|
Pracownik ochrony zatrudniony w warszawskim hipermarkecie pracuje 14 godzin na dobę. Przez cały czas pracy nie wolno mu siadać ani się opierać. Godzinowa płaca rzadko przekracza 4 PLN. |
| Doświadczenie Komuny Paryskiej |
|
|
| Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org] | |
| 22.03.2007. | |
|
18 marca 1871 r. oddział żołnierzy wkroczył na uśpione paryskie wzgórze Montmartre z rozkazem zabrania stamtąd dział, które jeszcze nie tak dawno zakupiono dla obrony miasta przed armią pruską. Zapłacili za nie sami mieszkańcy wzgórza - na ogół robotnicy, którzy chcieli przyczynić się do odparcia wroga. Wówczas tworzony przez elity finansowe kraju rząd dopiero co narodzonej III Republiki Francuskiej nie miał nic przeciwko zbrojeniu się ludu. Gorzej, gdy ten po zawarciu kompromitującego traktatu pokojowego z Prusami, godnego zwieńczenia epoki II Cesarstwa, ten sam lud zaczął zwracać się przeciwko klasie rządzącej. Wtedy broń, a w szczególności artyleria w rękach robotniczej Gwardii Narodowej, stała się poważnym zagrożeniem, a hasło powszechnej mobilizacji pośpiesznie wycofano z obiegu. Rząd ze znanym politycznym karierowiczem Adolfem Thiersem na czele przecenił jednak siłę swojego autorytetu. 18 marca na Montmartrze tłum otoczył oddział, a dowodzących nim generałów Lecomte'a i Thomasa po prostu postawił pod murem. Robotnicy za dobrze ich pamiętali z czasów powstania w czerwcu 1848 r. Wtedy obaj generałowie, w 1871 r. pierwszorzędne figury wojsk Cesarstwa, zdobywali swoją popularność w kręgach rządowych II Republiki bezlitosnym szturmowaniem barykad, na których proletariat walczył o prawo do godnego życia. Na wieść o tym wydarzeniu rząd Thiersa pośpiesznie opuścił Paryż i przeniósł się do Wersalu, a nad paryskim ratuszem zawisł czerwony sztandar. Robotnicy paryscy byli w dużej większości sympatykami radykalnych idei, uczestniczyli w spotkaniach lewicowych klubów (było ich w Paryżu 30), czytali wydawaną przez nie prasę, i mieli za sobą istotne doświadczenia strajkowe. Co więcej, pracownicy byli głęboko rozgoryczeni po klęsce w wojnie z Prusami. Jak zwykle na wojnach bywa, to robotnicy walczyli na pierwszej linii, z poświęceniem bronili Paryża, znosili głód w oblężonym mieście i oddawali część swoich głodowych pensji na składki na rzecz obronności kraju. Wszystko miało pójść na marne przez postawę wielkiej finansjery i przemysłowców, wykorzystaną przez pruskie zakusy imperialne. Rząd Thiersa wspominał nawet o rezygnacji z ustroju republikańskiego, spontanicznie proklamowanego przez paryżan po klęsce pod Sedanem. Monarchia miała zapewnić stabilność dawnego systemu, opartego na nieludzkim wyzysku mas. Burżuazja lekceważyła siłę świadomości i współdziałania pracowników najemnych. Za zupełnie nieistotny uważano fakt, iż we Francji funkcjonował jeden z najsilniejszych ośrodków I Międzynarodówki, a robotnicy mieli już za sobą liczne doświadczenia w bezpośredniej walce o należne sobie prawa. Gdy w marcu 1871 opanowali miasto, zapanował powszechny rewolucyjny entuzjazm. Robotnicza Gwardia Narodowa liczyła prawie 200 tys. osób i była nieźle uzbrojona, jako że wycofujące się wojska rządowe nie miały czasu ani odwagi na odebranie uzbrojenia rozdanego wcześniej ludowi w czasie oblężenia Paryża. Po przeciwnej stronie barykady stało jedynie 20 tys. zdezorientowanych całą sytuacją żołnierzy. W wybranej 26 marca Radzie Komuny Paryża wyraźnie zaznaczał się na blankistów, spadkobierców spiskowej strategii Augusta Blanquiego i proudhonistów, na ogół należących też do I Międzynarodówki, lecz swoją wiedzę ekonomiczną i polityczną czerpiących (poza nielicznymi wyjątkami) raczej z prac Proudhona niż Marksa. Moralny wódz pierwszej grupy - Blanqui stworzył w latach 30. XIX w. nową metodę walki, wg której tylko niewielka grupa ideowców, bez uprzedniego uświadamiania mas, mogła dokonać przewrotu drogą spisku, a następnie w ciągu 24 godzin (!) obalić dawne organy władzy i zastąpić je ludowładztwem. Choć taktyka ta poniosła druzgocącą klęskę w powstaniu z 1839 r., Blanqui pozostał wielkim autorytetem dla kolejnych pokoleń francuskiej lewicy. Świadczy o tym chociażby fakt, iż Rada Komuny zaproponowała rządowi wersalskiemu zamianę wszystkich zakładników przetrzymywanych w Paryżu na Blanquiego, przebywającego w więzieniu poza Paryżem. Odmówić miał sam Thiers, stwierdzając, że pojawienie się rewolucjonisty w mieście byłoby podobne do wysłania całej armii na pomoc komunardom. Z kolei Pierre Proudhon, znany przede wszystkim jako autor "Filozofii nędzy", przeciwstawiał się kapitalizmowi, jednak za równie bezsensowne uważał też (z nielicznymi wyjątkami) stowarzyszenia robotnicze i skłaniał się ku anarchizmowi. Wielu przedstawicieli obu grup czuła się zresztą bardziej związana z tradycją Wielkiej Rewolucji Francuskiej i 1848 r. niż z marksizmem. Liczni członkowie Rady Komuny byli również skłóceni personalnie, część nie wykazywała dostatecznej energii w działaniu, wreszcie niektórzy w ogóle nie wierzyli w powodzenie tak radykalnego ruchu. Nie zmieniało to faktu, że większość tych ludzi zdecydowana była walczyć do końca, a ich socjalizm - choć niejednokrotnie instynktownej natury - był szczery i żarliwy. Uderzał kontrast między postawą ideową licznych uczestników Komuny a zupełnym organizacyjnym bałaganem, czy też swoistymi przesądami wywodzącymi się z epoki romantycznych rewolucji. Najbardziej znanym przykładem jest tu pozostawienie nienaruszonych zasobów Banku Francuskiego, które pozostały bez opieki po opuszczeniu Paryża przez wojsko rządowe. Władze Komuny uznały jednak przejęcie tych pieniędzy za niedopuszczalne. Inny przykład to losy wielu operacji militarnych przeprowadzanych przez komunardów. Marsz na Wersal tuż po uformowaniu Rady Komuny mógł być wydarzeniem rangi bez mała epokowej - wobec opisanej wcześniej różnicy w siłach i morale obu stron miał szanse otworzyć paryskim robotnikom drogę do trwałego kontrolowania kraju. Operacja była jednak najpierw odwlekana, a następnie fatalnie przeprowadzona. W rezultacie rząd miał czas na opanowanie pierwszej paniki, a także uzyskanie pomocy ze strony niedawnych wrogów - Prus, którzy wypuścili z obozów jenieckich 180 tys. żołnierzy wziętych do niewoli pod Metzem i Sedanem. Inny przykład stanowią losy ambitnego projektu stworzenia w Paryżu skoordynowanego systemu barykad, które umożliwiałyby dalszy opór po wkroczeniu do miasta Wersalczyków. Projekt ten Rada Komuny zaopiniowała pozytywnie i ... odłożyła do poźniejszej realizacji. W rezultacie Wersalczycy zajęli większą część lewego brzegu Sekwany praktycznie bez walki. Ta rozpoczęła się na dobre dopiero w ludowych dzielnicach centralnych i wschodnich. Ale Komuna to przede wszystkim wydarzenie bezprecedensowe w historii dotychczasowego ruchu robotniczego. Po raz pierwszy w rękach uzbrojonych pracowników znalazła się stolica wielkiego państwa europejskiego. Byli oni świadomi swoich celów i zdecydowany, by je realizować. Już 30 III Komuna ogłasza dekret o zaprzestaniu poboru do wojska, które ma zastąpić uzbrojona Gwardia Narodowa, tworzona przez ogół ludności. 8 IV ze szkół znikają symbole religijne, 16 IV zadekretowane zostaje przejęcie opuszczonych fabryk przez robotnicze spółdzielnie. Przede wszystkim jednak podjęta została uchwała o całkowitej obieralności urzędników państwowych i sędziów z prawem do ich odwoływania, jak również ustanowieniu maksymalnej płacy na tych stanowiskach w kwocie 6000 franków. Oznaczało to zastąpienie dawnych organów burżuazyjnej demokracji autentycznym ludowładztwem. Po raz pierwszy w historii mieliśmy do czynienia z taką postawą i z takimi osiągnięciami proletariatu; dla całej lewicowej Europy był to przykład, iż socjalizm nie jest tylko piękną teorią. Komuna była również jednym z najpiękniejszych przykładów internacjonalizmu. A wszystko to odbywało się w mieście oblężonym, gdzie proletariat musiał zupełnie dosłownie walczyć o utrzymanie zdobytej władzy, zmagać się z brakiem broni i żywności. Rząd Thiersa, który jeszcze niedawno nazywał pruskie bombardowanie stolicy Francji i odcięcie jej mieszkańców od dostaw pożywienia barbarzyństwem, teraz bez drgnienia zastosował te same środki. Komuna nie doprowadziła swojego dzieła do końca. 21 maja przez zdradę i opieszałość jednego z batalionów Gwardii Narodowej Wersalczycy weszli do Paryża. Początkowo nie napotykali oporu zaskoczonego miasta; jednak im dalej posuwali się, tym częściej spotykali improwizowane barykady i ich obrońców zdecydowanych walczyć do końca. Walczyć mimo przygniatającej przewagi wroga, który otrząsnął się z pierwszego niepokoju i okazywał pokonanym straszliwe okrucieństwo. Walki trwały do 28 maja; był to słynny Krwawy Tydzień, który pochłonął blisko 100 tysięcy ofiar. Wśród zamordowanych była większość wybitnych działaczy Komuny, sympatyzujący z ruchem robotnicy, ale i zwykli ludzie, nieidentyfikujący się bynajmniej z lewicą. Do takich zachowań zachęcali zresztą żołnierzy dowódcy. Ponurą sławę zyskał rozkaz generała Gallifeta, który nakazywał strzelać do wszyskich w wieku powyżej 60 lat, gdyż są to na pewno starzy buntownicy, do ludzi z zegarkami na rękach, bo to na pewno wodzowie Komuny i do pojedynczych żołnierzy z innych pułków, bo to na pewno dezerterzy. Oficjalna historiografia woli jednak mówić o kilkudziesięciu (!) zakładnikach, przede wszystkim arcybiskupie Paryża, którzy zostali rozstrzelani w odwecie za masowe egzekucje pojmanych komunardów oraz o zniszczeniu z rozkazu Komuny kolumny Vendome, jednego z symboli despotyzmu Bonapartych. Zupełnie jakby na wojnie nigdy nie było ofiar. Porażka ruchu wywołana była przez wiele czynników. Pisałam już o bałaganie, jaki panował we władzach Komuny właściwie przez cały okres jej istnienia, o sporach personalnych i ideologicznych. Zawiodły również próby zbudowania szerszego ruchu na prowincji francuskiej, która w przytłaczającej większości (oprócz efemerycznych komun w Saint-Etienne i Marsylii) poparła rząd Thiersa. Wreszcie komunardzi nie wykazali dostatecznego zdecydowania w zwalczaniu swojego wroga, którego wszak teoretycznie byli świadomi. Był to najbardziej chyba romantyczny - obok starych metod walki na barykadach - aspekt Komuny Paryskiej. Robotniczy rząd, który nie wahał się ogłosić rozdziału państwa i Kościoła i zadał istotny cios biurokracji, wahał się, czy jest rzeczą honorową odpowiadać rozstrzeliwaniami zakładników na mordowanie komunardów (ostatecznie uczyniono to na małą skalę dopiero w Krwawym Tygodniu) i zatrzymał się na progu Banku Francuskiego, chociaż przejęcie przechowywanych tam funduszy mogło (a nawet musiało) mieć decydujący wpływ na postawę francuskiej klasy rządzącej i jej zdecydowanie w walce. Czym jest doświadczenie Komuny Paryskiej dla nas, ludzi żyjących w XXI w., pozornie w zupełnie innych czasach? Nie jest to, jak sugerują historycy prawicowi, obiekt bezkrytycznego kultu. Powinien być to dla nas przykład pracowniczej demokracji, przykład budowania prawdziwych rządów lewicowych, które nie są bynajmniej odrażającym totalitaryzmem ani zupełnym chaosem. Komunardzi popełnili błędy, wywołane brakiem doświadczeń na taką skalę i dużą dozą spontaniczności, w jakiej odbywała się ich rewolucja (lecz inaczej być nie mogło). Naszą rzeczą jest dostrzec w ich działaniach zarówno słabości, jak i olbrzymie osiągnięcia - nawet, jeśli ich trwałość nie przekroczyła trzech miesięcy, a znaczenie pozostało przede wszystkim natury prestiżowej- a następnie wyciągnąć wnioski. Bo czy sytuacja robotników w epoce triumfującego neoliberalizmu jest naprawdę "nieporównywalnie lepsza" niż ich położenie w dziewiętnastowiecznej Francji? |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |