|
Połowa ludzkości zarabia około 5% światowego dochodu. |
| Oportunizm PiS a possybilizm SLD |
|
|
| 03.11.2005. | |
|
Liberalni eksperci na ministerialnych stołkach, równie liberalne rozwiązania podatkowe, wiele mówiąca konferencja prasowa w siedzibie GPW; a do tego zamordyzm obyczajowy i quasi-cenzura w sferze kultury. Oto co zostało z „solidarnego” programu partii Kaczyńskich. Dokładając do tego prezydenturę jednego z nich, możnaby stwierdzić, że przyszło nam oswajać się z myślą monopartyjnej wizji kraju. PiS osiągnął zamierzony cel, jakim było całkowite przejęcie władzy. Uczynił to dzięki chwytnym hasłom, takim jak potrzeba rozliczenia, dekomunizacja, moralność we wszystkich sferach życia. Jednak gwoździem programu był ów „solidaryzm” skonfrontowany z liberalizmem PO, faktycznie puste obietnice, które zyskały nawet miano lewicowych. Poskutkowało. PiS zagarnął wszystko, a do tego sprowadził Platformę do roli tych drugich. Nie można chyba oprzeć się wrażeniu, że Kaczyńscy i spółka już dużo wcześniej przewidzieli wariant, w którym nie ma POPiSowej koalicji. Skutecznie realizując swoją realpolitik umiejętnie lawirowano między Lepperem, Giertychem a Kalinowskim, jednocześnie „negocjując” z Tuskiem i Rokitą. Zwycięzca bierze wszystko, pomimo bycia w teoretycznej mniejszości. Teoretycznej, bo o poparcie raczej martwić się nie musi. Pojęcie rządu mniejszościowego w tym przypadku jest dość mylące, bo forsowana przez PiS zasada zmiennych sojuszy raczej przyniesie powodzenie. Na jak długo jednak? Program PiSu oprócz głośnych haseł rozliczeniowo-moralizujących jest płytki. Cechuje go populizm w sferze tzw. zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom oraz „rewolucji moralnej” i zwykły oportunizm w polityce gospodarczej. O polityce zagranicznej nie ma właściwie co powiedzieć, tutaj status quo zapewne zostanie zachowane. Konikiem nowego rządu może stać się postępujące uniezależnianie energetyczne od Rosji, na korzyść źródeł skandynawskich, z którymi jednak jest jeden problem – mogą skończyć się szybciej niż PiSowski rząd w swoim oportunizmie. Ten oportunizm można było przewidzieć znacznie wcześniej, wnikając w coraz bardziej solidarne pomysły na uzdrowienie Polski. Solidaryzm był potrzebny jedynie do ponoć bratobójczej walki z PO. Partie te przecież mają bardzo zbliżony, jeśli nie identyczny rodowód, reprezentują tę samą neoliberalną wizję rządzenia państwem. Trzeba było więc znaleźć, a właściwie stworzyć różnicę, rzekomo dzielącą „solidarnych” od „liberalnych”. Wyborcy, w żenującej, acz odzwierciedlającej stosunek Polaków do polityki w skali makro, zagłosowali na „solidarnych”. Mówiąc „tak” PiSowskiemu solidaryzmowi, mniemać można, że powiedzieli też tak lustracji, dekomunizacji, rozliczeniom. Nic bardziej błędnego. Uczynił tak być może pewien ich odsetek. Bo czego potrzebuje i na co liczy wyborca? Na teczki zamiast taczek? Na polowanie na czarownice? Nie! Wyborca liczy przede wszystkim na poprawę swojego bytu i sytuacji swojej rodziny. Właśnie byt społeczny owego wyborcy, jego miejsce w podzielonym klasowo społeczeństwie, determinował jego wybór. To, na kogo oddał głos. Głosując na PiS i dając się uwieść jego prospołecznej retoryce, ten sam wyborca paradoksalnie dał wyraz temu, czego potrzebuje i czego oczekuje od państwa. Rzeczywistego solidaryzmu, opieki państwa w najbardziej newralgicznych dziedzinach, jak zdrowie czy edukacja. To, partia bliźniaków poprzez medialną kampanię im wmawiała. Atakowała liberałów za ich podejście do roli państwa. Minęły wybory i oliwa wypłynęła na wierzch. Oportunizm zwycięskiego obozu ukazał się w pełnej krasie. Dobór członków gabinetu nowego premiera, pierwsze komentarze nie pozostawiają złudzeń. Prawo i Sprawiedliwość, to tak samo liberalna i tak samo zainteresowana obroną dotychczasowego porządku partia, jak ich niedoszli koalicjanci, wciąż mający nadzieję na wejście do rządu. Będąc zaszachowaną PO próbuje kreować się na twardą opozycję, jedynych sprawiedliwych i zatroskanych dobrem RP. Warunek pod jakim Tusk i spółka skłonni są podjąć rozmowy jest jednak żałosny i śmieszny. Gdyby chodziło tylko o Andrzeja Leppera i jego funkcję wicemarszałka, problem rozwiązano by wcześniej niż powstał. Będąca w defensywie Platforma próbuje teraz walczyć z Kaczyńskimi metodą „na Leppera”. Stara się przedstawić swoich przeciwników, jako tych, układających się z sejmowym rozbójnikiem i obciążonym wyrokami przestępcą. Podobnie w poprzedniej kadencji napadano na SLD, którego głosami Lepper został wicemarszałkiem Sejmu. Teraz historia się powtarza. Historycznych nawiązań jest więcej, poczynając od osoby premiera, czy awantur o Senat, które ucichły, gdy właściwa partia ma w niej większość. Wcześniej rzucano postulatami o nieprzydatności wyższej izby, ograniczeniu liczebności, również Sejmu. Zapomniano, jak histerycznie protestowano przeciw likwidacji Senatu, będącej w zapowiedziach Sojuszu, porównując postulat tej właśnie likwidacji nawet do referendum z 1946 roku. Zamiana ról spowodowała, że pamięć nabrała cech wybiórczych. Największym jednak ciosem, dla tych, którzy obdarzyli PiS zaufaniem, jest niewątpliwie utrzymanie kursu w sferze gospodarki. W niebyt poszły wszystkie, nazwijmy je „lewicujące” hasła. Liberalni ministrowie w strategicznych resortach gospodarczych na nic takiego nie pozwolą. Przeszłość owych ministrów też wiele mówi. Wywodzący się i mający powiązania ze środowiskiem pracodawców „eksperci” obejmą znany sobie kierunek. Resort zdrowia objął, ku zaskoczeniu jednych, a ku obawie innych niedawny zdrowotny ekspert Platformy. I okazało się, że coś tam będzie za darmo, coś będzie po staremu, a za coś innego trzeba będzie płacić z własnej kieszeni. Jednym słowem – solidaryzm a la PiS. Ku przestrodze studenckiej braci, w spokoju pijącej piwko na ławce, na ulice wyjdzie więcej policjantów! Starający się wypełnić normę wypisanych mandatów mundurowi-stachanowcy, będą czaić się za krzaczkami, by minister, czy komendanci mogli pochwalić się statystykami. A antyterrorystyczny doradca, jeszcze bardziej wzmocni psychozę strachu, tak że symbolem terrorysty nie będzie już karabin, czy granat, tylko zwykła reklamówka. Przykład Warszawy z nie tak dalekiej przeszłości, już dał niektórym do myślenia. A pękające w szwach więzienia nadal przedstawiane będą jak raj na ziemi. Telewizor, wideo w celi, tyle że celi przerobionej ze świetlicy, komórki, magazynu, w których gnieździ się 10 chłopa, zamiast „przepisowych” dajmy na to 4. Ale kolejny minister chwalić się będzie wskaźnikami, zaostrzonymi karami. Słowo resocjalizacja ewentualnie kojarzyć będzie się mu tylko z kierunkiem na studiach. A w więzieniach i aresztach skazani nadal będą się uczyć przestępczego fachu, zamiast porzucenia go po wyjściu na wolność. Czy takiego kraju chcą Ci do których przemówiły prospołeczne hasła PiSu? Hasła, o których mówiło się, że są nawet lewicowe. Głosy oddane na ich populistyczną retorykę, mówią jeszcze o czymś innym. My chcemy państwa, społeczeństwa budowanego w myśl lewicowych rozwiązań. Jednak chcemy mieć swoich przedstawicieli, którzy to pomogą zrealizować i stworzą odpowiednie ku temu warunki. Dziś wybrano PiS, bo na sztandarach i w wypowiedziach dawał jakąś namiastkę tych haseł. Był głośny, wszędzie było go pełno. I poskutkowało. Lecz już teraz, na samym początku widać gołym okiem fałszywą i oportunistyczną drugą twarz zwycięzców. Oto oni, solidarni z liberalizmem! Róża Luksemburg napisała w jednym ze swych dzieł „Possybilizm i oportunizm”, że „cała nasza siła tkwi właśnie w tym nie, w tej nieprzejednanej postawie. Postawa ta wzbudza strach i szacunek u wrogów, zjednuje nam zaufanie i poparcie ludu.” Takiej właśnie rady można udzielić przedstawicielowi lewicy w parlamencie. Oportunizm niczego nie zmieni. Nie można za cenę ustępstw ze strony rządzących w jednej li tylko ważnej społecznej kwestii, poprzeć kilku, czy kilkunastu społecznie szkodliwych i niebezpiecznych. Nie można bać się tej właśnie nieprzejednanej postawy, w mówieniu „nie” dla neoliberalizmu, ultrakatolickiej wykładni kultury i sztuki, którą prędzej czy później wyłoży znany z tego obecny minister kultury. Nieprzejednana postawa ma wyrażać wołanie Róży Luksemburg: „temu systemowi ani jednego człowieka i ani jednego grosza!” Jakże ciągle aktualny i wciąż nie do końca spełniony postulat. Kryzys rządzącego obozu przyjdzie prędzej, czy później, niezależnie od prób dogadywania się, ewentualnych koalicji. Sprzeczności nim targające, powinny dać do myślenia lewicowemu elektoratowi i lewicy jako całości. Jej siła tkwi w tym „nie”. „Nie” dla szkodliwych ustaw, projektów, planów. Dla zaściankowości w dziedzinie kultury, edukacji i życia politycznego. Czy to głosując, czy przemawiając z mównicy, czy w kontaktach z wyborcami, owe „nie” musi być akcentowane i wspomagane przez konkretne działania, kontrpropozycje ustawowe, prawne. Z początku może politycznie niepoprawne, jednak podkreślające inny wymiar niż oportunizm i fałsz. Przez ustępstwa nie osiąga się sukcesów, sukcesy wynikają z bycia partią, czy organizacją, za którą stoją ci, których oportunizm prawicy nie uzdrowi. Robotnicy, bezrobotni, młodzież i przedstawiciele innych zawodów i środowisk wyrzuconych „z obiegu” przez niewidzialną rękę rynku, jego prawa i jego przedstawicieli. SLD, jako formacja będąca na linii politycznego frontu musi wybrać i złożyć jednoznaczną deklarację – oportunizm czy possybilizm, zgodna z własnymi lewicowymi zasadami i przekonaniami walka o to co jest do zdobycia tu i teraz. A do zdobycia jest wiele. Do stracenia też. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |