|
Opracowania statystyczne GUSu z jesieni 2005 roku dowodzą, że blisko 12% społeczeństwa żyje poniżej granicy przetrwania biologicznego, co oznacza, że brak im środków, by zaspokoić swoje potrzeby żywieniowe. |
| Straszniej niż śmieszniej |
|
|
| Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org] | |
| 19.12.2005. | |
|
Polacy postawili na państwo bezpieczne i socjalne,
Wybory parlamentarne okazały się być niczym innym jak prawicową hecą. Dużo trąbiono wprawdzie przy ich okazji o „demokracji” i „obywatelskich obowiązkach”. Jednak nawet ten intensywny medialny szum i górnolotna retoryka nie zdołał wzbudzić w torturowanym wolnym rynkiem społeczeństwie „patriotycznego odruchu”. Do wyborów poszło raptem 40% uprawnionych do głosowania. Polskie niezawodne w takich wypadkach media natychmiast pospieszyły z wytłumaczeniem tego zjawiska. Oczywiście nie było mowy o takich sprawach jak alienacja, kryzys zaufania do władzy, rozczarowanie porządkiem społecznym, nędza, obojętność czy bezradność. Nie. Reszta po prostu „wybrała grillowanie na działce”. Szkoda, że nikt nie pochwalił się tylko na podstawie jakich to statystyk wysnuto domniemanie jakoby 60% uprawnionych do głosowania była w posiadaniu podmiejskich daczy. Co oznacza wynik wyborów Pomijając jednak powyższy absurd przyznać trzeba, że przy urnie nastąpił ostry zwrot w prawo. Warto jednak zastanowić się, czy rzeczywiście można zgodzić się z obiegowymi opiniami. Głoszą one w zawoalowany sposób, że polskie społeczeństwo jest umysłowo chore, gdyż tak do parlamentu jak i do Pałacu Namiestnikowskiego wydelegowało prawicowe, autorytarne oszołomstwo, którego linię polityczną określić można śmiało jako mięciutki faszyzm. Jednocześnie niektórzy interpretują to jako jawne poparcie dla kapitalistycznego reżimu ekonomicznego. Tezy takie – jeśli przyjrzeć się wszystkiemu trochę choćby bliżej – wydadzą się każdemu płaskie i raczej bezmyślne. Nie zapominajmy, że Lech Kaczyński i PiS doszli do władzy na bazie haseł „rewolucji moralnej”, „IV Rzeczpospolitej”, „zaprowadzenia porządku” itd. Generalnie rzecz biorąc, swój wynik wyborczy zawdzięczają systematycznemu negowaniu ostatniego szesnastolecia. Oczywiście krytyka owa, była krytyką jedynie pozorną. Niemniej, przy wyśmienitej oprawie marketingowej i faktycznym braku lewicowej alternatywy („zmieniając siebie zmieniajmy Polskę” albo „wierni wyborcom, nie układom”? wybaczcie…) okazała się bardzo nośnym wątkiem propagandowym. Strach przed rządami braci Kaczyńskich (obecny w mniejszym lub większym stopniu we wszystkich klasach społecznych) ostatecznie ustąpił gdy zdecydowali się oni na retoryczny prospołeczny zwrot podczas kampanii. Perfekcyjny trick socjotechniczny! Przypomnijmy bowiem, że jeszcze niedawno apologeci IV RP nienawidzili tej III za to, że jest ona niedostatecznie kapitalistyczna. Głos oddany na PiS czy Lecha Kaczyńskiego w bardzo niewielkiej części był głosem za autorytarnymi, reżimowymi rządami znaczonymi wszechwładzą kościoła i Radia Maryja. Był to przede wszystkim desperacki płacz i wołanie o alternatywę, a także wyraz totalnego zniechęcenia do restauracji kapitalizmu. Ludzie oddawszy głos na braci Kaczyńskich pragnęli nie tego czego oni nie wyrażali w trakcie kampanii, ale to co tak umiejętnie eksponowali: porządku, prospołecznych rozwiązań ekonomicznych, zerwania z „okrągłostołowymi układami”, które kojarzą się ludziom z początkiem koszmaru itd. Paradoksalnie i dialektycznie, ludzie głosując na radykalną prawicę wyrażają chęć wprowadzenia lewicowych, prospołecznych rozwiązań socjalnych. Pamiętać należy, że wybory (czy to parlamentarne, czy prezydenckie) są nie tylko wyrazem jakiejś woli społecznej, lecz także pewnym sygnałem o tym jak społeczeństwo odbiera przeszły okres. Poprzednia kadencja sejmu była swoistym politycznym podsumowaniem kapitalistycznego piętnastolecia. Ostatnia nadzieja Polaków na minimum choćby „normalności” – Sojusz Lewicy Demokratycznej – splunął swoim wyborcom prosto w oczy. Liberalizacja Kodeksu pracy, wysłanie wojsk okupacyjnych do Iraku, tłumienie siłą demonstracji związkowych i – na koniec – plany wprowadzenia pełnej odpłatności za naukę na wyższych uczelniach. Jeśli nawet SLD zawiodło i to tak poważne nadzieje, które zmaterializowały się w postaci 43% poparcia 2001 roku, to doprawdy trudno się dziwić, że ludzie zaufali pierwszemu lepszemu, który jął nie tyle pokrzykiwać na „komuchów”, lecz wszystko co zdarzyło się między rokiem 1989, a chwilą obecną uznał za jedno wielkie przestępstwo. Stwierdzenie to jest słuszne i polskie społeczeństwo na to właśnie twierdzenie oddało swój głos. Kapitalizm jest bowiem przestępstwem i to najcięższego gatunku – przeciwko ludzkości. Problem w tym, że i ten głos nie ma szans zostać nie sprzeniewierzony. Kryzysowa koalicja, kryzysowy rząd Już przed wyborami klimat polityczny kształtowało nie ich rychłe nadejście, lecz podjazdowa wojna retoryczna pomiędzy „Premierem z Krakowa” i bratem-bliźniakiem „Prezydenta IV Rzeczpospolitej”. Umizgi na przemian ze złośliwościami, zdenerwowanie przemieszane z udawanym uwielbieniem, lawirowanie i nerwowe roszady… Tak mniej więcej wyglądały negocjacje pomiędzy domniemanymi zwycięzcami wyborów. Chodziło oczywiście o podział łupów. Toteż najważniejsza rolę szybko zaczęły odgrywać sondaże (jacyś tam wyborcy, czy potrzeby społeczne poszły w las). Więcej słychać było w mediach nazw firm badawczych niż partii czy osób w nich uczestniczących. Niejeden mógł pomyśleć, że zwycięzcą wyborów parlamentarnych nie jest PiS tylko GfK Polonia. Każde, nawet najdrobniejsze drgnięcie powodowało neurotyczne ruchy pozorowane. Delegacja jednych odwiedzała drugich albo viceversa, spotkania liderów, rozmowy, podszeptywania, nadzieje, snucie planów… Ogólnie dużo napięcia. Ferwor wyborczej rywalizacji oraz atmosfera ogólnego napięcia inspiruje do podjęcia ryzyka. Jarosław Kaczyński dokonał nagłego zwrotu. Odciął się od liberalnych pomysłów PO, zapowiedział, że nie będzie służył wyłącznie bogatym, których szczytem marzeń jest podatek liniowy, zajmie się biedą, wykluczonymi i wszystkimi, którzy na pomoc państwa liczą i nie mogą się jej od 15tu lat doczekać. Platforma Obywatelska zdębiała. Ci, którzy najwięcej krzyczeli o tym, iż każdy musi podjąć ryzyko, by sobie wypracować jakiś grosz i ustawić się cokolwiek w życiu, otrzymali potężny cios mokrą szmatą w twarz. Oto bowiem ktoś do ich sugestii się zastosował, niestety nie ten od którego tego oczekiwali. Jarosław i Lech postanowili sięgnąć po pełnię władzy. I udało się. Zapowiadana przed wyborami koalicja PO-PiS zaczęła się sypać zanim jeszcze powstała. Tylko najbardziej optymistyczni prawicowcy zakładali, że ma szanse przetrwać dłużej niż dwa lata. Inni mówili o sześciu miesiącach, ewentualnie roku. Marksiści dawali koalicyjnemu rządowi kilka miesięcy jeśli w ogóle uda się go stworzyć. Polska prawica zaskoczyła jednak nawet ich. Oto bowiem koalicja w ogóle nie powstała! Obrażona, poniżona i oburzona PO, której liderzy zacierali już radośnie ręce i obsadzali się w swej wyobraźni na rozmaitych stanowiskach państwowych, jęła atakować PiS z podwójną zaciekłością. Tak Ci, którzy do niedawna byli ich najlepszymi przyjaciółmi stali się „populistami” (przypomnijmy, w ramach dyskursu polskiej klasy politycznej – największa z możliwych obelg). Niemniej, wcale nie oznaczało to rozwiązania wszystkich problemów. Wręcz przeciwnie, wygenerowało nowe. PiS stworzył sobie nowego wroga, który nie zapomni mu zniewagi i czyhał będzie na każde potknięcie. Nowy rząd zmuszony był - ze względu na koniecznie pozyskania jakiegoś zaplecza parlamentarnego – podjąć współpracę ze znienawidzonym przez cały polski establishment medialny i polityczny Andrzejem Lepperem, a także Ligą Polskich Rodzin – polityczną emanacją Radia Maryja, również średnio lubianego przez media (w końcu konkurencja jest konkurencją, nieprawdaż?). Poza tym nie udało się zdelegalizować SLD, nie udało się także wyrugować go z sali sejmowej. Mało tego, ostatnie wydarzenia - inspirowane przez PiS i pisopodobnych – sprzyjają odrodzeniu tej partii, która teraz ma otwarte drzwi do rozgrywania karty „swobód obywatelskich”, „praw człowieka” i „demokracji”. Do tego dochodzą cyrkowe hece, które eurodeputowani z ramienia LPR wyczyniają w Brukseli ośmieszając nie tylko siebie i swoją partię, lecz także polski rząd, z którym aktywnie kolaborują. Najważniejsza w tym wszystkim jest jednak trójbiegunowa sprzeczność pomiędzy hasłami głoszonymi przed wyborami, prawdziwymi zamiarami politycznymi oraz próbą realizacji jednych i drugich. Już podczas expose nowego premiera – Kazimierza Marcinkiewicza – dostrzec można było poważne zmiany. Np. zapowiadane wcześniej trzy miliony mieszkań nagle przepoczwarzyły się w trzy stadiony. Po wyborach Pasmo absurdalnych i przygnębiających dziwactw, przerażających akcji, komentarzy, wypowiedzi i wszelkiego horroru nadeszło jednak dopiero po wyborach. Zaczęło się od zwierzeń nowego premiera w Radiu Maryja. Podśmiewały się z tego media, złośliwym chichotem, by zaraz zagrzmieć o tym jak to nowy premier – ponoć prawicowy – przyjaźni się z radykalną rzekomo lewicą Andrzeja Leppera. Debaty, jałowe spory niby-intelektualistów, pseudo-naukowców i prezenterów telewizyjnych i radiowych przybrały na sile i nagle wszystko pękło. 11. listopada w Poznaniu odbyć się miał Marsz Równości. Władze miejskie i wojewódzkie zakazały zgromadzenia wymawiając się niemożnością zapewnienia demonstracji bezpieczeństwa. Ludzie zebrali się jednak i przyszli demonstrować. Pokojowych manifestujących w obronie praw gejów i lesbijek napadła Młodzież Wszechpolska i policja. Wspólna akcja obu drużyn miała charakter dość brutalny o czym wspomniały nawet koniunkturalne media. Wleczone po ziemi dziewczyny ciągnięte za włosy, bite pałkami nastolatki oraz okrzyki MW „pedały do gazu” i „zrobimy z wami to co Hitler z Żydami”, które stanowiły barwne tło - oto pełen obraz wydarzeń w Poznaniu. To jednak nie koniec. Po tych zajściach Ludwik Dorn – miłościwie zarządzający policją nowy minister spraw wewnętrznych i administracji – chwalił ją za wyśmienity przebieg akcji. Marian Piłka, poseł PiS (dawniej ZChNowski aparatczyk) nakazywał w programie „Prosto w oczy” leczyć homoseksualizm i otwarcie przyznał, iż za poglądy pro-homoseksualne powinno się karać ludzi. Społeczne oburzenie i głupota rządzących, którzy – gdyby tylko zezwolili na manifestację nie zwróciłaby ona zapewne większej uwagi – były tak olbrzymie, że od tego typu politycznych posunięć odcięła się nawet część kościoła katolickiego z Adamem Bonieckim (red. naczelnym „Tygodnika Powszechnego) na czele. To jednak tylko jeden filar działań nowej władzy. Nowe porządki moralne pod dyktando Radia Maryja to nie wszystko. Drugi front walki to tzw. becikowe. Jednorazowa zapłata za urodzenie dziecka. W zależności od chwili i pytanego polityka – jej kwota waha się od 500 do 1500 PLN. Problem jednak w tym, że PiS i jej poplecznicy są mało konsekwentni. Na rynku sprawa wygląda bowiem tak. Idziesz, płacisz i zakupiony towar zabierasz do domu. Ci zaś chcą kupić, ale towar zostawić u sprzedawcy na zapleczu i jego obciążyć kosztami magazynowania. Tak. Tak właśnie wygląda dziecko w polityce prorodzinnej PiS i LPR – niechciany przez nikogo towar. Pytanie czymże jest 500 czy 1500 złotych, czy nawet 5000, jeśli utrzymanie dziecka do 12 roku życia kosztuje przeciętnie 58000 PLN w ogóle nie padło. Przez chwilę funkcjonował także trzeci front, ale walka została tam szybko przegrana. Liderzy PiS i emisariusze rządowi zamyślili podwyżkę akcyzy na paliwo. Przy czym zależało im na tym, by ceny tego ostatniego nie skoczyły drastyczne w górę, jako że spowoduje to kolejny kryzys, którego na początku swoich rządów sobie na pewno nie winszują. Toteż postanowili – uwaga, uwaga – poprosić koncerny paliwowe, by nie podnosiły cen pomimo podwyżki podatku! Tego nie da się wytłumaczyć nie analizując psychologii klas rządzących, które chyba naprawdę zostały nagle opętane jakimś chorym poczuciem misji, przed którym międzynarodowy kapitał powinien wedle nich kapitulować. Już na pierwszym spotkaniu rząd otrzymał kategoryczną odpowiedź – gołe, szydercze, stanowcze i z góry do przewidzenia – „nie!”. Kazimierz Marcinkiewicz wycofał się z tego projektu. Oficjalna polityka to jednak tylko jedna płaszczyzna życia politycznego. Oprócz działań rozgrywanych w ramach zainstalowanej w Polsce formalnej demokracji miejsce ma także wiele innych procesów społecznych i ekonomicznych, które – wcześniej czy później - dadzą o sobie znać. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |