Hańba Europy Drukuj Email
Napisał(a): Przemysław Wielgosz [Instytut Wydawniczy "Książka i Prasa"]   
16.09.2003.

Przez prawie dziesięć lat telewizyjne i prasowe serwisy informacyjne karmiły się wiadomościami z wojen domowych wstrząsających Jugosławią. Bałkański konflikt pochłaniał zarówno polityków, jak i intelektualistów, tak zawodowe autorytety moralne jak i niemniej profesjonalnych organizatorów pomocy humanitarnej. Wszystko to skończyło się po wojnie, którą NATO wydało resztkom po jugosłowiańskiej federacji w roku 1999. Oficjalne media odtrąbiły wówczas zwycięstwo euroatlantyckiego sojuszu.

Taką ocenę wydarzeń zdawały się potwierdzać fakty. Najpierw obalenie prezydenta Slobodana Miloševića, potem wydanie go Międzynarodowemu Trybunałowi ds. Zbrodni Wojennych w Hadze, wreszcie wkroczenie Jugosławii na drogę „demokratycznych” (czytaj - neoliberalnych) reform pod światłym kierownictwem natowskiego agenta Zorana Đinđicia sprawiały wrażenie, że duch fukuyamowskiego końca historii zagościł także w bałkańskim kotle. Sielanki nie były w stanie przerwać ani doniesienia o rozlaniu się zbrojnej irredenty albańskiej na teren Macedonii, ani coraz wyraźniejsza kompromitacja oskarżycieli i brak postępu w procesie Miloševića, ani udany zamach na Đinđica, ani tym bardziej likwidacja Jugosławii i zastąpienie jej związkiem Serbii i Czarnogóry.

Wszystko to sprawiło, że dziś o Jugosławii się już nie pisze. Nawet ci, którzy przez lata specjalizowali się w komentowaniu lub, znacznie częściej, moralizowaniu na temat wewnętrznego konfliktu w tym kraju, zajęli się tematami bardziej newsowymi.

Problem w tym, że argumenty, za sprawą których powszechnie uznano problem państwa Słowian południowych za ostatecznie „odfajkowany" są jawnie fałszywe. Wiele bowiem przemawia za tym, iż wojna nie tylko nie dobiegła tam końca, ale wręcz przechodzi w nowe stadium. Konflikt jugosłowiański powoli, ale nieodwracalnie staje się konfliktem bałkańskim.

Tak w każdym razie twierdzi Marek Waldenberg w zakończeniu swej najnowszej książki. Praca zatytułowana „Rozbicie Jugosławii" jest nic tylko pierwszą w naszym kraju poważną monografią tego problemu, ale też znakomitą polemiką z wyobrażeniami, jakie na temat tej wojny tworzyły media. Waldenberg pokazuje jak świadomie fałszowany obraz rzeczywistości przyczynił się do wzmagania konfliktu i wzrostu zbrodniczego szowinizmu po wszystkich stronach tamtejszych barykad. Taki sam był według autora „Rozpadu Jugosławii" skutek „pokojowych" zabiegów europejskiej i amerykańskiej dyplomacji.

Rola czynników zewnętrznych w rozbijaniu jugosłowiańskiej federacji ujawniła się już na samym początku tego niszczycielskiego procesu. Szczególnie złowrogą siłą były tu dyplomacje Niemiec i Watykanu. Te dwa, tradycyjnie antyjugosłowiańskie, państwa jako pierwsze, wbrew stanowisku Wspólnoty Europejskiej, USA i Rosji, uznały niepodległość Słowenii i Chorwacji. Ich zdecydowane wsparcie popchnęło secesjonistyczne (i zarazem poststalinowskie) elity Zagrzebia i Lubljany do otwartego konfliktu z władzami federalnymi. Co więcej prochorwacka propaganda na Zachodzie przedstawiała secesję jako urzeczywistnienie praw człowieka i wyzwolenie z „więzienia narodów". Ignorowała natomiast zupełnie fakt, że reżim chorwacki chętnie odwoływał się do tradycji faszystowskiego Niezależnego Państwa Chorwackiego z czasów II wojny światowej i pozbawił podstawowych praw 600 tysięczną mniejszość serbską na swym terytorium.

Ta polityka podwójnych standardów obowiązywała przez 13 lat konfliktu. W opinii publicznej funkcjonował on wedle czarno-białych schematów. Jednym przyznano rolę bezbronnych ofiar zbrodniczej agresji, drugich zaś zdemonizowano jako zaczadzonych narodowym bolszewizmem, który miał prowadzić do ludobójstwa. Najpierw wykreowano Jugosławię na „więzienie narodów" rzekomo tłamszące aspiracje Chorwatów, Muzułmanów bośniackich i Słoweńców, później zaś, gdy Jugosławia faktycznie przestała istnieć całą winę za okrucieństwa wojny zwalano na Serbię i jej rzekomy ekspansjonizm.

Piętnowano prawdziwe, ale najczęściej zmyślone, zbrodnie Serbów, jednocześnie zaś pomijano milczeniem masakry urządzane przez Chorwatów, Muzułmanów i Albańczyków. Do dziś powszechne jest mniemanie, że największych czystek etnicznych dokonali Serbowie, podczas gdy w rzeczywistości to oni byli ich największymi ofiarami. W 1995 roku Chorwaci wspierani przez Niemcy i USA dokonali czystki przeszło 500 tyś. serbskich mieszkańców Krajiny i Slawonii, zaś w roku 1999 albańscy nacjonaliści działający za wiedzą i pod bezpośrednią opieką wojsk NATO wyrzucili 200 tysięcy Serbów z Kosowa-Metohji. Nie trzeba chyba dodawać, że zbrodnie te nie przykuły zbytniej uwagi euroamerykańskich mediów i rządów.

Podobnie wybiórczy charakter ma pamięć o kaźni tysięcy Muzułmanów w Srebrenicy latem 1995. Europa chętnie i słusznie oburzała się na zbrodniarzy po serbskiej stronie, ale bardzo charakterystyczne jest, że nikt nie zareagował gdy trzy lata wcześniej oddziały muzułmańskie działające w gminach Bratunac i Srebrenica spaliły 50 serbskich wsi mordując prawie półtora tysiąca ich mieszkańców.

W książce Waldenberga znajdziemy więcej takich przypadków z uprawianą przez zachodnie rządy i media, produkcją kłamstw na temat rzekomych zbrodni serbskich w Kosowie na czele. Rzecz jednak nic w ich streszczaniu.

Lektura „Rozbicia Jugosławii" uświadamia nam przynajmniej dwa fakty o fundamentalnym znaczeniu dla oceny kondycji świata, w którym żyjemy. Pierwszy dotyczy prawdziwej potęgi i rzekomej niezależności mediów w świecie zachodnim po roku 1989. Stopień w jakim największe gazety i stacje telewizyjne uległy stereotypom antyjugosłowiańskim i antyserbskim oraz to, jak dały się zinstrumentalizować rządom swych krajów gdy trzeba było usprawiedliwiać bombardowania Belgradu każe postawić ich „wolność" pod dużym znakiem zapytania.

Drugą refleksją jaka nasuwa się po przeczytaniu książki Waldenberga jest myśl o haniebnej roli i kompletnej klęsce jaką w wojnie jugosłowiańskiej poniosła Europa i jej zaoceaniczny hegemon. Czyż bowiem można inaczej nazwać sytuację gdy polityka mająca wspierać wieloetniczność niszczy wieloetniczną wspólnotę w imię najciaśniejszych separatyzmów? Czy zasługuje na inną ocenę ktoś, kto głosząc wszem i wobec tolerancję i poszanowanie praw człowieka w rzeczywistości pomaga szowinistom, neofaszystom i religijnym fundamentalistom? Jak wreszcie trzeba nazwać politykę podwójnych standardów, w ramach której humanitarne deklaracje rządów stanowią legitymację lotniczych bombardowań i „słusznych" czystek etnicznych?

Wojna domowa, która zniszczyła Jugosławię i być może na wiele lat zdestabilizowała Bałkany była po części dziełem Zachodu. Dlatego też stanowić winna ważny przyczynek do opisu jego aktualnej kondycji. Opis ten nie może być zbyt zachęcający. W działaniach wobec Jugosławii całkiem wyraźnie doszły do głosu takie tendencje jak odradzanie się polityki imperialistycznej, militarny interwencjonizm czy wreszcie kulturowy rasizm wobec społeczeństw arbitralnie uznanych za obce duchowi Zachodu. Wyraźnie widać tu zapowiedź tego rodzaju nastrojów jakie zapanowały w elitach najbogatszych państw po wydarzeniach z 11 września 2001 roku.

 

Marek Waldenberg „Rozbicie Jugosławii", wyd. Scholar 2003, s. 463.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing