Lewicowość SLD Drukuj Email
Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org]   
08.07.2005.

fPo czterech wyjątkowo ciężkich latach rządów, których trzonem politycznym było SLD, trudno doprawdy idzie podnieść temat lewicowości w tej partii. Mając na względzie antyspołeczną, neoliberalną politykę jaką SLD wprowadzało w życie z entuzjazmem dorównującym Leszkowi Balcerowiczowi, bardzo ciężko dywagować na ten temat. Podejmijmy jednak to wyzwanie.

Obranie neoliberalnego kursu w gospodarce i włączenie wątków konserwatywnych do swego spektrum działania politycznego nie przyniosło spodziewanego przez liderów Sojuszu efektów. Trudno wprawdzie do końca zdefiniować wszystkie ich cele, ale jeden był jasny, ewidentny i nieskrywany – chęć wpisania się na stałe w poczet polskiego establishmentu biznesowo-politycznego, nad którym opiekę ideowo-polityczną roztoczyła Gazeta Wyborcza i potężny kościół katolicki, a finansową – BCC, Polska Rada Biznesu i inne zbrodnicze organizacje. Nie udało się. Prawicowy dyskurs do tego stopnia przybrał na intensywności, że już nawet sam Adam Michnik denuncjowany bywa jako ukryty komuch i zagorzały etatysta, co dopiero Janik czy Oleksy. Pomimo ich największych starań – nie mieli szans.

Oczywiście to nie cechy osobowości poszczególnych ludzi determinują zachowanie całej partii (choć takie przypadki się w historii zdarzały). Faktu, że SLD prowadziło taką, a nie inną politykę nie da się wytłumaczyć w kategoriach prywatnych ambicji jednego Millera z drugim. Nie są oni bowiem wyposażeni w ponadnaturalne umiejętności pozwalające spokojnie rządzić umysłami 70 tysięcy ludzi. Pamiętać należy zawsze o tym, że masowa partia socjaldemokratyczna (ani żadna inna) nie działa w próżni. Rzeczywistość społeczna ma na nią bardzo duży wpływ i to ona w ostatecznym rozrachunku jest najważniejszym czynnikiem. Obecna sytuacja SLD jest niczym innym odbiciem realnego układu sił w społeczeństwie. Odzwierciedleniem – można by rzec – kondycji klasowej kraju.

SLD nie było nigdy partią socjalistyczną z prawdziwego zdarzenia, ale nie wolno zapominać, że w latach dziewięćdziesiątych było formacją o dużo bardziej lewicowym profilu. Z czasem – z woli jej liderów – zaczęła się przekształcać. Przy czym brać trzeba pod uwagę, że na te zmiany członkowie SLD – pomimo, że się z nimi w olbrzymiej większości nie zgadzali – pozwolili. Elita uzyskała w praktyce pełne prawo decydowania o losach politycznych tej partii. Poczuła się pewna i pewnie wprowadzała swoje chore koncepcje w czyn.

Podobnie rzecz ma się w Polsce w ogóle. Trzeba być skrajnym metafizykiem, by lansować tezę, że polskie społeczeństwo aprobuje obecną sytuację i kierunek zmian od 1989 roku. Znaczyłoby to bowiem, że ludzie chcą nędzy, bezrobocia, zwolnień, niepewności, dyskryminacji, przestępczości i wszelkich patologii. Oczywiście tak nie jest. Tymczasem nie mamy w Polsce do czynienia (jeszcze!) z masowym ruchem społecznym, na sztandarach którego byłyby wypisane hasła radykalnego zerwania z obecnym kierunkiem zmian. A to pomimo tego, że bieda i wszystkie opisane powyżej zjawiska, z roku na rok, dotykają coraz więcej ludzi. Nie dzieje się tak dlatego, że Polacy są głupi czy niezdolni do wspólnej zorganizowanej akcji (typowa mieszczańska racjonalizacja). Są po prostu zmęczeni i zdemoralizowani. Oszukani w 1989 roku do dziś jeszcze nie zdążyli się pozbierać. I nic dziwnego. Szok jaki Polakom zafundował kapitalizm był prawdziwym nokautem. Skorzystał na tym establishment – poczuł się pewnie i zaczął robić swoje. Efekty tego są bardzo widoczne. W Polsce istnieje bowiem jedna – wyłącznie jedna – grupa społeczna, która na przemianach ustrojowych skorzystała – pracodawcy. Według wskaźników statystycznych jest to jedyna grupa obywateli, której sytuacja od szesnastu lat – systematycznie, z roku na rok – się poprawia. Mało tego, ludzie Ci poczuli się tak pewni, że ich rozwydrzona arogancja jest wręcz porażająca i w Europie nie ma sobie chyba równych. Nie dość bowiem, że standardy ich materialnego bytowania są coraz lepsze to rozpętują oni – przy wspomaganiu mediów - dzikie histerie o tym jakoby biedniejący masowo pracownicy i bezrobotni domagający się minimum minimum, które pozwoli im fizycznie przetrwać, przyjmowali nieodpowiedzialne, roszczeniowe postawy. Ba, od niedawna analizują tego typu postawy w kategoriach choroby – ochrzcili nas wszystkich ich 90% społeczeństwa lewicofrenikami. Klasa pracownicza była i wciąż jest w ciężkiej defensywie. Nic dziwnego, że postanowiła na tym skorzystać także grupa ciężkostrawnych biurokratów z SLD. Nic też dziwnego, że reakcja członków była mizerna.

Wiele osób – zwłaszcza na lewicy – często pozwala sobie na bardzo płytką analizę i wyciąganie dość pochopnych wniosków. W odniesieniu do SLD widać to jak na dłoni. Członkowie SLD nie są lewicowi – rzekną niektórzy - bo gdyby byli to nie doszło by do takiej degrengolady. Najbardziej jednak absurdalnym argumentem wydaje się – także podnoszony często - argument programu. Zarzuca się SLD brak lewicowego programu politycznego. Oczywiście, zgodzić się bezapelacyjnie należy, że Sojusz nie jest siłą antykapitalistyczną, ale bzdurą jest mówienie, że jego oficjalne postulaty polityczne nie zawierają żadnych lewicowych wątków. Problemem nie jest brak programu tylko zupełne od niego abstrahowanie w działaniu politycznym. Gdyby SLD zrealizowało choć połowę zapisanych w swoim programie postulatów, to teraz siedziałoby spokojnie i nie martwiło się żadnymi wyborami tylko zastanawiało nad ewentualnymi zmianami w rządzie. Zresztą program to tylko program. To nic więcej jak tylko dokument, który zawsze można zmienić. Ważni są ludzie. Świstek papieru przyklepany kiedyś przez partyjną wierchuszkę, która i tak nie zamierzała się na niego oglądać, jest sam w sobie bezwartościowy. Liczą się ludzie!

W Polsce istnieje bardzo dużo rozmaitych lewicowych grup, które mają wyjątkowo dobre programy. I co z tego? Żaden program nie odzwierciedla – w większości przypadków – radykalizmu zaangażowanych członków partii. Zmobilizowani ludzie zmienią nie tylko program, ale i przekształcą całą partię. Nie jest to żadna magia – „byt określa świadomość” jak napisał zapomniany w SLD dziadek Marks. Przełom świadomościowy jest sprawą najważniejszą, a prawica szykuje pod niego bardzo zdatny grunt. Zapowiadają się bowiem wyjątkowo niestabilne rządy, zaś partie które mają być ich politycznym zapleczem otwarcie mówią, że wolnorynkowy koszmar mają zamiar spotęgować nie oglądając się na nic. Jednak nie to jest dla SLD najważniejsze, nie o to przecież chodzi, by – tak jak dotychczas – liczyć na łaskę prawicy. Sojusz przeżywa głęboki kryzys, a nowe przywództwo w postaci duetu Olejniczak-Napieralski próbuje za wszelką cenę zdobyć odrobinę lewicowej wiarygodności. Dowodem na to może być ostatnia konwencja wyborcza SLD. W sposób typowy dla socjaldemokratów (czytaj: odrobinę nieudolnie z przewagą treści marketingowych nad politycznymi) Wojciech Olejniczak wygłaszał rozmaite tezy, które - zważywszy na dyskurs uprawiany przez Millera i Janika – były sporą niespodzianką. Bardzo dobrze. Tylko że lewicowość SLD, to nie przewodniczący partii i jego wypowiedzi. Te się zawsze mogą zmienić. Potencjał lewicowości w Sojuszu tkwi w politycznej mobilizacji jego członków. Wówczas to oni będą kształtowali wypowiedzi swoich przywódców.

Lewicowość SLD to także jego związki z OPZZ. Nie wolno zapominać, że to właśnie pracownicy są bazą społeczną dla wszelkiej lewicowej działalności politycznej. Bardzo ciepłe wypowiedzi obecnych liderów Sojuszu na temat związków zawodowych również oznaczają dość poważną zmianę. Podpisana niedawno umowa z OPZZ i ciągłe, ostentacyjnie odwoływanie się do niej nie pozostaje bez znaczenia. Pamiętajmy, że tego typu PR poważnie utrudnia wejście na wszelkie salony, co oznaczać może, że – przynajmniej na razie – Olejniczakowi na tym nie zależy. Związki zawodowe zaś mają przed sobą do odegrania bardzo poważną rolę. Następna kadencja parlamentu i w tym względzie zapowiada się interesująco. Tak OPZZ jak i Solidarność, będą bowiem po raz pierwszy razem w opozycji do rządzących co znajdzie swój wyraz w zachowaniu mas związkowych.

Te wszystkie czynniki pokazują, że powstała pewna szansa na ujawnienie faktycznej lewicowości SLD. Dowiedzmy się w końcu jakie SLD jest naprawdę. Bo na pewno nie takie jak pisze o nim Gazeta Wyborcza…


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing