I siedzą PO prawicy, czyli kilka słów o tym jak Platforma skręca w lewo wcale się nie ruszając Drukuj Email
04.01.2007.

Choć nie jest to wdzięczne zadanie, postanowiłem napisać słów parę o „prawdziwej opozycji”, czyli Platformie Obywatelskiej. Jest to dziwny organizm polityczny, o korzeniach, które są powszechnie wiadome. Nie będzie wielkim nadużyciem i fałszem powiedzenie, iż PO to tak naprawdę partia politycznej porażki.

Choć nie jest to wdzięczne zadanie, postanowiłem napisać słów parę o „prawdziwej opozycji”, czyli Platformie Obywatelskiej. Jest to dziwny organizm polityczny, o korzeniach, które są powszechnie wiadome. Nie będzie wielkim nadużyciem i fałszem powiedzenie, iż PO to tak naprawdę partia politycznej porażki. Wiadomo, gdzie wylądowali obecnie „prezydent Tusk” i „premier z Krakowa” – są, nie uwłaczając nikomu, szeregowymi politykami, bo co to za zaszczyt posiedzieć sobie od czasu do czasu na fotelu marszałka i poprowadzić obrad niższej izby, jak czyni to Donald Tusk. To nie jedyna klapa tego ugrupowania, na nic zdały się hamletyczne nawoływania o ratowaniu ojczyzny – z POPiS-u nici. Ostatnie wybory samorządowe, chyba nie tak wyglądały ich wyniki w marzeniach „góry” Platformy. Pojedyncze wojenki z PiS-em też już trochę się znudziły. Ale uwaga, nadchodzi niespodziewane! Platforma „skręca” w lewo!

Nie sposób w tym momencie, nie wspomnieć o SLD. Wielokrotnie na łamach Nowego Tygodnika Popularnego poruszano problem smalenia cholewek do PO ze strony władz Sojuszu, czy od jakiegoś czasu LiD-u. Wybory samorządowe w stolicy były tego doskonałym przykładem. Jednak PO niczym cnotliwa dziewka odmawiała. Nie po drodze im z postkomunistami. Odrzucony absztyfikant – Sojusz wrócił na z góry upatrzone pozycje. Skąd więc te głosy o „skręcie” Platformy? Sama partia jest tworem, w środku, którego panuje zamieszanie i mały ferment. Dużo mówi się o konflikcie na linii Tusk – Rokita. Ten, kto myśli o wielkiej dyskusji ideologicznej w PO, zawiedzie się. Chodzi o wpływy i kilka wygodnych foteli. Ale nie tylko. Nie tak dawno temu żona Jana Marii, prawie-premiera, niewiasta o imieniu Nelly oświadczyła, że występuje z partii, bo Tuskowi bliżej do Kwaśniewskiego, niż Rokity. Haniebny czyn pani Rokitowej, wzbudził dysputę, niczym dezercja jednego żołnierza z chińskiej armii, czyli inaczej mówiąc przeminęło z wiatrem. No, ale co dalej z tym skrętem? Póki co Tusk nie włączył nawet migacza.

Czas na akt drugi. Panie i Panowie na scenę wraca Aleksander. Cóż, Wielki to on nie jest i takim też nie był. Gdy katolicy w adwencie czekali na przyjście niedoszłego króla Polski, niektórzy szykowali mirrę i inne podarki dla ex-prezydenta. Aleksander Kwaśniewski szykuje coś dla Polaków. W jednym z wywiadów telewizyjnych stwierdził, że Polacy powinni mieć inny wybór, niż obecnie, gdzie wybierają pomiędzy jednym ugrupowaniem prawicowym, a drugim. Naukowa eskapada po Stanach, pozwoliła panu Kwaśniewskiemu na epokowe odkrycie. Polacy są pozbawieni alternatywy! Kwaśniewski zapomniał jednak o pewnym dość istotnym szczególe. Polacy takiej alternatywy są pozbawiani od roku ’89. W czasach, gdy Kwaśniewski był głową państwa, też byli jej pozbawieni. Gdy prezydent „błogosławił” rząd Millera, też alternatywy nie było. Oprócz kilku pozytywnych elementów, rządy SLD idealnie wpasowały się w schemat prawicowej, neoliberalnej układanki. A teraz, gdy trwoga to do Olka. Żeby P.T. Czytelnik nie myślał o Aleksandrze K. jak o zbawicielu lewej strony, dodać należy, że chce on budować centrolewicę. Gdy ksiądz na kolędzie pyta kogoś, kto nie chodzi do kościoła o to gdzie przeważnie stoi, odpowiedź jest jedna – za filarem. Ksiądz wówczas odpowiada – gdzie wy tam się wszyscy mieścicie. Podobnie jest z mityczną już centrolewicą. Gdzie oni się tam wszyscy pomieszczą? Wyjdzie jeszcze na to, że na owej centrolewicy Marek Borowski będzie najbardziej skrajnie wysunięty na lewo. Taki to radykał! A tymczasem Platforma ciągle skręca. Cóż z tego, że nie zmieniła nawet pasa…

Kolejną odsłonę trzeba poświęcić pojęciu „lewica”. A właściwie rozumieniu tego pojęcia dzisiaj. Jeden ze studentów Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, z którym wiążą mnie momentami traumatyczne przeżycia, szczególnie, jeśli chodzi o „krytyczne” spojrzenie na rzeczywistość ze strony niektórych osobników, był uprzejmy stwierdzić, że ci, którzy popierają progresję podatkową to już prawie staliniści. Gdy po krótkiej reanimacji doszedłem do siebie, stwierdziłem, iż coś musi być przyczyną takiego stanu rzeczy. Otóż pojęcie „lewica” to tajemniczy ogród semantyki. Znaczenie tego terminu jest dziś niesamowicie przekłamywane, albo, co gorsza, przemilczane. Lewica to dziś wszyscy ci, którzy w swym amoku nie życzą sobie PiS-owskiej odnowy moralnej, lekcji patriotyzmu w szkołach, mundurków, Giertycha jako ministra, Leppera jako wicepremiera. Z powyższej listy wynika, że największą partią lewicową w Polsce jest PO! Bo przecież progresja podatkowa to stalinizm. I proszę, Platforma nie wykonując żadnego manewru „skręciła” w lewo. A Rokita (dowolnej płci) na to - niemożliwe!

Doszło, więc do niespotykanego paradoksu na skalę światową, Platforma Obywatelska będąc ciągle na prawicy, skręciła w lewo i znalazła się na „lewicy” według najnowszego swojego znaczenia. Lewica to obecnie nie-PiS. Podobnie pomyślała sobie Nelly Rokita, dając wyraz temu, co przebijało się wcześniej. Jan Maria Rokita pasuje do Prawa i Sprawiedliwości jak ulał, tylko, że mu bliźniacy i Lepper nie pasują. Poza tym naraziłby się na śmieszność mówiąc o tym wprost, a takiemu dżentelmenowi, w takim kapeluszu, po prostu nie wypada. Ten przykład z całą mocą pokazuje wspólne pochodzenie, wspólny rodowód obu prawicowych ugrupowań. No, ale dwóm byłoby trochę ciasno, dlatego Platforma to „lewica”. A Donald Tusk zasnął za kierownicą i ani myśli skręcać w lewo. Ponieważ nie wie, co to takiego jest ta lewica. Nigdy tam nie był. Wystarczyły mu kartki na mięso, ocet na półkach i Katyń. To jego definicja lewicy. Dlatego nie chce skręcać w lewo, no, ale przecież, dzięki staraniom kolegów z PiS-u już tam jest. Przecież gdyby skręcił dalej, zostałby stalinistą. A to przecież kiepski żart, czyż nie?

Jeśli w Polsce alternatywą, jakąkolwiek, ma być tzw. centrolewica spod znaku Kwaśniewskiego i kilku reaktywowanych prawicowych aktywistów, to współczuć należy tym, którzy dadzą się na to nabrać. Bo będzie to powtórka, niestety nie z rozrywki. Takich manewrów próbowano już w Sojuszu, że nie wspomnę o prawicy, wszak PiS i PO z czegoś się wykluły. Alternatywa póki co rodzi się w politycznym podziemiu, alternatywa jest w Internecie, alternatywa pojawia się w związkach zawodowych, a i nawet w samym SLD.

Wystarczy tylko skręcić w lewo.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing