|
Redakcja socjalizm.org podejmuje wiele inicjatyw poza internetową publicystyką. Zajmujemy się organizacją rozmaitych warsztatów, dyskusji, seminariów i spotkań. Dowiedz się więcej... |
| Dziecięca choroba normalności |
|
|
| 10.10.2005. | |
|
Nareszcie w Polsce będzie normalnie! Gwarantem tego są nowi, uczciwi ludzie, znający się na rzeczy. Wybrani w demokratycznych wyborach wezmą skalaną korupcją i kolesiostwem ojczyznę za pysk i wyprowadzą na prostą. Taki obraz powyborczej rzeczywistości serwuje się nam w dość pokaźnych ilościach. Nieważne, czy będzie „liberalnie” czy „solidarnie”, ważne, że będzie normalnie. Bo do tej pory normalnie nie było. Po niewolniczym PRL-u nastąpiła III RP, jednak my nie dorośliśmy do „młodej polskiej demokracji”. Przerosła nas. Polacy, czyli przekładając na praktyczny język – wyborcy, jak ogłupiałe stado owieczek potrzebowało przywódcy stada. Niestety. Nie udało się. Być może jednak teraz, owieczki dostaną wreszcie swojego barana. I wreszcie będzie normalnie. Owa „normalność” stała się bardzo mocnym elementem politycznego dyskursu. O przywracaniu normalności już kiedyś było, teraz normalność to: uczciwość, brak afer, prawo (i sprawiedliwość przy okazji), jednym słowem pięknie! Każdy z nas marzy o życiu w normalnym kraju, normalnej rzeczywistości, to jasne. Każdy jednak inaczej ową normalność definiuje. I tak powinno być, wszak po latach niewoli wreszcie jesteśmy wolnym krajem. Jakiś czas temu, ustępujący już minister spraw zagranicznych spostrzegł, iż w roku 1989 Polska odzyskała niepodległość. Ta niezwykle oryginalna znajomość historii, nieważne czy była wynikiem pomyłki słownej (oby), czy zwykłego dyletanctwa, była i jest jak najbardziej wskazana w wreszcie normalnej Polsce. Ile to już razy określano biedną Rzeczpospolitą, jako cudem wyrwaną spod łapy „czerwonego niedźwiedzia”, oczywiście prawie tylko i wyłącznie dzięki „naszemu kochanemu Ojcu świętemu” oraz Lechowi W. Do obrazu „normalnej” Polski nie pasują już ci wszyscy robotnicy, którzy walczyli o lepszą przyszłość. Tu dochodzimy do kolejnego problemu. Mianowicie, zgodnie z „normalną” wersją historii najnowszej stoczniowcy, górnicy i inni walczyli o kapitalizm, o zdeptanie totalitaryzmu i o wejście na drogę demokratycznych przemian i reform zmierzających do urynkowienia gospodarki. Druga wersja jest już mniej wygodna i mniej „normalna”. Wszyscy strajkujący, autorzy postulatów walczyli o lepszą przyszłość dla siebie i swoich rodzin, lecz nie była to walka wymierzona w ustrój Polski Ludowej. Wystarczy jedno spojrzenie na osławione postulaty! I co? Wszystkie one stanowiłyby podstawy programowe każdej socjalistycznej partii. „Solidarność” była autentycznym masowym ruchem lewicowym. Czy wspomniano o tym pomiędzy kolejnym szlagierami pana Jarre’a? Czy wspominają o tym spadkobiercy historycznej „Solidarności”? Nie, oni przecież chcą zbudować wreszcie normalny kraj. A w nim nie ma miejsca na takie herezje. Polska klasa robotnicza, co udowodniły niejedne badania, absolutnie nie była skora do przejawiania jakiś prokapitalistycznych postaw. Wręcz odwrotnie, widziała swoje szanse w tamtej rzeczywistości. Polska klasa robotnicza była na tyle uświadomiona, iż wiedziała dokładnie, czego chce. Na pewno nie była to praca w „normalnych” warunkach, jaką serwują dzisiejsi przedsiębiorcy, filary polskiej gospodarki. Dziś „normalna” praca, jest niewolniczą harówką za psie pieniądze. Harówką, którą trzeba wykonać, bo tuż za plecami czai się kilkudziesięciu współczesnych chłopów pańszczyźnianych gotowych wskoczyć na byle jakie wolne miejsce i być kolejnym ogniwem w łańcuchu pokarmowym, przecież wiadomo, że silniejszy zjada słabszego, to normalne... Klasę polityczną w tym kraju zżera jakaś choroba normalności, mania uzdrawiania, lustrowania, dekomunizacji. Chorobą normalności zarażają się kolejne jednostki i grupy jednostek. Choroby tej nie powstrzymują różnice w ubarwieniu osobników, nie powstrzymują jej również odmienne środowiska życia, czy to przykościelne, czy to przyamerykańskie, czy to przyteczkowe. Choroba ta dotyka również te osobniki, które jak żadne inne powinny mówić „nie” dla jedynowładztwa „normalności”, które powinny wreszcie zwrócić się ku tym, na których wyrosła tradycja i ruch, który zdecydowali się kontynuować lub chociaż występować pod jego barwami. Nie dzieje się tak, dlatego, że wpadli oni w pułapkę jednakowego dyskursu, jednakowej organizacji, jednakowych koncepcji. Usilnego zwalczania przeciwnika przy pomocy tego samego arsenału argumentów. I usilnego starania się dogodzenia wszystkim. Jeśli chcecie być lekarstwem na chorobę normalności, musicie dążyć do tego, by aplikowali was ci, którzy od lat patrzą na rzeczywistość z dołu. Ci, którzy wyrzuceni poza każdy margines, szczególnie margines „normalności”, bo w niej nie ma miejsca na rzesze frustratów, którzy ośmielają się o coś prosić. To tam właśnie znajdziecie ludzi gotowych stawić czoła i tym „liberalnym” i tym „solidarnym”. Bez nich staniecie się zwykłymi statystami, odgrywającymi dobrze płatną rolę, w przedstawieniu, w którym role pierwszo- i drugoplanowe zostały obsadzone. Niech ci, którzy dostali duży, według niektórych zbyt duży kredyt zaufania zdyskontują go w sposób właściwy, nie czekając na rozwój wypadków z pozycji obserwatora. Bo może być za późno. Tak, zmieniajcie się, ale nie na fotelach i stołkach, ale w działaniu i określaniu priorytetów. Nie odżegnujcie się od przeszłości i tradycji, lecz czerpcie z niej to, co dobre. Nie powtarzajcie defetystycznych prognoz o tym, że nic innego nastać już nie może, że ten porządek jest status quo i kropka. Ważne, żeby wraz ze zmianą twarzy, wizerunku, szła zmiana jakościowa, Polacy wbrew pozorom tęsknią do tego, co prezentuje sobą kolor, który jest też waszym symbolem. Jeśli ktokolwiek mówił kiedyś, że chce żyć wreszcie normalnie, niech najpierw zastanowi się, czym dla niego owa normalność jest. Bo normalność serwowana przez tych, którzy podobno jeszcze nie rządzili jest strasznie nieapetyczna. Uratujmy wszystkich tych, którzy nie poddali się jeszcze tym „normalnym” doktrynerom, pragnącym posiadać monopol na prawdę, moralność, uczciwość. Takim „normalnym” powiedzmy – dziękujemy. Ratunek ten może zapewnić jedynie budowana na uczciwych zasadach, na zrozumieniu „dołów”, nieoderwana od ludzi i rzeczywistości masowa partia, masowy ruch. Nie może być on schowany za maską interesów, kompromisów i uległości. Wszechogarniająca „normalność” tylko czeka, by pochłonąć kolejne ofiary, gdy pod płaszczykiem chwytliwych sloganów próbuje przechylić wyborczą szalę na swoją korzyść. Nie dajmy im żadnej, choćby symbolicznej legitymizacji. Nie dajmy się zwieść histerycznym nawoływaniom o braniu udziału, o aktywności, o patriotycznym obowiązku. Nie jest sztuką wybrać mniejsze zło, wpasować się w schemat. Sztuką jest zamanifestować swoje „nie”. Taka manifestacja będzie pierwszym krokiem do sprzeciwienia się „normalnemu” porządkowi rzeczy. Tak właśnie należy dzisiaj pojmować lewicowość. Tej lewicowości brakuje dzisiaj najbardziej tym, którzy mają największe szanse i najwięcej narzędzi by cel ten zrealizować. To właśnie im powinno najbardziej zależeć na znalezieniu recepty i pokonaniu „choroby normalności”. Właściwie recepta jest już gotowa, potrzebny jest tylko odpowiedni sojusz. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |