Podatki – nie dla idiotów Drukuj Email
Napisał(a): Piotr Kuligowski [socjalizm.org]   
11.11.2007.

W Polsce dyskusja na temat wysokości podatków została niemal całkowicie zakrzyczana przez neoliberałów. Według nich prawdą oczywistą dla każdego powinna być konieczność ich obniżania, co ma prowadzić do rozwoju sektora prywatnego, ergo - powszechnego szczęścia i dobrobytu. Panowie ci oczywiście nie przyznają, że ich jedynym celem jest zwiększanie dystansu między bogatymi i biednymi oraz przypodobanie się klasie posiadającej. A co ze zwykłymi ludźmi? „Ciemny lud wszystko kupi”, jak powiedział pewien prawicowy polityk… Niedoczekanie!

Przed rozpoczęciem rozważań trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czym tak naprawdę są podatki i jaka jest ich funkcja. Otóż nie są one niczym innym jak tylko jednym ze strumieni pieniędzy, które nieustannie krążą w gospodarce. Wbrew temu, co sądzą niektórzy liberalni eksperci, kapitał ten nie jest przez państwo „utylizowany”, a jedynie zmienia właściciela. Odbywa się to zgodnie z zasadą „w przyrodzie nic nie ginie”. Środki te państwo powinno przeznaczać na różnego rodzaju usługi i świadczenia oraz rozmaite inwestycje. Jest to więc tylko i wyłącznie element polityki socjalnej, której celem jest osiągnięcie ogólnego dobrobytu społecznego oraz podniesienie jakości życia.

Trzeba więc zdawać sobie sprawę, że liberalne ujęcie problemu podatków to nic innego jak bat wymierzony w klasę pracującą. Jest to po prostu antyspołeczna i antypracownicza masakra, która ma na celu nieustanne bogacenie się wąskiej części społeczeństwa (która notabene i tak jest bardzo bogata) w imię poszanowania własności prywatnej i wzrostu gospodarczego. Warto przy tej okazji obalić jeszcze inny ekonomiczny dogmat. Otóż zadaniem rządu nie jest, a przynajmniej nie powinno być nieustanne dążenie do przyspieszenia mitycznego „wzrostu gospodarczego”, który jest ekonomicznym nonsensem, nie dającym w praktyce żadnych wymiernych, pozytywnych rezultatów bez sprawiedliwego rozdziału jego owoców. Nie można bowiem mówić o jakimkolwiek wzroście przy tak wielkiej rozpiętości w dochodach, jaka występuje obecnie w wielu krajach świata. Choćby w Argentynie, wychwalanej pod niebiosa przez prawicowe media, notującej ok. 8 – 9% wzrost PKB można jednocześnie zauważyć olbrzymie różnice społeczne w ilości posiadanego kapitału. Kraj ten notuje jeden z najwyższych na świecie wskaźnik Giniego, określający poziom rozpiętości w dochodach. Kolejnym przykładem kraju o dużych różnicach społecznych jest Meksyk. Żyjący tam najbogatszy człowiek świata – Carlos Slim – posiada 6,6% meksykańskiego produktu krajowego brutto. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w Chile, gdzie 7% wzrost gospodarczy odczuwa tylko ok. 1% społeczeństwa. Jak widać liberalni eksperci zupełnie wyzbyli się wszelkiej moralności. ICH interesuje tylko to, by każdego dnia karmić nas wzrastającymi słupkami z procentami, by przy okazji wmówić nam, że doprowadzą one do powszechnego, ekonomicznego dobrobytu. Niestety, prezentowane dumnie wykresy nie sprawią, że bezdomni nagle znajdą dach nad głową, a pracownicy przestaną być wyzyskiwani.

Czy nasze społeczeństwo zdaje sobie sprawę, jakie będą konsekwencje wprowadzenia podatku liniowego? Jeśli nie, to najwyższa pora otworzyć ludziom oczy. Trzeba powiedzieć jasno, że jednolita stawka jest bardzo na rękę pracodawcom i biznesmenom, słowem – klasie posiadającej, która dzięki jego wprowadzeniu będzie mogła pozwolić sobie na zakup kolejnych luksusowych samochodów i jeszcze częstsze wyjazdy do egzotycznych krajów. Pracownicy, emeryci i renciści skorzystają na tej reformie bardzo niewiele lub zupełnie nic, a oceniając ją z bardziej odległej perspektywy nawet na tym stracą. Podatek ten obowiązuje w większości krajów Europy wschodniej, między innymi na Słowacji, Litwie, w Estonii, Macedonii i Rosji. Wprowadzenie go w tych krajach wcale nie wpłynęło pozytywnie na ich rozwój, a wręcz przeciwnie – doprowadziło do obniżenia poziomu wykształcenia, a co za tym idzie obniżenia ilości wykwalifikowanych pracowników i wykształconych kadr kierowniczych. Jednolita stawka podatkowa musi bowiem prowadzić do cięć socjalnych, które zawsze kończą się katastrofą i znacznym obniżeniem jakości życia. Tym bardziej może dziwić postawa niektórych polityków nazywających siebie „lewicowymi”, jak na przykład Leszka Millera, który słynie ze swych liberalnych poglądów gospodarczych. Były premier, a obecny założyciel partii Polska Lewica nie jest nawet w najmniejszym stopniu socjaldemokratą, tylko neoliberałem nie widzącym niczego złego w wyzysku. Nie wolno zapomnieć też jemu i panu Hausnerowi szumnie zapowiadanej „obniżki podatków dla przedsiębiorców”, która skończyła się katastrofą. Skorzystało z niej bowiem tylko 5% z nich, co najlepiej obrazuje, że podatek liniowy jest dobrodziejstwem… ale tylko dla najbogatszych!

Obecnie w Polsce budżet utrzymywany jest głównie przez pracowników oraz drobnych przedsiębiorców. Najbogatsi stosują różnego rodzaju sztuczki oraz wykorzystują luki prawne, byleby tylko nie oddać państwu zbyt dużej części olbrzymich dochodów. Nie pamiętają oczywiście o tym, że dorobili się dzięki pomocy innych ludzi i że uczciwe płacenie podatków byłoby dla społeczeństwa pewną rekompensatą, którą niewątpliwie są mu winni. Przecież każdy z obecnych milionerów dawniej uczył się w państwowej szkole, korzystał z darmowych bibliotek, służby zdrowia czy też szkolnictwa wyższego. Czyżby zbyt długie pławienie się w luksusach oderwało ich od rzeczywistości?

Warto zatem zastanowić się, jakie podatki byłyby najlepsze dla Polski. Przede wszystkim należałoby znacznie powiększyć kwotę wolną od podatku. W całym cywilizowanym świecie jest ona wyższa niż u nas. W krajach Europy zachodniej osoba, której dochody nie przekraczają minimum socjalnego, czy wręcz minimum egzystencji, są zwolnione od wszelkich świadczeń na rzecz państwa. Tam rozumie się, że nie ma najmniejszego sensu zmuszać tych ludzi do płacenia podatków, a następnie oddawać im zabrane wcześniej pieniądze w postaci świadczeń socjalnych, gdyż takie działanie niepotrzebnie napędzałoby i tak zbyt rozbudowaną biurokrację. Poza tym nie do pomyślenia jest, by podatkiem VAT obciążone były najpotrzebniejsze leki i produkty żywnościowe. Należałoby też przywrócić zlikwidowane bezmyślnie, w imię tak zwanego „upraszczania systemu”, ulgi mieszkaniowe. Przecież każdy człowiek musi gdzieś mieszkać, choć najwyraźniej liberałowie mają na ten temat zupełnie inne zdanie… No i powinno się natychmiast znieść podatek od rent i emerytur – zupełnym nonsensem jest  sytuacja, w której państwo wypłaca człowiekowi pieniądze, a w chwilę później odbiera mu część z nich. Oczywiście w wyniku takich reform powstałaby dziura w budżecie, którą trzeba by zapełnić. Nic prostszego, wystarczyłoby rozszerzyć progresję podatkową (która w Polsce i tak jest już tylko de nomine). O najbogatszych, którzy płaciliby najwięcej nie trzeba się martwić. Oni zawsze sobie poradzą.

Jak wspomniano wcześniej rolą podatków jest tworzenie polityki prospołecznej. Niestety, w naszym kraju lwia część pozyskiwanych przez państwo pieniędzy jest bezmyślnie trwoniona. Polska – co wynika ze specyfiki samego kapitalizmu - jest bowiem krajem umocowanym w określonej klasowej rzeczywistości i w jej obecnym kształcie wszelkie mechanizmy władzy służą klasie posiadającej. W innych krajach sytuacja często wygląda podobnie, ale u nas jest to szczególnie widoczne. 5 mld złotych rocznie kosztuje nas utrzymanie kościoła katolickiego. Doliczmy jeszcze instytucje takie jak IPN czy Muzeum Powstania Warszawskiego, a już powstanie niezła sumka. Jednocześnie szkoły czy szpitale są zamykane lub prywatyzowane. Nonsens? Mało powiedziane…

W ramach systemu kapitalistycznego socjaliści walczą także o wszelkie reformy, które będą korzystne dla świata pracy, niemniej umieszczać je należy w szerszej perspektywie wyzwolenia się spod wolnorynkowego jarzma. Trzeba zdawać sobie sprawę, że wszelkie socjaldemokratyczne postulaty, takie jak na przykład progresja podatkowa, są tylko koniecznym hasłem przejściowym i winny prowadzić do dalej idących zmian. Pamiętać trzeba, że w ramach ekonomii wolnorynkowej nie utrwalimy żadnych prospołecznych zdobyczy gospodarczych.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing