|
Opracowania statystyczne GUSu z jesieni 2005 roku dowodzą, że blisko 12% społeczeństwa żyje poniżej granicy przetrwania biologicznego, co oznacza, że brak im środków, by zaspokoić swoje potrzeby żywieniowe. |
Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej. |
| Francja po wyborach |
|
|
| Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org] | |
| 07.05.2007. | |
|
To klęska wszystkich socjalistów - powiedział po przegranej Segolene Royal w wyborach prezydenckich eurodeputowany Partii Socjalistycznej Pierre Moscovici. Miał rację. Francuska lewica nie będzie wspominać tych wyborów wiele lepiej niż poprzednich, gdy żaden z jej kandydatów nie wszedł nawet do II tury. Jednak klęska wszystkich socjalistów polega na czymś innym, niż tylko na przegranej Royal, którą 6 maja poparło 46,72% wyborców przeciwko 53,28 % zwolenników Sarkozy'ego. Po raz kolejny rozbita lewica nie była w stanie przedstawić spójnej i konkretnej wizji zmian we Francji, których społeczeństwo oczekuje i potrzebuje.
To klęska wszystkich socjalistów - powiedział po przegranej Segolene Royal w wyborach prezydenckich eurodeputowany Partii Socjalistycznej Pierre Moscovici. Miał rację. Francuska lewica nie będzie wspominać tych wyborów wiele lepiej niż poprzednich, gdy żaden z jej kandydatów nie wszedł nawet do II tury. Jednak klęska wszystkich socjalistów polega na czymś innym, niż tylko na przegranej Royal, którą 6 maja poparło 46,72% wyborców przeciwko 53,28 % zwolenników Sarkozy'ego. Po raz kolejny rozbita lewica nie była w stanie przedstawić spójnej i konkretnej wizji zmian we Francji, których społeczeństwo oczekuje i potrzebuje. Wybory prezydenckie pobiły rekordy frekwencji w historii V Republiki Francuskiej. Kartkę do urny wyborczej w pierwszej turze wrzuciło 85% uprawnionych, w drugiej - również ok. 80% . Wbrew wersji głoszonej przez neoliberałów, Francuzi bynajmniej nie oczekiwali, że zwycięzca rozmontuje do reszty francuski model socjalny (gdyby tak było, po co protestowaliby przy próbie wprowadzania tzw. kontraktu pierwszej pracy?). Najważniejsze było przywrócenie krajowi wysokiej pozycji w Europie, podjęcie rzeczywistej walki z bezrobociem, a przede wszystkim rozwiązanie problemu imigrantów. Przyjeżdżający do Paryża może przeżyć pewien szok, widząc na ulicach stolicy Francji czarnoskórych imigrantów i muzułmańskie kobiety w tradycyjnych chustach. Tym bardziej zszokowani i przerażeni byli Francuzi w czasie słynnej rewolty paryskich przedmieść. Wydarzenie to po dziś dzień kładzie się cieniem na nadsekwańskim kraju. Gdyż przeciętny mieszkaniec kraju, w którym niegdyś zburzono Bastylię, niezupełnie orientuje się w przyczynach tamtego wybuchu społecznego niezadowolenia, a nawet niezupełnie się nad nimi zastanawia, za to jak najbardziej boi się, ze któregoś dnia to on sam stanie się obiektem agresji. Zwłaszcza, że wydarzenia sprzed kilku lat nie były jednostkowe. Zaledwie kilka miesięcy temu istna bitwa miała miejsce na paryskim Dworcu Północnym. A przed kilkunastoma godzinami w Paryżu, na wieść o wyborze Sarkozy'ego, znowu płonęły samochody. Radykalne pomysły nowego prezydenta, dla którego imigranci to nie ludzie, a hołota, której głos należy tłumić siłą, wydają się - wobec zupełnego milczenia lewicy - jedynym wyjściem z zaistniałej sytuacji. Zadaniem lewicy było wytłumaczyć Francuzom, że zaostrzanie kontroli policyjnej nad przedmieściami i wysyłanie wojska na najmniejszy głos protestu nie jest rozwiązaniem. To walka z objawami choroby, która nie likwiduje jej faktycznych przyczyn. Izolowanie ludności ciemnoskórej w osobnych dzielnicach, bezrobocie, coraz mniej utajona dyskryminacja i faktyczny brak realnej pomocy ze strony państwa - oto przyczyny wielkiego wybuchu w 2005 r. Prawicy udało się narzucić społeczeństwu przekonanie, że rządy twardej ręki to jedyna możliwość rozwiązania tego problemu, a wydarzenia sprzed dwóch lat zredukowała do rangi masowych wybryków chuliganów i kryminalistów. Co przeciwstawiła takiemu dyskursowi lewica? Jedną wizytę Segolene Royal na przedmieściach i oświadczenie, że jeśli kandydatka PS wygra wybory, wówczas życie ich mieszkańców zmieni się na lepsze. Wystarczyło, by zdobyć głosy imigrantów, którzy jak nigdy ruszyli do lokali wyborczych. Nie mogło wystarczyć, by przekonać Francuzów, że polityka Sarkozy'ego to prowokowanie dalszych, być może jeszcze bardziej dramatycznych wydarzeń. A przecież historia Francji obfituje w przypadki, gdy ruch społeczny oparty na podobnych podstawach ekonomicznych, bezlitośniu tłumiony, powstawał na nowo, jeszcze silniejszy. I jeszcze bardziej bezwzględny wobec swoich przeciwników. Royal nie była w stanie także przekonać wyborców do swoich postulatów ekonomicznych. Trudno się temu dziwić, skoro nikt z Partii Socjalistycznej nie był w stanie dokonać reinterpretacji kluczowej tezy Sarkozy'ego, jakoby za wszystkie problemy Francji odpowiedzialny był wywalczony przez pokolenia pracowników model państwa socjalnego. Nikt nie odważył się powiedzieć, że wprowadzenie do kraju neoliberalnych praktyk ekonomicznych tylko pogłębi różnice społeczne, jeszcze silniej skonfliktuje ze sobą społeczeństwo i bynajmniej nie wyprowadzi Francji na drogę powszechnego dobrobytu. Teoretycznie w wypowiedziach kandydatki padały sformułowania o silnej gospodarczej roli państwa i opodatkowaniu wielkich koncernów, jednak całość pozbawiona była konkretów. Lewica pozwoliła również Sarkozy'emu na narzucenie stereotypu o braku politycznego realizmu socjalistów i formułowaniu programu populistycznego, na którego wprowadzanie w życie po prostu nie będzie środków. Niezrozumiałym pozostaje też fakt, iż eksperci Partii Socjalistycznej obliczyli, iż program konkurenta Royal jest co najmniej tak samo kosztowny... i de facto zachowali tę informację dla siebie, gdyż nie została nigdzie szerzej spopularyzowana. A przecież wielu Francuzów zarzekało się, że sympatyzują z ideami głoszonymi przez lewicę, ale kandydatka PS wydaje im się zupełną dyletantką w dziedzinie ekonomii i dlatego raczej na nią nie zagłosują... Wreszcie postawa Segolene Royal wpisała się świetnie w kryzys ideowy całej Partii Socjalistycznej. Ta formacja polityczna z wielką tradycją w ostatnich latach zdaje się wahać, czy w ogóle warto nadal być lewicą. Ostatnie tworzone przez nią gabinety wskazywały, że raczej nie. Również Royal w swojej kampanii głosiła ogólniki, używała więcej efektownej retoryki niż konkretów, a pod koniec, widząc, że poparcie elektoratu lewicowego raczej ma już zapewnione, otwarcie zaczęła zabiegać o sojusz z politycznym centrum. Prawdziwie demokratyczny pomysł zaprezentowania programu prezydenckiego po konsultacjach ze społeczeństwem nie został odpowiednio wyzyskany. Przed tymi konsultacjami i po nich Royal pięknie się uśmiechała, zachęcała do głósowania... i właściwie to by było na tyle. O radykalnej lewicy francuskiej, której kandydaci odpadli po pierwszej turze, powiedziano już właściwie wszystko. Jest to lewica antykapitalistyczna, która poprzestaje na głoszeniu haseł. Powołując się na wielkie rewolucje z przeszłości i nawołując do powstania społecznego ruchu protestu, partie zwące się trockistowskimi lub komunistycznymi poświęcają się głównie zażartym sporom personalnym. Teoretycznie ich działacze rozumieją potrzebę jedności i od czasu do czasu podejmują próbę zbudowania wspólnej inicjatywy. Za każdym razem na próbach się kończy. Rezultaty mogliśmy obejrzeć 22 kwietnia. Elektorat lewicowy, obawiając się powtórki sprzed pięciu lat, gdy rozbicie lewicy utorowało drogę do II tury ultranacjonaliście Le Penowi, wybrał Royal. Najlepszy z kandydatów lewicy antykapitalistycznej Oliver Besancenot uzyskał nieco ponad 4% głosów, o wynikach pozostałych lepiej nie wspominać. "Będziemy nadal razem walczyć o zmiany na lewicy i poszukiwać nowych rozwiązań aktualnych problemów" - powiedziała Segolene Royal swoim wyborcom już po wstępnych wynikach wyborów. "Zachowajcie swoje zaufanie i swój entuzjazm, bądźcie nadal gotowi" - kontynuowała z tym samym uśmiechem, jakim czarowała w czasie kampanii. Gotowość faktycznie się przyda w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Oliver Besancenot, jeden z najbardziej znanych działaczy radykalnej lewicy, zadeklarował chęć współpracy przy tworzeniu jednolitego frontu przeciwko Sarkozy'emu i jego antypracowniczym projektom. Bo innej drogi nie ma. Tylko solidarna walka o prawa pracownicze, o lepszą Francję i lepszy świat, może być realną odpowiedzią na ofensywę prawicy. Obecna lewica francuska przegrała bitwę, ale walka trwa. Pozycje nie są zupełnie stracone. Trzeba jednak wyciągnąć wnioski z poniesionej porażki i dokonać niezbędnych zmian, przełamać informacyjną dominację prawicowej propagandy, a na populizm Sarkozy'ego odpowiedzieć własną, solidną analizą społecznych problemów i wskazać właściwe rozwiązania. Trzeba wykorzystać wielką francuską tradycję walki o prawa pracownicze i pokazać, że wprowadzając neoliberalny rynek i dalszą dyskryminację imigrantów niczego się nie osiągnie. Francja może być krajem wielokulturowym i przyjaznym pracownikom. Dlatego lewica musi na nowo stanąć do walki. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| LabourStart PL |
| Strona startowa kadego zwizkowca. |
|
|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |