|
Mimo rzekomo dobrej koniunktury gospodarczej 26% polskich dzieci głoduje. |
| Impotencja lepperiady |
|
|
| 18.06.2002. | |
|
Od czasu, gdy mój dostęp do sieci został poważnie ograniczony zacząłem przywiązywać coraz większą wagę do wydarzeń w skali krajowej i regionalnej. Zacząłem z większą precyzją zaczytywać się w dostępnej prasie, intensywniej zacząłem snuć refleksje na temat tego co dzieje się w promieniu kilkuset kilometrów, a nie na innym kontynencie. Czytając gazety i oglądając telewizję, posiłkując się przy tym publicystycznymi audycjami radiowymi łatwo dojść do wniosku, że podstawowym problemem Polski jest Andrzej Lepper. RoboCop kontra dialektyka sejmowa Andrzej Lepper to postać zaiste dialektyczna. Łączy w sobie bowiem elementy nędznego komizmu i realnej (chciałby się powiedzieć poważnej) siły politycznej. To jednak jeszcze nic. Najważniejsze jest to, iż sprzeczność ta przynosi wymierne rezultaty. Ot Lepper - chodząca sprzeczność, poprzez jej kolejną ekspiację doprowadził do tego, że Leszek Miller i podwładni mu ministrowie zaczęli wykazywać zainteresowanie stanem polskiego rolnictwa. Mało tego, doprowadzili w ferworze swej nadgorliwości do szeregu dyskusji i debat na ten temat. Nie łudzę się bynajmniej, że coś z tych pogadanek rządowych ma szansę wyniknąć, to zupełnie inna sprawa. Niemniej Andrzej Lepper po raz kolejny udowodnił, że jest w stanie wpłynąć na rząd. I to jak łatwo mu poszło! Wybrał się na stację postojową i zepsuł dwa czy trzy wagony taboru, w którym do Polski zboże przywoził poseł Komorowski z PSL. Scena była to niesamowita. Najpierw oglądałem przewodniczącego Leppera maszerującego w asyście swoich posłów po zielonej łączce, a potem widziałem jak pan Andrzej kopie w metalową dźwignię, ewidentnie element jakiejś większej całości. Dźwignia rąbnęła i trysnęło zboże. Kamerzysta zrobił oddalenie i ujrzałem wagon kolejowy, z którego obficie sypią się ziarna. Zaraz potem w miejscu zajścia zjawili się Ci, których, użyję eufemizmu, darzę szczególną odrazą - policja. Horda wściekłych RoboCopów zaraz jęła szarpać Leppera i osiągać coraz większe podniecenie. Przewodniczącego wyprowadzono z terenu stacji postojowej i byłoby w zasadzie po wszystkim gdyby nie fakt, że to co się stało, stało się za sprawą Leppera. Gdyby poszedł tam jakiś Jaś Kowalski i zabawił się podobnie, to na pewno nie przysłano by tam szturmowego oddziału niedorozwiniętych psychopatów ubranych na czarno, ale najwyżej dwóch bezradnych policjantów ubranych na niebiesko, którzy przypominaliby - tak sobie wyobrażam - raczej niedopitych zajezdniarzy niż stróżów prawa, ale to już kwestia mojej wyobraźni... Zostawmy to. W każdym razie na pewno nie pytlowano by o tym w kółko, w każdym serwisie informacyjnym. Lepper wysypał zboże i w kraju zawrzało. Miller przez zęby cedził ostre słowa, a jego Janik wzdychając bełkotał coś o egzekucji prawa. Cóż, muszę przyznać, że dzięki Lepperowi zyskałem nieco prawniczej wiedzy. Jak dotąd nie znałem numeru paragrafu za zniszczenie czyjejś własności, teraz trąbili o tym w każdej możliwej audycji. Jak dotąd moja przygoda z Kodeksem karnym kończy się na paragrafie 193. Tenże mówi o tym, iż za siedzenie na schodach jakiejś klatki schodowej i wprowadzanie komorników w zakłopotanie można dostać ileś tam... Już nie pamiętam. Wróćmy jednak do Leppera. To jest jednak facet fenomenalny. Co by nie zrobił, zaraz komentują to politycy i media. Wyglądać to zaczyna na prawdę komicznie. Niezorientowany mógłby odnieść wrażenie, że Polska nie ma w zasadzie żadnych poważnych problemów, a nawet jeśli cos idzie nie tak to jest to wyłączną zasługą Andrzeja Leppera. Jola, Tomek i sedno problemu Sprawa wygląda oczywiście zgoła odmiennie i stąd we mnie ta nagła chęć skomentowania całej lepperiady. Skoro Jola Pieńkowska i Tomaszek Lis zdolni są jedynie do wymemłania kilku słów o tym jaki to Lepper jest groźny to czas dać im odpór. Lepper nie jest problemem dla Polski. Nie jest w ogóle problemem w kategoriach w jakiej próbuje się to rozpatrywać. Są jednak ludzie, którzy chcą żeby Lepper był problemem medialno-marketingowym i za ich sprawą co raz przetacza się przez Polskę fala histerii. Ci ludzie to oczywiście nie jacyś tajemniczy spiskowcy. To polski establishment. Tenże dzieli się na dwie grupy pod względem odniesienia do Leppera. Jedna to naiwniacy, odstawiający publicznie dziecinadę - oni wierzą, że Lepper jest realnym, rzeczywistym i prawdziwym zagrożeniem. Druga grupa to wyrachowani pajace, którzy doskonale zdają sprawę sobie z tego, że Lepper żadnego zagrożenia nie stanowi, ale ponieważ taka opcja byłaby im na rękę podejmują oni ten wątek i eksploatują do granic możliwości. Nie jest to dla mnie żadnym zaskoczeniem, można się było tego spodziewać. W końcu każdy pretekst jest dobry, by odejść od tematów społecznych i dać sobie chwilę wytchnienia. Dziennikarze - dostrzegłszy w tym marketingowy kąsek - zaczynają pytać każdego o opinie na temat Leppera i zapominają wnet o bezrobociu i nędzy trawiącej ten kraik. Tym samym pozwalają o problemach społecznych zapomnieć politykom. To wszystko implikuje lepperowe zabagnienie w mediach, które każą ludziom myśleć, że w kraju coś się stało, podczas gdy cała sprawa sprowadza się do wysypania zawartości wagonu na tory. Tym sposobem nakręcana jest kolejna spirala histerii. Najbardziej zabawni są zawsze chłopcy z Platformy Obywatelskiej. Tryskają obrzydzeniem, a na twarzy zawsze obecny jest spazm wymiotnego odruchu. Z bełkotu PO'wców nie da się w zasadzie zrozumieć o co chodzi. Lepper "jest nief@yny" jakby zapewne napisali Młodzi Demokraci. Tyle tylko treści wylewa się spomiędzy warg Płażyńskich, Tusków i Olechowskich. Mało panowie. Warto byłoby pokusić się o pewne wytłumaczenie. Dlaczego Lepper jest taki "Be" nasze trio i zastępy posłów tym trzem konsulom posłusznym, nie mówią. Rządowi i SLDowcom Lepper także się nie podoba, choć wyrażają się o nim samym z nieco mniejszą pogardą, acz z większą zajadłością. Leszek M. syczał niczym eskulapa informując na konferencji prasowej o tym, że nie będzie pozwalał na blokowanie dróg w Polsce, a w Newsweeku Janik zagroził, że "w ruch pójdą pałki, a kto wie czy nie coś więcej". PSL robi w majteczki, a Kalinowski się czerwieni nie bardzo wiedząc jak wytłumaczyć zaistniałą komplikację. Jęczy coś pod nosem, widzi, że Samoobrona podbiera mu elektorat, ale niewiele może zrobić z jednego prostego powodu - jest ministrem w rządzie Milera. Smęci i poucza nasz minister rolnictwa, prawi kazania niczym biskup w cywilu, ale niewiele z tego wynika i nie wiele z tego wyniknie. Reszta partii, Leppera ma ogólnie rzecz biorąc w głębokim poważaniu. A nawet jeśli PiS i LPR się tym przejmują to na pewno nie do tego stopnia, by histerię przeciwko Samoobronie notorycznie podsycać. Pytani przez dziennikarzy reprezentanci tychże jednak skłonni są również przypisać Andrzejowi Lepperowi "niesienie zagrożenia". Podobnie jak PO zarówno SLD z rządem nie potrafi wskazać dlaczego Samooobrona i jej przewodniczący są tacy straszni. Nie dziwię się panom politykom. W końcu tak absurdalnej tezy nie da się poprzeć żadnym rozsądnym argumentem. Ja za to pozwolę sobie wspiąć się o jeden poziom (i klasę) rozumowania wyżej od Olechowskiego i Millera, i wykażę, że Andrzej L. to pryszcz. Mogę to wyjaśnić! Ale o tym za chwilę. "Wprost"actwo i Adolf Lepper Za wstęp do moich merytorycznych rozważań posłuży mi skrajny imbecylizm jakiego dopuścił się tygodnik "Wprost". Nie czytałem tego czegoś co mieni się publikacją prasową i nie zamierzam inwestować w to pieniędzy. Szczerze mówiąc wolę już kupić "Nasz Dziennik" - można się przynajmniej pośmiać. "Wprost" jest natomiast rozpaczliwie żałosny. Jakiś czas temu miasto stołeczne (i inne miasta zapewne także) pokryły plakaty reklamujące ów tygodnik. Plakat stanowił okładka najnowszego numeru. Na jednej z nich ujrzałem twarzyczkę przewodniczącego Leppera ucharakteryzowaną na znanego tu i ówdzie Adolfa H. - führera III Rzeszy. Ubrali nawet Leppera w mundurek, a wszystko pływało w brunatnym kolorze. Do tego czerwonym gotykiem, wypisano pod spodem "Heil Lepper". Celowo nazwałem to imbecylizmem. Imbecylizm jest bowiem ostatnim stadium głupoty - pierwsze dwa to idiotyzm i debilizm. Podobna manipulacja, sugerować by zapewne miała, że Andrzej Lepper jest po prostu polską odmianą Adolfa. Powstrzymam się od dalszych zabarwień emocjonalnych i powiem najbardziej bezpłciowo i naukowo jak tylko potrafię. Szanowne gremium redaktorskie tygodnika "Wprost" - taka analogia jest nieuprawniona. Tym, że "Wprost" lub jakaś inna prawicowa propagandówka sadzi wielką głupotę w ogóle bym się nie przejął, a już na pewno nie byłby to dla mnie materiał na artykuł, gdyby nie pewien subtelny element, który jest ze zjawiskiem przewodniczącego Samoobrony związany. Jasne jest dla każdego myślącego Homo Sapiens, że konserwatyści, liberałowie i prawica w ogóle, wychodząc z błędnych założeń zawsze będzie dochodziła do nonsensownych wniosków. Jednak zaskakujące jest, że symptomy podobnego rozumowania przejęła nawet cześć działaczy lewicowych. Jest to podwójnie przykre. Z jednej strony dowodzi tego, że zaplecze teoretyczne ich lewicowości jest wątpliwe, a z drugiej każe obawiać się o to co tacy "lewicowcy" wymyślą w przyszłości - gdy pojawi się jakieś prawdziwe, a nie urojone, zagrożenie. Fikcyjny faszyzm Było to już jakiś czas temu, z początkami lepperiady. Wówczas któryś z emigracyjnych herosów Polskiej Partii Socjalistycznej wysmażył obszerny felieton do "Rzeczpospolitej", w którym udowadniał, że Samoobrona to formacja... faszystowska. Argumenty, którymi operował ów emigracyjny heros niezależnej polskiej lewicy były na prawdę żenujące, a podobnego tekstu nie powstydziłby się nawet "Wprost". Oczywistym jest, że Samoobrona jest przez lewicę krytykowana, ale powinna być krytykowana za to co robi źle i co jest w niej samej złe, a nie za to co akurat przypadkiem jej wyszło. To samo tyczy się jej lidera. Poza tym okazuje się, że autor wspomnianego felietonu nie ma zielonego pojęcia co to znaczy "faszyzm". Nie mam tego tekstu przed oczami i pamiętam go jak przez mgłę, ale jeden poważny szczegół-mankament utkwił w mojej pamięci do dziś. Otóż podstawowym zarzutem wobec Samoobrony było prowadzenie polityki na ulicach, zamiast posłusznego zamknięcia jej pod kopułą przy Wiejskiej 19 w Warszawie. Zarzut ten - jeśli w ogóle można nazwać to zarzutem - jest absurdalny i groteskowy. Przecież "ulica", o której tak pogardliwie wypowiada się pepeesowiec zawsze była, jest i będzie domeną właśnie lewicy! Strajki, blokady, wszelkie akcje oporu: i bezpośredniego, i biernego, manifestacje, demonstracje i w ogóle wszelkie przejawy zorganizowanego, masowego protestu lewica popiera, a nie im przeciwdziała! To są właśnie stricte lewicowe instrumenty prowadzenie polityki. Nie rozumiem w jaki sposób można było wyprowadzić tak nędzny argument. Międzynarodowy ruch robotniczy to przecież nie delegacja uczesanych panów w garniturach, którzy wożą się z konferencji na konferencję, albo od sejmu do sejmu. Międzynarodowy ruch robotniczy, którego polityczną ekspozyturą są lewicowe organizacje to właśnie "ulica". "Ulica" zawsze powinna być priorytetem socjalistycznych działaczy, tymczasem jest przez nich pogardzana i lekceważona. Zamiast mieć pretensje do siebie o to, że PPS (lub lewica w ogóle) nie kieruje ruchem protestu w Polsce, autor krytycznej rozprawy o Samoobronie ma pretensje do Leppera, że on wyręcza socjalistów. Organizacja rolniczych blokad drogowych i uczestnictwo w związkowych akcjach protestacyjnych w "Rzeczpospolitej" dyskredytowane jest jako... faszyzm. Jak ująć się za biednymi, oszukanymi, wyzyskanymi jeśli nie w ten właśnie sposób? Ględząc w sejmie? Mało to efektywna metoda. Zresztą nawet jeśli ktoś tak uważa, to nie wolno mylić pojęć i to tak poważnie! Czego nie zrozumieli? Przewodniczenie społecznym protestom nie wyczerpuje definicji faszyzmu - w zasadzie nie ma z nią nic wspólnego. Porównanie Hitler - Lepper jest tym bardziej nieuprawnione. Faszyzm, to po pierwsze skrajny antydemokratyzm. Po drugie paramilitaryzm i metody bliskie terroryzmowi. Faszyzm, to rasistowskie bojówki demolujące związkowe siedziby, faszyzm to hordy ksenofobicznych psychopatów atakujące robotnicze manifestacje, faszyzm to dyktatura za pieniądze bogatych i w ich interesie. Gdyby przyjąć definicję faszyzmu wyłożoną w pepeesowym felietonie i uczynić pewną historyczną retrospektywę, to w rezultacie okazać by się musiało, że najwięksi faszyści Republiki Weimarskiej to Rosa Luxemburg i Karl Libknecht. W końcu byli zawsze "na ulicy" i "z ulicą". Mało tego - oni zorganizowali niemiecką "ulicę"! Szczerze mówiąc nie mam ani ochoty, ani siły tłumaczyć dalej tego absurdu. Można uznawać prymat parlamentaryzmu nad "ulicą" (choć mi od tego jak najdalej), ale nie można posuwać się do tak oczywistych manipulacji. Andrzej Lepper nie jest faszystą. Nie chcę występować jako adwokat przewodniczącego Samoobrony. Bynajmniej! Jestem wobec niego równie krytyczny jak wobec Tuska lub Maciarewicza. Uważam jednak, że trzeba być uczciwym wobec potencjalnych odbiorców i nie wprowadzać ich w błąd. Tym bardziej pracownikom popierającym Leppera nie można wmawiać, że ujmują się za faszystą! Łatwo ich do jakiekolwiek akcji zniechęcić. Dojdą do wniosku, że jedynym elementem politycznym, który skłonny jest poprowadzić ich do walki o cokolwiek jest faszysta, no a z takim przecież się zadawali nie będą. Lewica vs. Lepper Andrzej Lepper nie jest faszystą. Nie oznacza to jednak, że ma on być przez lewicę wielbiony. Wręcz przeciwnie. Po pierwsze program. Andrzej Lepper i Samoobrona nie mają programu. Nie mają programu ponieważ brakuje im instrumentów do analizy obecnej sytuacji na bazie której można dopiero konstruować postulaty programowe. Lewica wyposażona jest w ogólnie pojęty marksizm. Od klasowej struktury społecznej począwszy na metodzie dialektycznej kończąc, lewicowa myśl polityczna dysponuje całym zbiorem takich instrumentów. Dzięki nim właśnie można najpierw przeprowadzić prawidłową analizę, wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji i zaproponować adekwatne rozwiązania. Panaceum na żaden problem nie jest protekcjonizm, a ku takim tendencjom skłania się właśnie Lepper. Protekcjonizm nigdy nie stanowił i do dziś nie stanowi postulatu lewicy! Owszem pewne protekcjonistyczne rozwiązania mogą służyć za przejściowy postulat, ale nie nigdy nie są esencją programową. Zresztą protekcjonizm sam w sobie nie jest żadnym lekarstwem na kapitalizm. Z kolei przełamanie mechanizmów wolnorynkowych spowoduje, że tego typu tendencja straci jakąkolwiek rację bytu. To jednak nie wszystko. W końcu moim zarzutem do Samoobrony nie jest to, że Lepper nie jest marksistą. Brak programu i perspektyw oraz wyraźne ukłony w stronę protekcjonizmu są dowodem faktycznej impotencji Samoobrony. Lepper dostał się do sejmu na barkach tych najbardziej upośledzonych przez kapitalizm, którzy jednak nie są wciąż nie potrafią zidentyfikować przyczyny swojej sytuacji ekonomicznej. Ponieważ Samoobrona i Lepper nie są w stanie tego dylematu rozwikłać, a jest on kluczowy to sukces wyborczy i medialny Leppera wkrótce szczeznie. Póki co działają jeszcze typowo populistyczne metody. Tani nacjonalizm i subtelna, acz prostacka jednocześnie ksenofobia. Przypomnijmy, że dawniej Andrzej Lepper gościł w szeregach swej partii przeróżnej maści antysemitów i rasistów. Teraz chłopcem do bicia dla przewodniczącego Samoobrony jest RFN i Francja. Przyznam, ze zakrawa to na schizofrenię. Z jednej strony chwali on Niemcy za "kapitalizm, który nie jest dziki", z długiej strony krytykuje za "próby wykupienia polskiej ziemi". I tu znów kłania się marksizm, za pomocą którego jedynie można wytłumaczyć i zrozumieć teorię imperialnej polityki. Sprzeczności tego typu w wypowiedziach i czynach Leppera będzie coraz więcej i nie będzie on w stanie ich przezwyciężyć. Zawiedzie tym sposobem chłopski ruch społeczny, którego czuje się liderem (nie bez racji). Lepper próbuje uciec od odpowiedzi na tego typu dylematy nie tylko przed opinią publiczną, ale nawet przed samym sobą. Wystarczy poczytać jego książki - litania oskarżeń i zero propozycji zmian. Ponieważ na bazie "nauk społecznych Jana Pawła II" najtęższy mózg nie jest w stanie skonstruować sensownego programu politycznego, nie daje sobie rady również i Andrzej Lepper. Najgorsze jednak jest to, że zmuszony lawirować pomiędzy swoimi oskarżeniami utwierdza on w, i tak skrajnie zaściankowej, polskiej wsi debilny pogląd o złym Niemcu pragnącym polskiej ziemi jak niczego innego. Do tego dochodzą jeszcze takie brednie jak powoływanie się na abstrakcyjne zjawisko "nauki społecznej Kościoła", co utwierdza w polskich rolnikach przekonanie o słuszności wiernopoddańczego stosunku do kleru. W końcu nawet najbardziej charyzmatyczny i wojowniczy lider Polskich chłopów powołuje się na papieża. Tym sposobem Lepper prowadzi rolników na barykady podtrzymując w nich tak fatalne zacofanie świadomościowe. Gdy w ostatecznym rozrachunku okaże się w końcu, że Samoobrona nie jest w stanie zaproponować niczego polskiej wsi i gdy ta ostatecznie się od niej odwróci skończy się ta cała bajka. Tyle, że jej finałem będzie jeszcze większa demoralizacja w środowisku wiejskim. I o to właśnie ma do Leppera pretensje i dla tego właśnie uważam, że prawdziwa lewica nie może udzielać poparcia Andrzejowi Lepperowi! Nigdy w czambuł Nie oznacza to oczywiście, że Lepperowi nie zdarza się wysunąć od czasu do czasu jakiegoś sensownego postulatu. Wręcz przeciwnie! Przed "Klewkami" zdarzało się takowych bardzo wiele. Samoobrona z jej liderem na czele wyraża bowiem szczerą społeczną troskę jednak z powodu braku 'pomysłu na pomysł' nie jest w stanie wygenerować żadnej sensownej propozycji zmian. W moim odczuciu lewica - i ta socjaldemokratyczna i ta marksistowska - powinna wesprzeć Andrzeja Leppera gdy ów przedstawia słuszne żądania. Wsparcie to nie może jednak być wolne od krytyki ogólnych założeń i sloganów (bo, jak pisałem, programu Samoobrona de facto nie ma) zarówno Leppera jak i jego partii. Z tą krytyką w parze iść muszą nasze propozycje i nasza alternatywa - socjalistyczna! |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |