlitosnego wyzysku i epatowania luksusem w morzu nędzy, wypierają się odpowiedzialności za ich praktykowanie na małą skalę. Co więcej, potępiają je z gorliwością, przywodzącą na myśl animatorów czystek etnicznych. By nie być gołosłowną, przytoczę fragment sławnego i obsypanego nagrodami tekstu Jacka Hugo-Badera pt. „Chłopcy z motylkami”. „Gówno mnie obchodzą – pisze on pod adresem nastolatka, który ukradł jego dziecku discmana – twoje frustracje, mały żulu, twoje paskudne życie, chlejąca matka, problemy szkolne, brak drugiego śniadania i ojciec w kryminale. Kiedy o tobie myślę, dresiarzu z bloku, żałuję, że zlikwidowali karę śmierci”. Ojcowski gniew bierze się nie tylko stąd, że pozbawiono jego syna zabawki. W przeciwieństwie do rodziców „małego żula” mógłby przecież kupić mu na poczekaniu pięćdziesiąt podobnych. Znacznie bardziej oburza go zakwestionowanie „męskiej dumy” chłopca. Najwyraźniej stanowi ono wystarczający powód, by domagać się śmierci osoby nieletniej. Status „dresiarza z bloku” odpowiada w systemie wartości Hugo-Badera statusowi byłego niewolnika w oczach członka Ku-Klux-Klanu lub pozycji „frajera” względem „gita” w antycypującym logikę transformacji peerelowskim więzieniu. Neoliberalne „gołębie” różnią się od podziwianego „jastrzębia” wyłącznie stopniem obłudy. Zaświadcza o tym przebieg telewizyjnej dyskusji, towarzyszącej dokumentowi Sylwestra Latkowskiego pt. „Klatka”. By go omawiać, zebrało się towarzystwo jak z horroru: dziennikarz Wprostu, katolicka psycholog, prawnik-rygorysta oraz Ireneusz Krzemiński, określany humorystycznie jako „socjolog”. Ich dywagacje nie miały wiele wspólnego z filmem, a jeszcze mniej z tym, co mówili zgromadzeni w studio młodzi ludzie. Ich wstrząsające relacje o biedzie i bezrobociu, o frustracji odczuwanej na widok reklam drogich produktów i niemożności samorealizacji natrafiały na ścianę głupoty i cynizmu, przy której mur chiński to budowla z klocków lego. Prym jak zwykle wiódł Ireneusz Krzemiński, który najpierw wygłosił filozoficzną kwestię, że nie ma co robić tragedii z tego, iż jednym się wiedzie, podczas gdy inni dołują. Potem zasugerował, że zamiast żądać czegoś od państwa, chłopcy z blokowiska powinni sami sobie coś zorganizować. Na przykład – ciągnął niepomny na los Marii Antoniny po jej niefortunnej wypowiedzi o ciastkach zamiast chleba – zbudować sobie pub, jeśli nie mają się gdzie spotykać. Nieznajomość historii okazała się normą w „klubie ekspertów”. Zgodzili się co do tego, że przed wojną było lepiej niż dziś, bo organizacje charytatywne przeżywały rozkwit i oferowały wiele atrakcji. Prawnik i psycholog doszli jednak do smutnego wniosku, że nawet najciekawsza alternatywa nie skusiłyby dzisiejszych „chuliganów”, ponieważ „oni po prostu kochają przemoc”. Na przekór obowiązującym do niedawna obyczajom, nie sformułowano oskarżenia pod adresem mediów. Nic dziwnego. Mimo siermiężnej formy, głoszą przecież to samo, co szacowne towarzystwo zgromadzone w studio. Zresztą i estetyki nie wypada im wypominać. Jak sugeruje na łamach Gazety Wyborczej inny geniusz z tej samej paczki, Stefan Chwin, media będąc wulgarne lub okrutne spełniają tylko niewybredne zachcianki odbiorców. Widzowie, zwłaszcza młodociani, sami są jego zdaniem winni, że nie dostarcza się im wartościowej strawy dla umysłu. Z gąszczu nikczemnych tekstów i wypowiedzi wyłania się jednoznaczny przekaz. W plebejskiej młodzieży (jakże odmiennej od „naszych dzieciaków”) czai się wrodzone, okrutne zło, niezależne od czynników społecznych i medialnych. Jak je pokonać? To chyba jasne. Karać „chuliganów” i nigdy im nie pomagać. Autorytety z nadania Michnika sprzeciwiają się zwłaszcza szczeniackim „roszczeniom”, by budować na blokowiskach kluby lub domy kultury z „naszych, podatników pieniędzy”. Mój wniosek jest równie jednoznaczny: niech was trafi szlag, o gorliwi piewcy barbarzyństwa! |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |