Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty
Ekonomiczne interesy moralnych rewolucjonistów, czyli dlaczego Kaczyńscy mogą wygrać wybory Drukuj Email
Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org]   
04.10.2007.
 
Sejm piątej kadencji należy już praktycznie do historii. Po ciężkich bojach Prawo i Sprawiedliwość skapitulowało. Bracia Kaczyńscy wyszli w końcu z okopów, w których oblegani przez media i opozycję bronili się bardzo długo. Niemniej kapitulacja przed żądaniem przedwczesnych wyborów parlamentarnych wcale nie oznacza, iż bliźniacy zrejterowali z pola walki. Wręcz przeciwnie – moralni rewolucjoniści szykują nową ofensywę.
 
Górnolotne hasła wygłaszane w patriotycznym uniesieniu, narodowo-katolicka ekstaza i stanowczość w wygłaszaniu szalonych tez połączone z atmosferą wojny przeciwko wszystkim na wszystkich frontach, składają się na zjawisko, które bracia Kaczyńscy nazwali w trakcie przedwyborczej kampanii w 2005 roku „moralną rewolucją”.

Jako pierwsi na polskiej scenie politycznej po 1989 roku zdecydowali się na tak osobliwą oprawę propagandową. Ich sukces – choć umiarkowany i ich zdecydowanie nie zadawalający – leży w umiejętnym marketingu tylko o tyle, że skierowali oni swoje przesłanie do zupełnie innego grona odbiorców. Nie do biznesmenów, nie do mitycznej „klasy średniej”, nie do przedsiębiorców – do ludu. Dodajmy – biednego i zmęczonego. Zdecydowali się realizować swoje interesy opierając się na zupełnie innej grupie, co jednak nie oznacza, iż definiują swoje cele inaczej niż reszta klasy rządzącej. Bracia Kaczyńscy obrali inną strategię dochodzenia do władzy i jej sprawowania. Na tym jednak różnice się kończą.

Postępowania ich nie można wyjaśniać wyłącznie w kategoriach mentalnej specyfiki polskiej klasy rządzącej, choć oczywiście nie należy od niej abstrahować. Niemniej najważniejszą inspiracją dla wszystkich działań – nawet tych najbardziej absurdalnych – na jakie zdecydowali się Kaczyńscy, jest interes ekonomiczny. Mgła moralnej rewolucji oraz wygenerowanej przez nią żałosnej groteski jest oczywiście bardzo gęsta, ale nigdy nie będzie w stanie zamaskować mechanizmów jakimi się rządzi.

Prawo i Sprawiedliwość jest formalnie konglomeratem złożonym z różnych przedstawicieli polskiej prawicy, której tradycją – od zarania – były sekciarskie podziały i kłótnie. Od początku jednak niewątpliwy prym wiedli w tej partii Jarosław i Lech Kaczyńscy. Zbudowali wewnątrz niej strukturę, która bezwzględnie podporządkowała wszystkich interesom przywództwa. Ono samo zaś i jego idee fixe, którym się kieruje, również nie spadły z nieba, lecz są elementem całej – niekiedy dość zawiłej konfiguracji klasowej – zarówno polskiego społeczeństwa, jak i polskiego establishmentu.

Zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych i działania rządu ostatecznie odesłały już na śmietnik historii eksploatowany przez całe lata dziewięćdziesiąte motyw podziału na „Polskę postkomunistyczną” (ugrupowania polityczne wywodzące się z byłych członków PZPR) i „Polskę postsolidarnościową” (i z byłych członków opozycji). Zresztą rozgraniczenie to było o tyle fałszywe, że wielu członków partii rządzącej sprzed 1989 roku tworzyło lub współtworzyło partie prawicowe, zaś niektórzy liberałowie przeszli do partii socjaldemokratycznej obdarzonej etykietką „postkomunistycznej”. Na polskiej scenie politycznej ujawnił się nowy podział, dużo bardziej odzwierciedlający jej rzeczywisty charakter.

Moralni rewolucjoniści wznieśli barykadę umiejscawiając siebie po jednej stronie i prawie całą resztę po drugiej. Z pozoru to wyłącznie chwyt marketingowy, ale tak naprawdę jest to element politycznej strategii. Bracia Kaczyńscy dokonali pewnego przełomu. Zerwali z dwudziestoletnią tradycją ciągłego odwoływania się do różnych skrzydeł establishmentu przy okazji wyborów i zdecydowali się sięgnąć po głos ludu. Po głosy tych, którzy tak naprawdę konstytuują znakomitą większość polskiego społeczeństwa. Rozgrywki pomiędzy biznesowymi klanami oczywiście nie zostały porzucone jako pryncypium sprawowania władzy, ale nie one ją tym razem legitymizowały. Autorytarnie usposobieni Kaczyńscy – paradoksalnie – rządzą dlatego, że zostali wybrani, a zostali wybrani dlatego, że skutecznie wykreowali się w oczach ludu na alternatywę wobec wszystkiego tego, co zdarzyło się w tym kraju od 1989 roku. Poparcie dla Kaczyńskich nie spada, ponieważ ludzie, którzy oddali na nich głosy, po raz pierwszy widzą w telewizji osoby, które wydają się „swojakami”. Od samego początku robili oni wszystko, by stan trwał i umacniali w swoich wyborcach to przekonanie.

Właśnie owa „ludowość” PiSu, niezmienne i stabilne poparcie społeczne oraz demokratyczny mandat wprawiają polską elitę we wściekłość. Kaczyńscy, opierając swą władzę przede wszystkim na wyborcach, wytrącili innym najważniejszy instrument walki, czyli koteryjne układy, dworskie zagrywki w świecie biznesu i salonowe prowokacje. Kaczyńskim to nie tyle nie przeszkadza, co wręcz pomaga. Każde faux pas na salonie polityczno-biznesowym wzbudza w ludziach, którzy zaufali ich propagandzie, jeszcze większą wiarę i nadzieję. Wszak na ich oczach rozgrywa się wówczas wojna z kontrolującym Polskę „układem”, który bliźniacy zapowiedzieli rozbić!

Kaczyńscy tym sposobem obnażyli też swoistą hipokryzję wielu liberalnych mediów, polityków i komentatorów, którzy usta pełne mając demokracji i w imię obrony jej, zastanawiają się publicznie nad tym jakie mechanizmy należy wprowadzić, by zapobiec tego typu wyborom w przyszłości. Jednocześnie osoby te zostały skutecznie przez PiS wpisane w „układ” i zaklasyfikowane jak wrogowie Polski, wraz z „komunistami”. Zresztą każdy kto sprzeciwia się PiS jest – mniej lub bardziej świadomie – komunistą. Z wypowiedzi  przedstawicieli PiS jasno wynika, że największym wrogiem są komuniści i komunizm. Wszystko podporządkowane jest temu właśnie tokowi rozumowania. Dlaczego? Dlatego, że jest to w rzeczywistości jedyny merytoryczny, polityczny oręż Kaczyńskich. Pogratulować można im jedynie mistrzostwa hipokryzji. Krytykując oczywiste i naturalne konsekwencje wprowadzenia kapitalizmu w Polsce (nędza, prywatyzacja itd.) i wypowiadając się przeciwko liberałom, w rzeczywistości używają ich argumentów twierdząc, iż III RP była niedostatecznie kapitalistyczna, gdyż kontrolowana przez komunistów i agentów.

Reprezentują oni bowiem obsesyjnie antykomunistyczne skrzydło polskiej prawicy, a jednocześnie sektor polskiej klasy rządzącej, który w wyniku rozgrywek w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych nigdy nie został dopuszczony do realnej władzy. Kilka razy próbowano zasymilować poszczególne jednostki mianując je ministrami (Lech Kaczyński, Antoni Macierewicz i inni), lecz za każdym razem prowadzili oni działania, które nie dawały się pogodzić z duchem nowej epoki i nowych elit.

Jednym z fundamentów wolnorynkowego ładu była bowiem tzw. gruba kreska (umowa, która umożliwiła przedstawicielom władz sprzed 1989 roku uczestnictwo w polityce po przełomie), z którą ci dżentelmeni nigdy nie mogli się pogodzić. Od samego początku bowiem wyznają religijną niemal wiarę w sprawstwo tajnej policji sprzed 1989 roku. Są święcie przekonani, że wszystkie patologie w Polsce są spowodowane działalnością właśnie jej agentów. Ci zaś przeniknęli wszędzie, co umożliwić im miała wspomniana gruba kreska, doprowadzając do nędzy, przestępczości i – a jakże – demoralizacji.

Jest to jedynym argumentem, którym dysponują bracia Kaczyńscy i ich alianci. Jedyną kartą, którą mogą rozgrywać jest zoologiczny antykomunizm. Dlatego właśnie absolutnie wszyscy ich przeciwnicy muszą być etykietowani jako komuniści albo przez komunistów kontrolowani. Obsesyjna potrzeba wyrugowania z przestrzeni publicznej wszystkiego co kojarzy się Kaczyńskim jako komunistyczne jest dla nich jedyną dźwignią rozumienia i przetwarzania rzeczywistości. Nigdy z niej nie zrezygnują. Tak więc III RP była wedle nich kapitalistyczna tylko połowicznie – tak naprawdę bowiem rządzili nią komunistyczni agenci. Systemu zmieniać więc na nowo nie trzeba, ale ludzi nim zarządzających na pewno tak.

Dzięki takiej konfiguracji i działaniom, które umożliwiły wymknięcie się niejako elitom spod kontroli, bracia Kaczyńscy mogli przez chwilę prowadzić swoją ofensywę w miarę bezpiecznie. Cały establishment był totalnie zdezorientowany i podzielony w kwestii PiSu i jego rządów. Wówczas najprawdopodobniej doszli do wniosku, że – mimo umiarkowanego sukcesu wyborczego – mogą pozwolić sobie na więcej i rozpocząć frontalny atak.

Najważniejszym bodaj czynnikiem, który ich do tego ośmielił jest potężny stronnik PiSu i braci Kaczyńskich – część biskupów i fundamentalistyczne „Radio Maryja”. Kościół katolicki jest zdecydowanie największą grupą kapitałową w Polsce o potężnych wpływach zarówno finansowych jak i społecznych. Nie może się z nim równać żadne inne przedsiębiorstwo czy koncern. Wszystkie fortuny bledną przy bogactwie polskiego Kościoła. By zjednoczyć radykalniejsze, bardziej wpływowe na prowincji skrzydło, i skonsolidować jego zwolenników wokół PiS, Kaczyńscy wywołali najpierw konflikt w łonie samej hierarchii. Gdy osłabili już umiarkowanych biskupów, zabrali się za spektakularne akcje przeciw wybranym przedstawicielom lub grupom establishmentu. Po kolei ofiarą ich ataków padali: cenieni lekarze-specjaliści, znani biznesmeni, politycy i dziennikarze, profesorowie i akademicy. Wszystkie akcje odbywały we właściwej otoczce, w asyście mediów; zaraz po ich przeprowadzeniu organizowano spektakularne ujawnianie dowodów (co później przekształciło się w swoistą paranoję, gdy ministrowie i byli ministrowie organizowali konferencje prasowe i wymachiwali dyktafonami zawierającymi nagrania swoich przeciwników, a w Internecie pojawiały się ogłoszenia typu: „komplet taśm z nagraniami dowolnego ministra kupię”).

Bracia Kaczyńscy realizują zatem określony program i interesy, a także zmierzają do modelu sprawowania władzy nieco odmiennego od dotychczas uprawianego w Polsce, acz o bardzo podobnej istocie. Realizują oni interesy fundamentalizmu katolickiego w Polsce, który jest instytucją bardzo majętną i olbrzymich wpływach. PiS może radykalnym hierarchom zaproponować stopniową formalizację i zwiększanie ich wpływów; oni PiSowi skuteczną propagandę w mniejszych (dużych zresztą również choć w niewielkim stopniu) miastach i na wsi, gdzie są oni bezwzględnymi panami społecznej rzeczywistości. Z Kościołem powiązana jest też sporo siatka biznesu cywilnego. Wszak katoliccy partnerzy słynący z majętności wydają się najlepszymi partnerami. W ten sposób Kaczyńscy zdobywają czas na systematyczne wrastanie w struktury państwa i tworzenie prawdziwego układu, który wyrugować będzie bardzo trudno, nawet w razie wyborczego niepowodzenia.

Wspomniana odmienność modelowa polega na tym, że w tej początkowej fazie ich punktem wsparcia jest realne społeczne poparcie oraz skuteczny stronnik w walce. Ich celem jest bowiem ni mniej ni więcej zaprowadzenie na politycznym dworze sprzyjających im porządków. Chcą doprowadzić do kadrowej zmiany w polskiej elicie, a nie ją zlikwidować -  jak deklarują przed wyborcami. Chcą mieć tyle władzy, by teraz to oni mogli decydować o tym, kto będzie aktywnym rozgrywającym na scenie politycznej, a kto będzie izolowany – niczym wcześniej oni. Ot i cała treść IV Rzeczpospolitej przez nich powołanej.

Rewolucja moralna jest w rzeczywistości wielką wojną ojczyźnianą w łonie polskiej klasy rządzącej. Sytuacja stała się napięta, gdy jedna ze stron – w tym wypadku Kaczyńscy – zdecydowała się zagrać inaczej. PiS założył maskę ludowego trybuna, zrezygnował z salonowej kurtuazji, otwarcie używa państwa i jego struktur do politycznej walki, stale zabiega o społeczne poparcie i nie zapomina o PRze na rzecz ciągłego kokietowania „ludu”. Ich determinacja i bezwzględność, która nieraz już doprowadziła do kompromitujących ich (lecz nie w oczach ich wyborców!) sytuacji, podyktowana jest prostą inspiracją: albo teraz, albo nigdy. Klęska PiSu w wyborach parlamentarnych w październiku oznaczała będzie ich trwałą izolację. Póki co jednak, sondaże tego nie zapowiadają.

***

Obecna sytuacja stawia wobec – nawet najszerzej pojętej – lewicy poważne wyzwanie. Kaczyńscy przełamali pewne tabu w publicznym dyskursie wprowadzając weń podział na „oligarchów”, „wykształciuchów” i lud. Oczywiście czynione jest to w sposób absolutnie obłudny. Nie zapominajmy, że całkiem niedawno przedstawiciela ludu obecny prezydent określił mianem „dziada”, co w sposób dużo bardziej wiarygodny odzwierciedla jego prawdziwy do ludu stosunek. Kaczyńscy bowiem nie różnią się niczym od Tuska i Kwaśniewskiego jeśli chodzi o zasadniczy kształt stosunków społecznych czy modelu ekonomicznego. Wyróżnia ich jedynie strategia dochodzenia do władzy, za którą jednak nie stoi w żadnym wypadku troska o biednych, wyzyskiwanych czy bezrobotnych. Kaczyńscy są po prostu bardziej cyniczni, gdyż odwołują się do realnych instynktów i potrzeb ludzi pozując na ich rzeczników. Na to nie poważyło się jak dotychczas żadne inne stronnictwo, toteż PiS szybko zaskarbił sobie spore – i jak widać dość stabilne – społeczne zaufanie. Trwa ono tylko dlatego, że niektórzy wyborcy złapali się w zastawioną przez Bliźniaki propagandową pułapkę i identyfikują się z ich walką, jakoby była ona prowadzona w ich imieniu. Dowodzi to po raz kolejny racji socjalistycznej lewicy, która od lat już powtarza, iż Polacy łakną alternatywy. Potrzebują jej tak bardzo, że skłonni są poprzeć nawet pajacujących rycerzy „moralnej rewolucji”. Swój sukces Kaczyńscy zawdzięczają także absolutnemu dostosowaniu swojej propagandy do poziomu jej odbiorców.

Lewica w Polsce musi wyciągnąć z tego wnioski. Czas zacząć otwarcie mówić o alternatywie dla obecnego systemu. Ale mówić o tym należy w sposób dostępny dla ludzi, a nie taki, który ekscytuje grupkę lewicowych fascynatów. Absolutną koniecznością jest też włączenie się w codzienną walkę w łonie ruchu pracowniczego. Pomaganie pracownikom i organizacjom związkowym w ich codziennych zmaganiach. Konieczna jest również otwarta i uczciwa debata w całym ruchu. Bezmyślnością jest strategia stosowana przez niektóre ugrupowania polegająca na wyrywaniu najbardziej zaawansowanych politycznie jednostek i struktur z masowych organizacji. Awangarda sama niczego nie osiągnie, a reszta pracowników zostanie tym sposobem wydana na pastwę biurokracji i jeszcze bardziej zdemoralizowana. Podniecenie nie może być kryterium dla podejmowania decyzji dotyczących politycznej strategii.

Czas zadać pytania! Dlaczego Kaczyńscy wygrywają wybory? Dlaczego oni pozują na lewicę skuteczniej niż partie lewicowymi się nazywające? Na czym polega kryzys polskiego ruchu pracowniczego i jak go przełamać? Czas zacząć dyskusję. Lewica musi pokazać obłudę i hipokryzję Kaczyńskich, ale to nie wszystko. Musi także wyjaśnić konieczność głębokich zmian, ale w zupełnie innym kierunku niż ten wyznaczony przez PiS! Aby to osiągnąć potrzeba czegoś więcej niż tylko mini-demonstracyjek, rewolucyjnych okrzyków i czerwonych sztandarów. Potrzeba realnej pracy W RUCHU PRACOWNICZYM, A NIE POZA NIM.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing