|
Redakcja socjalizm.org podejmuje wiele inicjatyw poza internetową publicystyką. Zajmujemy się organizacją rozmaitych warsztatów, dyskusji, seminariów i spotkań. Dowiedz się więcej... |
| Niewidzialny knebel |
|
|
| Napisał(a): Weronika Szydłowska [socjalizm.org] | |
| 23.04.2007. | |
|
Miałam sen. Sen o szkole. Dla uczennicy drugiej klasy liceum nie jest to zbyt przyjemne doświadczenie, gdy nawet podczas snu nie może oderwać się od szarej, szkolnej rzeczywistości. Jednak nie był to sen zwyczajny. To koszmar, który ciągle śni mi się na nowo. Zewsząd słychać historie dziewcząt które nie pozwoliły wezwać pomocy. Takich, którym patriarchat i dyskryminacja oraz mityczne role przypisane kobietom przez system przesłoniły zdrowy rozsądek… To był chyba maj. Ciepło, słonecznie, pogoda w sam raz na krótką spódnicę. Byłam tam. Szłam z ciężkim plecakiem, w bluzce na ramiączka. Już niedługo, jeszcze tylko miesiąc i skończy się rok szkolny. Jeszcze tylko miesiąc i odpoczniemy wszyscy od szkolnych ław, ocen, stresu... Przed wejściem do szkoły jak zwykle stało kilkadziesiąt osób dopalających papierosy. Jeszcze tylko kilka minut do dzwonka. Schody na górę wydawały się bardziej strome niż zwykle, gdy do drzwi odprowadzały mnie gwizdy i komentarze chłopców. Ponoć to komplementy, ale ja dziwnie czułam się słysząc, że mam „fajny tyłek” i „nogi jak sarenka”. Przebiłam się wreszcie przez ten tłum produkujący chmury papierosowego dymu. Ciasny korytarz szkoły zdawał się jeszcze bardziej zwężać, gdy na mojej drodze wyrośli jak spod ziemi dwaj dobrze zbudowani chłopcy. Niby nic. Mijałam ich tyle razy w ciągu dnia. Dziesiątki, a może nawet setki razy, odkąd chodzę do tej szkoły. Zwyczajne liceum, choć równie dobrze mogłoby to być gimnazjum, czy nawet podstawówka. Prowincja czy duże miasto? Nieważne. Wszędzie stereotypy są takie same. Tego dnia nie przeszłam obojętnie obok chłopców z korytarza. Uciekłam kryjąc wstyd i łzy. Czy zrobiłam coś złego? Jeden z nich złapał mnie za rękę. Prosiłam, by się nie wygłupiał, zaraz jest dzwonek na lekcje. Mam klasówkę, nie mogę się spóźnić. Oni tylko się śmiali. Drugi wsadził rękę pod moją bluzkę. Ciasny korytarz, nikt nie widział, a może po prostu nie chciał widzieć… Wyrwałam się, uciekłam, poprawiłam bluzkę i grzecznie zajęłam miejsce w ławce. Na lekcji usłyszałam, jakie to dzisiejsze dziewczęta są niemoralne, noszą spódnice niekryjące kolan, bluzki na ramiączka, prowokują chłopców. Chciałam krzyczeć: to nie prawda! Nic nie usprawiedliwia przemocy, zwłaszcza seksualnej, ale w ustach miałam niewidzialny knebel. Czułam się jakby ktoś szeptał mi do ucha: „jesteś dziewczynką, więc bądź grzeczna, w przyszłości masz urodzić gromadkę dzieci, gotować obiad mężowi i przynosić mu ciepłe kapcie, gdy wróci z pracy”. Tak, więc milczałam. Całą lekcję, gdy pisaliśmy sprawdzian. Na przerwie postanowiłam nie dać za wygraną. Muszę to komuś powiedzieć… tak nie można. Poszłam do szkolnego autorytetu - pana od WFu. Powiedziałam mu, co się wydarzyło, a ten patrząc się na mnie pogardliwym wzrokiem powiedział, żebym nie zabierała mu czasu, bo przecież to normalne, że chłopcy w tym wieku mają swoje potrzeby. To najzwyczajniejsze zachowanie i on nie wie, co widzę w tym niestosownego. Zaproponował mi, bym zakładała na drugi raz dłuższe spódnice, to nie będę prowokowała. Autorytet upadł. Upadła też wola walki. Walki o traktowanie młodej kobiety jako równej młodemu mężczyźnie. Są prawa człowieka i prawa kobiet? Czy jako dziewczyna nie mam prawa ubierać się w to, w czym czuję się dobrze? Czy usprawiedliwiane na pozór drobnych i nieszkodliwych aktów przemocy seksualnej, takich jak ohydne komentarze sprzed szkoły, czy molestowanie jest normalne? Religia, tradycja i patriarchalny porządek społeczny uczą nas, młodych ludzi, że kobieta, by być pociągająca i kobieca, musi być cicha, spokojna, układna, słuchać się rodziców, a potem męża. Drugi typ kobiet to kurwy, dziwki, suki czy jakby ich tam nie nazywali obrońcy moralności. To kobiety wyzwolone spod jarzma tradycyjnej roli żony i matki. To kobiety, które nie uległy neopatriarchatowi reprezentowanemu przez kapitalistyczny model rodziny. Nie wychodzą za mąż, nie gotują obiadków mężowi, a kiedy zajdą w ciążę to mają wybór - poród czy aborcja? Moje życie jest dobrem nadrzędnym. Jestem kobietą, ale jednocześnie człowiekiem. Czemu „obrońcy życia i moralności” tak często o tym zapominają? Czy ja nie mam prawa do życia? Do zdrowia? Do realizacji życiowych planów? Jak skończył się sen? On ciągle trwa. Bohaterką takiego koszmaru może być każda kobieta, niezależnie od wieku. Seksistowskie uwagi w pracy, na ulicy, w sklepie czy we własnym domu. Przemoc towarzyszy nam niestety codziennie. Chcę być wolna od stereotypów. Nazwijcie mnie lewacką dziwką, feministyczną suką, nazywajcie mnie jak wam się żywnie podoba. Chcę żyć w atmosferze tolerancji i wzajemnego szacunku. Będę walczyć o to do utraty tchu. Aż w końcu obudzę się z koszmaru, w którym kobieta jest narodowym inkubatorem, a jej miejsce w społeczeństwie wyznaczają mężczyźni. Ze złego snu, w którym do władzy dochodzi fundamentalistyczna prawica otwarcie nawiązująca do faszyzujących endeckich tradycji. Kiedyś budzę się i odetchnę z ulgą, bo będę wiedziała, że mój sen nigdy nie wróci. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |