Pytanko Drukuj Email
Napisał(a): Batista   
11.05.2002.

Czy nie sądzisz np., że gdy pojawi sie jakiś charyzmatyczny lider, gotowy na wszystko, to wasze idee mogą stać się niebezpieczne dla pokoju na świecie? Wiadomo, że aby wasze postulaty zostały spełnione konieczna jest wojna (tak, normalna wojna) z systemem. przeciez kapitalizm nie pójdzie sobie ot tak, bo go tylko poprosicie. Myślę o tym, czy istnieje zagrożenie jakąś rewolucją poważną (o zasięgu szerszym niż meksykańska prowincja) ? A przecież z drugiej strony - niszcząc ten system zniszczycie niesprawiedliwość ale i przy tym zabijecie miliony biednych o których walczycie, a bogaci staną się biedni. Ta niesprawiedliwość zdaje mi się konieczna. Miliony ludzi głodują, ale gdyby nie "system" to w ogóle by nie zyli - taka jest przykra prawda. I gdyby antyglobaliści doprowadzili do konfrontacji z tym systemem to tylko by przekonali się jak otworzyli Puszkę Pandory. Moje pytanie krótko: czy sądzisz (chyba mogę sobie pozwolić na taki zwrot ;) ) że w ciągu najbliższych 50 lat antyglobaliści mogą stać się niebezpieczną siłą militarną zagrażającą pokojowi na świecie (akcje terrorystyczne, porwania, bomby, morderstwa szefów koncernów, terroryzm informatyczny itd.)?

Pozdrawiam



Cześć Batista!

Tu redakcja stroniczki www.RedFront.prv.pl/.

Napisałeś do nas liścik, którego problematyka jest dosyć szeroka. Ciężko więc jest nam odpowiedzieć w dwóch zdaniach, w związku z czym szykujemy elaborat. Tym bardziej, że wydaje nam się, iż wiele pojęć i zjawisk próbowałeś wcisnąć do jednej bajki, ograniczając ją z jednej strony wątkiem Zapatystów, a z drugiej - kwestią ruchu "antyglobalistycznego". Pomiędzy to wszystko wrzuciłeś terroryzm, dyktaturę, rewolucję, wojnę, autorytaryzm i wiele innych spraw.

Wydaje nam się, że wyjaśnienie problemu, który postawiłeś należy rozpocząć od zdefiniowania pewnych pojęć i sytuacji.

Najsensowniej chyba byłoby zapoznać Cię na sam początek z ideami, które promuje serwis RedFront.prv.pl. Otóż serwis nasz zajmuje się propagowaniem myśli politycznej, filozoficznego kierunku i nauki społecznej, zwanej Marksizmem. Jak pewnie wiesz, jest to zespół poglądów stworzony przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, kontynuowany i systematycznie uzupełniany przez Ulijanowa i Bronsteina na początku XX wieku, a dzisiaj przez Granta i Woodsa. Ciężko byłoby zdefiniować Marksizm w kilku zdaniach, ale najważniejsze jest zaznaczenie paru spraw:

Podział klasowy. Społeczeństwo dzieli się na klasy, to zapewne wiesz, ale ten aspekt - który wydaje nam się kluczowy - zupełnie pominąłeś. Klasowy punkt widzenia jest tak naprawdę instrumentem do przeprowadzenia wszelkiej analizy sytuacji politycznej, społecznej i gospodarczej. Po dokonaniu takiej analizy można snuć dalsze wnioski - mówić o rewolucjach, wojnach itp.

Materializm dialektyczny. To druga, bardzo ważna koncepcja, która również umożliwia zrozumienie pewnych mechanizmów (szczególnie w sferze społecznej, choć nie tylko)

Materializm historyczny. To umiejętność sięgania wstecz i wyciągania odpowiednich wniosków ze wszelkich historycznych doświadczeń.

Zdrowy rozsądek. Normalność, wykazywanie spokoju, cierpliwość i totalna przewaga treści nad formą i tłumaczenia, wyjaśnienia, dyskusje, zamiast podniecania się widokiem sierpa i młota, albo ryja Che Guevary.

Teraz spróbujmy to wszystko odnieść do ruchu "antyglobalistycznego". Na początek proponujemy Ci rzucić okiem na teksty zamieszczone na naszej stronie dotyczące tegoż: http://free.of.pl/r/redfront/artyk/global-txt5.html oraz http://free.of.pl/rr/redfront/artyk/antyglob.html. W tekstach tych znajdziesz wstępny opis zjawiska globalizacji oraz ruchu, który zwykło się nazywać "antyglobalistycznym". Twoja obawa o "charyzmatycznego lidera", który miałby doprowadzić do totalnej militaryzacji antyglobalistów, którzy mieliby się przekształcić w jakąś międzynarodową organizację terrorystyczną, jest kompletnie nieuzasadniona. Po pierwsze: ruch "antyglobalistyczny" jest do tego stopnia wewnętrznie niespójny, że nie da się wyłonić żadnego charyzmatycznego lidera, który nawet przy minimum programowym, byłby w stanie zadowolić więcej niż 1/5 protestujących (którzy i tak się w kółko zmieniają - inni protestują w Genui, inni w Barcelonie, a jeszcze inni w Waszyngtonie). Kolejna spraw to kwestia militaryzacji. Ruch, w którym większość to pacyfiści, raczej ciężko będzie uzrobić. A jeszcze większym problemem byłoby namówienie tychże, aby zaczęli cokolwiek szturmować z karabinami w rękach...

Następna sprawa to terroryzm. Ruch "antyglobalistyczny" to ruch masowy. Taki ruch rzadko kiedy wykształca w sobie tradycje terrorystyczne. Grupa maniaków, która powinna przeprowadzić się do koszar policyjnych, żeby tam urządzać sobie regularną nabojkę z oddziałami prewencji, zwana Black Block'iem czy jakoś tak próbuje namiętnie - najprawdopodobniej przy pomocy policji - nadać temu ruchowi pewien terrorystyczny ryj. Aczkolwiek nie chodzi tutaj o Baader-Meinhoff czy Czerwone Brygady, tylko o bezmyślne rzucanie kamieniami w wystawy sklepowe i demolowanie różnych instytucji. W ten sposób systemu się nie obali - nie ma to nic wspólnego z walką z systemem, a tym bardziej z Marksizmem. Tego rodzaju akcje szkodzą całemu ruchowi.

Jeśli spojrzeć na problem globalizacji i na ruch "antyglobalistyczny" z marksistowskiego punktu widzenia, to należy podkreślić następujące sprawy. Po pierwsze: globalizacja dla Marksistów nie jest żadnym zaskoczeniem, fenomenem, czy ósmym cudem świata - w "Manifeście Komunistycznym" proces ten został bowiem dość dokładnie opisany. Mało tego: twierdzimy, iż sama globalizacja nie jest zjawiskiem złym - złe jest natomiast to, że w warunkach kapitalistycznych globalizuje się tylko nędzę i głód. W systemie socjalistycznym globalizacja będzie służyła budowie ogólnoświatowego społeczeństwa, u którego podstaw ekonomicznych - zamiast wolnego rynku i liberalizmu - znajdować się będzie demokratyczny plan, za pomocą którego można będzie sprawiedliwiej rozdzielić dobra, produkowane przez ludzkość. Tyle o globalizacji. Jeżeli chodzi o ruch "antyglobalistyczny", to rzuca się w oczy przede wszystkim to, że w manifestacjach antyglobalistycznych obecnie głównie udział biorą osoby młode. Z doświadczeń historycznych wynika natomiast, iż ruchy studencko-inteligenckie poprzedzają wystąpienia robotnicze. Tak było w Rosji w 1904, we Francji w 1968, Chile 1970, Hiszpania i Włochy 2001... - radykalizacja zawsze rozpoczyna się od młodzieży. Drugim ważnym dla Marksistów aspektem całego ruchu "antyglobalizacyjnego" jest rosnący udział w nim związków zawodowych. W ostatniej demonstracji związkowej w Barcelonie z 14 marca (zorganizowanej specjalnie w taki sposób, aby przyszło jak najmniej ludzi) wzięło udział grubo ponad 100,000 osób. Podkreślić należy, iż z roku na rok sytuacja społeczno-ekonomiczna pogarsza się i możemy spokojnie założyć, iż partycypacja w tego typu wystąpieniach - zarówno młodzieży, jak i pracowników - będzie rosnąć z miesiąca na miesiąc. I tak naprawdę to może mieć decydujące znaczenie. Jeśli ruch "antyglobalistyczny" zdominowany zostanie przez robotników i ich organizacje - a jest to dość prawdopodobne - to wtedy może dojść do wykrystalizowania się konkretnych celów i zadań, stojących przed "antyglobalistami".

Taki rozwój sytuacji jest zresztą najbardziej pożądany przez Marksistów. Ruch zdecydowanie robotniczy bowiem pociąga za sobą parę bardzo istotnych i pozytywnych konsekwencji. Z doświadczeń historycznym ostatnich 150 lat możemy wyciągnąć jeden wniosek - zmiany zachodzą tylko tam, gdzie aktywnie domagają się ich pracownicy i ich organizacje. Ponieważ w dzisiejszym swiecie większość społeczeństwa stanowią pracownicy najemni, wkrótce okazałoby się, iż właściwie całe społeczeństwo włączyło się w debatę na temat rozwoju ludzkości i alternatywy dla globalizacji kapitalistycznej. Takie masowe "upolitycznienie" ludzi i szukanie przez nich alternatywy dla istniejącego porządku jest z kolei definiowane przez Marksizm jako jeden z ważniejszych warunków zaistnienia sytuacji rewolucyjnej. Rewolucja bowiem to nie pojedynczy akt, w którym Włodzimierz L. i spółka wjeżdżają na czołgach do Pałacu Zimowego. Rewolucja to także nie subkomendant Marcos hasający wśród Indian Chiapas. Nie! Rewolucja to proces, czasami nawet długotrwały (rewolucja rosyjska trwała 9 miesięcy [luty-październik 1917], hiszpańska - aż 6 lat [1931-1937]). Jest to proces, w którym miliony zwykłych ludzi zaczynają myśleć mniej więcej tak: "kurcze, coś tu jest nie tak! ktoś zabiera nam to, co myśmy wypracowali! czas zmienić porządek społeczny, bo tak dalej żyć już nie możemy, nie chcemy i nie będziemy!" W tym momencie następuje swego rodzaju pustka ideowa. W takiej sytuacji właśnie znajduje się obecnie Argentyna, ludzie mówią tam, iż "stare już się kończy, ale nowego jeszcze nie widać". Na bazie własnych doświadczeń ludzie zaczynają wyciągać wnioski, czasami poprawne (z marksistowskiego punktu widzenia), czasami nie. Na przykład w Argentynie poprzez tzw. Zgromadzenia Ludowe (Asambleas Populares) obecnie społeczeństwo domaga się nacjonalizacji fabryk pod kontrolą robotniczą, co jest głównym warunkiem budowy społeczeństwa socjalistycznego.

I właśnie w środowisku takiej "pustki ideowej", gdzie ludzi poszukują najlepszego wyraziciela ich dążeń, rozpoczyna się wielka rola Marksistów i partii marksistowskiej. Marksiści - którzy przedtem zdobyli sobie autorytet i estymę w swych środowiskach, poprzez ciężką pracę i cierpliwe wyjaśnianie swych poglądów - na szeroką skalę propagują idee socjalistyczne. Głównym hasłem na tym etapie jest zawsze "cierpliwie wyjaśniać". Poprzez takie cierpliwe wyjaśnianie i odpowiednią politykę partii - która ma na celu dotarcia do jak największej liczby robotników - w końcu większość społeczeństwa "odkrywa", iż postulaty Marksistów odzwierciedlają ich oczekiwania. Im więcej ludzi poprze postulaty socjalistyczne, tym bardziej pokojowy przebieg będzie miał ostatni akt rewolucji - zdobycie władzy przez partię Marksistowską, która będzie miała za zadanie wprowadzanie programu prawdziwie socjalistycznych reform. Tak właśnie było w Rosji w 1917 roku - Bolszewicy zdobyli zdecydowaną większość we wszystkich radach robotniczo-chłopskich w Rosji i dopiero POTEM przystąpili do przejmowania władzy. Niezbędne bowiem było im poparcie większości społeczeństwa rosyjskiego. Zwróć uwagę na fakt, iż sama Rewolucja Październikowa była wydarzeniem nieomalże bezkrwawym. Wszystkie przytoczone powyżej fakty mają także służyć uświadomieniu Ci, iż przejęcie władzy i rewolucja to nie krwawa jatka, ale jeden z najbardziej pokojowych i na wskroś demokratycznych procesów. Jeżeli dalej masz co do tego wątpliwości, to możesz zawsze zapoznać się z książką Alana Woods'a traktującą o historii Bolszewizmu, między innymi dokładnie opisującą procesy rewolucyjne, jakie miały miejsce w Rosji 1917 roku - fascynująca lektura, sami czytaliśmy! (wersja elektroniczna dostępna pod adresem http://www.marxist.com/bolshevism/).

Jest jeszcze jeden bardzo ważny aspekt każdego prawdziwie rewolucyjnego procesu - mianowicie taki, iż nie jest możliwe w jego trakcie wystąpienie opisanego przez Ciebie "charyzmatycznego lidera", który wziął by to wszystko za mordę i poprowadził tak, jak to on sobie życzy. Tak naprawdę bowiem to nie partia, nie Marksiści są siłą napędową Rewolucji - oni jej tylko pomagają wejść na odpowiednie tory, pomagają jej nie zbłądzić w gąszczu programów, idei i taktyk. Główną siłą napędową Rewolucji są ludzie - miliony osób, które aktywnie uczestniczą w niej i ją kształtują. Zapewniamy Cię, że jeśli ktoś sam wywalczy sobie prawdziwą demokrację i ustrój, w którym lepiej będzie mu się żyło i w dodatku będzie miał nad nim kontrolę, to tejże kontroli bez walki nie odda. Dlatego też dyktatura jednostki, przy zdrowym rozwoju wypadków, nie jest możliwa. Sytuacja, z jaką mieliśmy do czynienia w Rosji jest troszeczkę bardziej skomplikowana. Nie czas i miejsce wyjaśniać tutaj wszystkich szczegółów - polecamy natomiast ksiażkę Teda Granta pod tytułem "Russia - from Revolution to Counter-Revolution", gdzie wszystko to dokładnie jest opisane (wersja elektroniczna znajduje się pod adresem: http://www.marxist.com/russiabook/).

Kolejną sprawą jest wojna domowa, która może wybuchnąć po rewolucji. To, czy ona wybuchnie, czy nie, zależy od oporu, jaki stawiać będzie wywłaszczona przez większość społeczeństwa była klasa panująca. Niestety jest bardzo duże prawdopodobieństwo, iż taki opór będzie miał miejsce. Dlatego też należy liczyć się z możliwością wybuchu wojny domowej, w którą - najprawdopodobniej - wmieszają się obce mocarstwa. Jednak taka wojna zasadniczo różni się od innych wojen. Nie jest to bowiem walka o strefy wpływów i o interesy poszczególnych grup finansowych, ale walka o sprawiedliwsze i bardziej demokratyczne społeczeństwo - społeczeństwo rządzone przez rady delegatów. Liczymy jednak znowu na mądrość przywódców tego typu wystąpień. Odpowiednia polityka partii Marksistowskiej bowiem dążyć będzie do zbratania się żołnierzy, do wyjaśnienia im, że zamiast przeciwko, powinni walczyć razem z państwem robotniczym. Tak właśnie było w czasie wojny domowej w Rosji, kiedy to większość sukcesów militarnych Armia Czerwona (notabene doskonale zorganizowana wręcz z niczego przez Trockiego) zawdzięczała właśnie dobrej propagandzie. Dochodziło do sytuacji, kiedy np. 30,000 żołnierzy francuskich odmówiło walki z Rosją Radziecką i domagało się modernizacji Francji w podobny sposób. Ten i wiele innych przykładów świadczy o tym, iż wojna w obronie młodego państwa rad to wojna rewolucyjna - wojna o godniejsze życie i lepszy świat. Wojna, którą można zwyciężyć! Wojna, której chce większość społeczeństwa, i którą ona popiera. Zwróć uwagę na fakt, iż w czasie wojny domowej nie słychać o buntach robotniczych - robotnicy bowiem (w swej znakomitej większości) popierali taktykę Bolszewików i to oni, zwykli ludzie, ochotniczo zapisywali się do armii i walczyli. Ilu ludzi w takiej wojnie polegnie? Tego my nie możemy przewidzieć, ale im bardziej rozumna będzie nasza taktyka i im szybciej rozpocznie się rewolucja w innych krajach - tym mniej będzie ofiar.

W świetle przytoczonych wyżej argumentów nie pozostaje nam nic innego, jak stwierdzić że "Indianie w Chiapas" to nie jest żadna rewolucja - jest to zwykła partyzantka. Partyzantka natomiast (podobnie jak indywidualny terroryzm) nie ma nic wspólnego z Marksizmem. Dla nas ważni są nie "Indianie w Chiapas", ale Włosi w Rzymie na 3-milionowej demonstracji, 300,000 manifestacja studentów w Hiszpanii, strajk metalowców w Niemczech, masowe mobilizacje antylepenowskie we Francji itd. itp. Tylko takimi bowiem metodami można walczyć z systemem opartym na zysku jednostki i tylko w tak masowym ruchu można skutecznie promować ideę zastąpienia go systemem, który służyć będzie większości społeczeństwa - socjalizmem.

Tak jak wspomnieliśmy już na początku, zagadnienia które zostały poruszone w naszej odpowiedzi to bardzo szerokie tematy, których nie sposób ująć w krótkiej rozprawce. Na te tematy można pisać książki (notabene takie książki napisano, do niektórych z nich nawet już dostałeś linki ..:-). Nie jesteśmy pewni, czy wszystko co napisaliśmy jest dla Ciebie wystarczające. Ponieważ nie chcielibyśmy, aby powstały jakiekolwiek nieporozumienia, zachęcamy do dalszej dyskusji.

Pozdrawiamy serdecznie
Zespół redakcyjny strony www.RedFront.prv.pl/

P.S.: Nie chcielibyśmy, abyś odniósł wrażenie, że jesteśmy jakąś kolejną konfidencjonalną grupką, która podnieca się zewłokami Trockiego, albo dostaje orgazmu na widok sierpa i młota. My działamy inaczej, robimy co innego i jesteśmy efektywni :-).

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing