PiSk medialny Drukuj Email
17.03.2006.

Taki będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Bardzo to trafna i mądra sentencja. Patrząc jednak na młodych i całkiem młodych obywateli, którzy na swoje nieszczęście wychowywani są przez IV RP, mam apokaliptyczne wręcz wizje dotyczące Kaczpospolitej. Pozbawione wolności media, przyznał to wszak Jarosław Kaczyński, realizując wytyczne wszechobecnego „układu”, nakładają do głów młodego pokolenia jedyną słuszną prawdę, a i martyrologią narodu polskiego nie pogardzą. Pierwszy bliźniak RP, jeśli chodzi o to, to do mediów pretensji mieć akurat nie powinien.

Gdy zawiał wiatr odnowy, moralnej, oczywiście, do (pseudo)publicznej telewizji powrócili starzy znajomi z poprzedniego, notabene, układu. Jednemu z nich poświęcę więcej uwagi. Jest on przecież pierwszym wychowawcą młodego pokolenia. Prawicowy doktryner wagi ciężkiej (dosłownie), prowadzi telewizyjne show, gdzie głównymi bohaterami są dzieci. Dzieci, które są awangardą nowej władzy. No, bo przecież dzieci, niejako z natury są szczere, bo patrzą na świat z innej, dziecięcej perspektywy, czystszej nie skażonej. Tożsame jest to, z wizerunkiem, jaki forsuje agitprop Prawa i Sprawiedliwości.

W programie, o którym mowa, dzieci rozmawiają z prowadzącym na różne tematy, jednak zawsze puenta sprowadza się do tła politycznego. Dzieci przekrzykując się ujawniają oblicze kraju, w którym żyją – korupcja, nieuczciwi politycy, jednym słowem „układ”. Nietrudno się domyślić, kto, a właściwie co, jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Oczywiście „komuna”.

Wiadomą rzeczą jest, że sposób myślenia i postrzegania rzeczy przez najmłodszych jest przekoloryzowany i nieco bajkowy. Taki już urok dzieci. Pociechy jednak, od kogoś, z czegoś wynoszą to, co potem w sposób barwny przedstawiają. Rodzice i media – te dwie instytucje wysuwają się na czele listy.

Najpierw jednak garść, bardzo smutnych przykładów. W jednym z odcinków programu, podobnie zresztą jak w pozostałych, szybko z jednego tematu przeskoczono na drugi – barwny, przypominający „Neverending Story”. Nietrudno się domyślić, iż zaczęto rozmawiać o „poprzednim, niedemokratycznym ustroju”. I jakież było moje zdziwienie, graniczące z szokiem, gdy gromadka dzieci zaczęła przekrzykiwać się jak to było źle. Jeden z małych ekspertów stwierdził wprost, że w PRL nie można było mówić na ulicach po polsku, jedynie po niemiecku i, bodaj po rosyjsku. Potem przyszła kolej na nieśmiertelny ocet, puste haki, ZOMO, Popiełuszkę etc.

Dzieci można zrozumieć, powtarzają to, co jest im wtłaczane przez media, w coraz bardziej przystępnych i wymyślnych formach oraz przez gloryfikowaną pod niebiosa instytucję, zwaną rodziną. Niebezpieczne jest natomiast to, że nikt, zupełnie nikt w salwach śmiechu, nie śmiał sprostować tej niedorzeczności, mimo że padła z ust paroletniego dziecka. Bo przecież łatwiej jest utwierdzać w przekonaniu małych widzów, dzięki takim właśnie absurdom, że PRL, to był zbrodniczy ustrój, gdzie represjami prześladowano męczenników, „białych rycerzy” tamtych czasów, jak Wałęsa, że o braciach Kaczyńskich nie wspomnę.

Ostatnio burzę wywołało stwierdzenie Jarosława Kaczyńskiego, że w Polsce nie ma wolnych mediów. Wypowiedział tym samym wojnę środowisku dziennikarskiemu, trzymającemu sztamę z „układem”. Bo kto nie z PiS, ten z „układu”. Prezes PiS ma rację, w Polsce nie ma wolnych mediów. Ale podział biegnie zupełnie gdzie indziej, niż chciałby jeden z bliźniaków. PiS uważa, że będące pod kontrolą wielkich koncernów stacje telewizyjne i radiowe, realizują cele ich sponsorów i mocodawców, nie zaś osławioną misję. Stojąca na straży wszystkiego, co etyczne, partia rządząca dłużej tolerować tego nie zamierza. Przykładem było zorganizowanie konferencji „stabilizacyjnej” w formie „Rydzyk only”.

Krytyka polskich mediów, cechująca PiS, służy tylko do realizowania „realpolitik” tejże partii, a nie troski o wolność słowa w Polsce. Tak, mediom w Polsce dużo brakuje do wolności, faktem jest, że realizują interesy tych, stojących na górze. Ale realizują też interesy braci Kaczyńskich i PiS. Ostatnie przemiany w telewizji publicznej dobitnie o tym świadczą. Wrócili starzy znajomi z ekranu, jak chociażby wspomniany Wojciech Mann, ze swoją dziecięcą czeladką. Tutaj właśnie kryje się sedno sprawy. Po ekipach „pampersów”, „millerowców”, nastąpił czas „PiSmakerów”, realizujących jak zwykle prorodzinną i noszącą znamiona odnowy moralnej misję.

A misja przedstawia się nader interesująco. Nie ma już programu, czy audycji, w której nie zobaczylibyśmy księdza. Od programu kulinarnego, po coraz bardziej idiotyczne teleturnieje. Niedawna katastrofa budowlana w Katowicach i wypowiedź specjalisty – strażak, inżynier? Nie. Ksiądz. Rodzinny teleturniej, a w nim pojedynek księży z jakąś „cywilną” ekipą. Wszystkie serwisy informacyjne, rozpoczynają się i kończą motywem „klerykalnym”. W programach publicystycznych nie ma miejsca dla przedstawicieli innych, niż obecnie panująca wizja świata. Wydarzeniom takim, jak protesty antywojenne, czy chociażby niedawna Manifa nie poświęca się praktycznie żadnej uwagi. No chyba, że „prawicowa młodzież” lekko przesadziła krytykując, bądź co bądź słusznie, różne wynaturzenia i zboczenia typu feminizm, antyfaszyzm, sprzeciw wobec homofobii. Tak panie prezesie Kaczyński – nie ma wolnych mediów. Są tylko te, które wspierają system kapitalistyczny „liberalnie”, i te, które robią to „solidarnie”. Z czego te pierwsze są, według wykładni PiS, w niewoli mocodawców. Drugie natomiast wspierają współczesną sanację w walce z „układem”.

Siła oddziaływania mediów jest bardzo duża. Większa, niż się wydaje. Dlatego też, tak ważna dla władzy jest jej tabloidyzacja, mamienie kolorowymi wkładkami, czy newsami w stylu nowej sukni córki szefa PO, bądź niewyprasowanych mankietów spodni ministra X lub Y. Wulgarność pod względem treści, stymulowanie coraz to nowszych nagonek jest największą wadą środków masowego przekazu, która jednak przeistacza się w zaletę, jeśli chodzi o bombardowanie czytelnika lub widza tytułami. „Tak dla kary śmierci”, „powiesić zboczeńca” – to najczęściej spotykane tytuły. Czyje interesy reprezentują? Układu? Tak układu braci Kaczyńskich i prawicowych bojówek Giertycha, czy Rydzyka. Nie pogardzą też jedyną słuszną prawdą w „GW”, czy „TOK FM” Tusk z Rokitą. Powiązanie tych czynników z atrakcyjną, z punktu widzenia przeciętnego obywatela, ceną, czyni informacje przekazywane przez te środki najpopularniejszymi, a przez to aktualnie obowiązującymi i wręcz niepodważalnymi.

Najbardziej rażący jest w tym wszystkim brak alternatywy. Pewną nadzieję mogą budzić pojawiające się, lecz ciągle niszowe lewicowe wydawnictwa i periodyki. Z gruntu skazane są jednak na wykpienie, jako te śmieszne i wydawane przez frustratów. Nadzieję stanowią też portale internetowe, jednak prawdziwą siłą jest i zapewne długo będzie gazeta.

Kolejne to wyzwanie dla lewicy, przemówienie własnym językiem we własnych środkach przekazu. Im szybciej to nastąpi, tym lepiej. Słynny pluralizm dawno poszedł w zapomnienie, nie ma równowagi w świecie mediów. Najwyższy czas to zmienić.


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing