|
W dziale biografie znajdziesz życiorysy najbardziej znanych działaczy i myślicieli lewicowych. |
| Wybory misserii |
|
|
| Napisał(a): Wojciech Balon [socjalizm.org] | |
| 05.03.2006. | |
|
Dobry wieczór. Mam na imię..., pochodzę z..., moje wymiary to..., interesuję się... i chciałabym, żeby na świecie nie było wojen. Taką oto wyświechtaną gadką prezentuje swoją osobę, ubrana w najlepszym razie w suknię wieczorową, wypacykowana i świecąca kandydatka na „misskę”. Zostanie nią, jest, jak słychać wszędzie marzeniem każdej dorastającej kobiety. Korona, kolia z cennych kamyczków, do tego jeszcze jakiś samochodzik ufundowany przez sponsora – jednym słowem spełnienie marzeń. A wszystko to dlatego, że jest się tą najpiękniejszą. Najpierw jednak przewodniczący jury powie, że przyszła miss będzie nie tylko wzorem urody, ale i mądrości oraz uosobieniem cnót wszelakich. No i co kobitki, każda by tak chciała, co? Nie dość, że być piękną, to jeszcze mądrą, błyskotliwą i w ogóle „the best”. A na dodatek być ambasadorem...oczywiście pokoju. Fotografować się biednymi dziećmi, gdzieś w Somalii, machnąć na czeku jakąś kwotę, która zasili fundację, która potem zasili sponsorów, którzy potem zasilą swoje fundacje, te fundacje zasilą kwotami konta rządów biednych państw, a te na końcu zasilą swoich obywateli. Obietnicami. Że będzie lepiej. Ale wracając do naszej miss. Ona spełniła swój obowiązek, pokazała parszywe oblicze biednych i upokorzonych zakątków świata. Mission accomplished. Piękność według żelu Dlaczego ja o tym piszę? Żeby wyśmiać, wykpić, ponabijać się? Owszem tak. Piszę o tym również dlatego, żeby zaapelować i poinformować. Misską być nie warto. Czemu służą tak naprawdę wybory miss? Żeby wybrać tę najpiękniejszą? A co znaczy „najpiękniejsza”, albo nie, odrzućmy radykalizm, co znaczy piękna? Czy kobieta jest piękna dlatego, że wygrała konkurs, albo dlatego, że podoba się kumplom, albo nie daj Bóg jurorom? Czy kobieta jest piękna, kiedy wyjdzie tym śmiesznym krokiem, w stringach i staniku na scenę? Czy kobieta jest piękna, kiedy wykona układ choreograficzny, wzięty prosto ze stadionów w północnej Korei, gdzie obchodzono urodziny niejakiego Kim Dzong Ila? Czy kobieta jest mądra, gdy powie, że interesuje się jazdą konną? Czy kobieta jest błyskotliwa, mówiąc o tym, że wojny są „be”? Jeśli miarą piękna, jest werdykt kilku wyżelowanych macho polskiej sceny, uzurpujących sobie prawo do mówienia, kto jest piękny, to ja dziękuję. Akademicka dyskusja, która niejednokrotnie przenosi się do domów widzów tych igrzysk, o tym, kto woli blondynki, a kto brunetki; niskie, a może wysokie; z dużym biustem, a może małym, przypomina targi niewolników. Z jedną różnicą, nikt darowanym misskom nie patrzy w zęby. W końcu i tak są one piękne, lśniące, z odpornym na wszystko szkliwem, nie skalane nikotyną i kawą. Pamiętając o zgrupowaniach, reżimie, stresie i konkurencji, w to akurat wierzyć mi się nie chce. „Numerki” w ładnym opakowaniu Co więc jest istotą zjawiska „miss”? Bo bynajmniej nie to, żeby dowartościować płeć piękną, że jest piękna. Istotą jest tak naprawdę zachowanie status quo. Dobrze nam znanego, patriarchalnego robienia dobrze płci pięknej. Jeśli już pojawia się jakakolwiek krytyka wyborów w mediach głównego nurtu oraz w ustach uznanych autorytetów, dotyczy ona przeważnie, o ile nie w całości „wrażeń artystycznych”. Może inna muzyka byłaby odpowiednia, może stroje mogłyby być bardziej „trendy” lub bardziej „oldskul”. Innym z kolei zabrakło „show”, jeszcze inni stwierdzili, że „show” było aż zanadto. Nikt nie skupi się na tym, co przeżywają i co tak naprawdę znaczą dla innych kobiety, od których niejeden „kot” mógłby uczyć się musztry, a „fala” dla owych missek to, w porównaniu z reżimem obozowo-castingowym, zwykłe pasowanie na ucznia podstawówki. Ktoś powie – przecież o kobietach mówi się ciągle podczas wyborów. Oczywiście! Grono telewizyjnych ekspertów, przekrzykuje się, który „numerek” jest bliżej finałowej dziesiątki, który „numerek” jest w guście pana X, czy pana Y. Robienie z ludzi numerów już kiedyś przerabialiśmy, czyż nie? „Chcę oglądać twoje...” Kobieta, oczywiście, jest przedmiotem dyskusji, ba nawet zachwytu i uwielbienia. No właśnie – przedmiotem. Sprytnie współczesna, ukryta i hasająca do woli cenzura w naszym jakże pięknym i jakże demokratycznym kraju mami swych obywateli. Demoludki przyjmują jako jedyną i panującą prawdę przekazywaną przez wszystkie media (oczywiście wolne). Podobnie jest z igrzyskami typu „Miss...”. To dla Was kobiety, które zawsze byłyście w cieniu, pośród garów i pieluch, macie szanse pokazać, kim (czym?) naprawdę jesteście. Pokażcie, ze jesteście piękne, zgrabne, pokażcie, że w ogóle jesteście. Ze spodziewanym entuzjazmem przyjęto tę propozycję nowych igrzysk. Obojętnie, czy wygra się trabanta, czy najnowszy model „merca”, liczy się fakt osiągnięcia celu. Zostania miss! Z zostaniem miss wiążą się oczywiście wiadome korzyści materialne, no i oczywiście prestiż. Tak to wygląda z punktu widzenia anorektycznej nastolatki, gapiącej się w telewizor i marzącej o takiej sławie. „The truth is out there...” Jaka jest ta druga strona? Ciemne oblicze zostania miss? Te oto medialne igrzyska są niczym innym, jak kolejną próbą zdominowania jednej płci, przez drugą, a w szerszym kontekście zdominowania iście klasowego. Nie ma chleba, dajmy igrzyska. W Polsce to hasło jest „leitmotivem” tak bardzo widocznym (dla tych, którzy potrafią to dostrzec), wręcz symbolicznie zbliżonym do amerykańskiego „thanks, I’m fine”. Na ołtarz tychże igrzysk wędrują kobiety już przez wieki, pod tym względem mało się zmieniło. Kiedyś ta wędrówka była wyraźna – czarownice, sufrażystki, potem feministki. Ale tak naprawdę, czynią tak, często mimowolnie wszystkie kobiety. W dzisiejszym mcświecie stając się, jak nigdy przedtem ładnie opakowanym towarem. I to eksportowym. Mało tego, ona (kobieta) sama tego pragnie. To jest najbardziej przykre i najbardziej niebezpieczne; jednocześnie najbardziej symptomatyczne dla mieszkanek (i mieszkańców także) „globalnej wioski”. Milczące owieczki same podążają na rzeź. Iście demokratyczne. Wolny wybór, wolna wola. Sami decydujemy o sobie, w przeciwieństwie do pewnego „zbrodniczego systemu totalitarnego”. Owieczka ex machina Owieczki-misski realizując swoje marzenia, jednocześnie się ich pozbawiają. Ot, taka logika tych czasów. Kobieta ma wszelkie prawa do pokazania siebie, pokazania, kim jest, do wyjścia z cienia. Ale robienie tego, będąc trybikiem w misternie budowanej maszynie zniewolenia, beznadziei i bezguścia jest bardzo przykre. Dużo mówi się przy okazji wyborów, zarówno tych piękności, jak i tych mniej pięknych, bo politycznych o konieczności wyrównania szans, po prostu zwykłej równości płci. Życie codzienne wygląda jednak, jak obraz z krzywego zwierciadła obietnic. Wszystkie kobiety stają się misskami, zauważanymi, komplementowanymi, nawet koronowanymi; potem odchodzą do historii jako „numerek”, piękne ciało, długie nogi. Atutami kobiet oprócz tych „wizualnych” są przecież jeszcze inne. Ale pokazywanie ich, nie mówiąc o promowaniu, jest już mało popularne. Jest niebezpieczne. Jest jak chrzczona benzyna dla neoliberalnej i ciągle na wskroś patriarchalnej maszynki, którą kieruje oligarchiczna czeladka monopolistów prawdy, wiary, stosunków międzyludzkich. Każdy oświeceniowy trend, każdy „wiatr odnowy” jest czym prędzej przedstawiany jako zagrożenie dla ładu społecznego i normalności. Tym, którzy walczą organizuje się różne igrzyska, żeby mieli to, co chcą. Jednak, to, czego chcą, nie jest tym, co otrzymują. Partycypując w owych igrzyskach, stają się ich ofiarami. Ot, owieczki. „Nie...” Receptą na polepszenie, pokazanie sytuacji kobiet we współczesnym, ciągle zmaskulinizowanym świecie, świecie, twardych łokci i giętkich karków nie są i nie będą śmieszne i karykaturalne wybory tej naj... Nie będą też tą receptą, nudne, bezsensowne polemiki o męskim świecie. Tylko jawny sprzeciw, odważne „nie” jest sposobem na zegalitaryzowanie świata płci. Nie tylko „nie” dla permanentnego zubażania świata kobiet i ich pozycji. Za tym winien iść sprzeciw wobec cenzurowania dzisiejszego świata, filtrowania faktów i dokonań. „Nie” dla robienia z ludzi „missek”, biorących udział w cyrku, gdyż jest to jedyna dla nich szansa. Niech sytuacja kobiet, którym ciągle zabrania się prawa podejmowania decyzji za siebie i swoje ciało, a także za myśli, będzie przestrogą dla wszystkich, których te zakazy już nieświadomie dopadają. Jedna prawda, jeden model rodziny, jeden naród, jeden Bóg. Ciągle tylko „jeden”. Świat płci jest doskonałą alegorią dla globalnej sytuacji całego społeczeństwa. Panujących wewnątrz niego relacji i sprzeczności. Problemów „gender” nie można w żaden sposób alienować od reszty. Dokładne zrozumienie tego problemu, jest kluczem do jego rozwiązania i zachwiania neofeudalizmem, który wkrada się w każdy zakątek życia człowieka. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |