Zbrojne ramię kapitału Drukuj Email
03.09.2007.
 
Pracują za marne grosze, ryzykują życie i zdrowie „zabezpieczając” mecze piłkarskie, a przy ochronie różnego rodzaju obiektów ich średnia wieku radykalnie idzie w górę. O kim mowa? Oczywiście o ochroniarzach.
 
Nie jest to kolejny tekst o tym, jak trudno pracować w tym zawodzie. Rzecz w tym, by uświadomić sobie, co czyni tę branżę tak opłacalną (oczywiście dla właścicieli agencji, nie dla pracowników). Jest kilka czynników, które można wyróżnić, między innymi szereg ulg, gdy agencja uzyskuje status zakładu pracy chronionej. Ale najbardziej dochodowe są „zlecenia specjalne”.

Cóż to takiego, owe zlecenia? Zacząć należy od przedstawienia struktury agencji ochrony. Oprócz szeregowych pracowników (czytaj: wyrobników), tych, których widzimy w hipermarketach, parkingach, imprezach, agencje w swych szeregach mają bardzo dobrze wyszkolonych pracowników do zadań specjalnych. Często to byli żołnierze jednostek specjalnych, byli funkcjonariusze policji, czy innych tego typu formacji. Gdy na specjalnych targach poszczególne firmy prezentują swoje „zasoby”, to właśnie oni stanowią swoistą zachętę dla klientów. Bynajmniej nie są tam po to, by zatrudniać ich w sklepach wielkopowierzchniowych. Chodzi o innego rodzaju kontrakty.

Trochę historii

Rok 2003, fabryka kabli w Ożarowie. Wynajęcie przez właściciela ochroniarze brutalnie pacyfikują protest pracowników. Ochroniarskie bojówki zajmują jeden z budynków, rozpoczyna się regularna bitwa z pracownikami, walczącymi o swoje prawa. Z nieoczekiwaną pomocą właścicielowi i firmie ochroniarskiej przychodzi policja. Wtedy w sposób bardzo wyraźny mieliśmy okazję zobaczyć jedno z „zadań specjalnych”, jakie wykonują agencje ochrony. Stają się one prywatnymi armiami wykorzystywanymi przez „klientów” do reprezentowania ich interesów w różnych sporach. Ofiarą tych sporów padają przeważnie ludzie pracy.

Jak groteskowe wydarzenia może to również powodować, pokazują przepychanki, jakich świadkami byli mieszkańcy Śląska, korzystający z dobrodziejstw, jaki daje im Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku. Leżące na terenie parku kąpielisko było dzierżawione, gdy władze parku odkryły, że dzierżawa wygasła, wynajęły agencje ochrony, która rękami swoich pracowników zajęła teren, zamykając go dla odwiedzających. Pięć dni później na teren kąpieliska wkraczają… ochroniarze, tym razem wynajęci przez dzierżawcę. Po krótkiej przepychance ze swoimi rywalami w „barwach” innej formacji zajmują one teren. Owe sceny batalistyczne z niedowierzaniem i niesmakiem oglądali bywalcy parku, którzy w upalne lato nie mieli się gdzie kąpać, choć zdarzały się próby forsowania „strzeżonego” terenu i kąpieli za darmo. Z kronikarskiego obowiązku trzeba dodać, że kąpielisko ponownie jest w rękach parku.

Powyższe przykłady o zupełnie innym zabarwieniu, wszak w Ożarowie pracownicy padli ofiarą przemocy w obronie pracy, pokazują jak łatwo można egzekwować sprawiedliwość, jeśli tylko ma się czym zapłacić.

Teraźniejszość

Obecnie niewiele się zmieniło. Nie tak dawno w Kielcach, strajkującą załogę MPK zaatakowali ochroniarze, zmuszając ich do opuszczenia zakładu. Tym razem klientem firmy ochroniarskiej, były władze miasta, ci pokazuje totalny upadek, jakichkolwiek poszlak wskazujących, że Polska jest państwem prawa. Władze, demokratycznie wybrane przez mieszkańców, posługują się prywatną armią, by usunąć ostatnią przeszkodę na drodze do prywatyzacji zakładu. W Kielcach się nie udało, pracownicy wygrali, przynajmniej na razie.

Pracownicy znajdujący się w podobnej do kieleckiej, sytuacji, niech uważnie odczytają pewne przesłanie. Kapitał, który reprezentują nie tylko właściciele, czy inwestorzy, ale i lokalne władze (że nie wspomnę o władzy centralnej) nie zawaha się użyć wszystkich dostępnych środków w konfrontacji ze światem pracy. Dialog prowadzi przy użyciu pałek i tarcz.

Niezły biznes

Największe zagraniczne firmy, świadczące usługi ochroniarskie wytyczają właśnie taki kurs. Gigant w tej branży, amerykańska firma „Blackwater” w Iraku również ochrania, bynajmniej nie cywilną ludność, która na to najbardziej zasługuje, lecz pewne strategiczne obiekty. Szpitale? Szkoły? Pudło. Szyby naftowe. Pracownicy takich firm zarabiają nieporównywalnie więcej niż najemnicy w amerykańskich, brytyjskich, czy polskich mundurach sił stabilizacyjnych. W obronie takiego interesu wielu już poniosło śmierć.

W Polsce również mamy namiastkę tego typu biznesu. Firma „Black Oak” na swojej stronie internetowej zachęca do korzystania z usług doradczo-konsultingowych, co w języku tej branży znaczy: jeśli masz cholernie dużo szmalu, wynajmij nas, a zrobimy wszystko byś miał go jeszcze więcej. To nie jest firma, której twarzą jest podstarzały stróż, firma ta zatrudnia byłych komandosów z elitarnych jednostek, którzy służbę ojczyźnie zamienili na bardziej dochodowy interes.

Ofiarami takiego biznesu są, co nie będzie większym zaskoczeniem, ludzi pracy. Niewygodni związkowcy, ci, którzy mają nieco odmienną wizję od obowiązującej, nakazującej prywatyzowanie wszystkiego, co się da mogą już wkrótce przeżyć to, co ich koledzy w Kielcach. Mozolnie budzący się ruch pracowniczy powoduje, że drugiej stronie zostanie tylko użycie siły, co już wielokrotnie się stało. Trzeba pamiętać, że kapitał nie cofnie się przed niczym, mając często po swojej stronie władze lokalne i policję, by bronić swoich interesów.

Czy może być jeszcze bardziej sugestywne wezwanie do budowy świadomego swoich celów ruchu pracowniczego?
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing