Napięcie w energetyce Drukuj Email
Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org]   
16.06.2008.

 Polsce grozi nowy Szczecin. Kwestią roku, dwóch mogą być ogromne awarie energii w całym kraju, jeśli rząd nie zmieni swojej obecnej polityki w kwestii restrukturyzacji zakładów produkujących i dostarczających prąd – mówią związkowcy z Energa S.A., koncernu energetycznego zaopatrującego w prąd całą Polskę północną. Wszystko dlatego, że rozmaici karierowicze z rządzącej koalicji PO-PSL chcieliby tanim kosztem dorobić się tysięcy złotych, oficjalnie mówiąc o „modernizacji zakładu” i „dostosowywaniu się do dyrektyw unijnych”. Zapłaci za to nie kto inny niż pracownicy i konsumenci.

W czasie tzw. transformacji ustrojowej zmieniła się całkowicie filozofia rządu wobec sektorów strategicznych. Do tej pory obowiązywało przekonanie, że głównym celem ich funkcjonowania jest dostarczanie społeczeństwu niezbędnych dóbr, w tym wypadku prądu. Jednak po upadku „realnego socjalizmu” zwyciężył neoliberalizm, w którym wszystko jest towarem, bez względu na społeczne konsekwencje. Po sprzedaniu za bezcen Telekomunikacji Polskiej i osłabieniu polskiego górnictwa przyszedł czas na energetykę. W 1999 za zgodą sejmu rozpisany został przetarg, który był tylko zasłoną dymną dla uwłaszczania się członków rządu. Zakulisowe machinacje storpedowały rozmowy ze zwycięzcą przetargu, hiszpańską Iberdrolą, by nowym właścicielem energetyki mógł zostać Jan Kulczyk. Oczywiście oznaczałoby to uwłaszczenie związanej z rządem nomenklatury, dla społeczeństwa wzrost cen energii zaś dla załogi redukcje. Cały plan upadł, kiedy wyszły na jaw podobne manewry przy sprzedaży TP SA.  Skończyło się na zgrupowaniu polskich zakładów energetycznych w koncernach odpowiedzialnych za większe obszary kraju – poznańskiej Enei, gdańskiej Enerdze, krakowskim Enionie i wrocławskiej Energii Pro.  

W 2005 r. związki zawodowe i zarząd Energi podpisały umowę społeczną, na mocy której żadne zmiany w strukturze zakładu – przede wszystkim tworzenie nowych jednostek organizacyjnych – nie mogły się odbyć bez opinii związków zawodowych. Dwa lata później, w związku z unijną dyrektywą o utworzeniu tzw. operatorów systemu dystrybucji (czyli oddzieleniu przesyłu prądu od jego sprzedaży), zarząd zgodził się na spisanie nowej umowy, w której związki miały już nie tylko prawo opiniowania. Bez ich zgody nie mogła się odbyć żadna restrukturyzacja. Ten przedstawiany dziś jako skandaliczny związkowy przywilej „gest” nie był bynajmniej wynikiem dobrej woli pracodawcy. Zarząd znajdował się pod podwójną presją: z jednej strony zbliżał się wyznaczony w UE termin wyodrębnienia operatorów, z drugiej trwało pogotowie strajkowe. Dokument został podpisany, ale tak naprawdę zarząd nie zamierzał go przestrzegać.

Rozdzielenie sprzedaży energii elektrycznej od jej przesyłu jest przedstawiane jako konieczny krok w kierunku „unowocześniania rynku”, „rozbijania szkodliwego monopolu”, „dostosowywania przestarzałych rozwiązań do standardów unijnych”. Media głównego nurtu szermują nawet argumentem obniżenia cen prądu, do jakich ma dojść, gdy znikną „związkowe przywileje”. Jednak dla związkowców z Energi perfidia całej sytuacji jest oczywista. Wyodrębnienie spółek energetycznych o różnym profilu działalności oznacza zastąpienie jednego zarządu koncernu i jednej rady nadzorczej bliżej nieokreśloną na razie liczbą zarządów i rad nadzorczych, które w sumie wykonywać będą dokładnie te same zadania, co ongiś cały zakład! Wszyscy członkowie nowopowstałych zarządów i rad będą rzecz jasna suto wynagradzani. W ten sposób pieniądze, które mogłyby pójść na rozbudowę i modernizację sieci energetycznych, popłyną do kieszeni dorobkiewiczów!

Zatrzymana za czasów PiS realizacja tych planów zdecydowanie nabrała tempa za rządów PO-PSL. Neoliberalny rząd jest zorientowany na prywatyzowanie wszystkiego, co się da, zaś Energa ma zostać poligonem doświadczalnym dla zmian w sektorze energetycznym. Minister skarbu, minister gospodarki, rząd, prezes Urzędu Regulacji Energetyki reprezentują jednolite stanowisko – Energa ma jak najszybciej zostać podzielona na spółki. Kolejni powoływani szefowie koncernu (zupełnie niezwiązani z branżą energetyczną!) przychodzili na to stanowisko zdeterminowani, by zakończyć restrukturyzację za wszelką cenę. W tym celu zarząd posługuje się na masową skalę szantażem (grożąc pracownikom Biur Obsługi Klienta zwolnieniami), kłamstwami (sugerując, że wydzielenie już dawno zostało przesądzone w UE) oraz manewrując w celu zniszczenia jedności związkowej. Niektórym liderom związkowym obiecano dobrze płatne etaty oraz miejsca w nowych spółkach. Niestety, w kilku wypadkach skutecznie. Działania na rzecz przekupienia pracowników i zdobycia ich zgody na prywatyzację to zresztą w Polsce nie pierwszyzna. W 1996 r., w ustawie o komercjalizacji przedsiębiorstw państwowych, zastosowano haczyk w postaci obietnicy darmowego przekazania załogom 15% akcji prywatyzowanych zakładów. Tylko dzięki tej obietnicy udało się zdobyć zgodę m.in. na prywatyzację warszawskiego STOEN-u, sprzedanego niemieckiej spółce. Na „zbawienne” efekty urynkowienia nie trzeba było długo czekać. Niemcy jak najszybciej pragnęli odzyskać sumę zainwestowaną w zakup i w związku z tym ograniczyli do minimum wydatki na konserwację sieci. Kto stracił? Odbiorcy prądu oczywiście. Gwoli ścisłości należy dodać, że liberalny rząd, ponownie drogą zakulisowych manewrów, przymierza się teraz do odebrania także i obiecanych pracownikom akcji a przynajmniej zmniejszenia ich wartości.

Od listopada w energetyce trwa spór zbiorowy przeciwko tworzeniu spółek. W kwietniu pracownicy Energi zorganizowali godzinny strajk ostrzegawczy. Centrala rządowa nie zmienia zdania i powtarza te same oklepane argumenty, tymczasem wiadomo już, że  restrukturyzacja energetyki w forsowanej w Polsce formie bynajmniej nie jest obowiązkiem państw członkowskich UE! Centrale związkowe szykują manifestację w stolicy, a na jesień planowany jest strajk generalny w całym kraju. Związkowcy z Energi są zgodni - inaczej walczyć o prawa pracowników nie można, gdyż dotychczasowe doświadczenia pokazują, że jedynie zdecydowana demonstracja siły i solidarności zatrzyma kolejny akt okradania obywateli. W końcu to oni, płacąc wyższe rachunki za prąd, opłacą wynagrodzenia szefów nowych spółek i członków ich rad nadzorczych.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing