Virtuti najemnikari Drukuj Email
12.04.2006.
Order Virtuti Militari - najwyższe polskie odznaczenie wojskowe. Nadawany za wybitne zasługi bojowe. Został ustanowiony przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego 22 czerwca 1792 dla uczczenia zwycięstwa w bitwie pod Zieleńcami. Samą nazwę tego odznaczenia można tłumaczyć jako „cnocie wojskowej”, „dzielności żołnierskiej”.
Teraz garść innych pojęć: okupacja – zajęcie przez siły zbrojne terytorium obcego państwa, mające na celu ochronę określonych praw i interesów państw okupujących. Najemnik: osoba, która w celu zdobycia korzyści majątkowej, podejmuje się wykonania zbrojnego zadania.

Ostatni pomysł ministra obrony narodowej Radosława Sikorskiego wprawił mnie w niezwykłe osłupienie. Do wielu żenujących decyzji pana ministra i jego kolegów z rządu zdążyliśmy niestety przywyknąć, aż tu nagle kolejna atrakcja. Miłościwie nam panujący Mały Człowiek Z Wielkimi Kompleksami w towarzystwie Sikorskiego oznajmili dzielnym stabilizatorom w Iraku, że w najbliższym czasie do Sejmu trafić ma projekt ustawy ustanawiającej Krzyż Wojskowy Virtuti Militari dla zasłużonych żołnierzy biorących udział w misjach pokojowych i stabilizacyjnych. Zapewne oklaskom nie było końca. Nasi chłopcy zostali docenieni.

Powstaje jednak pytanie – za co? Jakie to męstwo, jaka odwaga, jaki honor, stacjonować z kontyngentem w obcym, suwerennym (za Saddama i teraz) kraju? Jakaż to cnota być okupantem spełniającym każde życzenie amerykańskiego „sojusznika”? Jaka to „dzielność żołnierska” bycia zwykłym najemnikiem biorącym udział w prywatnej awanturze o wszystko, tylko nie o poprawę bytu wreszcie wolnej irackiej ludności.

Odznaczenia wojskowe przyznaje się za służbę. Jednak jaką służbę pełni w Iraku polski żołnierz? Czy jechał tam dlatego, że chciał wyzwolić spod bata dyktatora uciskanego Irakijczyka? Nie. Pojechał jeden z drugim na Bliski Wschód, bo dobrze za to płacą. Polski żołnierz stał się najemnikiem. I nie jest winą zwykłego szeregowca, że się nim stał. Właściwie nie pozostawiono mu wyboru. Bo co to za wybór – gnij dalej w Polsce ze swoja rodziną z, co prawda, punktualnie wypłacanej, ale marnej pensyjki – żołdu, albo jedź i przeżyj przygodę swego życia, wyzwól kraj spod władzy krwawego tyrana i skasuj taką kasę, że szczęka ci opadnie. Przy takiej mobilizacji, nawet śmierć niestraszna. Co tam rolnicze samochody „bojowe”, niedopasowane kamizelki kuloodporne z second-handu, zacinająca się broń. Pomyśl ile będziesz miał na koncie! A teraz to nawet sam prezydent przywiesi ci (jeśli dosięgnie) order. Nasz ty bohaterze. Obrońco polskich granic i suwerenności państwa polskiego. Tylko rozejrzyj się wokół siebie i sprawdź w GPS-ie, gdzie jesteś. Czyich „granic” i „suwerenności” bronisz. Popatrz, jak jeden z dowódców fotografuje się na tle flagi, bynajmniej nie biało-czerwonej.

To, że dzielni polscy wojacy są częścią irackiej awantury, ma charakter jak najbardziej klasowy. Czy nawet średnio inteligentny kapral, oglądający czasami „Teleexpress” pojechałby do Iraku bez żadnego sprzeciwu, bo tak brzmi rozkaz? Odpowiedziałby w opiniotwórczym medium, że jest żołnierzem i wykonuje rozkazy. A co tak naprawdę myśli?

Bycie żołnierzem, to nie tylko słuchanie i ślepe wykonywanie rozkazów od tego czy innego krawaciarza ze sztabu. To służba, ta prawdziwa. A nie bycie najemnikiem. Ale kiedy jest się jedynym żywicielem rodziny...cóż byt określa świadomość. I mamy odpowiedź. Polscy ochotnicy doskonale zdawali sobie sprawę, że ryzykują życiem w tej eskapadzie i to wcale nie podczas ewentualnych starć z hmm...wrogiem. Równie doskonale wiedzieli, jaki mają sprzęt, jakich dowódców. To tylko kolejni ministrowie obrony na wielkich telebimach chwalili się wyposażeniem i postępującą modernizacją. Podczas, gdy zwykłych żołnierzy zabijają i okaleczają odmrożenia i posocznica. Ale żołnierz się nie sprzeciwia, wykonuje rozkaz. Zwłaszcza, że na jego miejsce czekają kolejni „ochotnicy”, którzy w beznadziei życia w kraju, wolą być najemnikami na usługach cudzej administracji. Bo rachunki, „bezpłatna” służba zdrowia, równie „bezpłatna” edukacja dziecka, żywność, mieszkanie (zwłaszcza, że Wojskowa Agencja Mieszkaniowa raczej przejdzie do historii) są i będą dla nich ważniejsze niż to czy będą żołnierzami, czy najemnikami.

To właśnie takim żołnierzom, dla których jedyną misją stabilizacyjną jest zapewnienie sobie i rodzinie przeżycia kolejnego dnia, należy się order, panie ministrze. Nie wiadomo tylko, co by z niego zrobili. Może omlet?
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing