Wykorzystać kryzys polskiej prawicy Drukuj Email
Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org]   
17.04.2007.
 
Moralna rewolucja gnije od środka. Cywilizacja śmierci raz jeszcze odniosła zwycięstwo nad cywilizacją życia. Szatan w najlepsze grasuje w polskim parlamencie i zdobywa tam kolejne dusze!
Takich oto odkryć dokonały w ostatnich dniach prawicowe polskie media. Tłumacząc to na język zdrowego rozsądku: polski sejm odrzucił poprawki do konstytucji, których oficjalnym celem było zagwarantowanie człowiekowi prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, innymi słowy - otwarcie drogi do całkowitego zakazu aborcji w Polsce. Na nic poszły wszystkie socjotechniczne zabiegi i kreowanie problemu zastępczego, do czego PiS jak zawsze zabrał się ze znawstwem i determinacją. Przez pewien czas nawet o walce z reliktami "komunizmu" było ciszej. Wszystko, na szczęście dla polskich kobiet, na darmo.

Nie jest to zapewne koniec bojów zdrowego rozsądku z prawicowym ekstremizmem. Jednak ten przypadek zasługuje na uwagę dlatego, że po raz pierwszy na pisowskim monolicie pojawiły się jakieś rysy. Wodzowie moralnej rewolucji nie byli jednomyślni. I nawet wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego, poparte następnie groźbami wobec niepokornych nie zdołało wyegzekwować partyjnej dyscypliny. W rezultacie PiS z hałasem opuścił marszałek Sejmu - Marek Jurek, a w ślad za nim poszła kolejna czwórka radykałów, dla których tzw. kwestia ochrony życia od poczęcia była najważniejszym problemem tej kadencji. Zarejestrowali już własną partię, niedługo ma też powstać klub poselski, do którego poszukują - podobno ze względnym sukcesem - dodatkowych chętnych.

Polska zyska zatem kolejną prawicową, katolicką partię o dumnej nazwie Prawica RP. Fakt, iż byłoby to kolejne ugrupowanie w Polsce o takim właśnie profilu, bynajmniej nie zniechęca niedawnego posłusznego wykonawcy poleceń Kaczyńskich, obecnie debiutującego w roli politycznego przywódcy. Zdaniem Jurka jego partia będzie jedyną, która spełnia cztery wyznaczniki "prawdziwej prawicowości": katolickość, narodowość, konserwatywny światopogląd i opowiadanie się za wolnością jednostki. Jak widać, nowy klub ma zamiar wpisać się w panujące w polskiej, szczególnie ultraprawicowej polityce standardy - wysługiwanie się Kościołowi katolickiemu, narodową megalomanię i hipokryzję. Jurek zmieszał też z błotem swoją dawną partię, zarzucając jej brak wewnętrznej demokracji. Pomijając fakt, że nie był to wniosek specjalnie odkrywczy, brzmi w ustach akurat marszałka Sejmu nieco dziwnie. W końcu tylko dzięki braku tejże został wyeksportowany przez Jarosława Kaczyńskiego na stanowisko marszałka Sejmu, a w przeciągu pełnienia swojej funkcji nie zgłaszał żadnych obiekcji co do swojego pełnego podporządkowania premierowi. Jurek dramatycznie woła też o "łamaniu sumień" i nakłanianiu posłów, by głosowali przeciwko "ochronie życia". Za chwilę dodaje jednak, że jego przyszły klub z chęcią zasiądzie w rządowej koalicji, gdyż program PiS jest jego zdaniem zupełnie dobry. W ustach człowieka kreującego się na pierwszego moralistę IV RP brzmi to jeszcze bardziej dwuznacznie. Jeżeli program jest dobry, to czy warto było rozpętać taką medialną awanturę? Czyżby ktoś tu uznał, że stanowisko marszałka Sejmu to za mało?

Dla nas - lewicy - rozłam ten ma jednak jeszcze jedno, istotne znaczenie. Do tej pory siłą polskiej prawicy katolicko-nacjonalistycznej była względna jedność, zwłaszcza po wejściu LPR do koalicji rządowej. Większość parlamentarna w zestawieniu ze zdyscyplinowanym, zawsze wiedzącym kogo poprzeć, fanatycznym elektoratem i niemałymi zdolnościami manipulatorskimi stanowiła poważną siłę, pozwalającą - przy faktycznym braku opozycji - na istotne przeobrażenia w wielu sferach krajowej polityki. Zwłaszcza, że elektorat PiS zadziwiająco twardo stoi murem przy swoich wybrańcach. W czasie debaty o poprawkach w konstytucji okazało się, że ta jedność prawicy nie musi trwać wiecznie. Już całe zamieszanie przy powstaniu różnych wersji owych poprawek wykazało, że partykularne interesy partyjne odgrywają w tym otoczeniu co najmniej tak wielką rolę, jak osławione chrześcijańskie wartości. Dla LPR walka z postępującą marginalizacją tego ugrupowania okazała się ważniejsza niż względy moralne, na które partia się przy każdej okazji powołuje. Teraz w nurt podziałów wpisuje się posunięcie Jurka, jeszcze bardziej partykularne niż działania LPR. O ile bowiem nadal można wskazać pewne różnice miedzy LPR a PiS, o tyle w wypadku Prawicy RP nawet sami jej twórcy przyznają, że niewiele różni się ona od stronnictwa Kaczyńskich. Dodajmy do tego jeszcze fakt istnienia Ruchu Ludowo-Narodowego i otrzymamy obraz prawicy, która zapomniała chyba o zasadzie, że rozłamy, zwłaszcza na tle personalnym, nie służą skuteczności działania i powróciła do swej dawnej tradycji podziałów na zwalczające się grupki.

Zresztą nie cała prawica. Jarosław Kaczyński, po raz kolejny uzasadniając swoje stanowisko względami religijnymi, deklaruje chęć przebaczenia secesjonistom. Lepsze wszak to, niż wisząca w powietrzu organizacja przedterminowych wyborów, które - wbrew butnym zapewnieniom PiS – mogłyby wcale nie być dla tej partii korzystne. Wiemy już jednak, że Jurek odrzucił propozycję powrotu, chce za to współpracować z PiS-em jako "naturalnym partnerem". Czy taka współpraca nie będzie łamać mu sumienia? Widać nie. Moralność prawdziwego Polaka-katolika także chadza krętymi ścieżkami.

A zatem prawica zatrzymała się na szlaku moralnej rewolucji. Wprawdzie dokonane już w jej obozie podziały nie oznaczają natychmiastowej zapaści wszystkich reformatorskich zapędów PiS, niemniej mogą okazać się początkiem bynajmniej nie pozytywnego procesu podziału na kanapowe grupki, z których każda deklaruje się jako posiadacz jedynej słusznej prawdy.

Zadaniem lewicy jest ten proces odpowiednio wykorzystać. Nie jest prawdą, że Polacy to społeczeństwo wyłącznie prawicowe, obojętne na kwestie sprawiedliwości społecznej. Zwróćmy uwagę, że główne i najatrakcyjniejsze dla wyborców slogany Kaczyńskich z kampanii wyborczej, dotyczyły przede wszystkim polityki prospołecznej i bynajmniej nie licowały z podstawowymi założeniami konserwatyzmu, ściśle hierarchizującego społeczeństwo. Teraz, gdy obecna działalność PiS zatraca się w debatach nad wydarzeniami sprzed wielu lat i w obsesji rozliczania, kogo popadnie, dla lewicy otwiera się wielka szansa pokazania, że można zrealizować w Polsce politykę prawdziwego solidarnego państwa bez całej lustracyjno-klerykalnej otoczki. Coraz bardziej bezczelne wypowiedzi czołowych działaczy PiS i nasilające się spory personalne w łonie prawicowych formacji tworzą coraz lepszy grunt pod działalność przyszłej polskiej lewicy. Przyszłej, gdyż trudno wyobrazić sobie polską lewicę w obecnym kształcie sprzeciwiającą się działalności katolickich nacjonalistów. Jeżeli jednak tym ludziom naprawdę zależy na prawach polskich pracowników, na stworzeniu w Polsce prawdziwie sprawiedliwego państwa, należy odpowiadać swoimi postulatami na te wysuwane przez przeciwnika. Skalę absurdalnych pomysłów PiS i koalicjantów mieliśmy już okazję wielokrotnie poznać. Czas wykorzystać powoli polepszający się klimat i na te absurdy odpowiedzieć spójną wizją Polski socjalnej.

Zależy nam na zbudowaniu w Polsce prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego, w którym nie ma ludzi wykluczonych, a praca jest cenioną i sprawiedliwie wynagradzaną wartością. Domagamy się, by wzrost gospodarczy szedł w parze z rozwojem społecznym, a profity z postępu ekonomicznego kraju trafiały przede wszystkim do pracowników, którzy swoim zaangażowaniem przyczynili się do niego. Chcemy kraju, którego obywatele mogą sami decydować o sobie, nie będąc ogłupianymi przez kościelną i neoliberalną propagandę. Protestujemy przeciwko marnowaniu państwowych pieniędzy na udział w wojnach o ropę naftową i wysługiwaniu się amerykańskiemu “sojusznikowi”. Chcemy prawdziwej solidarności, chcemy Polski bez wyzysku. I o to będziemy walczyć.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing