|
W USA aż 15% dzieci żyje w niedostatku. Dla porównania w Szwecji ten odsetek wynosi tylko 3%. |
Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej. |
| Iracka pułapka |
|
|
| 26.08.2007. | |
|
„Gazeta Wyborcza” jest doprawdy niewyczerpalnym źródłem interesujących (a raczej w interesujący sposób przekazywanych) informacji. Jest doskonałym wręcz przykładem na to, iż dzisiejsi spece od propagandy dawno porzucili już bezmyślne wtłaczanie ludziom prawd objawionych do głowy i postawili na wytworzenie pewnej atmosfery, która pozwoli najbardziej bezmyślny prawicowy absurd traktować jako argument w dyskusji, zaś nawet umiarkowanie socjaldemokratyczne tezy zaklasyfikuje natychmiast jako egzotyczny, szokujący i niesmaczny żart. Innymi słowy – głównym mechanizmem propagandy są nieustannie legitymizowane rządy głupoty stale wypierającej zdrowy rozsądek oraz metafizyki spychającej na margines racjonalną analizę. Mocą tytułu prasowego i pozycji rynkowej zaś nadaje się rozmaitym bzdurom rangę poważnych publikacji. Skondensowana głupota nieuchronnie prowadzi do bezczelności. „Gazeta Wyborcza” jest jej pełna. Praktycznie każdy komentarz jest tego dowodem. Zdarzają się jednak perełki prowokujące myślących ludzi do komentarza, zgodnie z zasadą głoszącą, iż „w pewnych sytuacjach przyzwoity człowiek nie milczy”. Sytuacją wyjątkową nie są już pełne kłamstw i ociekające manipulacją komentarze Macieja Stasińskiego dotyczące Wenezueli i jej prezydenta – Hugo Chaveza. To już standard. Mamy zresztą do czynienia z niebywale masowym atakiem na ten latynoamerykański kraj we wszystkich polskich mediach. Irak – to jest to! W „Gazecie Świątecznej” z 25-26 sierpnia 2007 pojawiła się wyjątkowo interesująca korespondencja niejakiego Marcina Bosackiego, który machnął artykuł w dalekim Waszyngtonie. Tekst wprost (nomen omen) rewelacyjny! Tytuł tej „analizy” brzmi: „Jak wygrać w Iraku”. Ciekawie byłoby dowiedzieć się na samym początku co w ogóle autor ma na myśli. Co to znaczy „wygrać w Iraku”? Co to znaczy dzisiaj, gdy wojna została już przegrana? Czy chodzi powstrzymanie fali terroru? Czy chodzi o to, by zapobiec pełzającej wojnie religijnej w całym regionie? Czy chodzi o to, by zacząć eksploatować swobodnie irackie złoża ropy naftowej? Czy chodzi może o to, aby na tyle opanować sytuację, by nie trzeba było dosyłać już więcej żołnierzy? Czy chodzi o to by zapobiec dalszej destabilizacji w Arabii Saudyjskiej i Iranie? Nie wiadomo. Wygląda to trochę tak, jakby autor wierzył jeszcze (bardzo naiwnie) w to, iż w Iraku sytuacja może zostać opanowana militarnie, terroryzm może zostać skutecznie przyblokowany, a proamerykański marionetkowy rząd może wkrótce zacząć sprawować realną władzę. Jest to o tyle głupie, że sam w artykule przyznaje miejscami, iż takiej możliwości praktycznie nie ma. Najbardziej zaufany człowiek USA – Nuri al-Maliki nie zdołał tego zrobić. Dla każdego kto nie zatracił jeszcze zdolności myślenia jasnym jest, że następny iracki rząd będzie zdecydowanie antyamerykański. Szesnaście amerykańskich agencji wywiadowczych sporządziło raport – Bosacki go przywołuje w swoim tekście – z którego jasno wynika, że sukcesy są kruche, a Irakowi grozi katastrofa. Oczywiście katastrofa ma tam miejsce już od dawna, ale CIA definiuje w ten sposób niepowodzenie amerykańskich imperialnych zakusów. Oznacza to ni mniej, ni więcej, jak tylko konieczność wycofania się bez żadnych łupów (ropa) i przyznania do porażki. Autor pociesza się statystykami. „Jak podaje nieprzychylny Bushowi instytut Brookings, liczba zabitych w Bagdadzie spadła z około 1,4 tys. w styczniu do około 600 w lipcu” – zaiste poważna to przesłanka do optymizmu. Interesujące jest tło całej analizy. Marcin Bosacki zechciał bowiem zdefiniować dla polskiego czytelnika kształt amerykańskiej sceny politycznej. Wiedzą powszechną jest brak zasadniczych różnic pomiędzy dwoma najważniejszymi stronnictwami politycznymi w USA – Republikanami i Demokratami. Obie partie są liberalne ekonomicznie i konserwatywne obyczajowo, obie za jeden z nadrzędnych celów uznają realizację antyspołecznego i antypracowniczego programu cięć socjalnych i obniżania podatków dla najbogatszych oraz imperialnej ekspansji. Tymczasem Demokratów Bosacki kwalifikuje w swym artykule jako… lewicę! Tak, proszę państwa! Oczywiście, interesującym byłoby dowiedzieć się na jakiej podstawie… Nie mają oni bowiem zupełnie nic wspólnego z klasyczną lewicową myślą polityczną, ba – wielokrotnie się od niej odcinali. Zresztą to właśnie Partia Demokratyczna odniosła największe sukcesy w zakresie politycznego stłamszenia ruchu związkowego w USA, który – może się to okazać niespodzianką dla wielu – istnieje i ma na swoim koncie historyczne doprawdy sukcesy. Tezy Bosackiego w tym zakresie są o tyle głupie i bezczelne (skondensowana głupota), że sam w końcowej części tekstu wyraźnie pokazuje, iż jedyną różnicą pomiędzy tymi strukturami jest długość okupacji Iraku. Demokraci chcą, by „amerykańscy chłopcy” pozostawali tam jeszcze pięć lat, a Republikanie mówią o dziesięciu… Autor stawia tezy, które sam obala i – co najgorsze – sam chyba tego nie zauważa. Ciekawa jest także „argumentacja” Bosackiego dotycząca podziału na lewicę i prawicę. Otóż z tekstu wynika, iż wystarczy być przeciwko okupacji Iraku, by być lewicowcem. Cóż, nie trzeba być absolwentem politologii, by zdawać sobie sprawę, iż jest to przesłanka cokolwiek niewystarczająca. Podobnie jak antyliberalizm sam w sobie nie jest żadną wartością, tak i antymilitaryzm bez uwzględnienia kontekstu światopoglądowego o niczym jeszcze nie świadczy. Roman Giertych też jest za wycofaniem polskich wojsk z Iraku, podobnie jak Andrzej Lepper. Oczywiście dla speców z GW typu Witold Gadomski, obaj dżentelmeni pozostają zapewne socjalistami, ale przypadki terapeutyczne zasługują na oddzielny artykuł. Antyliberalizm ekonomiczny (nie mylić ze światopoglądowym) i sprzeciwianie się imperializmowi i militaryzmowi są oczywiście naturalnymi elementami lewicowości, ale nie jej ostatecznymi wyznacznikami. Wróćmy jednak do Iraku. Zgodnie z tym, co pisze Bosacki ostrożne szacunki mówią, iż ostateczne wycofanie wojsk amerykańskich z Iraku możliwe będzie około roku 2017. Szczerze mówiąc, nie za bardzo wiadomo skąd data się wzięła. Dlaczego nie na przykład 2020? Albo 2019? Na razie bowiem wiadomo tylko tyle, że Amerykanie nie kontrolują całego państwa, że fala terroryzmu narasta zamiast się zmniejszać, że zamiast stabilizacji wywołali sunnicko-szyicką wojnę religijną, że naznaczony przez nich szef rządu nie jest w stanie sprawować władzy, że zamiast koncypować nad wycofaniem wojsk rozmyślają nad ich utrzymaniem przez najbliższe pięć do dziesięciu lat, że sytuacja wymknęła się spod kontroli jeśli chodzi o eksploatację irackich złóż ropy naftowej itd. W tym kontekście pytanie postawione w tytule omawianego artykułu jest nie tyle nie na miejscu, co po prostu świadczy o słuszności twierdzeń o bezkresie ludzkiej głupoty (A. Einstein) i bezwstydzie polskiego pismactwa (J. Zychowicz). |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| LabourStart PL |
| Strona startowa kadego zwizkowca. |
|
|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |