Powstanie i upadek IV RP Drukuj Email
Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org]   
08.10.2006.

Spektakularne cyrki polityczne tak się już w Polsce zestandaryzowały, że nie bawią nawet poziomem absurdalności (choć osiągają coraz wyższy). Groteskowych okoliczności i zdarzeń zbiera się na przestrzeni jednej doby tak wiele, że przeciętnie inteligentny umysł zmęczony jest już przed południem jeśli tylko zdarzyło mu się natknąć na jakiś nośnik prawicowej tandety propagandowej. Sytuacja jest tym bardziej kuriozalna, że każde polskie medium relacjonuje nam te widowiskowe brewerie ze śmiertelną powagą moralizując przy tym i miotając górnolotne frazesy, a czasem nawet zdania.

Nie da się tego nie zauważyć zwłaszcza teraz, gdy swoista implozja IV RP zapadającej się w głupocie jej stwórców (a raczej głosicieli) przybiera na sile. Radia, telewizje i gazety zachowują się jak wysiadująca jajko kura czekająca w napięciu na efekt swoich działań. Wszak gdy tylko pęknie skorupka, a kurza polska matrona ujrzy swoje dziecię, zechce subtelnie obwieścić całemu kurnikowi, iż zrodzone ono zostało z jej głównym udziałem. Zaś podmiot który technicznie przyłożył się do tego aktu musi się liczyć z tym, iż będzie ono jednak posłuszne wzorcom zachowań politycznych i społecznych, które wypracowała właśnie ona. Gdy kurczę trochę się otrzaska, samo zajmie się przekonywaniem ewentualnego współtwórcy o właściwości kurzych koncepcji. Wysiadywanie owo może się jednak okazać znów niespełnione. Wyborne peany na cześć liberalizmu, kapitalizmu i Platformy Obywatelskiej, którymi „Gazeta Wyborcza” pluje dzień w dzień wydają się być raczej kiepskim natchnieniem dla ludowych mas. Od tego wolą już one „Nasz dziennik” i PiS, które – choć w swej ofercie mają dokładnie to samo – trafiają w samo sedno umiejętnie kłamiąc jakoby w ciągu ostatnich 15 lat nie oni byli rozgrywającymi w tym kraju, lecz ich zagorzali przeciwnicy – liberałowie, czyli kryptokomuniści.

Zanim jednak przejdziemy do tego co wydarzyć się może i rozważań wokół tego czy media wystarają się o liberalne putto, warto dokonać krótkiej retrospektywy.

IV Rzeczpospolita staje oto na krawędzi politycznej zapaści. Szum wokół jej agonii koresponduje z lamentem wokół jej kilkakrotnego powoływania. W obu wypadkach jednak komercyjny hałas jest nieproporcjonalnie wielki w stosunku do zjawiska, które go inspiruje. IV RP to króciutka bajka o dwóch takich, którym nic się nie udało.

Góra urodziła mysz. Najbardziej wyrazisty akt kreacji nowych porządków, czyli blokada i pacyfikacja pokojowej manifestacji środowisk homoseksualnych i lewicowej młodzieży we Wrocławiu, odbył się i tak przy udziale SLD (wojewoda). Tak demonizowany kaczy duet sam niczego tak naprawdę nie zdziałał. Zasilony skrajnie prawicową Ligą Polskich Rodzin zdołał jedynie zainstalować w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu specjalną komórkę pedagogiczno-szpiegowską, której celem było baczenie czy aby w trakcie adwentu i innych religijnych obrzędów związanych z chrześcijańskimi legendami, na terenie placówek oświatowych nikt nie organizuje jakichś nader doczesnych rozrywek typu dyskoteki dla piątoklasistów przy pepsi-coli i słonych paluszkach. Gdyby stopień alienacji polskiej prawicy był nieco mniejszy, wiedziałaby ona, że inicjatywy takie są od lat już wspomnieniem gdyż pobierający naukę w podstawówkach z milszą dużo chęcią chlapczą „Lodową”, „Absolwenta” albo „Mocarza – Czarną Porzeczkę”. Na co im więc klasowe disco pod nauczycielskim okiem?

Reszta pomysłów i projektów to stopniowe dochodzenie do obecnej klęski. Minister Dorn nie zdołał doprowadzić do kooptacji ministrantów do mieszanych patroli policyjno-żandarmeryjnych, „Radio Maryja” nie uzyskało statusu nadawcy państwowego, „Nasz Dziennik” nie stał się organem rządowym, Zyta Gilowska nie zdołała pomajstrować przy budżecie z racji swoich nieudowodnionych kontaktów z UB, religia w szkołach nie stała się obowiązkowa, lekcji wychowania patriotycznego też nie udało się wepchnąć, życie poczęte nie jest chronione konstytucyjnie itd. Ba! Nawet żadnego aferzysty (o UBeku nie mówiąc) nie udało się posłać za kratki. Jak na razie siedzi tylko Rywin i to za to, że nie wziął łapówki, ale jego – w gruncie rzeczy – też SLD posadziło. Wygląda na to, że nawet te postpezetpeerowskie popłuczyny były bardziej skuteczne w materii „moralnej rewolucji” niźli kwiat myśli i strategii politycznej PiSu.

Przez ten jeden rok, który niedługo minie od wyborów, polska prawica nie robiła nic nadzwyczajnego. Właściwie w ogóle jej działanie nie różniło się niczym od jej codziennych zajęć. Skupiona na sobie konsumowała swój sukces w sposób możliwie najbardziej destrukcyjny. Karkołomna – poniekąd wymuszona z ich punktu widzenia – koalicja z Samoobroną i LPR, krytycznemu lewicowcowi, nasuwa ironiczne myśli, jakoby nauki o grze taktycznej czerpali oni od ultra-lewicowych lunatyków, którzy mają tę niezwykłą zdolność łączenia trzech organizacji w dziesięć.

Wszak obecny kryzys wokół którego roztoczono namiętny lament jest niczym innym jak przesadnie nadętą socjopatyczną intrygą, która zamiast rozwijać się jako przedstawianie kostiumowe w zakładzie zamkniętym, została głosami ludowej frustracji wydelegowana do Sejmu. Jeden rok IV Rzeczpospolitej upłynął na górnolotnych zapowiedziach zainstalowania w Polsce prawicowej dyktatury i usilnych próbach przekonania społeczeństwa, że za każdym rogiem na porządnego obywatela czyha bezpieka z kijem baseballowym. Oprócz tego stara-nowa władza intensywnie dąsała się i stroiła budzące w świecie tyleż śmiech co politowanie fochy. Najbardziej bodaj spektakularnym osiągnięciem tejże było wywołanie fali ironicznego chichotu po tym jak pewna – nie taka znowu prestiżowa – gazeta zza Odry opublikowała antykaczystowski felieton. W akcie desperacji kaczy włodarze dopuścili się aktów skrajnego kretynizmu, które – w zależności od humoru – napawają szczerym śmiechem lub ciężką rozpaczą. Pierwszym była nowelizacja art. 135 (paragraf 2) Kodeksu Karnego, który teraz głosi, iż „ten kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej podlega karze do trzech lat pozbawienia wolności”. Minister Ziobro uganiał się chwilę za redaktorem naczelnym „Die Tageszeitung”, ale jego kompetencje ogranicza jednak terytorium RP (numer nieważny). Toteż jego gniew i frustracja skupiły się na jakimś panu, który zakrzyknął w czerwcu do bezmyślnie legitymujących go pałkarzy: „wy głupie pomioty Kaczyńskiego” i posiedziawszy trochę w areszcie dostał grzywnę. Oprócz tego ustami euro-posła M. Giertycha w imieniu Rzeczpospolitej udzielono pochwały gen. Franco i ostrej reprymendy jego przeciwnikom spod znaku niegdysiejszego rewolucjonisty-studencika, a dziś skorumpowanego socjaldemokraty Daniela Cohn-Bendita. Efekt – 15 czerwca b.r. Parlament Europejski przyjmuje rezolucję, w której wyraża głęboki niepokój z powodu „wzrostu nietolerancji powodowanej rasizmem, ksenofobią, antysemityzmem i homofonią”… wiadomo gdzie. Pielgrzymka papieska – choć zgromadziła tłumy gapiów – nie była już tym czym wizytacje Karola Wojtyły, a odbyłyby się niezależnie od tego kto sprawuje władzę. I to by było na tyle jeśli chodzi o IV RP… Nihilizm i antypolonizm przetrwały jak widać… Całe szczęście!

Koalicja się rozpadła, Radek Sikorski przeleciał się F16, do Afganistanu poślemy jeszcze 1000 najemników, a komisja śledcza posła Zawiszy już nikogo nie ekscytuje (o Balcerowiczu wszyscy wiedzą, że złodziej, o Rywinie nie byli pewni). IV Rzeczpospolita dogorywa, zapadając się sama w sobie pod wirtualnym ciężarem rozbuchanego entuzjazmu kampanijnego zapowiadającego „rewolucje”, „solidarne państwo” i takie tam… Teraz pozostały już tylko kłótnie z Lepperem, szamotanina z Giertychem i wypinanie się na Tuska. Potem wybory… I tak kręci się koło parlamentarnej historii, które podąża od 89' roku tym samym rytmem nie bacząc (ku rozdrażnieniu braci Kaczyńskich z pewnością) na dostojeństwo numeru 4.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing