Kościół Jezusa Chrystusa w Dniach Ostatnich, czyli o Mormonach Drukuj Email
Napisał(a): Marcin Męcina [socjalizm.org]   
01.04.2009.
 
Spotkałem ich na ulicy – młodzi mężczyźni, ubrani w nienagannie wyprasowane i czyste garnitury. Pojedynczo zaczepiali ludzi, by ci dopisywali coś na ich tablicy. Mnie również nie ominął ten zaszczyt. „Dzień dobry. Co daje człowiekowi radość?” – zapytał mnie łamaną polszczyzną jeden z nich. Moja perfidna natura nakazała mi wymienić wszystkie rzeczy - poczynając od rodziny i samorealizacji, przez naukę po dobra materialne, skrzętnie omijając temat religii. Mój rozmówca chyba się tego spodziewał bo dodał, że w jego mniemaniu takie szczęście dać może również modlitwa. Jako, że rozmowa na ulicy w gwarze samochodów i pośród pędzących przechodniów zbyt pouczająca być nie może, zaproponowano mi spotkanie. Oczywiście została też zarzucona przynęta – „Porozmawiamy, dostaniesz naszą księgę w prezencie”. Po błyskawicznej bitwie z myślami moja miłość do książek, nawet tych o treściach religijnych, zwyciężyła wszystko inne. Zgodziłem się.

Za tydzień, o ustalonej godzinie zjawiłem się w bramie kamienicy. Odszukałem odpowiedni przycisk i zadzwoniłem. Wpuszczono mnie i skierowałem się na I piętro, gdzie to mieściła się ich siedziba. W drzwiach przywitał mnie jeden z nich – nie zdziwiło mnie bardzo, że do swojej dyspozycji mają kilka salek konferencyjnych, odpicowanych na wysoki połysk, łącznie z „kaplicą”. Oczywiście grzecznie zaproponowali mi oprowadzenie – przytaknąłem. W kaplicy nie uświadczyłem krucyfiksów, jedynie długie rzędy krzeseł, małą mównicę, organki i biurko, na którym leżał stos śpiewników. Nieco ascetyczny wystrój sali miał pomagać modlącym się w koncentracji. Poza tym usłyszałem, że Mormoni nie skupiają się na śmierci , lecz na życiu Jezusa. Całkiem logicznie.

Mniej sensowna jest już natomiast „historia” przybycia pierwszych wyznawców tej religii na kontynent Północnoamerykański. Otó, posłannicy na Polską ziemi, starali się mi wmówić, że przybyli oni na wcześniej wspomniane ziemie - bagatela! - około IV wieku naszej ery. Wypłynęli z Palestyny i dobili do brzegów Ameryki Płn. w IV wieku! Na nic były moje rozmysły, kto ich tam wyprawił i czym – dostałem krótką, zwięzłą i jedyną „logiczną odpowiedź”...Bóg.

Nie mieli ze mną łatwego życia, gdyż ktokolwiek zadający więcej niż pytanie na minutę automatycznie kwalifikuje się do odstrzału. W odpowiedzi na jedno z nich stwierdzili, że są misjonarzami. Na pytanie – czemu wybrali Polskę – odpowiedzieli, że to nie oni wybrali, ale zostało im to przykazane... Logicznie idąc tym tropem zapytałem: „Przez kogo?”. Jakież było moje zdumienie (choć właściwie mnie to nie zaskoczyło), gdy odpowiedzieli, że przez proroka. Co więcej, przez żyjącego proroka! Takim oto mianem określają oni głowę swojego kościoła (nazywają go również „Prezydentem Kościoła” – przyjemne, demokratyczne zabarwienie). Jak się potem dowiedziałem, jest to mężczyzna wybierany przez radę dwunastu (którzy również dostąpili „objawienia” – objawienie to bardzo ważna, a wręcz nieodzowna kwestia w tym kościele) według wieku, z tejże. Gdy umiera jeden, kolejny zastępuje jego miejsce, a rada wybiera sobie dwunastego członka. Osobiście dostrzegam tutaj powiązania z konklawe, wybieraniem przez wąskie grono (czyli kardynałów) papieża.

Dowiedziałem się, że jedną z najważniejszych person w religii Mormońskiej jest Józef Smith - prorok z XIX wieku, któremu ukazał się Bóg Ojciec i Jezus Chrystus. Ten pierwszy (wskazując na syna) przemówił, iż ludzie odeszli od zasad wiary i za pomocą Józefa zostanie ustanowiony  nowy, prawdziwy kościół. Zapytałęm więc, czemu Bóg po prostu nie ukazał się przywódcom innych kościołów, i w ogóle wszystkim ludziom by powiedzieć - Idźcie za Smithem!”? Miałby rzeszę zwolenników, a tak Mormonów na świecie jest kilka – kilkanaście milionów (oczywiście zdecydowana większość mieszka w USA) . Trochę mało jak na tych którzy, jako jedyni, mają dostąpić zbawienia.

Opowiedzieli mi również (dosiadł się drugi kolega odziany w garnitur) o celach Mormonów, jako pojedynczych osobników, a także całej grupy wyznaniowej. Jednostka ma założyć rodzinę (twierdzili, że jest to bardzo ważne – co więcej, kapłani również mają rodziny) i w zaciszu domowego ogniska, a co tydzień w świątyni, chwalić Najwyższego (kobieta oczywiście kapłanką być nie może). Nie mogłem się powstrzymać i zapytałem jak Mormoni postrzegają kwestię aborcji czy eutanazji. Nie zostałem pozytywnie rozczarowany, gdyż rączka w rączką z kościołem katolickim Mormoni potępiają ostro obie te sprawy. Dlaczego? „Bo tylko człowiek czysty dostąpi zbawienia”. Co ciekawe jednak, tego typu występki nie są karane ekskomuniką ani niczym podobnym.

Ogólnie rzecz ujmując, jest to kolejna, naciągana bajka o cudownym objawieniu, wizji i pragnieniu zbawienia ludzkości. Momentami mniej lub bardziej naciągana, lecz pomimo tych wszystkich „faktów” odłożyłbym ją na półkę do działu fantasy, jak każdą inną religię zresztą.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing