Na lewo parz! Drukuj Email
Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org]   
19.12.2005.

Jeszcze nie zdążyliśmy odczuć w pełni powyborczej ulgi, jeszcze śnią nam się po nocach koszmary z czasów kampanii, jeszcze nie okrzepła prawicowa niby-koalicja, jeszcze nie dokonano wszystkich personalnych przetasowań i podziału łupów, a już przed oczami zamajaczyła nam perspektywa nowych wyborów. Tym razem zakrawa to już o przemoc psychologiczną – nie dość, że jeszcze raz musielibyśmy przeżyć propagandową nawałę zwaną kampanią przedwyborczą, ale i znieść by trzeba ponoć – tak donoszą sondaże – jeszcze większą dominację PiSu w parlamencie.

Polska rzeczywistość kształtowana przez duet Kaczyńskich jest tak dynamiczna, że nawet sprawni analitycy nie mają szans się nie pogubić. Najpierw odstrzelenie PO od rządowego korytka, potem flirt z LPR, rozpędzenie Marszu Równości w Poznaniu, tajne więzienie CIA koło Olsztyna, becikowe, reforma podatkowa, uchwalanie nowego budżetu, „prawda” o Układzie Warszawskim, Rosja, Niemcy, rurociągi i jego odnogi, kopalnia Budryk, Kodeks pracy (ograniczenia dotyczące zwolnień lekarskich i przedłużenie urlopu macierzyńskiego), czternaste urodziny radia Rydzyja, a w tle oczywiście służby, agenci i wanna ministra Wassermana. Ostatnim przebojem są przepychanki pomiędzy PiSem i LPRem, w wyniku których to powstała właśnie obawa o nowe wybory… Co ciekawego szykuje nam jeszcze prawica?

Z pewnością ciekawostek i rozmaitych okoliczności podobnego sortu jak te opisane powyżej będzie dużo więcej niż tzw. „przeciętny obywatel” by sobie życzył. Niestety, rząd już od samego początku chwieje się w swej chwiejności i w swym pędzie do pełni władzy. Kaczyńscy, niczym Benito Mussolini, chcieliby „zapanować nad wszystkimi siłami w państwie – politycznymi, społecznymi i moralnymi”. Niestety to zadanie zdaje się troszeczkę ich przerastać, choć ambicji, chęci i woli w nich naprawdę sporo.

Upajają się badaniami opinii publicznej, z których straszy 43% poparcie dla PiS i nurkują od czasów wyborów w swym entuzjazmie. Problem w tym, że nie widzą realiów, a przed oczami wyświetlają sobie jedynie projekcje swoich własnych wyobrażeń. Tymczasem euforyczny kredyt zaufania jakim wciąż na fali różnych zjawisk powyborczych (zwłaszcza wściekłości liberalnych mediów, które mszczą się na PiSie za zbrukanie świętej PO) rząd Marcinkiewicza obdarzają drobnomieszczańskie masy, wieś i cześć klasy pracowniczej, która – całkiem słusznie – obawia się liberalnych wariactw, pęknie lada moment. Sprzeczności nawarstwiają się w bardzo szybkim, wręcz nieprzewidywalnym, tempie.

Same sondaże – choćby nie wiem jak wspaniałe – nie są raczej wystarczającą podstawą do sprawnego rządzenia. Kaczyńscy mają w tej chwili przeciwko sobie praktycznie wszystkich, a to co dla nich najbardziej dotkliwe – biznes (oczywiście nie cały, ale poważną jego część). W tej chwili to już nawet Andrzej Lepper po swoim niedawnym przepoczwarzeniu łatwiej się ułoży z różnej maści Kulczykami. Nawet frakcje, które dotychczas flirtowały z PiSem – LPR i Samoobroną – zaczęły dokuczliwie kręcić nosem. Samoobrona chce usankcjonowania koalicji i stołków w radzie ministrów, zaś Liga wycofała swoje poparcie dla gabinetu Marcinkiewicza. Straszenie rozpisaniem nowych wyborów jest niczym innym jak aktem desperacji i próbą, dość brutalnego jak na kurtuazję elitki parlamentarnej, próbą przywołania do porządku pokonanych.

Tego typu blef wywołał chwilę konsternacji, ale naprawdę chwilę. Jeszcze tylko luminarze polskiego dziennikarstwa zastanawiają się w radiu TOK FM nad tym czy nowe wybory będą czy nie. Nie da się oczywiście wykluczyć nowych wyborów, ale między bajki włożyć można scenariusz: „PiS w zdenerwowaniu rozpisuje nowe wybory, wygrywa je otrzymując 43% poparcia i wszystko jest cacy”. Społeczeństwo jest bardzo spolaryzowane – jedni PiS kochają, inni nienawidzą. Wahadło nastrojów społecznych w takiej sytuacji nigdy nie zwisa spokojnie w jednej pozycji, lecz drgając uderza a to jedną, a to o drugą ścianę. Sytuacja społeczna jest bardzo napięta – nie chodzi tylko o kwestie gejów i lesbijek, ale aspekt klasowy. Wystarczy przypomnieć co wydarzyło się w kopalni „Budryk”. Wbrew pierwszemu wrażeniu – to jeden i ten sam front walki.

Z całą odpowiedzialnością stwierdzić można, że wszystko się sypie. Nadzieje na pełnię władzy i przekształcenie państwa w królestwo Kaczyńskich spełzają powoli na niczym i tylko czekać, aż z wielkim hukiem wszystko się rozpadnie. Trudno doprawdy w tej chwili przewidzieć co może stać się impulsem dla jakościowej zmiany sytuacji, ale z pewnością najskuteczniejszym czynnikiem byłby protest społeczny, a podstawy dla tegoż są i będzie ich jeszcze więcej. Dzisiaj wściekłość środowisk homoseksualnych, jutro gniew robotników. Tylko część studentów – z uporem godnym lepszej sprawy – bije, wraz z mediami głównego nurtu, w tarabany obrażona za brak koalicji z PO.

Prawicowy rząd tonie we własnym sosie szybciej niż by się można tego spodziewać. Tylko… Co z tego skoro lewica – no, poza socjalizm.org i NTP – śpi? Hop hop!!! „Zmieniając siebie, zmieniajmy Polskę” – gdzie jesteście?! Raczcie trochę tych zmian zamanifestować publicznie. Jeśli te zmiany w ogóle mają miejsce, w co trzeba wątpić. Przyjrzymy się bliżej powyborczemu SLD.

Zacząć wypada od początku, czyli od wyniku wyborów. Społeczeństwo dało do zrozumienia dwie rzeczy – po pierwsze, że nie poprze siły otwarcie deklarującej proliberalne nastawienie, po drugie, że ciągle ma nadzieję na zmiany i wierzy, że SLD się tym zajmie. Wszystkie media i autorytety chichotały szyderczo wróżąc Sojuszowi totalną klęskę i rozpad, a tu… proszę jaka niespodzianka. Głosujący na SLD liczą głęboko na to, że partia ta się trochę choćby otrząsnęła, a tu nic…

Rozczarowała mocno już reakcja na expose duetu Marcinkiewicz/Kaczyński. Nowy przewodniczący partii dał ciała jak dawniej bywało. Nie celowo, lecz z naiwnej głupotki i zapewne ze strachu. Wystąpienie Wojciecha Olejniczaka było nudne jak flaki z olejem, wstrzemięźliwe i grzeczne do bólu. To tak reaguje lewica gdy do władzy dochodzą siły skrajnej prawicy? Bajanie nad numeracją republiki, było chyba najbardziej elektryzującym momentem przemówienia. Mowa była o tym, że SLD chce „Rzeczpospolitej wspólnej” jak stoi w konstytucji, a nie trzeciej, czwartej czy piątej. No dobrze… To jeszcze było do wytrzymania. Potem pojawiły się zarzuty o to, że rząd chce za bardzo obciążyć budżet i niewiadomo skąd wziąć na to pieniążki, czyli pojechał chłopak liberalnym myśleniem.

Tymczasem chodziło o to by wyjść na trybunę i nie zostawić na konserwatywno-liberalnych śmieciach suchej nitki. Nie trzeba sięgać do liberalnej argumentacji – ta lewicowa jest dużo skuteczniejsza i na dodatek uprawniona moralnie i politycznie. Należało powiedzieć, że lewica nie będzie nigdy popierała gabinetu złożonego z fundamentalistów katolickich i maniakalnych apologetów wolnego rynku oraz fanatyków moralności rodem ze średniowiecza! Dlaczego nie padły takie słowa? Dlaczego nie było mowy o tym, że nie SLD nie poprze rządu, w którym szefem MON ma zostać człowiek CIA i MI6, a koordynatorem służb specjalnych facet, który ma problem z wanną, siejący paranoje jakoby za każdym rogiem, na przyzwoitego obywatela, czyhała bezpieka z kijem baseballowym? Dlaczego?! Gdzie krytyka braku spójnej polityki socjalnej? Czyż nie walka właśnie o nią jest naczelnym zadaniem lewicy parlamentarnej? Ech, szkoda gadać… Przedszkolak, który ma lewicowych rodziców byłby lepiej skrytykował prawicowy bełkot Marcinkiewicza i Kaczyńskiego…

A później? Lepiej nie było… Na tapetę wzięto becikowe. I co na to Grzegorz Napieralski? Oczywiście „nie”. A dlaczego? A… Oczywiście dlatego, że to pomysł populistyczny i nie ma skąd wziąć na to pieniędzy. Genialne doprawdy i lewicowe do szpiku kości zarazem!!! Słysząc to, każdy wyborca SLD wymierzył swojemu odbiornikowi telewizyjnemu co najmniej kilka ciężkich ciosów kapciem! „To ma być lewicowa krytyka?” stukali się po głowie wszyscy. Przecież to takie proste. Wyjść i powiedzieć. „Prawicowa bando oszustów! Mamicie zamęczone przez was i przez Millerki i Janiki społeczeństwo takimi tanimi sztuczkami? Becikowe? Tysiąc złotych?! Skandal! Wy oferujecie tysiąc złotych rodzinie, która ma w ciągu następnych dziesięciu lat wydać na dziecko średnio 50 tysięcy i nazywacie to ‘pomocą’?! Chyba Wam zwoje mózgowe wyprasowało!!! Jak zaproponujecie 10 tysięcy to się może zastanowimy. Na razie to jest kpina ze społeczeństwa i jego ciężkiej sytuacji materialnej. Do widzenia.” O! Tego właśnie oczekują Wasi wyborcy. Na ładne garniturki już się napatrzyliśmy, oględnego i ugrzecznionego paplania o niczym też już mamy dosyć. Nie chcemy już słuchać też o populizmie, bo prawica cały czas nas tym bombarduje. SLD zachowuje się jakby zupełnie zapomniało, że ma być lewicą, a nie tylko trochę mniej hard-core’ową prawicą, choć cały czas deklaruje, że tak nie jest.

Do banalnych prawicowych zagrywek ze strony Sojuszu zdążyliśmy się jednak już trochę przyzwyczaić i nie szokują one choć wściekają. Wywołują rozgoryczenie wśród wyborców i sympatyków, są także wyrazem zwyczajnej głupoty kierownictwa. Wygląda na to, że zmiany mają być wyłącznie pozorne. Pytanie tylko co to za strategia? Kogo oni próbują nabrać? Siebie? Ważniejsze jest jednak pytanie co zamierzają w ten sposób osiągnąć. Na co liczy elita partyjna? Na zwycięstwo w wyborach? Przy tak nędznym poziomie politycznym jaki reprezentuje? To jakieś zwykłe nieporozumienie. Wygląda na to, że liderzy SLD mają cichą nadzieję, że prawica tak da społeczeństwu w skórę, że aby zagwarantować sobie podczas następnych wyborów zwycięstwo wystarczy tylko delikatnie wspomnieć, iż Sojusz raczej nie będzie wysyłał czarnych sotni, by pacyfikowały tęczowe manifestacje i Victoria murowana.

Nic bardziej mylnego. Politykierskie złudzenia oparte są na myśleniu życzeniowym – niech wilk będzie syty i owca cała. Albo SLD opowie się po stronie krzywdzonych nie tylko ideologicznie, ale i ekonomicznie, albo będzie lokajem liberalizmu i ultra-katolickiej moralności. Nie da się stanąć po środku, tak samo jak nie da się siedzieć na bagnetach. Ten rozkrok już przerodził się w bolesny szpagat, a wkrótce – jeśli wszystko pójdzie w tym kierunku – zaowocować może zwyczajną dezintegracją tej partii. Kto bowiem poprze partię podwójną oszustkę? Najpierw zawiedli masowe poparcie rządząc cztery lata, teraz są na najlepszej drodze by sprawić swoim wyborcom zawód z ław opozycyjnych.

Jeśli SLD ma w ogóle przetrwać jako struktura musi stanowczo i wyraźnie się zdeklarować. Zagrożeniem dla niego nie są oszalałe ataki ze strony prawicy i kościoła jakie z pewnością wywołałby lewicowy zwrot w tej partii. Wręcz przeciwnie – jest to jeden z czynników, który przyczynił by się do jej umocnienia. W tej chwili Sojusz i tak zbiera ostry permanentny łomot za to że w ogóle istnieje i to od wszystkich. Gdyby wykazał odrobinę choćby lewicowej krnąbrności być może spotęgował by wściekłość przeciwników, ale z pewnością zyskał by olbrzymią bazę poparcia społecznego, którego żaden przeciwnik partii nie odbierze. Jak to możliwe, że biurokratyczne szefostwo SLD jeszcze – po tym nieudanym eksperymencie bratania się z kapitałem, prawicą, kościołem itd. – nie pojęło, że flirt z przeciwnikami wychodzi tej partii bokiem?! Wygląda na to, że ten bezmiar bezmyślności przesłonił biurokratom nawet instynkt samozachowawczy. Wszak jeśli chcesz być biurokratą przyspawanym do stołka to musisz człowieczku malutki zrobić coś co tej partii pozwoli trwać, nieprawdaż? Oczywiście nie należy powyższego traktować jako apel do kierownictwa SLD, by zaczęło się bardziej interesować swoimi stołkami czy skuteczniej rozwijać swój pęd do władzy. Skądże! Socjaliści nie liczą na niczyją łaskę tylko systematycznie pracują na swoje poparcie w środowiskach lewicowych i pracowniczych.

Pewne przetasowania w SLD nastąpiły, drobne otwarcie na lewicowe koncepcje jest również zauważalne, jednak tak długo jak wszystko to będzie miało postać ruchów pozorowanych trudno mówić o realnych przekształceniach. Co z tego, że tu i tam da się słyszeć pomruk niezadowolenia jeśli w sprawach fundamentalnych Sojusz albo milczy, albo delikatnie popiskuje nieudolnie symulując sprzeciw przed wyborcami i demonstrując przed biznesem i konserwą swój zupełny brak godności. Cóż bowiem takie popiskiwanie oznacza? Z jednej strony jest oczywiście próbą oszustwa własnych członków i sympatyków. Ale z drugiej jest to lizusostwo najgorszego sortu. „Patrzcie” – mówi w ten sposób SLD salonowym rekinom – „oszukam ich jak Wy, popajacuję trochę przed tymi naiwniakami. Oni pomyślą, że ja tak na serio – jesteśmy z Wami tylko teraz trochę mniej ostentacyjnie”. A biznes zerka, śmieje się cynicznie i opluwa – jak czynił to od początku transformacji. Tymczasem na Rozbrat wmawiają sobie, że to pada deszcz…

Do tego wszystkiego dochodzi bulwersujący i żałosny jednocześnie fakt, że SLD ma swój udział w przywołanych na początku wydarzeniach, które wstrząsały w powyborczej, przejściowej RP. Przypomnijmy, rozpędzenie poznańskiej Marszu Równości odbyło się przy udziale wojewody wielkopolskiego mianowanego właśnie przez Sojusz. Nie było żadnej konferencji prasowej, żadnego ostentacyjnego odwołania, sądu partyjnego… Nic. Jeszcze ten skandal nie zdążył się rozejść po kościach jak tylko wyszło na jaw, że SLDowskie władze zainstalowały w Polsce tajne więzienie, do których CIA swobodnie woziła dowolnie wybranych przez siebie ludzi, by można ich tu było spokojnie przytapiać, podpalać, razić prądem, bić, katować, łamać szczęki, wydłubywać oczy, obcinać palce lub wyrywać paznokcie… Tego typu technik szkoleni w USA etatowi pracownicy tej instytucji znają zapewne dużo więcej. A SLD oczywiście milczy podczas gdy powinno z największą determinacją i stanowczością żądać wyjaśnień. Tak samo jak w przypadku „Budryka” i wielu innych patologii. I tak w koło Macieju… Najlepiej podsumował to wszystko chyba Aleksander Kwaśniewski, który będzie świadkiem w procesie beatyfikacyjnym Karola Wojtyły. Nolens volens dał wyraz temu jaka w jakim kierunku zmierzały ostatnie cztery lata rządów SLD i jaka jest polityczna kondycja tego ugrupowania obecnie.l

Niemniej, wszystko to nie oznacza, że nie należy obserwować zmian w SLD. Wręcz przeciwnie, lewica powinna je obserwować i to z dużą dokładnością, by do czasu gdy kierownictwo zrejteruje ostatecznie z pola walki – przekonać jak największą ilość ludzi do idei demokratycznego socjalizmu.


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing