Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty

Wybory parlamentarne we Francji Drukuj Email
Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org]   
19.06.2007.
 
6 maja bieżącego roku wybory prezydenckie we Francji wygrał Nicolas Sarkozy. Pokonana kandydatka lewicy Segolene Royal wezwała swoich wyborców, by nie poddawali się i zagłosowali na lewicę w wyborach parlamentarnych. Miała być to skuteczna droga do zneutralizowania reformatorskich planów prezydenta, szykującego się do zadania ostatecznych ciosów francuskiemu modelowi socjalnemu. Tymczasem rezultaty wyborów, choć w świetle ostatnich sondaży i tak zaskakująco dobre dla lewicy, nie zachwycają.
 
Partia Sarkozy'ego, Unia na rzecz Ruchu Ludowego (UMP), będzie miała w nowym parlamencie 309 deputowanych, Partia Socjalistyczna - 185. 19 reprezentantów wprowadziła do Zgromadzenia Narodowego Francuska Partia Komunistyczna, czterech - Zieloni. Wielkim przegranym wyborów będzie liberał Francois Bayrou, trzeci w wyborach prezydenckich, kreowany na przyszłą gwiazdę sceny politycznej nad Sekwaną. Jego świeżo powstała partia uzyskała zaledwie dwa mandaty.
 
Z takich rezultatów nikt w gruncie rzeczy nie może być zadowolony. Sarkozy liczył na uzyskanie w parlamencie absolutnej większości, dzięki której mógłby bez przeszkód wdrażać swoje "reformy". Nadzieją socjalistów było przejęcie tej większości dla siebie i doprowadzenie do kohabitacji lewicowego premiera z prawicowym prezydentem. Udało się uzyskać jedynie zmianę w rozkładzie mandatów. Prawica ma ich o prawie 50 mniej, niż do tej pory. Zyskała je przede wszystkim PS. Sytuacja lewicy nadal jest jednak skomplikowana i nie sposób oprzeć się wrażeniu, że sama lewica przyczynia się do tego.
 
Oficjalna prasa jako główną przyczynę porażki wyborczej socjalistów podaje fakt, iż ich elektorat popadł w marazm po klęsce w wyborach prezydenckich. Cóż, jest prawdą, że przegrana często wywołuje rozprzężenie, a nie mobilizację. O wiele ważniejszym czynnikiem były jednak działania rządu Sarkozy'ego w czasie pomiędzy wyborami oraz postawa Partii Socjalistycznej wobec nich. Czy raczej brak konkretnej postawy. Nowo wybrany prezydent rozgrywał swoją partię z zadziwiającą finezją, a jego lewicowi oponenci zachowywali zadziwiające i niepokojące milczenie. Przez pierwszy miesiąc Sarkozy umiejętnie przekonywał Francuzów, że dobrze wybrali. Nie wygłosił ani jednej wypowiedzi w stylu ultraprawicy, które w ciągu ostatnich lat stały się jego znakiem rozpoznawczym. Z ostrej retoryki antyimigranckiej przerzucił się raczej na język neoliberałów, rozprawiając o gospodarce i konieczności zmian w stosunku do organizacji pracy. Oczywiście nie przyznał się, że pierwszym celem jego ataku jest 35-godzinny dzień pracy. Zamiast tego tłumaczył, że aby więcej zarabiać, trzeba więcej pracować. Najważniejszym jednak chwytem propagandowym było stworzenie "rządu jedności narodowej", do którego powołał zarówno prawicowych weteranów, jak i zwolenników Francois Bayrou, rekordową liczbę kobiet, pierwszą w historii czarnoskórą panią minister oraz jednego reprezentanta PS. Wszystko rzekomo po to, by działać dla dobra wszystkich Francuzów. Szkoda tylko, że takie coś jak dobro wszystkich nie istnieje, przynajmniej w obecnym systemie.

Największym problemem jest jednak to, że w obliczu tych zabiegów propagandowych Partia Socjalistyczna znowu milczała. Ani zapowiedzi cięcia wydatków socjalnych i powrotu do prac nad kontraktem pierwszej pracy, ani zniesienie opodatkowania nadgodzin. Dodajmy, że francuski pracownik ma obowiązek przepracowania rocznie 220 nadgodzin; jeżeli odmówi, mogą go za to spotkać poważne sankcje. Tymczasem w ciągu minionego miesiąca jedyne, co zrobiła PS, to wykluczyła ze swoich szeregów B. Kouchnera, owego członka partii, który zaakceptował tekę w rządzie Sarkozy'ego. Poza tym wśród socjalistów trwały dyskusje nad przyszłą pozycją Segolene Royal w PS. W ostatnich dniach, najwyraźniej z nudów, zajmowano się nawet plotkowaniem na temat jej rozstania z wieloletnim partnerem życiowym, notabene szefem PS Francoisem Hollande. Zupełnie jakby nie było ważniejszych tematów politycznych do poruszenia... Socjaliści powtarzają swój stary błąd: nie prowadzą wyrazistej kampanii, z krytyką odzywają się rzadko i niezbyt konstruktywnie, a częstokroć zupełnie pomijają milczeniem działania politycznych oponentów, jakby będąc pewnymi, że społeczeństwo pozna się na nich samo. Francuzi wolą jednak zagłosować na partię bardziej wyrazistą, konkretną w swoich postulatach i obietnicach. A jeśli to wszystko jest jeszcze podane w tak efektowny sposób, jak robi to UMP, trudno się dziwić, że 47% głosujących (frekwencja prawie 60%) wybrało właśnie prawicę, a nie milczącą PS. Przy okazji ukazał się cały bezsens chętnie lansowanego ostatnio twierdzenia, iż tradycyjny system dwublokowy z wyrazistym podziałem lewica – prawica odchodzi we Francji do przeszłości. Największym przegranym tych wyborów jest w końcu Francois Bayrou, jedyny chyba współczesny francuski znany polityk, który otwarcie określa się jako centrysta i najgłośniej wieszczy potrzebę zerwania z “przestarzałymi stereotypami”
Lewica jest Francji potrzebna. Chociażby do tego, by kilka lat rządów prawicowych fanatyków nie przekreśliło dorobku walki wielu pokoleń pracowników. Przez dziesięciolecia to w kierunku francuskim spoglądały organizacje lewicowe całej Europy, aby szukać wzorów, doświadczeń i inspiracji. Zmarnowanie wysiłku tylu ludzi byłoby dla partii mieniącej się lewicową przestępstwem. Dlatego musi ona przerwać milczenie. Musi na nowo, jak w dawnych latach, stać się aktywnym reprezentantem wszystkich pracowników, aktywnym uczestnikiem życia politycznego. Wtedy będzie odnosić kolejne zwycięstwa.  
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing