Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty
Internacjonalizm w służbie patriotyzmu Drukuj Email
Napisał(a): Emil Stanisławski [socjalizm.org]   
02.01.2008.

 Patriotyzm jest dziś pojęciem stanowczo nadużywanym, zarówno w sferze publicznej jak i politycznej. Zwłaszcza za rządów PiSu hasła odwołujące się do ojczyzny i narodowego męczeństwa stały się jednym z motorów napędowych niektórych populistycznych posunięć braci Kaczyńskich. Muzeum Powstania Warszawskiego, obchody rocznic 1944 roku, parady wojskowe, wychowywanie młodzieży w duchu patriotyzmu, adoracja flagi i godła narodowego. Do tego elity naszego kraju starają się sprowadzić patriotyzm. Czym jednak jest on w rzeczywistości? Czy dziś, w XXI wieku, w dobie globalizacji i galerii handlowych ma on jeszcze jakąkolwiek rację bytu? Czy wolno nam przyrównywać patriotyzm do nacjonalizmu i bandy łysych osiłków z wytatuowanymi krzyżami celtyckimi na ramionach? Czy postawa internacjonalizmu jest równoznaczna ze zdradą? Czy patriotyzm i miłość do Ojczyzny jest rzeczywiście naszym obowiązkiem?

Aby odpowiedzieć sobie uczciwie na te, jak i wiele innych, pytań musimy odrzucić wszystkie dotychczasowe, wbijane nam od dzieciństwa regułki i definicje. Odrzucić dogmatyczne myślenie – zarówno to nakazujące nam umiłowanie Ojczyzny, jak i to negujące istnienie granic i tożsamości narodowej. Nie przyjmujmy niczego jako pewnik. Jakkolwiek mocno zakorzenione może być w nas przywiązanie do idei narodowych czy internacjonalistycznych spróbujmy spojrzeć na nie krytycznie i przeanalizować wszystkie dostępne „za” i „przeciw”.

Żadna bowiem, nawet najbardziej szlachetna idea nie może być nam narzucona z góry. Poglądy, z którymi się identyfikujemy muszą być naszymi poglądami, a nie ładnie ubranej prezenterki telewizyjnej czy cherlawego krawaciarza z dyplomem magistra ekonomii. Naszymi zaś stają się dopiero po gruntownej refleksji, licznych przemyśleniach i dyskusjach. Najważniejsze przy tym jest postawa krytycznego myślenia. Na wszystko powinniśmy patrzeć z dystansem, zadawać pytania i szukać odpowiedzi. Tylko to, oraz otwartość umysłu daje nam możliwość sformułowania swojego własnego, bazującego na solidnych postawach systemu wartości.

Patriotyzm jest zaś pewnym poglądem, determinującym konkretny sposób myślenia. Jako idea także winien być więc naszym osobistym wyborem, a nie narzuconym z góry obowiązkiem. Samo pojęcie patriotyzmu jest też trudne do jednoznacznego zdefiniowania. Najczęściej jednak podkreśla się, że jego podstawą jest miłość i szacunek do Ojczyzny. Czy jednak kiedykolwiek ktoś starał się uzasadnić skąd ta miłość miałaby się w nas wziąć? Wszak uczucie to nie spada z nieba.

Dlaczego kochamy, bądź też nie swoich rodziców? Nie dlatego, że tata jest tatą, a mama mamą. Fakt pokrewieństwa odgrywa tu najmniejszą rolę. Kochamy dlatego, że nawiązujemy z nimi pewną szczególną więź. Czy 30 letni chłopak, który całe życie wychowywał się w rodzinie zastępczej jest w stanie pokochać swoich biologicznych rodziców? Nie. Dlaczego miałby to robić? Sam fakt, że jest ich dzieckiem nie jest jednoznaczny z uczuciem miłości, tym bardziej, że w rzeczywistości są to dla niego ludzie całkiem obcy. Nic go nigdy z tymi ludźmi nie łączyło, w żaden sposób nie oddziaływali oni na jego życie.

Miłość do Ojczyzny, tak jak każda miłość winna więc wynikać z przywiązania. Ja urodziłem się w Warszawie i tu też spędziłem większą część swojego życia. Tu pierwszy raz poszedłem do szkoły, poznałem swoich pierwszych kolegów, zawierałem pierwsze przyjaźnie itd. Mam z tym miastem związanych mnóstwo wspomnień. Mogę więc z czystym sumieniem powiedzieć, że je kocham, jakkolwiek byłoby brzydkie i brudne, jest moją małą lokalną ojczyzną. Część dzieciństwa spędziłem jednak również w Sofii. Stamtąd mam również mnóstwo pięknych wspomnień. Podobnie z Mazur, Krakowa, Paryża i innych miejsc, w których bywałem i które w jakiś sposób na mnie oddziaływały.           
Nigdy, tymczasem, nie byłem na przykład we Wrocławiu. Jakie więc mam mieć podstawy aby się z tym miastem identyfikować? Leży w Polsce ktoś by powiedział. Czy jednak to wystarczy? Przecież to nie moja zasługa. Czy gdyby nagle rządzące nami elity rozpoczęły atak na któregoś z naszych sąsiadów i włączono do naszego kraju część ziem to czy miałbym natychmiastowo zgłosić gotowość do obrony nowych miast i zadeklarować swoje oddanie dla sprawy tylko dlatego, że teraz są w Polsce? Bynajmniej. Dla mnie te miasta byłyby tak samo obce jak obcy mi jest Nowy Jork, Dhaka czy Berlin.

W tym miejscu ktoś zarzucić mi może, że nie uwzględniam w tym wszystkim roli tradycji i obyczajów, które przecież są podstawą każdego narodu. Zgoda, jednak zarówno tradycje jak i obyczaje muszą być kwestią naszych osobistych przemyśleń. Jeśli obchodzenie świąt Bożego Narodzenia uważam za rzecz dla mnie nieistotną mam wszelkie prawo ten obyczaj zakwestionować i obchodzić ten dzień wedle własnego uznania. Wszystkich ludzi coś łączy, nie tylko w skali narodowej, ale też, a może przede wszystkim, globalnej. Czy w takim razie tradycje są bez znaczenia? Nie. Jednak tradycje kształtują się latami i nie mogą być nam również w żaden sposób narzucone. Czy takie myślenie, odrzucające dogmatyzm może być dla tradycji niebezpieczne? Czy stanowi dla niej zagrożenie? Również nie.

Tutaj właśnie dochodzimy do sedna problemu. Zarówno w Polsce bowiem jak i wielu innych krajach mówi się o zagrożeniu dla narodowej tożsamości, o ujednoliceniu kultury na świecie. Jest to zagrożenie jak najbardziej realne. Gdzie jednak leżą jego korzenie? Czy rzeczywiście, jak to zwykli głosić miłośnicy idei narodowych, zagrażają nam emigranci, Arabowie i islamiści? Nie. Problem emigracji jest oczywiście poważny, jednak nie ze względu na „obcą kulturę” emigrantów tylko na ich status ekonomiczny. Ludzie są związani ze swoimi rodzinami, przyjaciółmi, miastami, większość wolałaby zapewne pozostać w swoim kraju czy regionie. Zwykle uniemożliwia im to jednak panująca tam sytuacja społeczno-polityczna oraz gospodarcza. Problemem nie są więc sami emigranci tylko właśnie powody dla których zmuszeni oni zostali do emigracji, a te od lat pozostają wciąż te same. Bieda, ubustwo, brak środków do życia, utrudniony dostęp do edukacji. Emigranci, traktowani jak przysłowiowe piąte koło u wozu stanowią jedynie kolejną ofiarę wolno rynkowych zasad. Tego jednak patrioci a'la NOP czy ONR zdają się nie dostrzegać. Walczyć należy z przyczynami, a nie skutkami. Przyczną jest system, skutkiem rasistowska polityka emigracyna.

Obecnie na Ziemi żyje ponad 6 mld ludzi. Żyjemy w tzw. „globalnej wiosce”. Każdy nasz ruch ma wpływa na innych. Nie da się odizolować jednego 30 milionowego państwa w Europie, otoczyć go murem i odrzucić „lewackie, masońskie i żydowskie” niebezpieczeństwa. W ten sposób pojmowany patriotyzm jest bowiem jeszcze bardziej niebezpieczny dla samej tradycji aniżeli obecna globalizacja. Dlaczego dzisiaj większa część młodego pokolenia jest bezideowymi wyznawcami McDonald’sa i warszawskiej Galerii Mokotów? Nie dlatego, że bliżej nieokreślony wyznawca islamu dyba na zachodnią demokrację. Są nimi dlatego, że to się dziś kulturowo i społecznie opłaca. Do tego właśnie sprowadza się największy problem. Problem globalizacji, ale nie myśli, a kapitału. Bezduszna polityka nastawiona ma maksymalizację zysków sieje nie tylko fizyczne, ale też ideowe i światopoglądowe spustoszenie na całym świecie. Zgoda na legalizacje związków partnerskich w żaden sposób nie zagraża niczyjej polskości. Zagraża jej za to ideologia niepohamowanej konsumpcji, która jest integralną częścią obecnego systemu. Jakiekolwiek więc próby „ratowania” Ojczyny w oderwaniu od globalnych realiów nie mają racji bytu. Możemy być dumni ze swojego pochodzenia, możemy pielęgnować swoje obyczaje, ale nie możemy zatracić zdrowego rozsądku. Dziś walka nie toczy się o wyższość jednej kultury nad drugą, nie o wyższość białych nad czarnymi tylko o wyzwolenie się spod szponów kapitału. To on niszczy etniczne plemiona i kultury, to on pragnie jej ujednolicenia. To nie w interesie jakiś wyimaginowanych postkomunistów leży kupno przez nastolatków nowego numeru „Bravo!” tylko konkretnych elit, które oddziałując w ten sposób na młode pokolenie chcą wpoić im konieczność posiadania. Tyko to zapewni im bowiem dalsze zyski. Nie musimy okopywać się przed zalewem czyjejkolwiek kultury.

Żadna kultura poza masową nie pragnie integrować w nasze obyczaje, a kulturę masową tworzą elity i korporacje, a nie Arabowie. W rzeczywistości nie mamy bowiem do czynienia, jak nam się to nachalnie wmawia, z globalizacją kultury. Globalizuje się wyłącznie kapitał. Masowa kultura jest tylko narzędziem w jego rękach. Na świecie są tysiące kultur, które mogą przekazać nam coś wartościowego i pięknego, i jest jedna, która pragnie sprowadzić nas do roli wiecznie głodnych nowych dóbr konsumentów. To od nas zależy którą wybierzemy. Ludzie winni się z nią identyfikować na podstawie własnych przemyśleń, a nie manipulacji i propagandy, jaką stosuje neoliberalizm; ani też na podstawie pięści i kijów bejsbolowych jakie stosuje skrajna prawica.

Kolejne podziały na hetero i homoseksualistów, na białych i czarnych, na wierzących i ateistów, na masonów i patriotów tylko pogłębiają obecną sytuację. Są dla kapitalizmu doskonałą pożywką bowiem odwracają one uwagę od właściwego problemu. Paradoksalnie więc aby obronić swoją tożsamość i światopogląd musimy wykazać się internacjonalizmem. Wrogiem jednej tradycji nie jest druga tradycja. Nie muszą one ze sobą w jakikolwiek sposób konkurować. Wróg jest gdzie indziej i do pokonania go potrzebna jest ogólnoświatowa mobilizacja, która zamiast szukać dalszych podziałów stworzy jedną spójną linie frontu wymierzoną w ponadnarodowy kapitał. Będzie to z pożytkiem zarówno dla nas – mieszkańców Europy – jak i dla obywateli Madagaskaru, Australii i wszystkich innych ludzi na świecie. Tylko wtedy możliwy będzie dalszy rozwój społeczeństwa. Zarówno materialny jak i ideowy. W przeciwnym razie grozi nam utonięcie w bezideowej papce konsumpcji i śmierć w wyścigu szczurów.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing