Konflikt w służbie status quo Drukuj Email
Napisał(a): Piotr Szumlewicz ["Bez dogmatu"]   
13.01.2009.

W serii Przewodnik Krytyki Politycznej ukazała się Polityczność Chantal Mouffe. To ważne wydarzenie na polskim rynku księgarskim z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, książka ta stanowi całościowe, kontrowersyjne ujęcie polityki, po drugie, została wydana jako manifest ideowy jednego z najprężniej rozwijających się środowisk lewicowych w Polsce.

Autorka pisze o zmierzchu polityczności, który dokonał się we współczesnym świecie. Polityka została wyparta przez technokratyczne zarządzanie, a istotne problemy społeczno-ekonomiczne zniknęły z głównego nurtu debaty publicznej. Zgodnie z tezą Anthony’ego Giddensa (guru trzeciej drogi), zaciera się różnica między lewicą i prawicą, rozmywają podziały klasowe, a konflikty, które dzieliły społeczeństwo jeszcze pod koniec XX wieku, odchodzą w przeszłość.

Diagnoza Mouffe niewątpliwie trafnie wskazuje na jedną z dominujących ideologii współczesnego świata. Dyskurs ekspercki neutralizuje konflikty i narzuca rozwiązania społeczno-ekonomiczne, nadając im pozór konieczności i obiektywności. Krytyka tego dyskursu byłaby więc odsłanianiem konkretnych mechanizmów władzy, które kryją się pod takimi pojęciami jak „nowoczesność” czy „modernizacja”. Rzekomo postpolityczne teorie Giddensa czy Becka (których poglądy Mouffe rekonstruuje skądinąd niezbyt rzetelnie) nie są więc wcale neutralne i obiektywne, są stroną w sporze. W tej sytuacji istotnym wyzwaniem politycznym dla lewicy wydaje się ponowna aktywizacja polityczna grup dyskryminowanych i pokazywanie, że status quo nie jest koniecznością, ale stanowi wynik decyzji politycznych. Powrót do polityczności polegałby na wykazaniu, że wciąż istnieją silne antagonizmy klasowe, a pozorna zgoda stanowi ideologię wygodną dla grup uprzywilejowanych. Jednocześnie prawica w sojuszu z neoliberałami podsuwa konflikty zastępcze, które kanalizują niezadowolenie społeczne i zniechęcają grupy dyskryminowane do oporu. Przykładowo, zamiast walczyć z pracodawcami i neoliberalnym państwem, zwalniani pracownicy i biedni emeryci nienawidzą gejów i komunistów. Lewica powinna odsłaniać zafałszowanie kryjące się w takim pojmowaniu rzeczywistości i dążyć do tego, aby ludzie zwrócili się przeciwko swoim realnym opresorom. Mouffe gdzie indziej widzi źródła kryzysu i drogi do jego rozwiązania. Odrzuca ona esencjalistyczne przekonanie o obiektywności konkretnych osi panowania i absolutyzuje pojęcie konfliktu. Już na samym początku jej książki dowiadujemy się, że konflikt jest osadzony w ludzkiej naturze, a jakiekolwiek próby jego usunięcia muszą być skazane na niepowodzenie. „Wyidealizowany obraz ludzkiego uspołecznienia, zasadniczo pobudzany przez empatię i wzajemność, dostarcza na ogół podstaw nowoczesnemu, demokratycznemu myśleniu o polityce. Przemoc i wrogość uchodzą za archaiczny fenomen, który można wyeliminować dzięki rozwojowi wymiany zdań i instytucji, na mocy umowy społecznej, a także dzięki ustanowieniu przejrzystej komunikacji między racjonalnymi uczestnikami.”1 Mouffe odrzuca tę rzekomo idealistyczną wizję i uważa, że teorię społeczną trzeba oprzeć na przekonaniu o nieusuwalności konfliktu. „Ponad pół wieku po śmierci Freuda w teorii politycznej istnieje wciąż bardzo silny opór wobec psychoanalizy, a jej twierdzenia o nieusuwalności antagonizmu nie zostały jeszcze przyswojone.”2 Dlatego też nie ma dla niej społeczeństwa bez antagonizmów – istnieją jedynie różne strategie ich wyparcia, które zawsze są skazane na porażkę. Stąd też apologia konfliktu, którą Mouffe utożsamia z politycznością. „Przez «polityczność» rozumiem wymiar antagonizmu leżący u podstaw każdego ludzkiego społeczeństwa.”3  W tej sytuacji nie można się dziwić, że Mouffe afirmatywnie przywołuje jednego z głównych teoretyków Trzeciej Rzeszy Carla Schmitta, który również uważał, że istotą polityczności jest konflikt – rozróżnienie na przyjaciół i wrogów. Schmitt szczególnie krytykował marksistów, którzy konflikty polityczne postrzegali jako epifenomeny ekonomicznych stosunków panowania. Marks uważał, że podstawą kapitalistycznego społeczeństwa jest podział na burżuazję i proletariuszy. Istnieje między nimi strukturalny konflikt, który może być, zdaniem Marksa, usunięty dzięki uspołecznieniu własności prywatnej i stosunków klasowych. Komunizm pojmował jako ustrój, w którym konflikt zaniknie, ponieważ zanikną jego przesłanki. Marks był jednym z pierwszych teoretyków konfliktu, ale nigdy nie uważał, że antagonizmy są zakorzenione w ludzkiej naturze. Stanowią one dla niego zawsze wyraz stosunków społecznych. Same w sobie nie są niczym pozytywnym. Póki stoi za nimi realna dominacja, warto je rozbudzać. Są też jednak takie konflikty, które pełnią funkcje stabilizacyjne wobec status quo. Na przykład podział na Niemców i Żydów w faszystowskich Niemczech, który Schmitt uważał za podstawę polityczności w tym kraju, stanowił brutalną formę zagospodarowania niezadowolenia społecznego w czasach kryzysu. Konflikt może więc pełnić podobnie ideologiczne funkcje jak zgoda czy kompromis. Już Marks wiedział, że kapitalizm dysponuje wieloma funkcjonalnymi ideologiami i dlatego ważną częścią oporu grup wyzyskiwanych jest walka o hegemonię, o której tak wiele pisał Gramsci.  

Mouffe jednak odrzuca ten nurt i afirmuje konflikt, niezależnie od jego źródeł. Dlatego powołuje się na Schmitta, krytykującego liberalizm za to, że ten „systematycznie i konsekwentnie lekceważy lub pomija państwo, natomiast z wyjątkowym uporem nawiązuje do dwóch, wyraźnie spolaryzowanych, heterogenicznych sfer, do etyki i do gospodarki – świata duchowego i świata interesów, do wiedzy i własności.”4 Ta krytyka pasuje też do marksizmu i wszelkich lewicowych lub oświeceniowych strategii, które emancypację pojmują jako jednoczesną zmianę świadomości i stosunków ekonomicznych. Schmitt i Mouffe odrzucają tę wizję, autonomizując konflikt i czyniąc go podstawą życia społecznego. Dla nich polityczność „można rozumieć tylko przez odniesienie do tej realnej możliwości i jednoczenia się ludzi według różnicy między przyjacielem i wrogiem, niezależnie od tego, jak oceniać będziemy polityczność z punktu widzenia ekonomii, moralności, norm estetycznych czy ekonomii.”5 Mouffe jednak nie idzie tak daleko jak Schmitt, który uważał, że polityczność wyraża się we wzajemnej, totalnej wrogości między zwaśnionymi stronami. Mouffe twierdzi, że w demokratycznym społeczeństwie konflikty są nieuchronne, ale obydwie ich strony powinny akceptować się jako części jednej wspólnoty. Dlatego wprowadza rozróżnienie na antagonizm i agonizm. „Podczas gdy antagonizm jest typem relacji my/oni, charakteryzującej się tym, że strony są wrogami, którzy nie dzielą punktów odniesienia, agonizm jest relacją my/oni, w której z kolei strony, będąc świadome niemożliwości zaistnienia racjonalnego rozwiązania dzielącego je konfliktu, uznają jednocześnie prawomocność swoich przeciwników.”6 Ta różnica ma właśnie oddzielać społeczeństwa demokratyczne od tych, w których konflikt prowadzi do wojny lub, jak w faszyzmie, ludobójstwa: „Zadaniem demokracji jest właśnie przekształcanie relacji antagonistycznych w agoniczne.”7 Rolą demokracji jest więc cywilizowanie trybalistycznych instynktów, których jednak ostatecznie wyeliminować się nie da. „Obecność antagonizmu nie jest eliminowana z życia publicznego, ale podlega raczej, by tak rzec, sublimacji.”8 Ta argumentacja przypomina nieco freudowską wizję kultury. Kultura stanowi źródło cierpień, ponieważ represjonuje nasze pragnienia i popędy, ale ich wyzwolenie doprowadziłoby do eksplozji przemocy i barbarzyństwa. Jak pisze Mouffe, „popęd agresji nie może nigdy zostać wyeliminowany, można jedynie próbować go rozbroić i osłabić jego niszczący potencjał.”9

Powyższa wizja, biorąc pod uwagę polityczne deklaracje autorki, zdumiewa swoim konserwatyzmem. Rola polityki sprowadza się w niej bowiem do zarządzania konfliktem. Człowiek jest zły z natury, ale w społeczeństwie demokratycznym można nieco rozbroić jego wrogie popędy. Mouffe w ogóle nie wierzy, że można stworzyć społeczeństwo bez antagonizmów. I to nie dlatego, że w przewidywalnej przyszłości trudno będzie zlikwidować osadzone w kulturze czy ekonomii formy dominacji, ale dlatego, że konflikt jest wpisany w ludzką naturę. Mouffe więc odcina się od tej tradycji intelektualnej, zgodnie z którą lewica staje po stronie klas zdominowanych i wchodzi w konflikt z klasami dominującymi. Jeżeli konflikt stanowi główny wyznacznik projektu politycznego, to trudno się dziwić, że różnice między Marksem i Schmittem się zacierają, a nawet, że Schmitt jest ideowo bliższy. Poza konserwatywnym jądrem koncepcji Mouffe, uznanie jej za manifest ideowy oznacza deklarację polityczną. Dlaczego więc środowisko Krytyki Politycznej potraktowało jej książkę jako swój przewodnik? Po pierwsze, Mouffe odrzuca przekonanie, że istnieją ważniejsze i mniej ważne osie władzy. Trudno więc odróżnić konflikt realny od konfliktu ideologicznego, którego rozbudzenie służy interesom grup dominujących. Dlatego też zarówno ona, jak i jej polscy entuzjaści w tym samym stopniu inspirują się Schmittem, co Marksem (KP ma wkrótce wydać książkę Schmitta), ponieważ jeden i drugi byli teoretykami konfliktu. Po drugie, apologia konfliktu oraz przekonanie, że jest on nieusuwalny i niezależny od konkretnych rozwiązań społeczno-ekonomicznych, prowadzi do wizji polityki jako zarządzania konfliktem, czego interesującym przykładem jest środowisko KP. Z tego zaś wynika, że główną funkcją polityczną w skonfliktowanym świecie jest zdobycie hegemonii w debacie publicznej. Mouffe i Krytyka Polityczna bronią takich konfliktów, w których wróg nie zostaje radykalnie odrzucony, a traktuje się go jako partnera do rozmowy. Mouffe twierdzi, że radykalne zakwestionowanie populistycznej prawicy (np. austriackich neofaszystów) doprowadziło do wzrostu jej notowań. Innymi słowy konflikt jest potrzebny, ale konflikt cywilizowany i wpisany w ramy debaty. Trzeba się więc spierać, ale też warto rozmawiać. Zrozumiały staje się dobór gości zapraszanych na spotkania KP. Oto bowiem, w większości seminariów i debat biorą udział przedstawiciele prawicy, a niekiedy też skrajnej prawicy, tacy jak Rafał Ziemkiewicz i Bronisław Wildstein. Po co ich zapraszać? KP idzie śladem Mouffe: tak dobiera swoich adwersarzy, aby konflikt był możliwie najbardziej wyrazisty. Zaprasza więc nawet tych dziennikarzy i komentatorów życia publicznego, którzy od dawna są bojkotowani przez media centroprawicowe (np. Ziemkiewicza). Choć może wydawać się podejrzane, że lewicowe medium nie wyróżnia się na tle Gazety Wyborczej czy Polityki (a wręcz pracujący w głównym nurcie dziennikarze podają się za przedstawicieli środowiska Krytyki Politycznej), strategia jest zrozumiała. Prezentacja przekonań na tle skrajnej prawicy pozwala wyostrzyć stanowisko KP.  

Krytyka Polityczna i jej goście nie są jednak zawieszeni w politycznej próżni. Organizowanie debat, w których lewą stroną jest Jacek Żakowski i Marek Balicki, a prawą Wildstein i Ziemkiewicz wyraża taką wizję polskiej sceny politycznej, gdzie nie ma innej lewicy niż Żakowski, a Ziemkiewicz stanowi cywilizowaną i godną polemiki prawicę. Sierakowski nie zauważa, że nie tylko zgoda, ale i konflikt może pełnić funkcje ideologiczne. Teoria Mouffe z jednej strony uwrażliwia na wszelkie ideologiczne fantazmaty konsensusu i zgody ponad podziałami, ale z drugiej, jest zupełnie ślepa na ideologiczne wykorzystywanie konfliktu do realizacji partykularnych celów tak lewicy, jak i prawicy. Jeżeli nie ma ustalonych kryteriów oddzielających interesy społecznie upośledzonych od interesów tych, którzy zdominowali życie społeczne, to rozbudzanie konfliktów staje się jedynie elementem strategii politycznej, nastawionym na zdobycie poparcia.

Środowisko Krytyki Politycznej od dłuższego czasu zajmuje się instrumentalnym zarządzaniem konfliktem. Jest to strategia opłacalna medialnie, ponieważ na spotkanie Żakowskiego z Ziemkiewiczem przyjdzie sporo ludzi, trudno jednak spodziewać się, że tego typu debaty zbudują lewicową hegemonię albo będą wsparciem dla grup zdominowanych. Uwiarygodniają one tylko dziennikarzy prawicy i zarazem umacniają model debaty publicznej, w którym granice sensownych opinii wyznaczają Wildstein i Żakowski. Wszelkie przekonania i wizje na lewo od Sierakowskiego są przez KP zwalczane lub lekceważone. Na lewo od niej nie ma już nic. KP krytykuje establishment intelektualny, ale do organizacji własnego think-tanku zaprosiło Krzysztofa Michalskiego i Ivana Kristeva, których przekonania oscylują między chadecją i liberalizmem, czyli sprowadzają się do tego, co dominuje w prawicowych mediach. Krytyka Polityczna funkcjonuje jako koncesjonowana lewica, która zgadza się na łatkę skrajnej lewicy, przypiętą jej przez Rzeczpospolitą czy Dziennik. W ten sposób potwierdza rozpowszechniony w mediach głównego nurtu model, zgodnie z którym cywilizowane centrum wyznacza Gazeta Wyborcza i resztki Partii Demokratycznej. Ciekawe, że Sierakowski w znacznie mniejszym stopniu atakuje neoliberalnych dziennikarzy Polityki i Tygodnika Powszechnego niż np. Grzegorza Napieralskiego. Gdy ten zadeklarował swój zwrot na lewo, Sierakowski bardzo ostro skrytykował go za bezideowość i brak programu lewicowego. Tymczasem naczelny Krytyki nie ma nic przeciwko współpracy z Aleksandrem Kwaśniewskim i Włodzimierzem Cimoszewiczem, chociaż trudno ich uznać za bardziej lewicowych od obecnego przewodniczącego SLD. Innymi słowy konflikty, w jakie wchodzi KP, często nie przebiegają według linii nakreślonych merytorycznie, a służą jedynie realizacji strategicznych celów politycznych. Sprawne zarządzanie konfliktem jest istotnym elementem walk politycznych, ale jedynie jako zbiór instrumentów. Jego absolutyzowanie prowadzi do obrony konserwatywnej ideologii i reprodukcji status quo. Dobrze by było, gdyby polska lewica w większym stopniu koncentrowała się na przedstawianiu lewicowych rozwiązań, a mniej uwagi poświęcała wizerunkowi w mass-mediach, które kształtują prawicowy ład. Lewicowy program bez strategii marketingowej jest bezsilny, ale strategia marketingowa bez programu pozostaje pusta.

Objaśnienia:
1 Ch. Mouffe, Polityczność. Przewodnik Krytyki Politycznej, Warszawa 2008, s. 17-18.
2 Tamże, s. 18
3 Tamże, s. 24.
4 C. Schmitt, „Pojęcie polityczności”, w: Teologia polityczna i inne pisma, przeł. M. Cichocki, Kraków 2000, s. 241, Ch. Mouffe, Polityczność, s. 26.
5 C. Schmitt, „Pojęcie polityczności”, s. 241, Ch. Mouffe, Polityczność, s. 26.
6 Ch. Mouffe, Polityczność, s. 35.
7 Tamże, s. 36.
8 Tamże.
9 Tamże, s. 42.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing