Do niedawna trwała w naszym kraju debata o aborcji. Był to temat, o którym dyskutowali prawie wszyscy, a niemal każdy polityk musiał się w jej kwestii wypowiedzieć. Jedne ugrupowania zbierały podpisy za jej pełną legalizacją, inne za całkowitym zakazem. Obecnie ta dyskusja prawie całkowicie wygasła (może poza kilkoma fanatykami, chcącymi zmieniać konstytucję). Nigdy zaś nie było prawdziwej debaty na temat mniejszości seksualnych.
Homoseksualizm dawniej i dziś Przenieśmy się na chwilę wyobraźnią do starożytnej Grecji, która jest przecież kolebką cywilizacji europejskiej. Tam pogląd na sprawy seksualności był zupełnie inny. Miłość dla rozrodu, jaką jest miłość heteroseksualna, była przez starożytnych Greków uważana za gorszy rodzaj miłości. Prawie każdy bardziej zamożny obywatel oprócz żony miał swojego męskiego kochanka, z którym chętnie pokazywał się na sympozjonach. Małym wyjątkiem w tej kwestii była Sparta, w której homoseksualizm praktycznie nie istniał. Proszę zwrócić tutaj uwagę na pewien interesujący fakt – społeczeństwo w greckich polis praktycznie nie było podzielone na klasy. Gdy pojawiły się w dziejach większe różnice majątkowe, pojawiły się też dyskryminacje mniejszości. Oprócz tej mniejszości, która posiada i wyzyskuje, oczywiście. Z nastaniem średniowiecza, a co za tym idzie – wszechobecnego chrześcijaństwa, temat uczucia łączącego dwoje osób tej samej płci zamarł. W czasach nowożytnych także milczano w tej kwestii. Sytuacja nie uległa zmianie w okresie międzywojennym. Później, za czasów PRLu, homoseksualistów niemal zupełnie zepchnięto z życia publicznego, uważając, że w Polsce nie ma problemu mniejszości seksualnych. W latach 80. podejrzewano środowiska homoseksualne o współpracę z opozycją. Doszło wtedy do głośnej akcji „Hiacynt”, która polegała na zbieraniu informacji o gejach i lesbijkach przez Milicję Obywatelską. Osoba podejrzewana o współpracę ze środowiskami homoseksualnymi musiała podpisać specjalne oświadczenie, którego treść brzmiała: „Niniejszym oświadczam, że ja [imię i nazwisko] jestem homoseksualistą od urodzenia. Miałem w życiu wielu partnerów, wszystkich pełnoletnich. Nie jestem zainteresowany osobami nieletnimi.” Była to tak zwana Karta Homoseksualisty. Od zatrzymanych zdejmowano odciski palców oraz zmuszano ich do podawania nazwisk innych osób, które są gejami czy lesbijkami. Nierzadko dochodziło też do aktów psychicznego znęcania się nad tymi osobami, które polegało np. na wypytywaniu się ich o techniki seksualne, które stosują w miłości z partnerem tej samej płci. W ramach tej akcji w latach 1985-1987 aresztowano ok. 12 tys. osób. Na bazie przesłuchań zgromadzono akta osobowe, które tworzą do dziś tak zwane „Różowe kartoteki”. Nie ma się więc co dziwić, że homoseksualiści z wielkim entuzjazmem przywitali demokratyczne przemiany w naszym kraju w roku 1989 roku. W latach 90. powstawało wiele organizacji gejowskich i lesbijskich, które wydawały swoje gazety i walczyły o równouprawnienie. Ich euforia jednak dość szybko wygasła. Polityków nie interesowały ich postulaty, a kolejne ekipy rządzące starały się udowodnić, że problemu mniejszości seksualnych w Polsce nie ma. Doszło więc do swoistej wojny, w której po jednej stronie barykady stoją homoseksualiści wspierani przez nielicznych lewicowych działaczy, a z drugiej prawicowi politycy i kościół katolicki, który jak zwykle pilnuje, by Polska nie weszła na drogę postępu. Dziś sytuację gejów czy lesbijek w naszym kraju można lakonicznie określić, parafrazując słowa Wiliama Szekspira – „bić albo nie bić? – oto jest pytanie!”. Ujmując rzecz inaczej, homofobia i zacofanie póki co triumfują. Homoseksualizm to choroba? Dowodem ich zwycięstwa może być choćby istnienie ośrodka „Odwaga” w Lublinie, którego celem jest wyleczenie homoseksualistów z ich „choroby”. Działa on, rzecz jasna, pod patronatem kościoła katolickiego i Watykanu. Stosuje się w nim tak zwaną „terapię reparatywną”. Polega ona na pobudzaniu odpowiednich bodźców i zachowań, które mają spowodować u leczonego człowieka popęd do osób płci przeciwnej. Jej metody są po prostu bestialskie! Jedna ze nich polega na pokazywaniu gejom czy lesbijkom zdjęć osób tej samej płci, przy jednoczesnym porażaniu ich prądem czy w inny sposób wywołanym bólem. Innym sposobem bestialskiego leczenia jest pokazywanie tym osobom zdjęć nagich ludzi płci przeciwnej i zmuszanie ich do masturbowania się. Wszystko pod patronatem kościoła, dla którego argumenty merytoryczne się nie liczą. Statystyki są bardzo wymowne – terapia jest skuteczna tylko w 0,4% przypadków. W zdecydowanej większości skutkuje ona poważnymi depresjami czy innymi urazami psychicznymi. Innym sposobem leczenia homoseksualistów, nie praktykowanym w ośrodku „Odwaga” jest terapia hormonalna, polegająca na podawaniu kobietom estrogenów, a mężczyznom testosteronu. Jej stosowanie wiąże się więc z całkowicie błędnym przekonaniem, iż odmienna orientacja seksualna spowodowana jest zbyt niskim poziomem hormonów płciowych w organizmie. Metoda ta, nie dość, że jest całkowicie nieskuteczna, prowadzi do trwałego uszkodzenia zdrowia. Dla przykładu, długie aplikowanie testosteronu może spowodować zanik jąder, żółtaczkę i stany zapalne układu moczowo – płciowego. Dlaczego w XXI wieku, który jest ponoć wiekiem nauki, wierzy się, że homoseksualizm jest chorobą? Przecież racjonalne, rozumowe argumenty zadają kłam tej tezie. Już w 1973 roku Amerykańskie Towarzystwo Psychiczne wydało oświadczenie, według którego odmienna orientacja seksualna nie jest chorobą i nie można jej wyleczyć. Do oświadczenia dołączono aneks, w którym napisano, że nie zostało ono wydane pod presją tzw. lobby homoseksualnego (czymkolwiek to lobby miałoby być), tylko w wyniku długoletnich badań i rzetelnych analiz. 17 maja 1990 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wykreśliła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych. Czy te informacje nie dotarły do Polski? Nie sądzę… Triumf homofobii Co więc sprawia, że sytuacja mniejszości seksualnych jest w naszym kraju tak trudna? Wpływ na to mają z całą pewnością wypowiedzi polityków, którzy z reguły są katolickimi fundamentalistami i homofobami. Doprawdy, trudno promować idee tolerancji i walczyć o emancypację mniejszości seksualnych w kraju, w którym żyją ludzie tacy jak Wierzejski. Pan ten słynie nie z moralizatorskich wypowiedzi, w których w mentorskim tonie nakazuje kochać płeć przeciwną, lecz po prostu z chamstwa i otwartej agresji połączonej z nienawiścią. Dla przykładu, gdy na paradę równości w Polsce przyjechać mieli niemieccy politycy, powiedział on: „Jeżeli dewianci zaczną demonstrować, to należy dolać im pałami. I nic mnie nie obchodzi, że mają przyjechać jacyś politycy z Niemiec. To nie są żadni poważni politycy, tylko geje. Jak dostaną parę pał, to drugi raz nie przyjadą. Gej to przecież z definicji tchórz.” Naprawdę, słowa godne posła na sejm Rzeczypospolitej i osoby uważającej się za wzorowego katolika… Innym przykładem katolicko – prawicowej ciemnoty jest cytat z „Naszego Dziennika” (gazety współpracującej z ojcem Rydzykiem): „"Zboczenie zamiast leczenia ma zyskać opiekę prawną" – tymi słowami ks. kard. Józef Glemp opisywał kilkanaście lat temu na Jasnej Górze rzeczywistość, w której środowiska homoseksualne bezkarnie obnoszą się publicznie z tym, co powinno być przedmiotem leczenia, konfesjonału, a w przypadku epatowania innych, także postępowania karnego. Homoseksualizm, "grzech wołający o pomstę do nieba", jest jak nowotwór na duchu i ciele Narodu – niezdolny do prokreacji, zapewnia sobie jednak drogę rozsiewu – poprzez deprawację i uwodzenie innych w krąg swoich anomalii.” Nie sądzę, by słowa te wymagały jakiegokolwiek komentarza... Wcale nie lepiej o mniejszościach seksualnych wypowiadają się politycy PO. Senator Niesiołowski powiedział kiedyś, że „geje go obrzydzają”. Jest to chamskie i nieetyczne. Założę się, iż gdybym ja powiedział „obrzydza mnie pan Niesiołowski”, to zostałbym przez niego pozwany do sądu. W pewnym programie publicystycznym pytano posłankę Platformy Obywatelskiej Julię Piterę, co sądzi o zdarzających się dość często w naszym kraju pobiciach gejów, których przyczyną jest nietolerancja. Odpowiedziała ona, że nie widzi problemu, bo przecież heteroseksualiści też są bici. Zabrakło jej, niestety, wyobraźni by pojąć, że walka o emancypację mniejszości seksualnych to paląca potrzeba w obliczu tego typu zdarzeń. Sytuacja nie jest wcale lepsza w środowisku spod znaku „Gazety wyborczej”, które jest nieraz nazywane lewicowym. Ludzie ci, z Michnikiem na czele, wypowiadają się na temat homoseksualistów z wielką wstrzemięźliwością. W dodawanych do „Gazety…” „Wysokich obcasach” nieraz zdarzają się artykuły o treści homofobicznej. A jak walka o tolerancję i emancypację wygląda na lewicy? Lider SLD Wojciech Olejniczak, zapytany o to, czy popiera organizowane przez środowiska homoseksualne parady równości, odparł: „Marsze o tolerancję OK, tu jesteśmy. Ale walka o promowanie homoseksualizmu – tu już nie”. Czy takie słowa przystoją liderowi partii z lewicą z nazwie? Przecież nie istnieje coś takiego, jak propagowanie tych czy innych zachowań seksualnych, gdyż są one uwarunkowane genetycznie. W zasadzie z bardziej znanych twarzy lewicy tylko Robert Biedroń, Maria Szyszkowska i Joanna Senyszyn włączają się w realną walkę o prawa dla mniejszości seksualnych. Sytuacja lesbijek Warto wspomnieć też nieco o sytuacji polskich lesbijek, która jest zgoła odmienna od tej, w jakiej znaleźli się geje. Kobieta kochająca inne kobiety znajduje się bowiem w podwójnie trudnej sytuacji – musi walczyć i z nietolerancją, i z dyskryminacją jej płci. Kobiety homoseksualne nie są tak odważne jak mężczyźni i ciągle nie mają odwagi na wyjście z cienia. W naszym kraju ukazuje się tylko jedna lesbijska gazeta, która przypomina raczej pismo pornograficzne dla panów, którym ten rodzaj miłości wydaje się igraszką, która ich podnieca. Wyzwanie dla lewicy Czemu zatem lewica, która przecież z natury powinna być proludzka, nie pomaga gejom i lesbijkom w walce o ich prawa? Trudno postawić na to pytanie jednoznaczną odpowiedź. Może wynika to z tego, że temat emancypacji mniejszości seksualnych jest uważany za temat zastępczy, któremu nie warto się poświęcać? A może na niektórych lewicowców oddziałuje prawicowa propaganda, głosząca, że problemu homofobii nie ma w Polsce? Tak czy inaczej, dopóki ONI nie zaczną palić homoseksualistów na stosie, dopóty my mamy czas, żeby aktywnie włączyć się w walkę o prawa dla gejów i lesbijek. Czemu Polska z legalnymi homozwiązkami ma pozostawać w sferze marzeń? W tej kwestii musimy wykazać się wielką cierpliwością. Nie możemy bać się mówić o tym, o co walczymy. Nie możemy dawać się zastraszać Młodzieży Wszechpolskiej, czy jakiejkolwiek innej, agresywnej i nacjonalistycznej organizacji. Wreszcie, nie powinniśmy wstydzić się chodzić na parady równości czy manifestować swej solidarności z uciskanymi mniejszościami. Póki jeszcze mamy czas! |