|
Hiszpańscy socjaliści niespodziewanie wygrali wczorajsze wybory. Wynik głosowania nie potwierdził wcześniejszych sondaży, które wskazywały na przewagę Partii Ludowej (PP). Ten nagły zwrot w całej sytuacji został spowodowany radykalną zmianą nastrojów społecznych w przeciągu zaledwie paru dni.
Wypadki te zasługują na największą uwagę, ponieważ akcentują głębokie procesy zachodzące na skalę globalną. Nagłość zmian jest odbiciem ogólnego kryzysu kapitalizmu, który dotyka w tej chwili każde państwo na świecie.
Obecny okres w historii świata charakteryzuje się kolosalną i bezprecedensową niestabilnością. Znajduje to swój wyraz w nieprzewidzianych zmianach zachodzących we wszystkich sferach, a może wyrazić się poprzez gwałtowne zmiany n nnn astrojów zarówno elit, jak i mas. Rozpacz występuje na przemian z euforią, po burzliwych zwrotach w prawo następują jeszcze bardziej burzliwe zwroty w lewo.
Zjawiska te, zebrane razem s ą powierzchownymi symptomami organicznego kryzysu kapitalizmu. Jego skutkiem są nie tylko koniunkturalne wahania gospodarki, ma on uniwersalny charakter i nie można go rozwiązać na bazie obecnego systemu. U podłoża problemu leży fakt, iż rozwój sił wytwórczych dawno już przerósł i teraz napotyka na ogromną barierę w postaci prywatnej własności środków produkcji oraz państwa narodowego.
Globalizacja była próbą znalezienia wyjścia z tego impasu. Jej początkowym rezultatem było umożliwienie kapitalistom uniknięcia głębokiego kryzysu. Teraz jednak widać ograniczenia globalizacji. W ostatecznym rozrachunku jej efektem jest jedynie zwielokrotnienie wszystkich sprzeczności kapitalizmu na daleko większą skalę niż kiedykolwiek wcześniej. Globalizacja to globalny kryzys kapitalizmu, wyrażający się poprzez kryzysy ekonomiczne i finansowe, ale także i polityczne, dyplomatyczne czy wojskowe.
Terroryzm, który nabrał cech chronicznej i nieuleczalnej choroby, jest tylko jedną z wielu oznak tego kryzysu. Koncentrując się tylko na objawie, klasa panująca próbuje odwrócić uwagę szerokich mas ludności od głębokiego załamania utrzymywanego przez nią systemu. Poprzez użycie nagiej siły, desperacko próbuje ona rozwiązać problemy, których przyczyna leży w światowym kapitalizmie.
Przystępując do przywrócenia „porządku” przy użyciu przytłaczającej siły militarnej, tylko nasila ona konwulsje i turbulencje, nadając im jeszcze bardziej dziki i barbarzyński charakter. Z tego powodu operacja wojskowa w Iraku nie dała żadnego rezultatu, a jedynie pogłębiła panujący tam chaos i niestabilność.
Terroryzm i wojna karmią się nawzajem i tworzą piekielny krąg akcji i reakcji. Zachowania, które dane było nam oglądać przez dziesięciolecia w Trzecim Świecie, rozprzestrzeniają się teraz na wysoko rozwinięte kraje kapitalistyczne. Masakra w Madrycie jest tego makabrycznym dowodem. Uruchomiła ona jednak natychmiastowo reakcję łańcuchową, która kompletnie odmieniła całą sytuację.
Lekcja dialektyki
Dialektyka uczy nas, że rzeczy zamieniają się w swoje przeciwieństwa. Tego ranka, podczas rozważania wyborczej porażki poniesionej przez prawicową Partię Ludową, José María Aznar miał dobrą okazję do rozmyślania nad słusznością dialektyki.
Jeszcze tydzień temu dominującym nastrojem wśród klasy pracowniczej był pesymizm. Lecz dziś już nie! Nastroje wśród hiszpańskich pracowników i młodzieży zmieniły się z dnia na dzień. Dzisiejsze wydanie brytyjskiego dziennika Independent tak opisuje sceny, które nastąpiły po ogłoszeniu wyników wyborów:
„Ulica, przy której mieści się siedziba socjalistów w Madrycie była cała w purpurowych i białych flagach. „Za-pa-tero Pre-si-dente!” - krzyczał rozentuzjazmowany tłum. Samochody jeździły po całej stolicy, trąbiąc triumfalnie aż do rana.”
W jaki sposób możemy wyjaśnić tę nagłą zmianę? Decydujący znaczenie miały oczywiście czwartkowe ataki terrorystyczne w Madrycie, w których zginęło 200 osób, a 1500 zostało rannych. Spowodowały one ogromną mobilizację elektoratu – ludzie masowo poszli do urn. Frekwencja wyniosła 74%, o 9 punktów procentowych więcej niż podczas ostatnich wyborów w 2000 roku, w których bezwzględną większość uzyskała Partia Ludowa. Jednakże prognozy, jakoby atak terrorystyczny miał pomóc Partii Ludowej w zwycięstwie, okazały się nietrafione. Ludzie zagłosowali przeciwko niej, wykazując tym samym dużą dojrzałość polityczną i świadomość klasową.
Aznar i politolodzy nie byli jedynymi, którzy przepowiadali łatwe zwycięstwo Partii Ludowej. Wskazywały na to także wszystkie sondaże, a opinię tę podzielała również większość lewicy. Przez lata hiszpańska klasa robotnicza musiała zmagać się z konserwatywnym rządem prawicowym, który wydawał się nie mieć końca. Wszechobecny był pesymizm, a nawet i fatalizm. Teraz wszystko się zmieniło, a zmiana ta zaszła w ciągu zaledwie paru dni.
Stało się tak dzięki jednej i tylko jednej rzeczy – nagłemu pojawieniu się klasy robotniczej na scenie. Po czwartkowych atakach terrorystycznych nastroje hiszpańskiego społeczeństwa przeszły błyskawiczną drogą ewolucję od oszołomienia i szoku, przez smutek, dezorientację i frustrację, aż do wściekłości. Oburzenie mas skupiło się w końcu na samym rządzie.
Rząd Partii Ludowej miał pod kontrolą prawie wszystkie środki masowego przekazu i wykorzystał to ze zdumiewającym cynizmem manipulując informacjami. Przeprowadzona została bezprecedensowa kampania kłamstw i przeinaczeń, mająca na celu zasianie paniki i zdobycie poparcia opinii publicznej. Lecz oto wbrew powszechnemu poglądowi panującemu wśród lewicowych intelektualistów, według których kontrola mediów jest przeszkodą nie do pokonania dla socjalistycznej transformacji społeczeństwa, w momencie prawdy cała propaganda prasowa przestała się liczyć. Tak naprawdę osiągnęła ona dokładnie odwrotny skutek.
Aznar w cyniczny sposób wykorzystał narodową tragedię, aby zasiać panikę i pozyskać elektorat dla swojej partii w oparciu o tzw. „wojnę z terroryzmem”. Rząd otwarcie kłamał i ukrywał fakty tak, by przekonać ludzi o odpowiedzialności ETA za zamachy. Nie miano zamiaru podawać do wiadomości publicznej informacji o odpowiedzialności Al-Quaidy, ponieważ wiedziano, że spowoduje to ponowne wszczęcie debaty o słuszności poparcia Partii Ludowej dla irackiej awantury Busha.
Przywódcy partii socjalistycznej (PSOE) i Zjednoczonej Lewicy (IU) [koalicja Partii Komunistycznej i innych, mniejszych ugrupowań lewicowych – przyp. tłum.] naiwnie podchwycili podsuniętą im przez rząd pułapkę i nawoływali do „jedności narodowej”. W piątkowych demonstracjach w całej Hiszpanii wzięło udział 12 milionów ludzi, w tym ponad 2 miliony w samym Madrycie. Lecz nawet na tych demonstracjach, które wszak miały być manifestacją narodowej jedności, już widoczne były oznaki podziałów. Kiedy Aznar pojawił się na czele demonstracji, razem z księciem Asturii, słychać było gwizdy dezaprobaty dobiegające z tłumu.
Z każdą mijającą godziną coraz bardziej wiadomo było, że wersja rozpowszechniana przez rząd o odpowiedzialności ETA za zamachy nie jest jedyną hipotezą. Im bardziej ludzie zdawali sobie sprawę z tego, że atak zorganizowała prawdopodobnie Al-Quaida, tym bardziej początkowy szok zamienił się w oburzenie. Zewsząd słychać było pytanie: „Kto jest za to odpowiedzialny?”.
Interwencja mas
Różnice, które mogły zostać zauważone już na piątkowych demonstracjach, powiększały się dalej. Podczas wielu manifestacji dochodziło do spięć pomiędzy poszczególnymi grupami; zwykle chodziło o spory między młodymi a starymi, klasą robotniczą i klasą średnią. Pokazywało to początki zróżnicowania klasowego w ruchu masowym.
Atak z 11 marca uderzył najbardziej w hiszpańskich pracowników. Dzielnice, które ucierpiały to nie zamieszkane przez burżuazję Barrio de Salamanca, lecz proletariackie regiony jak Vallecas czy Pozo. Zabici ludzie nie byli bankierami ani maklerami, lecz pracownikami idącymi do pracy lub dziećmi z rodzin robotniczych zmierzającymi do szkół.
Na pogrzebach niewiele było garniturów i krawatów. Widać było przeciętnych ludzi z cierpieniem i smutkiem wypisanym na twarzach – musieli oni zapłacić straszliwą cenę za działania, których ani nie kontrolowali ani nie rozumieli ich sensu.
W normalnych okolicznościach tacy ludzie nie przywiązują zbytniej wagi do polityki, nie są oni zainteresowani wydarzeniami rozgrywającymi się na arenie międzynarodowej, ponieważ wydają się one być bardzo daleki. Ale teraz, niczym grom z jasnego nieba, światowy kryzys wywrócił świat zwykłego człowieka do góry nogami.
Głównym powodem, dla którego Hiszpanie głosowali przeciwko Partii Ludowej, jest ich słuszne przekonanie, że niewolnicze poparcie Aznara dla Busha i jego tak zwanej „wojny z terroryzmem” spowodowało umieszczenie Hiszpanii na liście celów islamskich fundamentalistów i bezpośrednio przyczyniło się do madryckich ataków terrorystycznych. Jednakże uświadomienie sobie tego nie miałoby miejsca, gdyby nie bezpośrednia i masowa interwencja ludności.
Demonstracje zwoływane przez PP wszędzie obracały się przeciwko niej. W sobotę, zainicjowany ruch zaczął przybierać formę ataków na samą Partię Ludową. Ludzie zobaczyli, że Aznar i jego rząd z obawy o utratę wyborców ukrywali informacje wskazujące na prawdopodobny udział Al-Quaidy w zamachach,. Oburzenie z tego powodu zostało w ostry sposób zamanifestowane w burzliwej demonstracji przed siedzibą Partii Ludowej w sobotę wieczorem.
W telewizyjnych migawkach widać było niesamowite sceny – ludzie, wiele z nich w starszym wieku, walczący z siłami porządku publicznego, kłócący i spierający się z ciężko uzbrojoną policją. Ci ostatni, wyraźnie zdenerwowani, odpowiadali pokazując pałki, a nawet celując z broni w demonstrantów. Przez moment realna była groźba wybuchu zamieszek, ale ogromna liczba ludzi (około 10 000) zmusiła policję do poddania się.
Rządowi rzecznicy wydali oświadczenie, że demonstracje były „nielegalne”, ponieważ odbyły się w tzw. „dzień ciszy przedwyborczej” (dzień przed wyborami, kiedy obowiązuje cisza wyborcza i zakazane są wszelkie wystąpienia publiczne). Pokazuje to w najlepszy sposób odizolowanie społeczne polityków prawicy – absurdem było myślenie, że ludzie w takiej sytuacji będą siedzieć z założonymi rękoma. Mówimy o Hiszpanii i nikt, kto choć trochę orientuje się w tradycjach hiszpańskiej klasy robotniczej, nie powinien być zaskoczony sobotnimi wydarzeniami.
Próba kryminalizacji demonstracji doprowadziła do przeciwnych rezultatów. Tłum skandował wyzywająco: „To, co robią ludzie, nie jest nielegalne”, a także „Zdelegalizować Partię Ludową!”. Były także i inne hasła wyrażające dezaprobatę ludzi: „Kłamcy!”, „Mordercy!”, „Powiedzcie nam prawdę!” i wciąż powtarzane: „Stop wojnie!”.
Nastroje złości wśród tłumu najbardziej widoczne były w Barcelonie, gdzie liderzy Partii Ludowej – Rato i Piqué – zostali zmuszeni przez manifestantów do opuszczenia demonstracji. Podobne relacje napływały z całej Hiszpanii. Zdenerwowanie i panika wśród partii rządzącej znalazła swój wyraz w wydanym przez nią oficjalnym oświadczeniu skierowanym do komisji wyborczej, w którym oskarżano opozycję o podburzanie do atakowania siedzib PP.
Komisja odrzuciła skargę z tego prostego powodu, że była bezpodstawna – nikt nie organizował tych demonstracji. Pracownicy i młodzież protestujący przed siedzibami Partii Ludowej robili to spontanicznie, zgodnia z najlepszymi tradycjami hiszpańskiej klasy robotniczej. Nigdzie nie widać było przywódców opozycji.
Nic innego, jak tylko spontaniczny ruch masowy spowodował historyczne zwycięstwo socjalistów w wyborach..
Decydująca rola młodzieży
Kolejnym, ważnym elementem układanki była młodzież, która odegrała decydującą rolę zarówno na demonstracjach, jak i w wyborach. Elektorat zasiliło około dwóch milionów głosujących po raz pierwszy. Hiszpańska młodzież, rzekomo apolityczna i apatyczna, masowo wzięła udział w wyborach i w większości zagłosowała na socjalistów.
Przebudzenie młodzieży jest decydującym czynnikiem w całej tej sytuacji. Kierowany przez marksistów Związek Studencki (Sindicato de Estudiantes, SE) odegrał kluczową rolę w organizowaniu, zmobilizowaniu i upolitycznieniu młodzieży. Szybko i sprawnie reagował on na najnowsze doniesienia i cały czas znajdował się w centrum wydarzeń.
Dzień po tragedii, SE zaapelował o organizację strajków i demonstracji, na co uzyskał szeroki odzew w całej Hiszpanii. Była to jedyna siła polityczna w Hiszpanii, która zrozumiała rewolucyjny potencjał młodzieży. Bez zdecydowanej interwencji SE, prawica i elementy faszystowskie mogły mieć pewien wpływ na kształt ruchu, przynajmniej w pierwszej fazie, kiedy królowała dezorientacja.
W Madrycie na początku demonstracji pojawiło się paru faszystów wymachujących hiszpańskimi flagami. Zostali oni jednak szybko uciszeni przez członków SE, którzy odebrali im mikrofon i zaczęli skandować: „Pracownicy i studenci, razem idźmy naprzód!”. Tłum słuchał w całkowitej ciszy, a po chwili zareagował głośnym aplauzem.
Demonstracje SE odbyły się w całej Hiszpanii: w Barcelonie wzięło w niej udział 50 000 ludzi, 20 000 w Madrycie, 10 000 w Salamance, 10 000 w Gijon, 8 000 w Bilbao. Metody działania marksistowskich studentów idealnie odpowiadały bojowym nastrojom na ulicach. Oświadczenia SE wszędzie przyjmowane były z aprobatą, nawet przez tych, dla których była to pierwsza demonstracja w życiu.
Rola reformizmu
Zasadą jest, że gdy miliony ludzi zaczyna wchodzić na arenę dziejów, będą nieuchronnie starać się wyrazić swoje niezadowolenie poprzez tradycyjne i masowe organizacje. Jeśli ktokolwiek w to wątpi, niech spojrzy na to, co stało się w Hiszpanii. Pomimo że przywódcy PSOE nie odegrali żadnej roli w masowych mobilizacjach przeciwko Partii Ludowej, kiedy pracownicy zaczęli szukać alternatywy, zagłosowali masowo na PSOE. Nawet w Kraju Basków socjaliści zwiększyli swe poparcie, stając się tam drugą siłą polityczną po PNV (Narodowa Partia Basków).
José Luis Rodriguez Zapatero, przyszły premier Hiszpanii, zdobył 43% poparcia dla swojej partii, co daje 164 na 350 miejsc w parlamencie. Socjaliści mogą liczyć na wsparcie innych grup lewicowych, ogólnokrajowych i regionalnych, co daje im możliwość utworzenia rządu mimo nie posiadania większości miejsc w parlamencie.
W rzeczywistości poparcie dla socjalistów jest o wiele większe. Wyniki wyborów są bardzo ogólnym wyznacznikiem poglądów społeczeństwa. Są tylko odbiciem nastrojów dominujących w danej chwili i zmieniających się przez cały czas. W Hiszpanii działo się to z godziny na godzinę, a dezaprobata dla rządu wzrastała błyskawicznie.
Wybory odbyły się zaledwie trzy dni po atakach. Wciąż powszechna była dezorientacja. Mass media, w skandaliczny sposób zmanipulowane przez rząd, wciąż starały się odsunąć podejrzenia od Al-Quaidy. Gdyby jej udział został udowodniony i natychmiast zdemaskowano by kontrolę mediów przez PP, oburzenie byłoby jeszcze większe. Przewaga socjalistów zostałaby ostatecznie ugruntowana, dając im bezwzględną większość w parlamencie.
Jednak, szczerze powiedziawszy, przywódcy PSOE byli bardziej zaskoczeni wynikami wyborów niż ktokolwiek inny. Tacy jak oni zawsze są zaskoczeni! Reformistyczni przywódcy nigdy nie wierzą w siły klasy pracowniczej i zawsze są zdumieni, kiedy ta przekazuje władzę w ich ręce. Na takiej samej zasadzie hiszpańscy przywódcy związków zawodowych byli zaskoczeni, kiedy robotnicy masowo odpowiedzieli na ich wezwania do strajku generalnego.
Powiedzmy otwarcie: porażka Partii Ludowej nie miała nic wspólnego z działaniami przywódców PSOE, którzy nie zrobili nic, aby zdobyć władzę. Przeciwnie, natychmiastowo akceptując wezwanie Aznara do „jedności narodowej” po czwartkowych wydarzeniach, działali na rękę PP. Jeśli zależałoby to od nich, Partia Ludowa nadal byłaby u władzy. Tym, co zmieniło wszystko był spontaniczny i oddolny ruch klasy robotniczej
Zapatero z drżącymi rękoma przyjął władzę, którą dostał niespodziewanie od klasy pracowniczej. Ostatniej nocy powiedział: „Dziś Hiszpanie przemówili wspólnym głosem. Powiedzieli, że chcą rządów zmiany. Dziękuję wam za to zaufanie.” Miał rację – to klasa pracownicza oddała na niego swoje głosy i zaufała mu. Jednakże zaufanie to opiera się na przekonaniu, że socjalistyczny rząd zerwie współpracę z amerykańskim imperializmem i wycofa swoje wojska w Iraku.
Młodzież poparła sprawę socjalizmu. Socjaliści, którzy poprzednio nie poszli na głosowanie rozczarowani polityką ich przywództwa, tym razem w większości poszli zagłosować, aby dać nauczkę rządowi. Nie był to więc głos poparcia dla przywódców socjalistów, jak to sobie wyobraża Zapatero, ale przede wszystkim głos przeciwko znienawidzonej prawicy za jej współpracę z amerykańskimi klasami rządzącymi przy zbrodniczej wojnie w Iraku.
Jednym z głównych punktów programu partii Zapatero było wycofanie z Iraku 1300 żołnierzy hiszpańskich. Stanowisko to popierają wszystkie inne partie – prócz Partii Ludowej – i staje się ono teraz jedną z najbardziej palących kwestii. Niebawem znajdzie się w centrum uwagi pracowników i młodzieży, którzy zapewniając PSOE zwycięstwo swoimi głosami będą teraz oczekiwać spełnienia wyborczych obietnic.
Czy przywódcy socjalistów dotrzymają słowa? Przemówienie Zapatero po zwycięstwie PSOE nie wyglądało zbyt obiecująco. Nie była to postawa kogoś, kto właśnie odniósł spektakularne zwycięstwo, ale raczej kogoś, kto boi się dopiero co oddanej mu władzy, i który pragnie ostudzić zapał i oczekiwania swych zwolenników. Powiedział, że chce „spokojnych zmian”, co brzmiało niemalże jak zapowiedź ich zupełnego braku.
Dzisiejszy Independent pisze: „Zapatero pojednawczo określił swego przeciwnika, Mariano Rajoya, jako ‘godnego rywala’. Przyszły premier powiedział, że wybory te były ‘zwycięstwem dla wszystkich’ i określił siebie jako równie zdeterminowanego w walce z terroryzmem jak Aznar. Powiedział, że chce „maksymalnej współpracy wszystkich partii politycznych w tej kwestii”. Nie to chciały usłyszeć miliony robotników, które zagłosowały na PSOE!
Skutki międzynarodowe
Przyczyna rezultatu hiszpańskich wyborów leży nie w Hiszpanii, ale na burzliwej, światowej scenie politycznej. Reperkusje ostatnich wydarzeń rozgrywających się w Hiszpanii nie zamkną się w jej granicach, ale wpłyną znacząco na sytuację międzynarodową.
Wybory w Hiszpanii były porażką nie tylko prawicowej Partii Ludowej, ale również Busha i Blaira. Aznar miał nadzieję, że władza spłynie gładko i bez problemów na jego następcę, Rajoya. Podobnie jak Franco, myślał, że wszystko jest „zapięte na ostatni guzik”. Mylił się jednak. Bush i Blair muszą teraz – nie bez powodów – się obawiać, że spotka ich podobny los – ludzie w Wielkiej Brytanii i USA z całą pewnością będą uważnie obserwować sytuację w Hiszpanii.
Wyborcy surowo ukarali Partię Ludową za poparcie wojny w Iraku. Wywołało to poruszenie w Londynie i Waszyngtonie, Bush i Blair stracili swego najpewniejszego sojusznika w Europie. Teraz samotny w Europie Blair – jeśli nie liczyć włoskiego premiera, Silvio Berlusconiego – musi poważnie rozważyć coraz bardziej realną groźbę – jak to się stało z Aznarrem – utraty bezwzględnej większości. Lekcja ta nie pójdzie na marne w przypadku Blaira i jego przyjaciela z Białego Domu.
Administracja Busha ma nawet więcej powodów do obawy niż Blair. Wybory prezydenckie już niedługo, a nastawienie amerykańskiej opinii publicznej powoli obraca się przeciwko wojnie, która zdaje się nie mieć końca. Republikanie boją się, że porażka PP bardziej uwypukli tę kwestię i doprowadzi do wycofania żołnierzy hiszpańskich z Iraku. Wzmogłoby to presję w samych Stanach, by wycofać wojska z Iraku.
Dziś rano Zapatero wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że wojna w Iraku jest katastrofą i ostrzegł, że Hiszpania wycofa swoje oddziały do czerwca, „jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie”. Oznacza to, że zamierza on dotrzymać obietnicy wyborczej dotyczącej zakończenia udziału w operacji irackiej, ale jednocześnie oświadczenie to zawiera niepozorne zdanie podrzędne, które może wpłynąć na ostateczną decyzję. Już w tej chwili Tony Blair mówi, że „sytuacja w Iraku się zmienia”, a więc nie ma potrzeby, żeby hiszpańskie wojska się wycofywały.
Istnieje również możliwość nowego posunięcia ONZ i uchwalenia jakiejś rezolucji, aby zalegalizować okupację Iraku i znaleźć argument przemawiający za pozostaniem tam hiszpańskich wojsk. Hiszpańscy pracownicy i młodzież muszą być czujni! Muszą się organizować protesty przy każdej, nawet najmniejszej oznace ustępstw.
W nadchodzących tygodniach Waszyngton i Londyn będą wywierać ogromną presję na Madryd, aby nie wycofywał swych wojsk. Nawet zanim utworzą rząd, przywódcy PSOE będą poddawani nieustannej presji ze strony klas rządzących w kraju i za granicą. Zapatero odbierze telefony z gratulacjami z Londynu i Waszyngtonu i, jakby mimochodem, przypominające o jego „międzynarodowych zobowiązaniach”. Ze zdumiewającą arogancją, jeszcze przed ogłoszeniem wyników wyborów, Powell i Rumsfeld ostrzegli hiszpańskich socjalistów, że nie wolno im wycofać wojsk z Iraku i, że muszą dalej popierać „wojnę z terroryzmem”.
Amerykańskim imperialistom wydaje się, że mają boskie prawo (kiedyś nazywali je „teorią objawionego przeznaczenia”) do ingerowania w politykę wszystkich rządów na świecie. Słabym państwom, które nie mogą się bronić, mówią: „Róbcie jak mówimy, albo was zbombardujemy!”, „Róbcie jak mówimy, albo będziemy okupować wasz kraj!” – szantażują tak Kubę i Wenezuelę. Teraz chcieliby potraktować w ten sposób i Hiszpanię, ale to wywołałoby tylko większą wściekłość Hiszpanów.
Jednakże socjalistom nie będzie tak łatwo zignorować żądania ich wyborców. Wybory odbyły się, gdy miliony ludzi zaczęły się mobilizować. Wywołano dżina z lampy i nie będzie łatwo zamknąć go tam z powrotem. Społeczeństwo da nowemu rządowi pewien kredyt zaufania, jednak miodowy miesiąc Zapatero nie będzie trwał długo. Nie wycofanie wojsk z Iraku otworzy drogę do nowych, jeszcze większych demonstracji i protestów.
Każda oznaka tego, że nowy rząd idzie na ustępstwa wobec Waszyngtonu i Londynu, spotka się z opozycją robotników i młodzieży, a także szeregowych członków PSOE. Przywódcy partii socjalistycznej znajdą się między młotem a kowadłem. Już teraz wszędzie zaczynają się pojawiać transparenty z hasłami typu „Stop wojnie!” – każda próba złamania obietnicy wyborczej przez PSOE spowoduje wściekłość jej zwolenników.
Potrzeba rewolucyjnej polityki
W takich warunkach powinny rosnąć w siłę Partia Komunistyczna i Zjednoczona Lewica. Ale IU została poważnie osłabiona w tych wyborach. Pomimo dość stabilnego elektoratu, IU straciła miejsca w parlamencie, z dziewięciu do pięciu. Ponadto stracili wszystkie miejsca w swych tradycyjnych bastionach – Andaluzji i Asturii – co było dla nich bardzo mocnym ciosem.
Po części mogło to być spowodowane tak zwanym prawem „pożytecznego głosu” (głosowanie taktyczne) – ci, którzy chcieli głosować przeciwko Partii Ludowej, oddali swój głos na socjalistów, aby nie dzielić lewicy na dwa obozy. Nie wyjaśnia to jednak wszystkiego. Regułą jest, że tam gdzie klasa pracownicza ma do wyboru dwie partie robotnicze, jedną większą, a drugą mniejszą, obie z podobnymi programami, zagłosuje na większą, a mniejsza wykaże tendencje do obumierania.
Gdyby Partia Komunistyczna zaprezentowała prawdziwie komunistyczny program, radykalnie odmienny od polityki PSOE, wtedy przynajmniej ci najbardziej świadomi robotnicy i młodzież zauważyliby różnicę i zagłosowali na komunistów. Jednak obecnie różnica ta jest minimalna i zatarta. Liderzy IU ewoluowali mocno na prawo, marksizm ostał się jedynie w przemówieniach.
Podczas kryzysu, który poprzedził wybory, stanowisko zajęte przez Zjednoczoną Lewicę było niemal w każdym punkcie zbieżne z linią PSOE. Natychmiast przyłączyli się do Partii Ludowej, wzywając do „jedności narodowej”. Nie mieli żadnego, niezależnego stanowiska i teraz za ten oportunizm zapłacili wysoką cenę.
W szeregach Zjednoczonej Lewicy i Partii Komunistycznej znajduje się wielu oddanych sprawie komunistów, którzy chcą walczyć o prawdziwie komunistyczną politykę partii. Muszą oni żądać zmiany kursu. Teraz bowiem, bardziej niż kiedykolwiek, idee marksistowskie wykazały swą słuszność. Apele o prawdziwie rewolucyjną politykę i taktyki będą narastać w nadchodzących tygodniach i miesiącach, w miarę jak coraz więcej ludzi zacznie dostrzegać, że na bazie kapitalizmu żadne zmiany są niemożliwe.
Scena polityczna jest przygotowana na nowe nagłe zwroty, zarówno w skali krajowej, jak i globalnej. Masy ludzi przechodzą bardzo ciężkie terminy, ale uczą się szybko. Obowiązkiem marksistowskiej tendencji jest maszerować ramię w ramię wraz z nimi, pchać ruch naprzód, aktywnie promując radykalną politykę i strategię. Jednak przede wszystkim należy pozyskać klasę robotniczą, zaczynając od najbardziej świadomych jej warstw oraz młodzieży, dla programu rewolucji socjalistycznej.
Cokolwiek się stanie, nie będzie to spokojny okres. Nastąpi jeszcze większy zwrot na lewo, a idee obecnie socjalistyczne znajdą poparcie w coraz szerszych kręgach.
Kiedyś Lenin powiedział, że kapitalizm to horror, który nie ma końca. Oblicze tego horroru widzieliśmy w czwartek w Madrycie. Jednak dzisiaj widzimy inne oblicze, oblicze triumfującej klasy robotniczej, która zadała ciężki cios swym wrogom, zarówno w kraju, jak i na świecie. Miejsce pesymizmu zajął optymizm. Miejsce defetyzmu zajęła pewność wygranej. Wyposażeni w odpowiednie narzędzia polityczne i ideowe, możemy zwyciężyć – nie tylko w Hiszpanii, ale wszędzie.
Nauki paru ostatnich dni w Hiszpanii muszą zostać uważnie przestudiowane przez wszystkich, którzy chcą zrozumieć istotę okresu, w którym obecnie się znajdujemy. To, co dziś stało się w Hiszpanii, jutro może mieć miejsce w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i w każdym innym kraju. Musimy być na to gotowi!
|