|
Unia Europejska uchwaliła dyrektywę, na mocy której legalny jest 65 - godzinny tydzień roboczy. |
| Poczatek roku szkolnego. Koniec cierpliwości nauczycieli |
|
|
| Napisał(a): Wojciech Figiel [socjalizm.org] | |
| 08.09.2008. | |
|
1 września prawie tysiąc nauczycieli i pracowników oświaty zademonstrowało pod gmachem Ministerstwa Edukacji Narodowej swoją wolę walki w obronie państwowego szkolnictwa. To jednak dopiero początek. Jak pisaliśmy w ubiegłym numerze „Nowego Tygodnika”, szykowane przez rząd Tuska reformy w oświacie to krok wstecz nie o sto, ale o dwieście lat. Rząd próbował je wprowadzić w wakacje, po cichu, by szybko pozbyć się opozycji ze strony związków zawodowych. Okazuje się jednak, że ta strategia przyniosła dokładnie odwrotne do zamierzonych rezultaty. Pierwszym tego symptomem jest manifestacja, która odbyła się 1 września Na nadchodzące tygodnie zapowiadane są kolejne akcje protestacyjne, a w środowisku nauczycielskim wrze. Dobrodziejstwa decentralizacji Wielu z występujących mówców opowiadało tragiczne historie o tym, jak kończy się oddanie niekompetentnym i nieodpowiedzialnym samorządowcom całkowitej władzy nad lokalnym systemem szkolnictwa publicznego. Okazuje się, iż opisywany przez nas w ubiegłym tygodniu przypadek sprywatyzowanej i oddanej fundacji szkole w Jarocinie nie jest odosobniony. Takich szkół są w Polsce dziesiątki. Jednak, co należy przyznać, okolice Jarocina wiodą prym w tym procesie - tam większość placówek oświatowych albo zamknięto, albo oddano prywatnym fundacjom. Samorządowcy są tak aroganccy, że nawet organizują płatne szkolenia dla swoich kolegów z innych samorządów o tym jak skutecznie sprywatyzować szkolnictwo (pisała o tym m.in. „Trybuna” z 28/02/2008). Proces prywatyzacyjny jest daleko bardziej posunięty, niż mogłoby to się wydawać. W powiecie Radomsko, o czym mówił na pikiecie prezes lokalnego oddziału ZNP, już w 2000 roku wójtowie gmin otwarcie postanowili, że należy skończyć ze szkolnictwem publicznym. Demontażowi jednej z lokalnych szkół zapobiegła tylko skuteczna interwencja związków zawodowych poparta przez lokalne społeczności. Samorządy postępują nieodpowiedzialnie nie tylko w zakresie samej edukacji. Podczas manifestacji wystąpiła także Marianna Jenda, emerytowana nauczycielka, która niedawno została eksmitowana na bruk przez zawistnego wójta miejscowości Sterdyń. Solidarność – krajowa i międzynarodowa Demonstrujący wysłuchali także bardzo sugestywnego wystąpienia nauczycielki niemieckiego pochodzenia, która opowiadała w jaki sposób związki zawodowe w Niemczech wywalczyły godną pracę i płacę dla nauczycieli oraz zaapelowała do wszystkich o przyłączanie się do nauczycielskich związków. Jednak prawdziwym hitem, najbardziej oklaskiwanym przemówieniem było wystąpienie reprezentanta oświatowej „Solidarności”. „Nie damy się podzielić, walczyliśmy o pluralizm związkowy, ale mamy wspólne cele i postulaty" - mówił reprezentant „S” – „Minister edukacji nie udało się nic, prócz zjednoczenia związków zawodowych w oświacie”. Od dawna oczekiwana (i konieczna) jedność nauczycielskich związków zawodowych teraz ma szansę się ziścić. Tu nie chodzi tylko o pensum Wszyscy protestujący zgodnie podkreślali, że teraz walka nie toczy się o 4 godziny pensum nauczycielskiego, lecz o całość systemu państwowej edukacji, a może nawet o jego istnienie. Jak podkreślał Sławomir Broniarz, przed nami wybór - albo prywatne szkolnictwo dla bogatej garstki i publiczne szkoły na niskim poziomie dla reszty, albo powszechna edukacja dla wszystkich. Sprawa nauczycieli to bowiem sprawa nas wszystkich. Z tego powodu Zarząd Główny ZNP rozpoczął także kampanię mającą na celu informowanie o zagrożeniach wynikających z rządowych planów prywatyzacyjnych. Czas był na to najwyższy. Wszystkie media głównego nurtu trąbią już bowiem od dawna o nauczycielskich „przywilejach” i „lenistwie”, z pasją manipulując podstawowymi faktami i okłamując swoich czytelników, by Determinacja protestujących nauczycieli jest duża. Po wielotysięcznej manifestacji „Solidarności” otworzył się nowy okres w konflikcie na linii rząd-pracownicy. Potwierdza to także piątkowa wypowiedź przewodniczącego OPZZ, który zadeklarował gotowość tego związku zawodowego nawet do podjęcia strajku generalnego. Manifestacja z 1 września odbywa się więc w kontekście z jednej strony stale narastającego konfliktu społecznego, a z drugiej zaś – pogarszającej się sytuacji ekonomicznej. Związki zawodowe mają szanse odzyskać dawno utraconą przestrzeń publiczną. Media związkowe powinny znaleźć swoje miejsce w samym środku tego procesu. Związkowcy – i wszyscy pracownicy - potrzebują informacji i uczciwej analizy, której nikt inny oprócz związkowych i lewicowych mediów nie zapewni. Chociażby dlatego, że byłaby wbrew interesom kapitału. Pewne fakty są bowiem, po uważniejszemu spojrzeniu na sytuację w Polsce, oczywiste. Konflikt w oświacie to konflikt systemowy, między dwoma różnymi wizjami świata. Świata dla bogatych i świata dla biednych. Negocjacje tego konfliktu nie rozwiążą. Wody i ognia nie da się pogodzić. Jak otwarcie przyznał Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha w wypowiedzi dla dziennika „Polska” – „Gospodarka nie ucierpi na tym, że urzędnicy, lekarze czy nauczyciele odejdą z państwowych urzędów, szpitali i szkół do prywatnych firm. Tym lepiej, bo dzięki temu gospodarka będzie się lepiej rozwijać" (Polska, 29/08/2008). Szefowie i rząd wiedzą, czego chcą. Czas byśmy i my powiedzieli otwarcie, czego chcemy - systemu społeczno-ekonomicznego, w którym nie będzie miejsca na wyzysk i głodowe płace, systemu, w którym każdy będzie mógł się kształcić. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |