Koniec irackiej farsy Drukuj Email
Napisał(a): Bartosz Kowalski [socjalizm.org]   
30.12.2007.

Nareszcie doczekaliśmy się! 31 października 2008 roku ostatni kontyngent wojska polskiego wróci z misji w Iraku. Misji beznadziejnej i właściwie nie dającej Polsce żadnych korzyści dających zmierzyć się materialnie. Jedynym profitem, właściwie połowicznym ekwiwalentem profitu, jest „duma narodowa” części Polaków, którzy uważają się za patriotów. Swoją dumę narodową prezentują rzucając na prawo i lewo patriotyczne hasła, które nie do końca rozumieją, podrzucane im przez ludzi u steru państwa.

Pan Krzysztof Baraniak, redaktor jednego z portali informacyjnych, pisze w swoim artykule:

„Wiem tylko, że jadący na wszelkie misje żołnierze są ludźmi niezwykłymi. Oni nie chcą bezczynnie oglądać przelewającą się krew i wojnę. Oni chcą w tym uczestniczyć. Bo muszą. Bo tak mówi im sumienie. A cóż istotniejsze nad jego głos?”

„Jestem przekonany, że każdy poległy na Bliskim Wschodzie żołnierz jest tak naprawdę zwycięzcą. Wygrał odwagą, męstwem i altruizmem.”

No cóż, czytając tylko te fragmenty nasuwa się kilka refleksji:

Po pierwsze – faktycznie muszą. Ale nie dlatego, że mówi im o tym sumienie, tylko mówią im o tym przełożeni. Taka już dola zawodowego żołnierza.

Po drugie – chcą w tym uczestniczyć. Nie ma co do tego wątpliwości. Czy jednak nie chcą patrzeć na niesprawiedliwie przelewaną krew, czy na ich wyobraźnię działa inny czynnik? Za spędzenie kilku miesięcy na misji żołnierz w stopniu majora otrzymuje trzydzieści tysięcy złotych. Czy to nie jest wystarczający bodziec? Za takie pieniądze w dzisiejszej epoce krwiożerczego kapitalizmu, zwłaszcza w Polsce, można żyć dostatnio przez zupełnie przyzwoity czas.

Po trzecie – i ostatnie – refleksja nad sposobem myślenia samego autora. Pan Krzysztof wydaje się być właśnie patriotą, jakiego opisywałem powyżej, skrajnie zaślepionym dziwnym rodzajem miłości do Ojczyzny i wierzącym w nieomylność miłościwie nam panujących. A może to skrajny serwilizm? Choć podświadomie, redaktor cieszy się, że Polska uczestniczy w zbrojnym konflikcie, bo nasi Bracia zza Wielkiej Wody obsypią nas podarkami, a wtedy zyskają ci, co są po „właściwej stronie”. A może pan Krzysztof, jak całe rzesze jemu podobnych, po prostu pisze to, co podpowiada mu panująca koniunktura polityczna?

Gdyby zapytać któregokolwiek z polityków poprzedniego rządu, po co właściwie Polacy siedzą w Iraku, ten odpowiedziałby formułką: „Mamy zobowiązania wobec NATO, które trzeba wypełnić. Wspólnota tego od nas wymaga.”

I tutaj rodzą się kolejne pytania, na które jednak politycy nie mają już odpowiedzi:
Czy Polska ma inne zobowiązania wobec NATO niż pozostałe kraje członkowskie? Czy przyjęto nas na specjalnych warunkach, przez co musimy się udzielać bardziej niż inni? Przecież w tej organizacji jest 26 państw, a w misji brało udział jedynie kilka. Część krajów, które wysłały swoje kontyngenty w irackie granice, pozwoliło jechać tylko kilku wyszkolonym oficerom i to wystarczało! Zobowiązania zostały wypełnione bez wysyłania kilku tysięcy wyszkolonych żołnierzy, bez kosztujących bajońskie sumy  operacji logistycznych. Czy Polska nie mogła postąpić tak samo, ostatecznie poprzestając na wysłaniu kilku grup specjalnych? Dlaczego te zobowiązania kosztowały nas życie 32 żołnierzy i wymagały ogromnych nakładów pieniężnych? Tego politycy nie wiedzą.

A co nasz kraj zyskał na „wypełnianiu zobowiązań”? Nic – żadnej gotówki, żadnych nowych sprzętów, żadnych nowych przywilejów w NATO. Takie postępowanie godzi we wszystkie elementarne zasady logicznego myślenia. Zawsze wydawało się, że jeśli w jakąś sprawę wkłada się środki, to można liczyć chociaż na zwrot kosztów, jeśli nie na konkretny zysk. Tymczasem nie. Okazuje się, że nasi politycy działają prospołecznie i nie chcą nic w zamian. Bardzo dziwny tok myślenia, jak na kapitalistów…
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing