|
Redakcja socjalizm.org posiada własny kanał filmowy - SocjalTV. Zapraszamy do oglądania i współpracy. |
| Szlachetna mądrości, ile Cię trzeba cenić nie dowie się nawet ten, kto Cię stracił |
|
|
| 13.04.2006. | |
|
czyli rozprawa o intelektualnych przymiotach polityków i dziennikarzy W różnych krajach Europy odbyły się ostatnio wybory parlamentarne. Skłania to do próby refleksji oraz wyciągania wniosków z rezultatów poszczególnych procesów wyborczych. Dla socjalistów nigdy nie podlegało wątpliwości, że pewne zjawiska (takie jak walka klas czy świadomość klasowa) można analizować tylko i wyłącznie w kontekście międzynarodowym. Próba ujęcia ich tylko w ramach jednego kraju jest równie śmieszna jak zastanawianie się nad wiosennymi powodziami bez uwzględnienia srogiej zimy i dużych opadów śniegu. Bardziej globalne postrzeganie pewnych fenomenów, tak charakterystyczne dla marksistów, rzadko jednak gości w głowach ludzi z establishmentu oraz tych, którzy kształtują tzw. opinię publiczną. A jeśli już gości, to robi to w sposób groteskowy, jeśli nie po prostu śmieszny. Dziennikarskie komentarze Tak to właśnie wygląda jeśli chodzi o komentarze dziennikarskie. Z założenia powinny one charakteryzować się wnikliwością oraz szczegółową obserwacją zjawisk tak, by można było na tej podstawie wydać jakąś rozsądną opinię, dodatkowo zawierającą prognozę na rozwój sytuacji choćby w najbliższym czasie. To jednak dziennikarzom wychodzi przez przypadek, a gros ich opinii jest – eufemistycznie ujmując – dość powierzchowna. Oto historia, która przydarzyła mi się dzisiaj rano, a która doskonale ilustruje te słowa. Jak zwykle w dzień roboczy, przy śniadaniu słuchałem „Sygnałów Dnia”. Zachęcony przeglądem włoskiej prasy na temat wyborów w słonecznej Italii, postanowiłem poczekać parę minut na szerszy komentarz do sytuacji w tym kraju. Darowałem już sobie czepianie się tego, że pominięto tak przecież nieznaczący dziennik jak „Liberazione”, organ Partii Odrodzenia Komunistycznego, cóż bowiem znaczy te kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy tegoż periodyku, które codziennie włosi kupują w kioskach. Lepiej zrecenzować artykuł gazety będącej własnością rodziny Berlusconiego. O ile telewizji nie oglądam już w ogóle, gdyż takiej nawały propagandowej po prostu nie mogę wytrzymać, o tyle wciąż jeszcze wierzę czasem w troszkę bardziej kulturalny charakter radiowej jedynki. Dzisiejszy poranek jednak walnie przyczynił się do rozbicia tego stereotypu. Jakby na pobudkę usłyszałem bowiem dochodzący z eteru głos jakiegoś Pis-owskiego funkcjonariusza, który zaklinał się, iż „ekologów nie będziemy wpuszczać do szkoły, bo są oni powiązani z lewakami”. Ale wróćmy do Włoch. Moje nadzieje na rozsądny i rzeczowy komentarz rozwiały się szybko, gdy usłyszałem, że komentować będzie Marek Ostrowski. Postanowiłem jednak – trochę z ciekawości, trochę dlatego, że miałem dobry humor – wytrwać przy radioodbiorniku. Mojej cierpliwości zadośćuczyniono. Po wstępnych rozważaniach nad tym kto właściwie jest zwycięzcą wyborów oraz „udowodnieniu” tego, że Berlusconi właściwie ich nie przegrał, szanowny pan redaktor przeszedł do bardziej globalnych komentarzy. Usłyszałem więc, iż w obecnej, patowej sytuacji we Włoszech, dużo zależy od „mądrości rządzących”. Mało tego: pan Ostrowski podał przykłady z krajów Europy, które tę jego tezę miały rzekomo potwierdzać. Otóż, spójrz proszę mój drogi Czytelniku, nasi zachodni sąsiedzi – wprawdzie po długich i ciężkich negocjacjach – znaleźli „genialne” rozwiązanie problemu patowej sytuacji wytworzonej przez wybory. Utworzyli wielką koalicję! Cóż za geniusz! Jedno pociągnięcie i już po problemie. Komentarze własne zostawmy jednak na później. Dalej pan redaktor był uprzejmy przytoczyć przykład Polski, gdzie – najwyraźniej – IQ indywiduów stojących na czele tego państwa jest co najmniej o 50 punktów niższe niż żelaznej kanclerz. Wniosek z tego płynie prosty – może Włosi nie są aż tak mądrzy jak Niemcy, ale na pewno są mądrzejsi niż Polacy. Dogadają się więc spokojnie i wszystko będzie dobrze. Śmiem jednak twierdzić, że w tej „analizie” i „prognozie” popełniono kilka metodologicznych błędów, które postaram się teraz czytelnikowi przybliżyć. Klasowy i międzynarodowy kontekst Doprawdy, napawa radością fakt, iż wreszcie ktoś zwrócił uwagę na to, że wydarzenia polityczne w różnych krajach są powiązane ze sobą. Brawo, Panie Marku! Problem tylko polega na tym, że wybory odbyły się też ostatnio w wielu innych krajach. Między innymi na Węgrzech i we Wielkiej Brytanii. Pozostaje też przypomnienie faktu, że wybory to nie wszystko, To tylko wycinek, ułamek rzeczywistości, którą należy rozpatrywać możliwie jak najbardziej globalnie. Wybory to jakby sonda zapuszczona na dno przez pędzący pełną parą statek. Nigdy nie wiadomo, czy czasem nie zbliża się jakaś mielizna. Niewiadomo dopóki, dopóty nie użyjemy serii innych instrumentów, by to zbadać. A instrumenty te – w przypadku sytuacji politycznej – daje nam lewicowa myśl polityczna w postaci filozofii materializmu dialektycznego. Pokazuje ona nam, że wszystko rozpatrywać należy w ruchu i śledzić należy każdą, kolejną formę, by móc w miarę dokładnie przewidzieć następny krok. Jak to się wszystko ma do wyborów we Włoszech? Pan Marek Ostrowski zapomniał, iż od kilku lat w całej europie narasta fala protestu wobec obecnego porządku. Świadomie bądź nie – nie ma to w tym kontekście znaczenia – ludzie zaczynają wyrażać swój sprzeciw wobec panujących relacji społecznych, oficjalnej instytucjonalności, polityki oraz moralności narzucanej przez tradycyjne autorytety. We Francji w ciągu ostatniego roku mieliśmy do czynienia z serią kataklizmów – najpierw klęska konstytucji europejskiej i ustąpienie rządu, potem rewolta biednych przedmieść arabskich, aż wreszcie ogromny i inspirujący ruch młodzieży i pracowników przeciwko traktowaniu pracowników jak śmieci, które można wyrzucić bez podania powodu w każdej chwili. Do tego dochodzą strajki generalne w Belgii, Grecji oraz studenckie strajki w Hiszpanii, organizowane przez marksistowskie Sindicato de Estudiantes. Wreszcie Włochy, najsłabsze ogniwo kapitalizmu zachodnioeuropejskiego, z kryzysem rządowym oraz narastającymi konfliktami na tle klasowym. Nawet Polska, z protestami o górnicze emerytury i prawa pracownicze w Budryku, zaczęła ostatnio dołączać do tej europejskiej czołówki. Wszystko to nie bierze się z nikąd. O ile jeszcze w latach 90-tych gospodarka europejska była w relatywnie dobrym stanie, o tyle teraz – pomimo nominalnego boom’u gospodarczego – z całkiem dobrych nawet wskaźników gospodarczych nie korzysta nikt, prócz elity finansowej. Wbrew wtłaczanemu do głów poglądowi o tym, jakoby ludzie byli głupi z natury i nic nie widzieli, Europejczycy dostrzegają to i mobilizują się przeciwko temu. I to właśnie od tych wielkich mobilizacji uzależnione są coraz bardziej wyniki wyborów w Europie. Zwraca fakt ten uwagę na to, że bez oparcia się o solidne podstawy naukowe i takie koncepty jak walka klas czy polaryzacja społeczna, nie sposób jest interpretować wyników żadnych wyborów. Sytuacje patowe Zanim skomentujemy zawartość mózgów poszczególnych polityków, przyjrzyjmy się bardziej uchwytnym czynnikom społecznym. Skąd w ogóle biorą się więc sytuacje patowe? Uwagę zwraca już fakt, iż w kilku krajach europejskich (i nie tylko) ostatnie wybory kończą się rezultatem nierozstrzygniętym. W Polsce, na przykład, jednym z bardziej eksponowanych celów wyborów z ubiegłego roku było zakończenie ponad rocznego okresu rządów mniejszościowych. Minęło pół roku – dalej mamy rząd mniejszościowy. A nawet jeśli powstanie nowa koalicja, to będzie ona bardzo niestabilnym układem. Ewidentnie istnieją więc inne czynniki, niż mądrość rządzących, które powodują takie sytuacje. Tak samo jak na świadomość ludzką, kondycja gospodarcza wpływa także i na świadomość polityków z rządzącego Polską – nie tylko – establishmentu (sądząc bowiem po ich poczynaniach, do homo sapiens raczej się nie zaliczają).Europa – pomimo nominalnych dodatnich wskaźników gospodarczych – przeżywa głęboki kryzys. Doprowadza on do zaostrzania się sprzeczności między klasami rządzącymi z różnych krajów Unii. Jak bowiem wspólne interesy może mieć Rumunia i Francja, czy Grecja i Niemcy, skoro jedno żyje kosztem drugiego. Oczywiście koszta ludzkie w ogóle nie liczą się dla naszej elitki finansowej, sami bowiem zatrudniają pracowników we własnych firmach w warunkach urągających ludzkiej godności. Im chodzi tylko o to, że jedne koncerny zabierają zysk innym. Tak samo sprawy mają się wewnątrz kraju – o każdy, nawet najmniejszy rynek zbytu walczyć trzeba długo i z zaciętością. Ta właśnie atmosfera konfrontacji i wyłaniających się sprzeczności klasowych wkracza na scenę polityczną. To właśnie te czynniki, a nie żadna mądrość czy głupota, są powodem, dla którego politykom coraz trudniej się jest dogadać. Genialna żelazna kanclerz i głupie kaczki? Zajmijmy się jednak zawartością mózgów europejskich włodarzy, gdyż problem ten wydaje się być, póki co, niedoceniany przeze mnie. Istnieją, jak widać, różne stopnie mądrości. Ot Niemcy, na ten przykład, są genialni, bo z sytuacji patowej znaleźli genialne wyjście – wielką koalicję. Polacy natomiast w pół roku od wyborów dalej nie mają większościowego rządu. Wniosek – Kaczor jest głupi. Z faktami oczywiście nie będziemy dyskutowali, ale zastanówmy się jednak nad czynnikami, które wpływają na zwoje mózgowe elit rządzących. Pan Ostrowski ignoruje zupełnie fakt, że Niemcy są najsilniejszą gospodarką w całej Europie. Przez dziesiątki lat państwo to oferowało swoim obywatelom naprawdę porządne zabezpieczenia socjalne, dzięki wysokim wskaźnikom gospodarczym w trzydziestoleciu 1945-1974. Stworzyło to podstawy do tymczasowego załagodzenia konfliktów klasowych. Ta epoka oczywiście należy już dawno do przeszłości. Świadomość ludzka, w tym mózgi Schroedera i jemu podobnych „socjalistów”, to jednak bardzo konserwatywny obszar. Przywódcom związkowym i politycznym lewicy wciąż trudno jest zaakceptować to, że nie ma i nie będzie w najbliższej przyszłości szans na ugodę społeczną. Dlatego próbują tę ugodę za wszelką cenę zrealizować, między innymi poprzez ugodę koalicyjną z prawicą. Niezależnie od tego jak absurdalna jest taka strategia – tylko na tyle pozwala im ich mądrość. Niewiele mądrzejsza jest pani kanclerz, której wydaje się, że Wielka Koalicja będzie powtórką tej z końca lat 60-tych. Żelazna kanclerz, zupełnie jak dziennikarz „Polityki”, organicznie nie potrafią myśleć w kategoriach globalnych i postrzegać pewnych zjawisk całościowo. W odpowiedzi na tego typu myślenie wypada chyba tylko przytoczyć stare rosyjskie porzekadło, które mówi, że „życie uczy”. Pracowników życie uczy, że tylko drogą otwartej konfrontacji klasowej mogą zachować swoje zdobycze socjalne. A drugą stronę życie już teraz uczy, że Wielka Koalicja jest niczym próba zatamowania krwotoku z tętnicy szyjnej za pomocą chusteczki higienicznej. Już teraz widzimy, jak różni przedstawiciele rządu publicznie kłócą się w mediach. Oczywiście co do jednego zawsze pozostają zgodni: ciąć należy i trzeba. Co jednak stanie się w sytuacji kryzysowej? Wystarczy spojrzeć na przykład francuski, by dostrzec jak klasy rządzące dzielą się na różne frakcje i jak wielką rolę odgrywa czynnik prestiżu. Wszystko to sprawia, że gdy w Niemczech będzie miała miejsce podobna masowa mobilizacja jak we Francji, jej reperkusje będą o wiele silniejsze – właśnie dzięki temu, co dziennikarz „Polityki” określa mianem „genialnego wyjścia z trudnej sytuacji”. Kaczki nawet na takie zasoby mądrości – poparte długoletnim boom’em i stabilizacją – nie są w stanie pozwolić sobie, bo i niby jak. Polska to kraj, w którym kontrasty społeczne rosną w zatrważającym tempie. To kraj, w którym nie ma czasu już na manewry i oszukiwanie ludzi. Nie ma podłoża do żadnych obietnic bez pokrycia. Polacy nie ufają obecnemu establishmentowi, co wyraża się chociażby w niskiej frekwencji podczas wyborów. No dobrze, a co z Włochami? Włosi stoją jakby pomiędzy Polską a Niemcami. Jest w tym trochę prawdy. O tyle, o ile Włochy są najsłabszym ogniwem zachodnioeuropejskiego kapitalizmu. Osiągnięta w latach 90-tych przejściowa i niezbyt długotrwała stabilizacja we Włoszech teraz zmierza ku końcowi. Konflikt między pracą i kapitałem znowu się zaostrza; Oficjalne statystyki mówią, że aby włoskie firmy zaczęły wychodzić na prostą, potrzebują zwolnić 500.000 pracowników, tygodnik „Economist utrzymuje zaś, że by Włochy stanęły na nogi trzeba obniżyc o 30% i tak już bardzo niskie płace włoskich pracowników. Jak reagują na to ci ostatni? Wystarczy przypomnieć, iż w ciągu ostatnich pięciu lat odbyło się co najmniej pięć strajków powszechnych. I to właśnie ta atmosfera polaryzacji i konfrontacji między klasami teraz wyraziła się poprzez wynik wyborów. Z kolei patowy wynik wyborów sprawi, iż sprzeczności dalej będą narastały i powodowały nowe fale strajków i demonstracji oraz przeobrażenia we włoskich partiach lewicowych. Wielka Koalicja więc w przypadku Włoch jest niemożliwa. I to nie tylko dlatego, że kwestionujemy poziom IQ Berlusconiego oraz Prodiego – choć to oczywiście robimy – ale także z powodu bardzo zaognionej sytuacji konfliktu klasowego. Berlusconi w trakice kampanii umiejętnie odwoływał się do instynktu klasowego tych, którzy na niego głosowali, strasząc przed „komunistyczną nawałą”, obiecując obniżenie podatków oraz przywołując najgorsze przesądy klasy średniej. W rzeczywistości względną stabilizację powstałemu po wyborach układowi zapewnia wyłącznie zmiana ordynacji wyborczej we Włoszech, dokonana za panowania Berlusconiego, dzięki której koalicja Drzewa Oliwnego dostanie bonus w wysokości 70 głów w niższej izbie poselskiej za wynik o 0,2% lepszy od partii Berlusconiego. Zakończenie Jak widzieliśmy, problem świadomości jest o wiele bardziej złożony, niż próbowaliby to przedstawić dziennikarze i politycy. W bardzo ogólnym zarysie można powiedzieć, że im „mądrzejsza” jest klasa rządząca, tym „głupsi” są uciskani. Ma jednak ta zależność swą drugą twarz – im „głupsi” są rządzący, tym „mądrzejsi” są rządzeni. Albo właściwie jeszcze inaczej – im bardziej mądrzeją rządzeni, tym bardziej głupieją rządzący. Przywództwo każdej klasy jest w jakimś stopniu odbiciem jej kondycji. Widać to wyraźnie na przykładzie Busha, Merkel, Kaczyńskiego i Berlusconiego oraz innych liderów, pochodzących z elit kapitałowych. Poziom świadomości klas panujących doskonale oddają też i tacy ludzie jak Marek Ostrowski, Tomasz Lis, czy Kami Durczok. Prawdą jest, że świadomość „liderów” lewicy jest niewiele lepsza, albo i nawet jeszcze gorsza niż wymienionych indywiduów. Wynika to jednak nie ze słabości idei lewicowych oraz z wyczerpania ich potencjału, lecz właśnie z zatrucia ideologią klasy rządzącej ludzi takich jak Blair, Zapatero, czy Olejniczak. Ideologia uciskanych oraz ich świadomość dopiero są w powijakach. Od tego jesteśmy jednak my – socjaliści, marksiści – by pomóc jej ujrzeć światło dzienne i stać się inspiracją dla |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |