Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty
Niedostatki okołoświątecznych orgii Drukuj Email
Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org]   
16.12.2007.

„To co dzieje się dzisiaj w sklepach nawet trudno opisać. Ludzie tratowali się rano, gdy otwarto markety. Biegli do półek i wyrywali sobie z rąk przecenione telewizory i komputery. W Nowym Jorku przy kasach stanęła nawet policja, żeby ostudzić te emocje. W sklepowych kolejkach od rana stoją także amerykańscy dziennikarze, którzy na żywo relacjonują tę walkę o okazje”  - relacjonuje waszyngtoński korespondent RMF FM Łukasz Wysocki.

Szanowny pan dziennikarz opisuje nam powyżej sytuację w ulubionym kraju każdego przyzwoitego obywatela Tuskmenistanu (Najjaśniejszej Rzeczpospolitej) – USA. Skrót ten, jak pisał kiedyś w „Słowniku Papugi” znany ongiś publicysta, „wywołuje przyspieszone bicie serca każdego Polaka”. Warto dodać, że polska klasa rządząca zgodziła się już dawno, iż panujący tam porządek to pod każdym względem ideał wyprzedzający jakościowo wszystkie wzorce miar i wag umieszczone w podparyskim Sevres. USA to po prostu ideał.

Wraz z zaprzyjaźnionymi mediami i instytucjami skrajają nam zatem od blisko dwudziestu lat szczęście w podobnym stylu, ale w niepełnym wymiarze. Jak pokazuje cytowana wypowiedź – wiele pozostało jeszcze do zrobienia. Póki co Polacy nie tratują się jeszcze, ale wyczekiwania w kilometrowych kolejkach na dwie doby przed uruchomieniem promocji już udało się ich nauczyć. Policja przy kasach nie jest jeszcze potrzebna, choć raz już w Warszawie zaistniała potrzeba importu sił porządkowych z Czech, bowiem polskie firmy ochroniarskie odmówiły podjęcia się ochrony otwarcia jednego ze stołecznych centrów handlowych.

Tak czy inaczej, kapitalistyczni maruderzy mają jeszcze jeden powód, by sobie postękać. Wszak właśnie przedkładamy im kolejny dowód na to, iż Polska jest wciąż połowicznie tylko urynkowiona, a dominującym gatunkiem pozostaje homo sovieticus -  i to nieuświadomiony. Powiedzmy sobie otwarcie – Polacy nie wiedzą, co dobre, a nawet jak wiedzą, nie wyglądają na dostatecznie zmotywowanych, by to osiągnąć. Z jakiegoś dziwnego powodu zbyt duża ich ilość ciągle odnajduje szczęście poza olbrzymimi centrami handlowymi. Oczywiście postępy w tej materii są ogromne, ale nawet stołeczna „Arkadia” czy „Złote Tarasy” do spółki z Katowickim „Silesia City Center” inspirują Polaków nader nieefektywnie. Poza tym zachodzi tu pewna dialektyczna sprzeczność – coraz więcej ludzi wędruje wprawdzie do tych przybytków najczystszej szczęśliwości (filozoficznie mamy tu pewien spór z Kościołem, nie tylko skrzydło toruńskie, ale i łagiewnickie ostatnio przeszło do otwartego kontrataku), ale wydaje tam coraz mniej pieniędzy.

Presja medialna, a co za tym idzie kulturowo-środowiskowa, jest tak olbrzymia, że ludność udaje się tam bez większego namysłu traktując to jako spełnienie swego rodzaju społeczno-obywatelskiego obowiązku połączonego z koniecznością odnajdywania tam przyjemności. Niemniej, ze względu na brak forsy, indywidua snujące się po tych obiektach nie mogą oddać się upragnionemu szałowi konsumpcji. Toteż – z braku laku – realizują tam swoje życie codzienne dostosowując swoje potrzeby i zwyczaje do nowego środowiska. Dlatego też Najjaśniejsza RP oraz jej dwie dostojne poprzedniczki – IV i III – mogą pochwalić się nowymi wyzwaniami rzuconymi naukom społecznym, zwłaszcza socjologii.

Nasza dekadencko-rynkowa rzeczywistość kazała bowiem luminarzom tej dziedziny zdefiniować co najmniej dwa nowe zjawiska. Warto je przywołać, by zobrazować jak przyjazna jest ludziom – zwłaszcza młodym – kultura stosunków społecznych w kapitalizmie. Pierwsze z nich polega na powołaniu do życia dwóch grup: galerianek i galerników. Są to dziewczęta i chłopcy w wieku nastoletnim, którzy na wagarach – zamiast konsumować alkohol lub wyroby tytoniopodobne – poruszają się gromadami po centrach handlowych polując na siebie nawzajem i stosując nader niewybredne metody wzajemnego zachęcania się do zbliżeń. Nie ma tu miejsca na szczegóły, toteż zainteresowanym polecić należy stronę internetową: http://autentyki.pl/podrywacze/10 Drugie zjawisko zaś jest cokolwiek bardziej niebezpieczne, a polega na tym, iż wychowane na reklamach wściekle drogich kosmetyków i ubranek znanych firm młode dziewczęta wysiadują pod butikami, oczekując na propozycje ze strony bogatych mężczyzn. Po dokonaniu transakcji jej przedmiot zostaje obdarowany bluzką, spódniczka czy majteczkami, ma się rozumieć firmowymi. Rozmiary, jakie to zjawisko przybrało w Polsce kazało socjologom nazwać je „shopping sex” i badać je. Póki co nie opracowano żadnego leczenia objawowego – a na przyczynowe nie ma szans, bo reklama jest najważniejszą bodaj dźwignią wolnego rynku. Swoją drogą prof. Paweł Śpiewak z pewnością wytłumaczyłby „prawdziwe” powody takiego stanu rzeczy… Szczęśliwie, jeszcze chyba nikt go o to nie spytał.

To jednak nie koniec. Polacy nie tylko nie umieją – jak się okazuje – właściwie korzystać z rynkowej oferty osiągania szczęścia, ale sami się przed nim bronią narzucając sobie nieracjonalne ograniczenia. O pewnym szczególnie niebezpiecznym trendzie donosi portal internetowy Money.pl. „Zapożyczyć się na święta zamierza niewielu Polaków. Nie planujemy też szczególnej rozrzutności przy kupowaniu prezentów - wynika z badań przeprowadzonych przez Ipsos. […] Ponad połowa Polaków planuje pokrycie świątecznych wydatków z bieżących dochodów, 8 proc. z oszczędności, zaś 19 proc. nie planuje specjalnych wydatków. Tylko 2 proc. osób myśli o wzięciu na ten cel pożyczki bądź kredytu”. Coś okropnego! Polacy nie zdają sobie sprawy z tego, co czynią – potworną krzywdę polskiej gospodarce. Nie dość, że nie dadzą zarobić bankom; nie dość, że nie dadzą się oszukać prywatnym pożyczkodawcom, którzy walą ponad trzydziestoprocentowe odsetki; nie dość, że nie okażą właściwego szacunku osobom, które obdarować należy; nie dość, że rzucają kłody pod nogi komercjalistyczno-konsumpcyjnej kulturze; nie dość, że nie sami izolują się w ten sposób od szczęścia, nie rozumiejąc jak należy przeżywać zakupy oraz otrzymywanie supermarketowego barachła; to jeszcze zarżną polskich importerów i producentów tegoż. Taki to im zrobią niewdzięczny prezent na święta… A potem oczywiście będą narzekali, że jest źle. A jak ma być?

Widać także pierwsze symptomy totalnej nihilizacji przestrzeni publicznej i gnilnej nadżerki tkanki społecznej. Radio Maryja przed tym ostrzegało od dawna. Otóż blisko 20% społeczeństwa nie planuje „żadnych specjalnych wydatków związanych ze świętami”. Oznaczać to może tylko jedno – cały naród zaczyna poważnie chorować. Głównym objawem tej masowej już przypadłości jest niezrozumienie. Przede wszystkim naród nie rozumie, iż najlepszym prezentem jaki może sobie sprawić (i bliźnim) jest rozwój gospodarczy. Aby go osiągnąć - trzeba działać. Nikt za obywatela czy obywatelkę kredytu nie weźmie. Nikt nie narobi tłoku w sklepach i butikach oraz przy kasach tychże, by można było dać ponadnormatywną pracę policjantowi, ochroniarzowi i kasjerce. Analitycy rynku także będą zmuszeni wyjechać na Wysypy Brytyjskie, bo ich praca, polegająca na ostrzeganiu przed tzw. pułapkami kredytowymi, okaże się zupełnie nieprzydatna. Czekać tylko, aż Polacy przestaną oglądać reklamy albo opery mydlane, czy – nie daj Boże – Wiadomości lub Fakty. Wówczas społeczeństwo pogrąży się w mentalnej pustce! A wtedy nawet Radio Maryja do spółki z TVN nadające 24 godziny na dobę zaklinającego wszystkich Donalda Tuska z jego błaganiem o „zaufanie” i „wiarę” może nie pomóc...

Na koniec, życząc wszystkim pracownikom wytrwałości w walce w przyszłym roku oraz w opieraniu się rynkowo-reklamowym manipulacjom podczas świąt, dedykuję krótki cytat amerykańskiego socjalisty Daniela de Leona (związki zawodowe były mu zawsze bardzo bliskie) – „kapitalizm to nic innego jak tylko potężne marnotrawstwo, które każą nam już nie tylko akceptować, lecz także podziwiać”.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing