Finita est comoedia! Drukuj Email
Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org]   
07.05.2009.

Pismo można zaprenumerować skłądając prośbę e-mailem. Prenumerata roczna wraz z egzemplarzem wiosennym wynosi 15 PLN + koszty wysyłki (2 PLN od sztuki, czyli 6 PLN za trzy numery). Numer konta, na który należy wpłacić pieniądze to 67 1140 2004 0000 3802 5261 0530. Serdecznie zachęcamy do wsparcia finansowego naszej inicjatywy i zakupu "Betonu" po cenie solidarnościowej 7 PLN lub dobrowolnych wpłat na dalszy rozwój magazynu.

„Bijcie brawo, przyjaciele, komedia skończona!”
L. van Beethoven


Polski rynek medialny jest dla wielu zjawiskiem tak odrażającym, że próba wzbudzenia zainteresowania nowym tytułem wydaje się być nie tylko karkołomnym wyzwaniem, ale i koniecznością. Myślącemu człowiekowi trudno doprawdy nie ulec wrażeniu, iż polskie media dość skutecznie wytworzyły wokół nas zaścianek i brutalnie wtłaczają weń całe społeczeństwo. Atmosfera, w której rozgrywają się wszystkie współczesne polskie paranoje – od zoologicznego antykomunizmu, poprzez prymitywną rusofobię, po katolicki fundamentalizm – nie byłaby bowiem możliwa bez solidarnego wsparcia medialnego establishmentu III, IV i Najjaśniejszej RP.

Najbardziej bodaj drastycznym, a zarazem dobitnie obraźliwym, dla odbiorców informacji i komentarzy pochodzących z głównego nurtu jest ich prowincjonalizm. Jest to widoczne zwłaszcza dziś – w dobie dekadencji i globalnego kryzysu, nie tylko ekonomicznego. Na początku XXI wieku, cała ludzkość znalazła się na rozdrożu. Coraz wyraźniej rysuje się przed nami widmo gigantycznych zagrożeń. Katastrofa gospodarcza jaką uszyła nam światowa finansjera jest tylko jednym – choć najlepiej nagłośnionym – tego aspektem. Przyszłość całych gatunków, w tym ludzkiego, okazuje się być zupełnie niepewna ze względu na fatalną destrukcję naszej planety; globalne nożyce różnic majątkowych rozwarły się maksymalnie i rozleciały – 80% światowej populacji żyje za mniej niż dziesięć dolarów amerykańskich dziennie, najbiedniejsze 40% ludzkości ma do swej dyspozycji jedynie pięć procent globalnego dochodu, podczas gdy najbogatsze 20% zarządza aż trzema czwartymi tegoż ! Blisko jedna szósta ludzkości weszła w XXI wiek nie umiejąc czytać i pisać , a rozwiązanie tego problemu kosztuje dokładnie jeden procent (sic!) światowych wydatków przeznaczanych na zbrojenia . W Polsce zaś drastycznie rośnie bezrobocie, koszty codziennego utrzymania wzrastają lawinowo, system emerytalny znajduje się w totalnej ruinie… Tymczasem prasa, radio i telewizja za priorytetowe uznają problemy zgoła inne. Pytanie „co robić w takiej sytuacji?” nie zaprząta umysłów najważniejszych redaktorek i redaktorów (nie mówiąc już o wydawcach) w kraju. W chwili gdy do druku oddawany był niniejszy numer najistotniejsze dylematy z jakimi zmagały się media dotyczyły byłej żony posła PO J. Palikota oraz wątpliwości czy ów – w trakcie trwania małżeństwa – nie wymuszał na niej koszenia trawnika i czy aby nie rości sobie niesłusznie prawa do krajalnicy, którą kolektywnie ongiś zarządzali jako wspólnym majątkiem; wyrokiem sądu w sprawie majtek Dody; odwołania (bądź nie) trenera reprezentacji krajowej w piłce nożnej; finansowaniem kanapowej, fundamentalistycznej partyjki przez ekscentryka z Irlandii. Do tego doszły tzw. małpki alkoholowe zamówione przez Kancelarię Prezydenta. Wszystko to zaś tonie w gęstym sosie ciągłych sporów fotelowych i wymianie sztubackich sarkazmów pomiędzy Donaldem Tuskiem i Lechem Kaczyńskim oraz teczkowej manii i szaleństwie tzw. polityki historycznej, czyli jawnego, bezpardonowego fałszowania najnowszej historii. Głównym problemem Polski okazuję się być nie nadciągająca powoli ekonomiczna masakra, lecz książka o Lechu Wałęsie, w której jakiś dwudziestolatek konstruuje niepochlebną fikcję o jego przedpolitycznej przeszłości; globalnie zaś ważny jest również nie kryzys, ale Radek Sikorski, który nie został gensekiem NATO. Będzie to miało wyjątkowe wręcz przełożenie na stopę życiową ogółu społeczeństwa.

Biorąc pod uwagę powyższy, bardzo skrótowy, opis wszechogarniającej beznadziei, dotkliwe zażenowanie budzi pełen troski i przejęcia, głos niezależnych ekspertów, którzy lamentują przy okazji każdego problemu społecznego wypływającego na powierzchnię gęstej brei, w której wszyscy jesteśmy – chcemy tego, czy nie – do pewnego stopnia zanurzeni. Galeria min i fizjonomii oraz benefis intelektualnej niemocy jakiego wówczas stajemy się świadkami jest doprawdy – sięgając do wokabularza IV RP – porażający. Wszystkie wywody, rozprawy i odkrywcze wnioski naszych wybornych analityków sprowadzają się do następującego dialogu: „Ale skąd wzięła się ta społeczna frustracja, wszak wszystko jest w najlepszym porządku? Trudno powiedzieć, ale najprawdopodobniej wszystkiemu winien jest PRL i gruba kreska”.

„Komunizm”, „ubecja”, „Rosja”, „Niemcy”, „antypolonizm”… Oto i wyczerpaliśmy zasadniczy zbiór przesłanek jaki polscy rządzący zdołali zgromadzić wyjaśniając problemy społeczne, polityczne i ekonomiczne z jakimi Polska boryka się już dwudziesty rok.

Dlatego właśnie naszym obowiązkiem jest wyrwać choćby ułamek przestrzeni publicznej z tego kieratu bezdennej głupoty i zaścianka, dla ludzi, którzy potrzebują ulgi i chcą zmian. A wierzymy, że takich jest znakomita większość. Tu jest miejsce na szacunek wobec wszystkich tych, którzy – w ten, czy inny sposób – wypisali się z udziału w tym spektaklu. Wyszydzani, wyśmiewani, opluwani i wykluczeni tu znajdą respekt i – do tego będziemy dążyli – odnajdą swój głos.  Tę tragiczną komedię czas już zakończyć!



Szanowne Czytelniczki i Szanowni Czytelnicy,


Do rąk Waszych oddajemy pismo, którego funkcją nie będzie kopiowanie obiegowych opinii, powtarzanie stereotypowych frazesów czy – dowartościowujące ich autorów – intelektualno-akademickie figle. Z naszych łamów nie dowiecie się niczego o byłej żonie Janusza Palikota, bieliźnie Doroty Robaczewskiej, dorobku artystycznym Masłowskiej, domniemanym alkoholizmie prezydenta, awarii rządowego samolotu w Mongolii czy przepychankach pomiędzy premierem a prezydentem. Na próżno szukać będziecie tu potwierdzenia populistycznego, prawicowego fałszu typu: „biedni są biedni, bo sobie na to zasłużyli”, „bieda była, jest i będzie”, „geje są chorzy”, „aborcja to morderstwo”, „pracownicy są roszczeniowi”, „związki zawodowe mają zbyt duży wpływ na gospodarkę”, „układ oraz inni szatani rządzą krajem” itd. Nie natkniecie się również na rewelacje pochodzące z teczki, którą przypadkiem odnalazła pani sprzątaczka podczas czyszczenia bezkresnych korytarzy w magazynach IPN. Nie będzie nic o Żydach, masonach, cyklistach, lobby homoseksualnym, ubekach, kagiebistach i innych społeczności zawodowych czy religijnych które rzekomo zdominowały polskie życie polityczne.

Polską polityką kieruje – tak jak w innych krajach – kapitał i jego właściciele. Kierunki działania klas rządzących wyznacza, w ostatecznym rozrachunku zysk i nieuchronna na wolnym rynku, konieczność jego pomnażania. Na tej instalacji ekonomiczno-społecznej ustawiona jest zaś gigantyczna nadbudowa filozoficzna, ideologiczna, moralna i polityczna. Obok trwałego niedostatku finansowego, to właśnie ona tworzy koszmar naszej codzienności. Warto zrobić w tej konstrukcji wyłom, nawet niewielki, tak, by można było w przyszłości rzeczywiście ruszyć z posad bryłę świata…

Naszej redakcji przyświecają zupełnie inne cele niż medialnemu main-streamowi. Nie jesteśmy i nie będziemy kolejną platformą reprodukcji współczesnego porządku, nie kierujemy się komercyjnymi instynktami. Ambicją naszą nie jest konkurencja z tytułami głównego nurtu, lecz popularyzacja konkretnej oferty politycznej i udostępnienie jej zainteresowanym.

Nasz punkt widzenia, nasza analiza i nasze wnioski to propozycja nie tyle nowatorska, co w Polsce praktycznie dotychczas niedostępna. Kolektyw redakcyjny spaja bowiem – bliska przecież nie tylko nam – idea zmieniania rzeczywistości i przekształcenia świata, w którym żyjemy w miejsce, gdzie jednostki i grupy mogą żyć godnie i bezpiecznie, nie zaś w ciągłym lęku o jutro brutalnie walcząc o przetrwanie. W naszej działalności – nie tylko publicystycznej – bazujemy na ponad 150 latach doświadczeń międzynarodowego ruchu socjalistycznego, który od jego zarania, próbuje się wysłać na śmietnik historii – bezskutecznie. Ostatecznym zwycięstwem apologetów kapitalizmu stać się miał rok 1989, kiedy to załamały się biurokratyczne dyktatury zwane demokracjami ludowymi. Dziś widać wyraźnie, iż triumfalne wieszczenie końca historii okazało się złudną mrzonką możnych tego świata.

Dziś socjalizm kontratakuje. I choć jego stronników – w tym nas – przedstawia się wciąż fałszywie jako szalonych, niedouczonych idealistów, których celem jest budowa dyktatury w stylu ZSRR, socjalistyczna lewica umacnia się na świecie i staje się punktem odniesienia dla całych społeczeństw. Nawet największe media zauważają swoisty renesans lewicowej kontestacji i fali nowych ruchów społecznych, które są nim inspirowane. Potwierdzają to choćby wydarzenia w Ameryce Łacińskiej; jednocześnie zadają one kłam cynicznym dykteryjkom wszystkich tych, którzy z uporem godnym lepszej sprawy, perswadują wszem i wobec, że inny świat możliwy nie jest. Nieprawda! Jesteśmy pewni, że zdołamy Was o tym przekonać.

„Beton” będzie zatem czymś więcej niż tylko alternatywnym publicystycznym forum. Oczywistym jest bowiem, iż nasze komentarze nie będą pokrywały się w najmniejszym nawet stopniu z tym co do dyspozycji daje nam główny nurt. Tworzymy także pismo zaangażowane, w dosłownym znaczeniu. Publikacja, której pierwszy numer Wam przedstawiamy jest tylko jednym – choć bardzo ważnym – z wielu aspektów naszej działalności. Część pozostałych z pewnością zostanie na łamach pisma odzwierciedlona. Rzeczone zaangażowanie nie będzie jednak ograniczało się wyłącznie do opisywania naszej działalności, lecz w dużej mierze będzie nakierowane na zachęcanie i przekonywanie innych.

Socjalistyczna myśl polityczna to bowiem nie tylko teoria, ale i praktyka – realne działanie. Oczywiście, oba elementy są równie istotne, ale funkcjonują w nierozerwalnym związku. Ich rozdzielenie – niestety nader często praktykowane – jest jej polityczną kastracją. Już Karol Marks podkreślał w słynnej, jedenastej, tezie o Feuerbachu, iż „filozofowie dotychczas tylko interpretowali świat, idzie zaś o to, aby go zmieniać”. Podważenie takiej konieczności wymaga dziś sporego doprawdy samozaparcia… Poczucie konieczności przemian jest dziś tak powszechne, że nawet Barack Obama – od niedawna prezydent USA – musiał się na taką perspektywę powołać, by wygrać wybory.

Kwestia zasadnicza dotyczy jednak ilości i jakości proponowanych zmian. Znany brytyjski marksista – Alan Woods – powiedział kiedyś: „jeżeli dziś słyszysz o planach reform – sięgnij po rewolwer”. Niełatwo odmówić mu racji zważywszy na neoliberalną ofensywę przeprowadzoną w ostatnich latach na całym globie pod płaszczykiem właśnie reform oraz elastyczności. Jakich zmian żądają ludzie gromadzący się na demonstracjach, w związkach zawodowych i masowych partiach lewicowych, a jakich chce globalna finansowo-polityczna śmietanka?

Wszędzie tam, gdzie tli się iskra walki o lepszą przyszłość będziemy i my. Zwłaszcza towarzyszyć będziemy ruchowi pracowniczemu, ale – w żadnym wypadku – nie będziemy lekceważyć również innych postępowych inicjatyw społecznych. Niezwykle silna presja jaką wywiera na nie masowa ideologia, zaszczepiająca tam mniej lub bardziej prawicowe wątki, jest z pewnością poważnym politycznym zagrożeniem, podobnie jak siermiężna atmosfera wywołana totalną dominacją prawicowego dyskursu i wiszące nad Polską ciemne chmury katolickiego fundamentalizmu. Nie czas jednak załamywać ręce. Jak mawiał wybitny filozof Baruch de Spinoza – „naszym zadaniem nie jest śmiać się czy płakać, jeno rozumieć”. Twierdzenie to należałoby dziś rozszerzyć o „rozumieć i stworzyć konkretną ofertę polityczną oraz konsekwentnie ją propagować zdobywając stopniowo społeczne zaufanie”. Praktyka masowego ruchu społecznego z pewnością pokaże kto ma rację. Jedno pewne jest jednak już teraz – racji nie mają nieobecni.

Dochodzimy w ten sposób do sensu – osobliwego, jak oceniło wielu przed wydaniem pierwszego numeru – tytułu niniejszego kwartalnika. Nie będziemy zawracali Wam głowy historią dochodzenia do konsensusu w tej sprawie – dość powiedzieć, że dyskusje były wyjątkowo burzliwe, ale – koniec końców – decyzja podjęta została jednomyślnie. Nie sposób także przytoczyć najbardziej wyjątkowych argumentów przemawiających za takim właśnie brzmieniem tytułu, gdyż wymagało by to obszernych wyjaśnień dotyczących okoliczności w jakich one powstawały. Najważniejszym z nich jest demonstracyjna przekora wobec prymitywnego antykomunistycznego humoru i jednemu z jego naczelnych bon motów, słynnemu idiomowi – beton socjalistyczny. Tym mianem zwykło się pogardliwie określać osoby, które obstają konsekwentnie za lewicowymi rozwiązaniami. My do tej grupy należymy, toteż od razu uczciwie sygnalizujemy już na okładce – tak, jesteśmy socjalistycznym betonem. I jesteśmy z tego dumni!

A teraz… Bijcie brawo przyjaciele! Bo to jest początek końca komedii…
 
Pismo można zaprenumerować skłądając prośbę e-mailem. Prenumerata roczna wraz z egzemplarzem wiosennym wynosi 15 PLN + koszty wysyłki (2 PLN od sztuki, czyli 6 PLN za trzy numery). Numer konta, na który należy wpłacić pieniądze to 67 1140 2004 0000 3802 5261 0530. Serdecznie zachęcamy do wsparcia finansowego naszej inicjatywy i zakupu "Betonu" po cenie solidarnościowej 7 PLN lub dobrowolnych wpłat na dalszy rozwój magazynu. 
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing