Przyszła kolej na kolej Drukuj Email
04.01.2007.

Po protestach w służbie zdrowia, na kopalniach i poczcie, teraz o należne im prawa walczą kolejarze. 19 grudnia ubiegłego roku przed Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej w Warszawie manifestowało 5.000 związkowców. W obronie uprawnień emerytalnych i o poprawę warunków pracy.

Medialna hipokryzja i generalna paranoja

19 grudnia, dzień niby normalny, ale czuć w powietrzu, iż coś się wydarzy. Idąc w kierunku manifestacji kolejarzy na ul. Bracką mijam ul. Parkingową. A na niej widzę ponad 10 radiowozów policyjnych, w rządku, jeden za drugim. Oprócz tego zaparkowana stoi też jakaś ciężarówka o bliżej nieokreślonym przeznaczeniu. Siedzących w radiowozie i wyraźnie znudzonych policjantów pytam gdzie są teraz manifestanci. W odpowiedzi słyszę: „poszli pod ministerstwo, ale niech tam Pan lepiej nie idzie, bo już podobno jest gorąco”.

Dla zziębniętych i niepotrzebnie ściągniętych do stolicy policjantów wszystko wydaje się potwierdzać scenariusz znany z mediów. Kolejna banda rozwydrzonych związkowców przyjechała blokować ruch,  przeszkadzać spokojnym ludziom oraz – oczywiście – demolować miasto. Gdyby jednak owi policjanci przeszli się parę ulic dalej, ujrzeliby zupełnie inny niż podawany im przez krótkofalówki, obraz rzeczywistości. Ujrzeliby bowiem pokojową manifestację kolejarzy, domagających się należnych im praw.

Kilka tygodni temu, po tragedii w kopalni „Halemba”, wszystkie media trąbiły o tym jak wielkich poświęceń dokonują górnicy, by wydobywać „czarne złoto”. Jednomyślnie podkreślano trud ludzi pracy i wagę poświęceń, jakich zmuszeni są dokonywać. A wszystko to przy akompaniamencie miażdżącej wszelkie niezależne myślenie żałoby narodowej.

Żałoba się skończyła, o górnikach wszyscy zapomnieli, a w telewizorach i radioodbiornikach znowu popłynęła antyzwiązkowa i antypracownicza propaganda. Po co ci kolejarze przyjeżdżają do Warszawy, dlaczego nie okazują oni zrozumienia dla zmieniających się potrzeb rynku itd. itp.

Pod kołami rynku

Kolejarze już dosyć wykazywali zrozumienia dla zmieniających się potrzeb rynku. W całym okresie transformacji rynek zweryfikował liczbę pracujących na kolei z 400.000 do 120.000. Niemal co miesiąc likwidowane są kolejne połączenia. Doszło do sytuacji, w której przestał funkcjonować nawet jednolity system sprzedaży biletów. To jednak jeszcze za mało dla „niezależnych ekspertów”, którzy przygotowują plany kolejnych zwolnień. Ograniczono ulgi dla inwalidów i studentów, a teraz zabiera się nawet ulgi dla rodzin kolejarskich.

Stawia się coraz większe wymagania zdrowotne wobec pracowników, a z drugiej strony karze się im pracować w warunkach niszczących ich zdrowie. Jeden ze związkowców opowiadał mi o swoim koledze, który po 25 latach pracy na kolei dowiedział się, że przy 4-procentowym ubytku słuchu nie może dalej pełnić wykonywanej funkcji. Kto jednak pomyślał o zabezpieczeniach przed nadmiernym hałasem i o tym, by pracownik ów nie musiał brać nadgodzin?

Sytuację na kolei dałoby się streścić jednym słowem – tragedia. W przenośni, ale i dosłownie. Wprawdzie opisany wyżej kolega związkowca znalazł pracę na warsztacie, oczywiście gorzej płatną, ale zawsze pracę. Jednak nie wszyscy mają tyle szczęścia. Wyzysk i stres związany z pracą są tak ogromne, że gwałtownie rośnie liczba samobójstw wśród pracowników kolei..

O jeden most za daleko

Teraz rząd, zgodnie z kierunkiem pokazywanym przeze niewidzialną rękę, szykuje nowe „reformy”. Wiek emerytalny dla kolejarzy zatrudnionych przed 31 grudnia 1998 roku ma zostać podwyższony z 60 na 65 lat dla mężczyzn oraz z 55 na 60 lat dla kobiet.  W swej hipokryzji „niezależni eksperci” poszli tak daleko, że stwierdzili, iż „przecież pani w okienku może pracować mając 60 lat”.

Krytykując kolejarzy media zapominają jednak, iż ci nie domagają się żadnych nowych przywilejów, co także trzeba by było zrobić.. Pracownicy na demonstracji wyraźnie pokdreślali, iż każdy kolejarz zatrudniając się wiedział kiedy przejdzie na emeryturę – obecne zmiany zaś naruszałyby warunki podpisanych umów. Poza tym, co także podkreślali manifestanci, niedopuszczalnym jest wysyłanie do pracy 64-letniego maszynisty i to samego w lokomotywie. Urąga to bowiem podstawowym normom bezpieczeństwa.

pracownicy wszystkich 150 spółek kolejowych oglądali już wiele razy, jak zabierano im ich uprawnienia. Teraz jednak postanowili, że miarka się przebrała i trzeba pokazać, że takiego stanu rzeczy nie akceptują.

Nastroje na kolei

Przekonanie, iż tak dalej być nie może i kolejarze nie będą po raz kolejny biernie się przyglądać demontażowi ich miejsc pracy było podzielane przez wszystkich manifestantów. Lata pracy w trudnych warunkach i ciągłych wyrzeczeń zrobiły swoje. Pracownicy kolei chcą widzieć efekty swej pracy. A jeśli ich nie będzie – to będą o nie walczyli. Pracownicy z dużym zaangażowaniem i bardzo kompetentnie wypowiadali się o sytuacji w swojej firmie. Wielu narzekało na wszechobecną korupcję oraz machlojki, prowadzone przez szefostwa spóek kolejowych.

Prawie wszyscy pracownicy, z którymi udało mi się rozmawiać podkreślali, iż zamiast rozmawiać z minister trzeba jej pokazać kto w tym kraju rządzi i zorganizować tygodniowy strajk generalny. Nastroje jeszcze bardziej zaostrzyły się, gdy do protestujących wyszła Minister Pracy. Gdy życzyła im spokojnych Świąt z tłumu odezwały się głosy: „a w prezencie chcemy podwyżki płac”.

Wspólna walka kluczem do sukcesu

Ta chęć wyjścia z zaistniałej sytuacji przełożyła się na radykalizację nastrojów oraz chęć wspólnej walki wszystkich pracowników. W manifestacji z 19 grudnia, z czego bardzo dumni byli kolejarze, udział wzięły reprezentacje wszystkich związków zawodowych obecnych na kolei. Poparcie dla protestów jest bardzo duże. Kolejarze czują, że teraz mają szansę wygrać oraz są gotowi podjąć odpowiednie działania, by ich walka zakończyła się sukcesem.

Protesty kolejarzy wpisują się w przebudzenie ruchu związkowego w Polsce, które obserwujemy w ciągu ostatnich kilku miesięcy, będące z kolei częścią globalnego procesu narastania fali oporu wobec dominującego trendu w gospodarce światowej. W tym kontekście poważnym błędem było odrzucenie pomocy innych związkowców, między innymi ze służby zdrowia i hutnictwa. Kolejarze bowiem mają te same problemy, co hutnicy, górnicy, czy pielęgniarki. O ich rozwiązanie można więc walczyć lepiej i efektywniej prowadząc tę walkę wspólnie. „Przykład dali nam górnicy”, jak piszą w ulotce związkowcy.

Oczywiście media zaraz przypomniały „demolowanie Warszawy”  przez górników i wszczęły  histerię czy ta sytuacja nie powtórzy się. Jednak propaganda medialna przestaje określać sposób myślenia pracowników. Nie oznacza to bynajmniej, iż media nie mają wpływu na ludzi. Ich władza jednak jest ograniczona, a gdy człowiek zaczyna sam myśleć, to nie ma siły, która zdolna by była powstrzymać go przed wyciągnięciem daleko idących wniosków.

***

Wspólna manifestacja wszystkich związków zawodowych na kolei to na pewno duży krok naprzód. Teraz czas, by za manifestacją poszły konkretne czyny. Drogę ustępstw i kompromisów z rządem czy prywatnymi „przedsiębiorcami” już przećwiczyliśmy. Nie ma sensu repetować bez końca tej samej klasy. Pracownicy domagają się od swych przywódców innej drogi – takiej, która poprowadzi ich do zwycięstwa. Należy zrobić wszystko, by to właśnie pracownicy decydowali o podjętych krokach i by to oni, z równym zapałem i entuzjazmem, z jakim organizowali manifestację, mogli przystąpić do walki o należne im prawa.

Kolejarze świadomi są w pełni niebezpieczeństwa, jakie pociągnie za sobą prywatyzacja kolei bądź udostępnienie trakcji prywatnym przewoźnikom. Przykład Wielkiej Brytanii jest dobrze znany i szeroko dyskutowany. Warto więc może także i przyjżeć się jak w całej Europie związkowcy walczą o poprawę tragicznej sytuacji kolejnictwa oraz skorzystać z ich najlepszych tradycji i doświadczeń.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing