Młodzież a transformacja Drukuj Email
05.07.2004.

Od roku 1989 sytuacja młodzieży zmienia się diametrialnie i gwałtownie. W ciągu ostatnich piętnasu lat rozbite zostały podsatwy bezpłatnej edukacji, przez co zmieniło się też kompletnie życie przeciętnego młodego człowieka. Taka raptowna zmiana wymagała podparcia się bardzo doprecyzowaną ideologią. Autor tekstu przygląda się tej ideologii oraz rozważa zmiany w postawach młodzieży w ciągu ostatnich lat.

Nie tak dawno temu oficjalne media, a przede wszystkim „Gazeta Wyborcza”, zakrzyknęły z przerażeniem, że młodzież rezygnuje z przedsiębiorczości. Odwraca się plecami do zdrowej rynkowej rywalizacji, popadając w apatię i zniechęcenie. Ze zgrozą odnotowano, że młodzi ludzie nie mają ambicji zdobycia wielkich pieniędzy, a ich pragnienia skierowały się w stronę stałej i zupełnie średnio płatnej pracy. Wyparował więc już entuzjazm pionierów polskiego kapitalizmu, zastąpiony przez szarą prozę klasowych nierówności.

Na początku lat 90-tych wielki nacisk stawiano na przejęcie młodzieży i włączenie jej do triumfalnego pochodu wolnorynkowej gospodarki. Roztaczano przed nią perspektywę świata, stanowiącego niemal nieskończony wachlarz możliwości, dostępnych dla każdego, kto dysponuje wystarczającym zapasem dobrych chęci. Zgodnie ze starym hasłem „Kto ma młodzież ten ma przyszłość”, paląca okazała się potrzeba uczynienia z niej posłusznych i pozbawionych jakichkolwiek myśli o emancypacji czy sprawiedliwości, zwolenników rzeczywistości nierównych szans. W tym celu połączono chrześcijańską pokorę z kultem barbarzyńskiego egoizmu i zaborczości. Szerzeniem cnót wyrzeczenia i cierpliwości tradycyjnie zajął się kościół. Już od przedszkola zaczęto więc wbijać do głów wiarę w ponadczasowy porządek, respekt dla autorytetów, poszanowanie własności prywatnej i odrazę wobec wszelkich wichrzycieli i „utopistów” podważających ład społeczny. Kościół walczył jak lew o odzyskanie utraconej pozycji, a jego starania, jak się okazało, przyniosły wymierne rezultaty. Równocześnie młodzież uwodzona była przez neoliberalizm, bynajmniej nie odwołujący się do owczej natury człowieka. Schlebiał on młodemu pokoleniu, które łatwo wpadało w zastawione na nie sidła. Obie strony – kościół i kapitalizm – tylko pozornie jednak toczą ze sobą spory, w rzeczywistości dzieląc się wpływami razem dokonują zniszczeń. Ich idealne połączenie stanowiła myśl ks. prof. Józefa Tischnera, który współczesne wcielenie Chrystusa odnajdywał w Banku Światowym i na luksusowych balach charytatywnych.

Wprowadzenie prywatnego szkolnictwa, zwanego niekiedy promowaniem „dynamicznego egalitaryzmu”, bez wątpienia ułatwiło wyjście z domu niewoli równych szans. I chociaż poziom niepublicznych gimnazjów i uczelni pozostawia wiele do życzenia, to zaszczepiono przekonanie, że wiedza jest towarem, który nabiera jakości wraz z ceną. Również państwowe uczelnie niedwuznacznie opowiedziały się po stronie klasy średniej, wprowadzając odpłatne studia zaoczne i wieczorowe. Trudno bowiem wyobrazić sobie, że osoba zarabiająca około 800 zł. miesięcznie, będzie w stanie wydać połowę tej kwoty na dokształcanie. Najlepsze chęci okazują się niewystarczające, gdy obok oferowanych przez uczelnię kierunków wywieszony zostaje precyzyjny cennik. Tak więc już wchodząc do przedszkola dziecko dostrzega, że to nie zdolności i pracowitość decydują o dostępie do dodatkowych zajęć, lecz zasobność portfela rodziców. Selekcja i odrzucenie jednostek bezwartościowych – oczywiście, w sensie, jaki to słowo posiada w bankach i na giełdzie – dokonują się w wieku młodzieńczym i mają być kontynuowane do końca życia. Niewiele tu pomogą karykaturalne formy pomocy dzieciom utalentowanym, prowadzone przez szczodrobliwą prezydencką parę. Są one tylko potwierdzeniem dyskryminacji, doświadczanej przez całe warstwy społeczeństwa. Owa promocja talentów jest bowiem programem wybiórczym i kapryśnym.

Młodzież z własnego doświadczenia wyciąga wnioski o zasadach panujących w systemie neoliberalnym, a teoretyczną nadbudowę zdobywa z mediów, które robią wszystko, aby przekonać, że nie ma alternatyw. W konsekwencji doprowadza to do tak kuriozalnych sytuacji, jak sprzeciw studentów SGH wobec decyzji władz uczelni o przyjęciu dodatkowych uczniów na odpłatne studia zaoczne. Ich protest nie był wymierzony w płatną edukację jako taką, lecz w ewentualne obniżenie poziomu nauczania tej podobno prestiżowej uczelni. Nie pojawiły się zarzuty pod adresem rozwiązań systemowych, które wielu osobom uniemożliwiają zdobycie wiedzy, a jedynie troska o zupełnie partykularny – i w dodatku źle rozumiany - własny interes.

Mogłoby to świadczyć o pełnym przystosowaniu się młodzieży do neoliberalnych warunków. Pomimo to wciąż pojawiają się pretensje do niej, że nie wykazuje należytego optymizmu, jest „roszczeniowa” i z niewiadomych przyczyn niezadowolona. Dziennikarze z prasy wysokonakładowej boleją nad brakiem pozytywnego myślenia, odpowiedzialnym ich zdaniem za porażki młodych ludzi. Tego typu retoryka nie przemawia już jednak do młodego pokolenia. Wie ono, że pomimo wielkich ambicji i zdobytego wykształcenia można nie wydostać się z pozycji startowych. Z tej bolesnej wiedzy rodzi się niebezpodstawny brak zaufania do wszystkich liczących się sił politycznych, których programy już od dawna uległy ujednoliceniu (o czym świadczą zgodne peany na rzecz podatku liniowego), i rezygnacja z uczestnictwa w życiu publicznym.

Młodzież pozbawiona pracy albo pracująca na zasadach z początku wieku XX – tzn. bez dopłat za nadgodziny i zabezpieczeń socjalnych – tęskni, często nie zdając sobie z tego w pełni sprawy, za państwem opiekuńczym, którego mogli zakosztować jego rodzice. Nie jest już podatna na etosowe sentymenty, a cierpienia Adama Michnika w więzieniach PRL-u zaczynają w jej oczach wyglądać co najwyżej na korzystną inwestycję we własną przyszłość. W sytuacji gdy państwo w III RP przestaje spełniać swoje funkcje zapewnienia pracy i pomocy w przypadku jej utraty (co zapisane jest w Konstytucji, respektowanej surowo, gdy rzecz dotyczy byłych kamieniczników) młodzież zwraca się w stronę rodziny i kościoła, który tępi wszelkie odruchy buntu mogącego naruszyć obecne status quo. W ten sposób błędne koło zaszczucia i noszącej pozory alternatywy zgody na własną krzywdę zamyka się, wyznaczając dzisiejszej młodzieży smutny los straconego pokolenia.,


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing